mejson.e
11.05.08, 11:47
W piątek na warszawskiej ulicy wyprzedził mnie ze świstem citroen xsara i
przeleciał przez skrzyżowanie na wczesnym czerwonym - ja hamowałem na późnym
żółtym.
Stałem na czerwonym ale widziałem jego manewry za skrzyżowaniem - skakał jak
konik szachowy po trzech pasach i zatrzymał się na następnym czerwonym, z
którego ruszyliśmy już razem.
Zerknąłem na niego z ciekawości wyprzedzając (!?) go dotaczając się sąsiednim
pasem i zobaczyłem trzydziestoparolatka w ciemnych okularach dość nerwowo
bębniącego palcami po kierownicy.
Uwagę przykuła mi spora naklejka na przedniej szybie - LEKARZ.
Zrozumiałem, że kierujący traktuje ją jako wyróżnik pojazdu prawie
uprzywilejowanego i liczy na wyrozumiałość policji czy straży miejskiej.
Przyznam się szczerze, że jeśli ten lekarz leczy tak, jak jeździ, to nie
chciałbym trafić pod jego opiekę.
Z drugiej strony - czy naprawdę potrafimy oddzielić swój sposób jazdy od
naszego prawdziwego "ja" - czy pitbul za kierownicą jest barankiem na
piechotę, czy chamski, agresywny wobec innych na drodze, może być uprzejmym,
ludzkim człowiekiem na co dzień?
Czy nie jest tak, że na drodze wyłazi z nas najgorsze, ale prawdziwe "ja"?
Podobno najlepiej poznaje sie człowieka w długiej podróży, czy dotyczy to
także spotkania go na drodze?
Czy może jednak błędy popełniane na drodze źle wróżą i mogą oznaczać np. błędy
w sztuce lekarskiej?
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.