Dodaj do ulubionych

Bylem swiadkiem wypadku

12.05.08, 18:42
Nie wazne gdzie i co.

Pogotowie przyjechalo prawie natychmiast (dluzej niz dojazd karetki, trwalo dodzwonienie sie na ktorykolwiek numer alarmowy!). Potem przyjechalo co? Ano TV... Na nasza dzielna policje czekalismy ponad 2 godziny.
Obserwuj wątek
    • mejson.e Optymistyczne... 12.05.08, 19:17
      emes-nju napisał:

      "Pogotowie przyjechalo prawie natychmiast (dluzej niz dojazd karetki, trwalo dod
      zwonienie sie na ktorykolwiek numer alarmowy!)."

      To dobrze, że przyjechało szybko. Pytanie tylko, czy powinieneś liczyć jako czas
      reakcji ten, jaki minął od Twojego zgłoszenia do przyjazdu karetki, czy może
      karetkę wezwał wcześniej ktoś inny, komu udało się do dzwonić wcześniej?

      W obecnym nasyceniu telefonami komórkowymi chyba nie ma samochodu bez co
      najmniej jednego wewnątrz.
      Całkiem prawdopodobnie, że wszyscy świadkowie wypadku w tej samej chwili
      próbowali się dodzwonić pod ten sam numer przez tę samą stację bazową...

      "Potem przyjechalo co? Ano TV...
      Na nasza dzielna policje czekalismy ponad 2 godziny."

      No to do optymistycznych nie należy :-/

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • emes-nju Re: Optymistyczne... 12.05.08, 20:14
        mejson.e napisał:

        > To dobrze, że przyjechało szybko. Pytanie tylko, czy powinieneś
        > liczyć jako czas reakcji ten, jaki minął od Twojego zgłoszenia do
        > przyjazdu karetki, czy może karetkę wezwał wcześniej ktoś inny,
        > komu udało się do dzwonić wcześniej?

        Mnie bardziej poruszylo to, ze od momentu, w ktorym zaczalismy dzwonic (112, 999, 997), do momentu dodwonienia sie minelo sporo czasu.

        Do tempa przyjazdu karetki nie mam zadnych zastrzezen.

        > Całkiem prawdopodobnie, że wszyscy świadkowie wypadku w tej samej
        > chwili próbowali się dodzwonić pod ten sam numer przez tę samą
        > stację bazową...

        Moze...

        W koncu dodzwonilismy sie jak juz cale towarzystwo gapiow zaczelo sie rozchodzic.

        BTW - warto jakos "oddolnie" uregulowac kto dzwoni. Bez sensu jest, zeby dzwonil kazdy, kto widzi wypadek. To rzeczywiscie moze prowadzic do zapchania laczy. Jezeli jadacy samochodem widzi ludzi udzielajacych pomocy poszkodowanemu, to chyba naturalne jest, ze wlasnie "ratownicy" dzwonia - szczegolnie jezeli tych "ratownikow" jest kilku (jak dzis). Ja krecilem sie obok poszkodowanego, a moja luba dzwonila - to wystarczy.
    • inguszetia_2006 Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 19:54
      Witam,
      Co Ty ciągle tak pomstujesz na Policję? Przecież się nie rozdwoją,
      roztroją itd.itp. Czy to ich wina,że muszą latać od wypadku do
      wypadku, od stłuczki do stłuczki? Przecież to nie oni się
      porozbijali, tylko nasi wspaniali kierowcy.
      To po pierwsze.
      A po drugie; podatek liniowy 50-procentowy i jesteśmy w raju;-)
      Ostrzegam! To żart;-)
      Pzdr.
      Inguszetia
      • emes-nju Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 20:05
        Niech sobie lataja od stluczki, do stluczki, a do WYPADKU z klientem, ktorego pogotowie zawiozlo do szpitala, lepiej by bylo, zeby przyjezdzali PRZED reporterem TV... Przez 2 godziny oczekiwania samochody dokladnie rozjechaly wszystkie slady.

        Tu nie o naklady na policje chodzi.
        • inguszetia_2006 Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 20:13
          Witam,
          Chodzi właśnie o nakłady.W takich sytuacjach tylko o to.
          Potrzebne są samochody w takiej ilości, by mogły w każdej chwili
          swobodnie dojechać. Potrzebna jest benzyna, by mogły jeździć i
          potrzebne są pieniądze, by policjanci mogli sobie zaparzyć kawę w
          czajniku elektrycznym.
          Pzdr.
          Inguszetia
          • inguszetia_2006 Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 20:16
            Witam,
            Miało być zagotować wodę w czajniku;-)
            Bo gdzieś czytałam, że dyrektywy nowe dostali.
            I jak chcą kawę, to powinni popytać kolegów i jak się zbiorą chętni,
            to wtedy można uruchamiać czajnik;-)
            Czyż to nie straszne?;-)
            Pzdr.
            Inguszetia
          • emes-nju Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 20:20
            Potrzebna jest dobra organizacja.

            Jestem gotow sie zalozyc, ze radiowozow "wypadkowych" jest tyle, ze daliby rade zdarzac do powazniejszych wypadkow zanim wszelkie slady zostana zatarte.

            Co ciekawe, do wypadku (poinformowalismy przez telefon, ze z rannym czlowiekiem!) najpierw wyslano patrol z mlodziakami, ktorzy nie moga prowadzic czynnosci w takich sytuacjach (czyli nie ma brakow sprzetowo-kadrowych - mogly wyjechac dwa radiowozy...). Mlodziaki moglyby za to zajac sie zabezpieczaniem sladow. Nie zajeli sie! Stali na chodniku i sie gapili. Tuz przed przyjazdem "wypadkowych" kazali prawdopodobnemu sprawcy dmuchac w alkomat.

            To nie naklady, a zla organizacja!
            • inguszetia_2006 Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 20:33
              Witam,
              Wiesz, Emesie, ja pracowałam w budżetówce i znam problemy
              budżetowych. Oszczedzanie prądu przez Policjantów, to jest właśnie
              clou problemu. Czy Ty wiesz,że oni nie mają na kamizelki
              kuloodporne?
              A fachowcy kosztują, bo inaczej zostają na służbie gamonie.
              Pzdr.
              Inguszetia
              • emes-nju Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 21:13
                Rozumiem, ze chlopcy oszczedzaja tak intensywnie, ze az dwa radiowozy do wypadku
                wysylaja ;-)
                • inguszetia_2006 Re: Bylem swiadkiem wypadku 12.05.08, 22:46
                  emes-nju napisał:

                  > Rozumiem, ze chlopcy oszczedzaja tak intensywnie, ze az dwa
                  radiowozy do wypadk
                  > u
                  > wysylaja ;-)
                  >
                  Witam,
                  Błędny wniosek;-)Chłopcy oszczędzają i na dyspozytornię dali idiotę;P
                  Albo wersja inna. Takiego dymu żeście narobili tymi telefonami, że
                  wysłali dwie jednostki, bo się bali, żebyście nie wpadli w
                  histerię;P
                  Pzdr.
                  Inguszetia
    • jane14 Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 07:54
      Bo angażujemy policje w zupełnie bzdurne interwencje.
      Gdzieś zasłyszałem/przeczytałem że np. w Krakowie do stłuczek i
      wypadków jezdzą tylko dwa radiowozy drogówki.
      Biorac pod uwage ze jedna interwencja zabiera min 30 minut, a dzis
      jest taka moda by do każdej stłuczki wołać policje nic wiec dziwnego
      że kolejka jest długa.
      W Polsce po prostu trzeba zmienić prawo i albo stłuczkami zajma sie
      likwidatorzy ubezpieczyciela, albo policja bedzie wystawiać za takie
      interwencje rachunki.
      Także mandaty za stłuczki powinny być bardzo wysokie a sprawca
      próbujący krecić, zgodnie z obowiazujacym prawem karany za
      utrudnianie dochodzenia.
      Wtedy być moze wreszcie kierowcy potrafia sie dogadać co do
      uszkodzonych zderzaków lamp itp. pierduł, a ubezpieczyciel skoro ma
      watpliwości czy nie dochodzi do wyłudzeń, niech przysyła na miejsce
      zdarzenia swojego przedstawiciela i prowadzi dochodzenie na swój
      koszt, nie angażujac w to pieniedzy podatników.

      PS Policja w tym przypadku zapewne uzyskała informacje z pogotowia i
      wiedząc że wypadek jest niegrożny "usytuowała" go w kolejce
      oczekujacych. Po za tym z tymi sladami itp rzeczami to raczej mit. W
      praktyce postepowanie w takich przypadkach dalece odbiega od
      standartu "telewizyjnego". A tak naprawde to z reguły pierwsza
      przyjeżdza laweta...
      • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 08:17
        W razie, gdybyś nie wiedział co powinien zrobić policjant na miejscu
        zdarzenia, tu masz ściągę:
        tinyurl.com/6ovne6
        Jest wiele spraw, w których policja MUSI uczestniczyć, bo od tego
        jest. Nieważne, czy są to sprawy drobne, czy też nie...
        • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 08:30
          Jako kierowca wszystkie te czynności które tam masz opisane masz
          obowiazek sam uczynić (usuniecie pojazdów, znaki ostrzegawcze itd) i
          to niezwłocznie i niezależnie czy policja jest wzywana czy nie.
          Oczywiście moze byc sytuacja gdy kierowcy nie poradzą sobie bez
          pomocy policji, ale 90% interwencji to jednak wystarczy załatwić
          miedzy sobą i TU.
          PS Instrukcja mówi wyraźnie co policja ma zrobić po "uzyskaniu
          informacji o zdarzeniu...", ale jeśli nie ma ofiar, a ze skutkami
          możesz sobie sam poradzić, wzywanie policji jest wogóle niepotrzebne
          i nie wymagane.
          • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 08:56
            Aha, rozumiem. Więc tak: namierzyłem nielegalną masarnię,
            sprzedającą wyroby z niebadanego mięsa na lokalnych bazarach. Sprawę
            przekazałem Inspekcji Weterynaryjnej. Ta, po kilku nieudanych
            próbach zlustrowania miejsca (przedsiębiorczy właściciele
            najwyraźniej unikali urzędasów) wkroczyła w asyście policji. Okazało
            się, że postąpiono źle zabierając policji cenny czas - trzeba było
            załatwić sprawę "we własnym zaktresie"...
            Inny przykład: pewna dobrze mi znana osoba - starsza pani, miała
            kolizję. Jadąc przez pewną wieś mijała stojącą na poboczu grupkę
            miejscowej młodzieży. Nagle, dwóch wyrostków wyskoczyło na jezdnię,
            jakby chcieli rzucić się jej pod koła (pewnie uważali to za świetny
            kawał), osoba spanikowała, uskoczyła w lewo i wciąż hamując
            najechała na tył jadącego przed nią samochodu ( było wąsko a ten
            nagle się zatrzymał, pewnie poznał delikwentów ale potem twierdził
            uparcie że jechał). Gość namówił sprawczynię, by nie wzywać policji
            (jak się dowiedziano, był to handlarz używanymi samochodami, który
            właśnie ten samochód sprowadził i miał go sprzedać ale nie opłacił
            jeszcze nawet cła i wogóle nie załatwił żadnych formalności, chciał
            jednak trochę sobie pojeździć). Powiedział że to drobna stłuczka,
            bez znaczących szkód, po co więc ma płacić mandat 600zł skoro można
            się dogadać itd.. Po paru dniach zgłosił się ze świadkami i
            deklaracją, że naprawa jego samochodu będzie kosztowała co najmniej
            4000 zł. Sprawę załatwiono "we własnym zakresie" (może liczyć tylko
            na OC i lepiej niech nie próbuje kombinować) a policja słusznie
            zaoszczędziła czas, tak potrzebny na przeglądanie zdjęć z
            fotoradarów...
            • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 09:50
              kozak-na-koniu napisał:

              > Aha, rozumiem. Więc tak: namierzyłem nielegalną masarnię...

              Czy w PORD jest coś o masarniach ? I inspekcja weterynaryjna wkracza
              do nich w asyście drogówki ?
              Trzymaj sie tematu !

              > osoba spanikowała, uskoczyła w lewo i wciąż hamując
              > najechała na tył jadącego przed nią samochodu ...
              > było wąsko a ten nagle się zatrzymał...

              ale nie wyrósł spod ziemi wiec młodzieńcy raczej uratowali panią
              przed poważniejszym wypadkiem bo zaczeła wcześniej hamować ...

              > Sprawę załatwiono "we własnym zakresie" (może liczyć tylko
              > na OC i lepiej niech nie próbuje kombinować)

              Nie zaleznie od tajemniczych okoliczności tego zdarzenia....
              W razie stłuczki sporzadzasz oświadczenie (może być na druczku np.
              TU ale moze być i inne) i powinno zawierać mniej wiecej to samo co
              robi policja, tyle że zamiast określenia winy i mandatu jest
              oświadczenie sprawcy o przyznaniu się do winy. A co dokładnie, to w
              kazdym TU, czy na ich stronie internetowej znajdziesz.
              Potem tylko zgłosic szkode do TU.
              Wezwanie policji oczywiście jest zasadne w przypadku watpliwości ale
              też powinno być solidnie "nagrodzone" gdy kierowcy, kręca co do
              okoliczności wydarzenia i to jest powodem watpliwości, a nie same
              okoliczności zdarzenia. To powinno skutecznie odstraszać "idących w
              zaparte"...
              Dlaczego mamy wszyscy płacić, tylko dlatego ze np jakaś pani ma PJ i
              podpisała umowę z TU, a nie zna procedur i wymagan jakie stawia TU
              dla likwidacji szkody, czy też nie zna PJ aby wykluczyć winę, czy
              też przyznać się do winy.
              A nie wszystkie TU wymagaja np. protokołu policji. Niektóre nawet
              przysyłaja do pomocy swoich przedstawicieli na miejsce zdarzenia
              (podobno).
              A poza tym na jakiej podstawie ten handlarz chce odszkodowania z OC
              jeśli ta pani nie przyznała się do winy, ani nie ma orzeczenia
              policji ?

              PS Przegladaniem zdjec z fotoradarów nie zajmują sie ekipy
              interwencyjne drogówki. Co prawda kazdy argument jest dobry by
              skrytykować fotoradry, ale to budujace, bo znaczy ze sa skuteczne!
              • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 10:32
                Nie musisz interpretować wypadku, bo sprawa dotyczy członka mojej
                rodziny i doskonale ją znam, ponieważ osobiście uczestniczyłem w
                rozmowach (do winy się przyznała, bo w takiej sytuacji było to
                jedynym sensownym wyjściem, gdy oba pojazdy zostały usunięte a
                świadkowie wypuszczeni); zasad postępowania po wypadku także nie
                musisz mi tłumaczyć, bo je znam. Mam jednak dość doświadczenia, by
                uważać i wszystkim zalecać wzywanie policji w każdej sytuacji (nie
                dotyczy spraw naprawdę drobnych - takich jak np. zarysowany lakier
                na parkingu, gdy obie strony sprawę bagatelizują i nawet nie
                wymieniają adresów). Przyjęcie zgłoszenia i spisanie protokołu na
                miejscu zdarzenia jest OBOWIĄZKIEM, nie uprzejmością policji, tenże
                protokół jest NIEPODWAŻALNYM dowodem (oczywiście można go
                kontestować, wnosić zastrzeżenia itp.) w razie jakichkolwiek
                problemów z ubezpieczycielami, wzajemnych roszczeń uczestników itd.
                a "nagradzanie" kogokolwiek jest zwykłym wygodnictwem
                i "spychologią", prowadzącymi w prostej linii do szykanowania.
                Policja bowiem nie jest "państwem w państwie" i nie istnieje "sobie
                a muzom".
                • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 11:22
                  kozak-na-koniu napisał:
                  >... "nagradzanie" kogokolwiek jest zwykłym wygodnictwem
                  > i "spychologią", prowadzącymi w prostej linii do szykanowania.

                  Nie pisze by szykanowac kogokolwiek ale zgodnie z prawem karać.
                  Jeśli kierowca w sposób ewidentny kłamie usiłujac zwalić wine na
                  innych to powinien ponieśc konsekwencje. (chyba od 2-5 lat za
                  utrudnianie postepowania i fałszywe zeznanie),
                  Jeśli okazuje się, że nie jest wstanie okreslic, czy jest, czy nie
                  jest winny bo niezna przepisów, powinien zgodnie z prawem byc
                  kierowany na ponowny egzamin.
                  A stłuczki o ile to mozliwe kierowcy powinni załatwiać miedzy sobą
                  bo ten radiowóz moze gdzieś być naprawdę potrzebny i uratować czyjes
                  zdrowie i życie a nie zajmować się parą kłotliwych przygłupów co nie
                  dosć że doprowadzili do kolizji to jeszcze zachowują się jak dzieci.

                  > Policja bowiem nie jest "państwem w państwie" i nie
                  istnieje "sobie a muzom".

                  Nie, i nie istnieje też po to by odwalac robotę za TU. Poza tym to
                  kosztuje wiec dlaczego wszyscy mają płacić. Niech płaci TU z OC
                  sprawcy za takie interwencje.
                  Pamietaj tu nie ma ustawowego obowiazku udziału policji w
                  postepowaniu w przeciwieństwie do sytuacji gdy sa ofiary, a
                  ustalenie sprawcy i okreslenie szkód materialnych i tak wchodzi w
                  zakres postepowania przy likwidacji szkody.
                  • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 11:39
                    Aha. Więc, jeśli kiedyś będziesz miał kolizję ze mną, nie bądź
                    zdziwiony jeśli mój podpis pod oświadczeniem nie będzie moim
                    podpisem, następnego dnia po kolizji na moim pojeździe nie będzie
                    żadnego śladu, moje OC od dawna jest nieważne, powiem że nigdy w
                    życiu Cię nie widziałem albo że po pijaku zmusiłeś mnie do
                    podpisania jakiegoś świstka a kolizja nie miała miejsca bo ostatni
                    raz za kierownicą siedziałem pół roku temu (wyobraź sobie, że takie
                    sytuacje w realu się zdarzają, wcale nie tak rzadko)...
                    • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 12:20
                      kozak-na-koniu napisał:

                      > Aha. Więc, jeśli kiedyś będziesz miał kolizję ze mną, ....
                      sytuacje w realu się zdarzają, wcale nie tak rzadko...

                      W realu to ja nosze z reguły przy sobie telefon (niezbyt wyszukany
                      za ~300Pln. Którym moge cała nasza "rozmowe" nagrac. uszkodzenia
                      samochodów sfotografować (najlepiej z twoją osoba w tle. Takze twoje
                      dokumenty. Niezależnie od tego, umie czytac w tym terminy wazności
                      też. Poza tym wiekszośc TU ma telefony całodobowe (widnieją na
                      polisie), i mozna telefonicznie w razie watpliwości sprawdzić
                      ważnosć polisy, w tym też zgłosić stłuczkę z miejsca zdarzenia itd.
                      No i sprawca pisze oświadczenie własnorecznie a nie tylko podpisuje.
                      Tyle, że trzeba myśleć, a nie liczyć że policja pomyśli za ciebie.
                      Ale niezależnie od tego, jeśli bedziesz cwaniakował, to policje
                      wezwę tyle że nie do stłuczki tylko do ciebie...
                      Tym bardziej jak bedziesz pijany, bo to już nie sprawa stłuczki a
                      przestepstwa w ruchu drogowym sciganego z urzedu.

                      To gdyby była twoja wina, jak bedzie moja to masz problem z głowy...
                      Co mam obowiazek zrobic to zrobie bez dziecinnego chowania głowy w
                      piasek.

                      • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 12:38
                        Zapewne na formularzach zgłoszeniowych zauważyłeś również taki
                        akapit:
                        "(nie stanowi dowodu wskazującego odpowiedzialność,
                        lecz jedynie podstawę rozpoznania
                        charakteru wypadku)"
                        A napić, to ja się mogłem już po wypadku...:-P
                        • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 13:09
                          kozak-na-koniu napisał:

                          > Zapewne na formularzach zgłoszeniowych zauważyłeś również taki
                          > akapit:
                          > "(nie stanowi dowodu wskazującego odpowiedzialność,
                          > lecz jedynie podstawę rozpoznania
                          > charakteru wypadku)"

                          Ale na oswiadczeniu sprawcy już nie, a jak sobie dopiszesz takie coś
                          to najwyżej doczekasz sie policji, słusznego mandatu itd...

                          Załatwienie sprawy na drodze, jest dla ludzi normalnych i choc to
                          nie modne słowo majacych coś takiego jak odwaga cywilna, uczciwosć
                          itp.
                          Przykro mi, ale gdybyś w realu próbował stosowac tanie chwyty rodem
                          z bazaru, to masz małe szanse by ktoś cie takim uznał i nie wezwał
                          policji. A to jedank kosztuje :
                          A) Mandat może nie wysoki jak nalezy, ale zawsze.
                          B) Punkty karne (moze te ostatnie)
                          C) Dowód rejestracyjny i holowanie + badanie techniczne po naprawie
                          (nawet drobiazg typu stłuczone szkiełko wystarczy by samochód
                          policja uznała za niezdolny do ruchu). Jak masz AC w pełnej wersji
                          to moze ci zwisac, ale bez tego to już kolejne parę stów. No i
                          kłopot.
                          D) Oczekiwanie na policje. Z reguły kilka godzin.

                          Czy warto?
                          Owszem jest grupa ludzi którym sie wydaje, że wcisną komuś kit, ale
                          to niestety tylko bajki. Z reguły sprawca, czy przed przyjazdem
                          policji czy po, jest nadal ten sam i z reguły nadal nieprzekonany
                          tyle, że podwójnie "doceniony".
                          • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 13:19
                            Przekonałeś mnie:
                            A) Nie będę płacił mandatu;
                            B) Nie będę tracił punktów karnych (choć od paru lat mam czyste
                            konto);
                            C) Nie mam Ac, bo się nie opłaca. Scholować mogę we własnym
                            zakresie, koleś ma linkę holowniczą a badania techniczne po kolizji -
                            po co?...
                            D) Nie będę tracił czasu czekając na policję.
                            E) Oświadczenia sprawcy nie podpiszę, bo się nie przyznaję - i już.
                            Co do tych bajek - oj chłopie, chłopie! Wyjdź od czasu do czasu zza
                            kompa i pożyj w realnym świecie...
                      • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 13:00
                        Zresztą, ten pojazd prowadził mój znajomy. Nawet nie wiem który, bo
                        było nas czterech a ja w momencie kolizji właśnie spałem. Twój
                        filmik pokazujący mnie na tle należącego do mnie pojazdu nie jest
                        żadnym dowodem na to, że to ja go prowadziłem gdyż w chwili, w
                        której go robiłeś tamci właśnie poszli się odlać a w ogóle, to była
                        ewidentnie Twoja wina. Ja tylko opisałem sytuację z mojego punktu
                        widzenia i nie będę płacił z mojego OC bo nie chcę tracić zniżek.
                        :-PPP
                        • Gość: na zimno Ty, kozaku, powinienes byc tworca "...kalizacji" IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.05.08, 13:18

                          Masz wszelkie cechy mentalnosciowe, ktore sa charakterystyczne dla
                          tzw. nowego ladu spolecznego opartego na prawie, prawie i tylko
                          prawie, ktore jak wiadomo stoi na strazy.

                          Takie tam archaiczne haselka jak np. odpowiedzialnosc lub uczciwosc
                          nie maja dzisiaj racji bytu. To juz jest lamus.Tylko jakies stare
                          repy na skutek demencji moga sie na to powolywac.

                          Kauzyperdzi musza przeciez z czegos zyc.

                          • kozak-na-koniu Re: Ty, kozaku, powinienes byc tworca "...kaliz 13.05.08, 13:24
                            ...Prawda? A co - taki już ze mnie nieodpowiedzialny cham, ćwok,
                            swołocz, żłób oraz wyzuty z wszelkich ludzkich uczuć element
                            aspołeczny i w ogóle woda na młyn odwetowców z Bonn ale tak
                            naprawdę, to tego wcale nie widać. Na oko bowiem jestem kulturalny i
                            ładny, choć wydaję się mocno nierozgarnięty, bo wolę działać z
                            zaskoczenia, jak partyzant: w mordę, nożem i do lasu.:-D
                            • Gość: na zimno Jednak masz bardzo powazna zalete: szczerosc IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.05.08, 13:35
                              .(kropka)

                              I tego mocno brakuje naszym politykom.
                              Moze otworzysz szkole PR?

                              • kozak-na-koniu Re: Jednak masz bardzo powazna zalete: szczerosc 13.05.08, 13:49
                                Na PR się nie znam a polityką brzydzę ale może jakaś spółka z
                                ograniczoną odpowiedzialnością a nawet bez?
                            • inguszetia_2006 Re: Ty, kozaku, powinienes byc tworca "...kaliz 13.05.08, 13:47
                              kozak-na-koniu napisał:

                              > ...Prawda? A co - taki już ze mnie nieodpowiedzialny cham, ćwok,
                              > swołocz, żłób oraz wyzuty z wszelkich ludzkich uczuć element
                              > aspołeczny i w ogóle woda na młyn odwetowców z Bonn ale tak
                              > naprawdę, to tego wcale nie widać. Na oko bowiem jestem kulturalny
                              i
                              > ładny, choć wydaję się mocno nierozgarnięty, bo wolę działać z
                              > zaskoczenia, jak partyzant: w mordę, nożem i do lasu.:-D

                              Witam,
                              I tak trzymaj Broda;P
                              Pzdr.
                              Inguszetia
                              • kozak-na-koniu Re: Ty, kozaku, powinienes byc tworca "...kaliz 13.05.08, 13:52
                                Dziękuję. No dobra, dość wygłupów, bo tiges się zbiesi i też
                                potrolluje.;-)
                        • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 13:20
                          kozak-na-koniu napisał:

                          > Zresztą, ten pojazd prowadził mój znajomy...
                          Przeczytaj to jeszcze raz i... wydoroślij.
                          Sad czy policja to naprawdę co innego niż tata czy mama. Nie przyjma
                          za dobra monete bzdetnych tłumaczeń bo ...to takie dobre dziecko.
                          Same koszty sadowe za powóctwo cywilne które niewątpliwie dostaniesz
                          jak nie od poszkodowanego to z TU w którym był ubezpieczony,
                          wyniesie wiecej niż twoja całą wieloletnia składka a nie zniżka. A
                          im wiecej będziesz cudował tym wiecej rozpraw ekspertów i ...
                          pieniażków. Twoich pieniażków. Bo od tego nie ma ubezpieczenia, to
                          nie wynik "ruchu pojazdów" tylko twej głupoty.
                          • kozak-na-koniu Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 13:27
                            Byłeś kiedyś w sądzie (na rozprawie, może być cywilna)? Raczej
                            nie... A w ogóle, to "powództwo".
                            • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 13:36
                              kozak-na-koniu napisał:

                              > Byłeś kiedyś w sądzie

                              Jako strona nie, bo jak narazie z normalnymi sie dogaduje, a nie
                              normalnych unikam. Ale znam dosć dobrze KC i KH chociaż nie z powodu
                              sporów, ale właśnie po to by sporów unikać.
      • tiges_wiz Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 12:25
        Wszystko dlatego, ze ubezpieczyciele sie migaja i nie respektuja oswiadczen.
        Wystarczy wiec ze sprawca sie wycofa, nawet jak wina jest ewidentna i sa problemy.
        • jane14 Re: Sami jesteśmy sobie winni... 13.05.08, 12:44
          Dokładnie, choć sami wiedza, że jest to nielegalne (stad wielu
          pouczeniach TU jest "nie podpisuj oswiadczeń"). Sprawcy też czesto
          się wycofuja po sugestiach ubezpieczycieli, tyle że nie zdaja sobie
          sprawy ze jest to mało skuteczne (w bajki o stresie czy tym podobne
          bzdety to juz na szczeście sady w Polsce przestały wierzyć i z
          reguły przyjmują własnoreczne oświadczenia za dostateczny dowód), a
          bywa, że kosztowne (i to dla sprawcy nie TU)o wiele bardziej niż
          podwyżka składki.
          Jesli można wiec tu mówić o szykanowaniu, to własnie TU szykanują
          swoich klientów, którzy chcą załatwiac sprawy szybko i bez zbednych
          formalności, majac na uwadze też interes poszkodowanego przez siebie.
        • Gość: na zimno Ubezpieczenia maja "solidna" podbudowe IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.05.08, 12:51
          "hakologiczna".

          Dlatego tez dzialalnosc firm ubezpieczeniowych jest zblizona w swoim
          charakterze do dzialalnosci na granicy procederu zwanego
          przy innych okazjach po prostu oszustwem.

          Przyjmowanie skladek ubezpieczeniowych objete jest taka chmara
          przepisow, warunkow, regulacji itp., ze ich niezaplacenie
          w zasadzie pozwala "uciac leb" klientowi juz przy pierwszej okazji.

          Jednak, gdy tylko klient ma jakies roszczenia, wowczas okazuje
          sie, ze najlepiej bedzie jak je sobie sam wyplaci ze swojej kieszeni.

          Dzieki temu powstaja te wszystkie biurowce i stanowiska prezesow.
          No i reklamy ma sie rozmiec.




    • rapid130 Re: Bylem swiadkiem wypadku 14.05.08, 20:56
      Zdarzało mi się (ja, hienia prasowa) przyjeżdżać do wypadków razem
      ze strażą pożarną, przed karetką (rzadko) i policją (zwykle).

      Jeżeli samochód uczestniczący w wypadku jest mocno pokancerowany,
      czyli istnieje podejrzenie, że kierowca / pasażerowie zostali
      uwięzieni w środku, a nawet tylko gdy z któregoś auta wyciekły na
      jezdnię płyny fizjologiczne -> ZAWSZE telefonujcie w pierwszej
      kolejności na 998.

      Z moich spostrzeżeń wynika, że strażacy reagują najsprawniej. Są jak
      Wash & Go. Zrobią wszystko co trzeba. Potrafią skutecznie udzielić
      pierwszej pomocy. Często okazują się niezbędni, żeby uwolnić
      poszkodowanych. Sterują ruchem. Na końcu posprzątają. (I tak zwykle
      policja wzywa ich do wypadków / kolizji w charakterze "sprzątaczy",
      nawet jeżeli wystarczyłoby zamieść szkło :/).

      (Obserwowałem sytuacje, że pogotowie mogło tylko "zaopatrzyć"
      pacjenta w aucie, ale musiało zaczekać na strażaków, wezwanych
      dopiero po przyjeździe karetki / policji na miejsce. Tracono
      bezcenne 10-25 minut).

      Po policję dzwoni się na końcu. Nie są potrzebni do ratowania ludzi.

      * * *
      I nie oglądajcie się na innych. ZAWSZE próbujcie się dodzwonić.

      Kiedyś byłem na sesji rady gminy X. W lokalu było duszno. Nagle
      zasłabł przewodniczący. Po prostu - trach! - spadł pod stół
      prezydialny. Przez kilka minut nie można go było docucić, chociaż
      puls i oddech był.

      Ktoś powiedział, że ktoś inny poleciał zatelefonować na pogotowie.
      Ale mimo tego wyszedłem na świeże powietrze i z komóry próbowałem
      się dodzwonić do pogotowia. Złapałem połączenie po jakichś 3-4
      minutach od omdlenia gościa.
      I byłem pierwszy (!) który o tym doniósł.
      A podobno X ludzi już próbowało się dodzwonić z komórek, z
      sekretariatu w urzędzie...

      Przewodniczący miał kupę szczęścia.
      Erka przypadkiem wracała z terenu, akurat była w odległości 2 km.
      Interwencja była uzasadniona. Zabrali go do szpitala. Serducho.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka