08.07.08, 10:26
Ponieważ miałem pewne zaległości w lekturze dopiero teraz
przeczytałem artykuł w tygodniku Wprost na temat ratownictwa
powypadkowego.
Rozmawiamy tu o "pierdołach" takich jak jazda na zamek, świecić w
dzień czy nie świecić a tu okazuje się 60% zgonów powypadkowych(to
~3300 osób)następuje zanim nieszczęśnik trafi do szpitala. Jest to
dwa razy więcej niż w innych krajach europejskich. W większości jest
to skutek braku pomocy ze strony świadków wypadku. Ratownicy
Medyczni twierdzą że lepiej udzielać pomocy niefachowo niż nic nie
robić i patrzeć jak człowiek umiera "w tłumie". I najbardziej
bulwersujące stwierdzenie: Opowiadanie o kierowcach i pasażerach
samochodów którzy przeżyli dzięki temu że wypadli przez przednią
szybę to _mit_ , Ponad 90% z nich już nie żyje w momencie
przebijania głową szyby.
Warto przeczytać ten artykuł, warto o tym rozmawiać, to też
bezpieczeństwo i to przez duże "B".
Pozdr.
Pazdzioch
Obserwuj wątek
    • Gość: na zimno Nie tylko proste ratownictwo. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 10:34
      Dodaj do tego trudnosci ratownictwa medycznego, koszty, stan sluzby
      zdrowia, stan lacznosci, wyposazenie, rozproszenie dobrych
      szpitali (lepiej mowiac ich brak) itp.

      Ja juz nie mowie o takich jak "lowcy skor", to sie w glowie nie
      miesci, a jednak bylo prawdziwe.

      Zanim zaczniecie krecic kolkiem, pomyslcie o tym wszystkim.

    • kozak-na-koniu Bzdury 08.07.08, 10:42
      Największym problemem w Polsce jest to, że ofiara wypadku na fachową
      pomoc musi czekać nieraz kilka godzin. Niefachowa pomoc czasem może
      przynieść więcej szkód, jak pożytku. Klasyczne przykłady: przerwanie
      rdzenia kręgowego przy niefachowym przenoszeniu osoby z uszkodzonym
      kręgosłupem, połamanie żeber przy masażu serca, uduszenie przez
      zachłyśnięcie krwią lub wymiocinami przy nieprawidłowym ułożeniu
      ciała... Na świecie są 2 szkoły: w USA pomocy udzielają tylko
      fachowcy (świadkowie i gapie z reguły trzymają się z daleka, bojąc
      się ewentualnych sankcji za szkody spowodowanie niefachowym
      udzieleniem pomocy), którzy zresztą na ogół przyjeżdżają najpóźniej
      po kilku minutach; w Europie natomiast masowo szkoli się ludzi, już
      od dzieciństwa, w udzielaniu podstawowej pierwszej pomocy i
      odpowiednie służby również działają sprawnie i szybko. W Polsce...
      • kozak-na-koniu PS 08.07.08, 10:53
        Kto w Polsce słyszał o działalności takich ludzi i ilu ich jest (a
        ilu być powinno)?
        www.ratownicy.com.pl/statut.html
      • Gość: Kanibal Re: Bzdury IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.08, 11:02
        > Niefachowa pomoc czasem może
        > przynieść więcej szkód, jak pożytku. Klasyczne przykłady:
        > (...) połamanie żeber przy masażu serca
        Tu się akurat nie zgodzę. Połamanie żeber i przywrócenie akcji serca
        to akurat zdecydowanie mniejsza szkoda niż pozostawienie delikwenta
        z brakiem akcji serca bez próby masażu. W tym drugim przypadku już
        po kilku minutach bedziemy mieli trupa z niepołamanymi żebrami.
        • Gość: kombinator Powiem więcej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.08, 10:39
          > > Niefachowa pomoc czasem może
          > > przynieść więcej szkód, jak pożytku. Klasyczne przykłady:
          > > (...) połamanie żeber przy masażu serca
          > Tu się akurat nie zgodzę. Połamanie żeber i przywrócenie akcji serca
          > to akurat zdecydowanie mniejsza szkoda niż pozostawienie delikwenta
          > z brakiem akcji serca bez próby masażu.

          Dodałbym, że doświadczony ratownik podczas masażu serca prędzej połamie żebra
          niż słabo przeszkolony amator. Powód: amatorzy zazwyczaj wykonują ucisk za
          słabo, a u dorosłej osoby nie da się prawidłowo wykonać masażu serca bez ryzyka
          połamania żeber. Szczegóły np. tu:

          www.physorg.com/news99834871.html
          i tu (niestety tylko streszczenie artykułu jest bezpłatne):

          www.springerlink.com/content/x617340093301200/
      • Gość: rekrut1 Re: Bzdury IP: 85.222.86.* 08.07.08, 11:57
        kozak-na-koniu napisał: Bzdury
        Nie wiem jak jest na świecie, nie jestem ekspertem. Cytuję artykuł:
        -Świadkowie wypadku nie chcą udzielać pomocy gdyż boją się
        odpowiedzialności, tymczasem to nie udzielenie pomocy wg. KK
        zagrożone jest karą do 3 lat.
        -Ofiara po 30min. ma 50% szans na przeżycie przy uszkodzonych kilku
        narządach, po 1godz. tylko 10% a po trzech godzinach 1%.
        -41% wypadków pomoc jest udzielana po upływie trzech godzin.
        -W rzazie zatrzymania krążenia mózg umiera po3-4min.
        -Lepiej ratować nieumiejętnie niż pozostawić potrzebującego bez
        pomocy.
        -Zaledwie co 100 Polak przeszedł nowoczesny kurs udzielania
        pierwszej pomocy, to kilkakrotnie mniej niż w krajach UE.
        -W USA kurs trzeba obowiązkowo powtarzać co dwa lata.

        Te dane są przerażające!!!!
        "Bzdura" wydaje się określeniem nie na miejscu!
        Pozdr.
        Pazdzioch
        • kozak-na-koniu Re: Bzdury 08.07.08, 12:41
          Gość portalu: rekrut1 napisał(a):

          > -Zaledwie co 100 Polak przeszedł nowoczesny kurs udzielania
          > pierwszej pomocy, to kilkakrotnie mniej niż w krajach UE.

          Choć ten współczynnik wydaje mi się zawyżony (odnoszę wrażenie, że
          ktoś tu zgubił jedno zero), to jedno zdanie trafia mi do
          przekonania...
        • kozak-na-koniu Re: Bzdury 08.07.08, 12:54
          Jeśli chodzi o KK, zapomniałeś o paragrafie 2 artykułu 162:
          "Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której jest
          konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w
          których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub
          osoby do tego powołanej."
          ...A także:
          "Art. 160. § 1.
          Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia
          albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
          podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
          § 2. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na
          niebezpieczeństwo,
          podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
          § 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie,
          podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia
          wolności do roku.
          § 4. Nie podlega karze za przestępstwo określone w § 1-3 sprawca,
          który dobrowolnie uchylił grożące niebezpieczeństwo.
          § 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 3 następuje na wniosek
          pokrzywdzonego."
          Udowodnij, że np. próbując niefachowo robić masaż serca, bo twoim
          zdaniem ustała jego czynność nie spowodowałeś wylewu dootrzewnowego
          z jakichś wewnętrznych obrażeń...
    • emes-nju Re: Życie 08.07.08, 10:55
      rekrut1 napisał:

      > Rozmawiamy tu o "pierdołach" takich jak jazda na zamek, świecić w
      > dzień czy nie świecić a tu okazuje się 60% zgonów powypadkowych(to
      > ~3300 osób)następuje zanim nieszczęśnik trafi do szpitala.

      Kielka razy o tym na forum pisalem. Bez wiekszego odzewu...

      Wiekszosc z nas, dzieki wieloletniemu wtlukiwaniu tej "wiedzy" do glow uwierzyla, ze do ograniczenia liczby zgonow wystarczy "zdjac noge z gazu" i absolutnie nie przyjmuje do wiadomosci, ze TYLKO poprawiajac dzialanie ratownictwa drogowego (w tym szkolac "prywatnych" ratownikow drogowych), da sie zmniejszyc liczbe zabitych o dwucyfrowy odsetek.

      Dlatego malo kto zadaje sobie trud zastanowienia sie nad tym, ze byc moze racjonalniejsze byloby prowadzenie DARMOWYCH kursow ratownictwa drogowego. Mysle, ze za jeden fotoradar daloby sie wyszkolic kilka tys ludzi. Tylko, ze ci ludzie na siebie nie zarobia... :-/ O tym, zeby zamiast fotoradarow zainwestowac w jeszcze ze dwa smiglowce, nawet nie mysle - smiglowce sa strasznie drogie i nie przynosza zyskow :-/

      > Ratownicy Medyczni twierdzą że lepiej udzielać pomocy niefachowo
      > niż nic nie robić i patrzeć jak człowiek umiera "w tłumie".

      Uhm...

      Kilka lat temu bylem swiadkiem niegroznego wypadku, w ktorym jeden z poszkodowanych mial cos wbite w brzuch. "Tlum" byl zdania, ze to cos trzeba wyjac...

      W wypadku, ktorego swiadkiem bylem niedawno, poszkodowny mial chyba zlmana noge. Nic groznego ("przesluchalem" go i dokladnie obejrzalem). Gapie chcieli go ZWLEC z jezdni...
      • edgar22 Re: Życie 08.07.08, 11:16
        > Wiekszosc z nas, dzieki wieloletniemu wtlukiwaniu tej "wiedzy" do glow uwierzyla,
        > ze do ograniczenia liczby zgonow wystarczy "zdjac noge z gazu"

        OK. Załóżmy, że nie zmieniamy na drogach nic, tylko "zdejmujemy nogę z gazu". Ale tak powszechnie.
        Jak myślisz? Liczba ofiar wzrośnie czy zmaleje?
        • inguszetia_2006 Re: Życie 08.07.08, 11:27
          edgar22 napisał:

          > > Wiekszosc z nas, dzieki wieloletniemu wtlukiwaniu tej "wiedzy"
          do glow uw
          > ierzyla,
          > > ze do ograniczenia liczby zgonow wystarczy "zdjac noge z gazu"
          >
          > OK. Załóżmy, że nie zmieniamy na drogach nic, tylko "zdejmujemy
          nogę z gazu". A
          > le tak powszechnie.
          > Jak myślisz? Liczba ofiar wzrośnie czy zmaleje?
          Witam,
          Pytanie nie do mnie, ale odpowiem na nie;-)Można?;-)
          Żyję, ponieważ jechałam wolno.
          Jechałam wolno, bo podziwiałam sobie widoki.
          Wolno mi było;-)
          Pzdr.
          Inguszetia
        • emes-nju Re: Życie 08.07.08, 11:51
          edgar22 napisał:

          > OK. Załóżmy, że nie zmieniamy na drogach nic, tylko "zdejmujemy
          > nogę z gazu". Ale tak powszechnie.
          > Jak myślisz? Liczba ofiar wzrośnie czy zmaleje?

          Ok. Zalozmy, ze ze srednich predkosci transportu o polowe nizszych od KONKURUJACYCH z nami krajow zachodnich zejdziemy do predkosci 3 razy nizszych.

          Jak myslisz? Rozwoj gospodarczy kraju przyspieszy czy zwolni?
          • Gość: na zimno Taka dyskusja nigdy sie nie skonczy. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 11:56
            Infrastrutktura drogowa jest potrzebna niezaleznie od stylu jazdy.

            Styl jazdy jest konsekwencja tak wielu czynnikow, ze system ten
            jest "niesterowalny".

            Szkoda czasu na przekonywanie sie, to nic nie daje.
            Kazdy siadajac za kolkiem powinien sie zastanowic nad soba
            i swoim stylem jazdy.
            • emes-nju Re: Taka dyskusja nigdy sie nie skonczy. 08.07.08, 12:13
              Gość portalu: na zimno napisał(a):

              > Styl jazdy jest konsekwencja tak wielu czynnikow, ze system ten
              > jest "niesterowalny".

              To co tu napisales, przeczy ponizszemu...

              > Kazdy siadajac za kolkiem powinien sie zastanowic nad soba
              > i swoim stylem jazdy.

              Kazdy sie zastanawia, a potem robi swoje. Jednemu sie nie spieszy wiec blokuje ruch snujac sie 40 km/h, a drugi ma setki powodow, zeby zdrowo docisnac. Do powaznego zdezorganizowania ruchu na znacznym odcinku zatloczonej, pelnej "swietych" kierowcow drodze, wystarczy dwoch powyzszych...
              • Gość: na zimno Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno to IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 13:07
                napisalem.

                Nie mozna zmienic stylu jazdy wszystkich kierowcow na raz.
                Stad ten system jako calosc jest niesterowalny.
                Jezeli ktos mysli, ze ma wplyw na calosc, to jest:

                a) naiwny
                b) glupi
                c) ograniczony
                ...

                Ten blad wlasnie popelnia waaaaadza.

                Ewentualnym narzedziem takich zmian jest argumentacja, ktora do
                jednago trafi od razu (madrej glowie...), a do innego nigdy nie
                trafi (pozostanie glupi nawet po szkodzie). To zawsze jest
                sprawa indywidualna i nie mozna liczyc na skutek masowy.

                Jedyna rada, jaka mozesz komus dac, jest wlasnie przemyslenie
                swoich wlasnych "osiagniec" na tym polu.

                O dostosowaniu sie do srodowiska, w ktorym sie poruszam,
                nie musze pisac, bo kazdy w miare inteligenty czlowiek,
                powinien to robic niejako automatycznie bez przypominania.

                Procent osobnikow ponadprzecietnie inteligentnych jest w kazdym
                spoleczenstwie znikomy (3%~8%), ich indywidualne rozstrzygniecia sa
                w gruncie rzeczy marginalne (przyklad: polityka).

                "Rzym motlochem stoi" powiedzial taki jeden rzymski senator
                bardzo dawno temu i wiele sie nie pomylil.
                • emes-nju Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:17
                  Gość portalu: na zimno napisał(a):

                  > "Rzym motlochem stoi" powiedzial taki jeden rzymski senator
                  > bardzo dawno temu i wiele sie nie pomylil.

                  A nasza waaadza nadal uwaza, ze jezeli zorganizuje drogi w sposob odpowiedni dla ludzi bliskich stanow wysokich (w kazdej dziedzinie - od poszanowania prawa, po umiejetnosc anlitycznego myslenia i pozostawania w stanie podwyzszonej koncentracji przez caly czas jazdy), to bedzie git...

                  Moze wyslemy im jakichs klasykow do Cyrku Na Wiejskiej? ;-)
                  • kontik_71 Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:23
                    Pokaz mi jeden kraj w ktorym prepisy sa robione dla ludzi wyjatkowo
                    uzdolnionych.. np talentow takich jak, dajmy na to, Kubica..
                    Przepisy sa albo po to aby ukrucic zapedy elementow kryminalnych
                    albo aby chronic jednostki slabsze... nie ma znaczenia ze Ty
                    potrafisz jezdzic szybko.. znaczenie ma, ze wiekszosc ludzi tego nie
                    potrafi i trzeba ich chronic przed soba i takimi jak Ty...
                    • emes-nju Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:32
                      kontik_71 napisał:

                      > Pokaz mi jeden kraj w ktorym prepisy sa robione dla ludzi wyjatkowo
                      > uzdolnionych..

                      Przeczytaj sobie (i zrozum od poczatku do konca) nasz KD z setkami odnosnikow, wylaczen, praw stanowionych na zasadzie jak x to y, ale jak X to nie y...

                      Nasz KD jest zbiorem niespojnych i czesto niezrozumialych (czasem nawet dla prawnikow rozstrzygajacych watpliwosci w zaciszu gabinetow, a nie na drodze) praw stanowinych przez niedoksztalconych, ale majacych sie za bogwico parlamentarzystow. Do tego pseudoprawniczego belkotu powstaja setki przepisow wykonawczych, ktore nia sa publikowane wiec przecietny kierowca ma coraz wieksse trudnosci z odniesieniem tego, co widzi na drodze, do obowiazujacych przepisow, ktore zna z KD (vide sygnalizator S-3).
                      • kontik_71 Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:37
                        Wiesz... kiedys poszanowilem sobie zadanie przeczytania
                        szwajcarskiego KD.. i wiesz, wyglada to dokladnie tak samo jak w
                        Polsce.. problem zawsze i jest bedzie fakt, ze przepisy pisane sa w
                        dosc specyficznym jezyku i normalny czlowiek nie ma wiekszych szans.
                        • emes-nju Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:54
                          kontik_71 napisał:

                          > Wiesz... kiedys poszanowilem sobie zadanie przeczytania
                          > szwajcarskiego KD.. i wiesz, wyglada to dokladnie tak samo jak w
                          > Polsce..

                          Po Szwajcarii nie jezdzilem wiec trudno mi sie wypowiadac. Z praktyki wielu krajow, ktore odwiedzilem jako kierowca, moge tylko przypuszczac, ze przecietna szwajcarska droga jest bardziej "wybaczliwa" (pod wzgledem organizacji) niz przecietna, szczegolnie nowa (!), droga w Polsce. Bo na nowej drodze wszytko to, co bylo proste i zrozumiale MUSI stac sie skomplikowane i niezrozumiale (---> PRZYKLAD <---)

                          Nie wiem dlaczego, ale np. znajac po niemiecku pare slow, w Niemczech zdecydowanie rzadziej mam okazje miec klopoty z ustaleniem co artysta mial na mysli niz w rodzimej Polsce...
                          • kozak-na-koniu Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:59
                            Aha, może więc dlatego dozwolony poziom alkoholu w Szwajczrii wynosi
                            0,8 propmila, a w Niemczech 0,5...;-)
                            • kontik_71 Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 14:10
                              Od pewnego czasu limit w CH zostal ustanowiony na poziomie 0,5
                              promila.. pewnie przeze mnie :)
                          • kontik_71 Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 14:09
                            Droga moz i jest wybaczliwa, ale za to struze prawa zdecydowanie
                            nie.. W Ch jezdzi sie zgodnie z przepisami nie dlatego ,ze ludziska
                            takie spolegniwe sa, ale dlatego, ze inny sposob jazdy moze
                            spowodowac bankructwo winnego wykroczenia.. W firmie w ktorej
                            pracuje sa odzisaly w Niemczech.. Zawsze swietnie sie bawie gdy
                            niemieccy koledzy wysylaja maile w ktorych opisuja jak to dostali
                            mandat za przekroczenie dozwolonej predkosci o 1km/h (mandat 40 chf)
                            • emes-nju Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 14:16
                              kontik_71 napisał:

                              > Droga moz i jest wybaczliwa, ale za to struze prawa zdecydowanie
                              > nie..

                              Nie sadzisz, ze to lepsze rozwiazanie niz niewybaczliwa droga i wybaczliwi (a w zasadzie majacy wszystko w d..., z wyjatkiem premii za wyrobienie planu mandatowania w najlatwiejszym do tego miejscu) stroze prawa?
                • kontik_71 Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:20
                  A powiedz mi jakie Panstwo mam metody aby plynac na jednostke?
                  Istnieje jakakolwiek mozliwosc ustanawiania prawa, ktore dostosowuje
                  sie do jednostki?
                  Sam powieniens najlepiej wiedziec jak to wyglada bo zyjesz (mniemam)
                  w kraju, ktory jest jednym z najbardziej "opakowanych" w przepisy
                  krajow Europy a moze i swiata.. Czy w Niemczech sa przepisy
                  dostosowujace sie do jednostki czy tez, tak jak wszedzie na swiecie,
                  przepisy "dostosowuja" sie do ogolu spoleczenstwa i nie
                  odzwierciedlaja potrzeb i specjalnosci jednostki?
                  Tak samo dobrze wiesz, ze w Niemczech istnieja akcje starajace sie
                  naklonic kierowcow do jazdy z mniejsza predkoscia i to pomimo sieci
                  autostrad, ktore eliminuja jedno z najwiekszych niebezpieczenstw
                  czyli wyprzedzanie po pasie dla odwrotnego kierunku jazdy.
                  • Gość: na zimno Byly juz takie panstwa. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 13:48
                    Byly to panstwa totalitarne. A jakie, dobrze wiesz.

                    Mialy one "niemaly" wplyw na jednostke przy pomocy terroru
                    i strachu. Terror stosowano wobec "naruszajacych", a strach
                    uzyto wobec tych potencjalnych, ktorzy mogliby "naruszyc".
                    No i "poparcie" bylo na poziomie 99,99%.

                    Co do Niemiec, to przykladem regulacji liczacej na samodyscypline
                    obywatela jest dopuszczalnosc jazdy po spozyciu niewielkiej ilosci
                    alkoholu. Kazdy musi sie pilnowac sam, poniewaz granica to 0,5
                    promilla. Taka regulacja dostosowana jest wlasnie do jednoski,
                    bo kazdy jest inny, reaguje inaczej, inne ma zasady postepowania.

                    Czy cos takiego w Polsce by dzialalo? Sadze, ze nie.

                    Dobrze wiem, ze sa takie akcje, ktore ludzi do czegos naklaniaja,
                    ale nie ma to charakteru PRZYMUSU. Apele odnosza skutek taki sobie
                    co juz w poprzednim poscie poruszylem.

                    Prawo to INNE slowo niz PRZEPIS.
                    Prawo chroni zasady.
                    PRZEPIS jest ulomnym skladnikiem tego PRAWA.
                    Czasem z PRAWEM nie ma on nic wspolnego.
                    Czasem przepis jest idiotyczny od samego poczatku jego wprowdzenia.

                    Takich przepisow jest w naszym polaskim prawie multum.
                    Nikt nawet nie usiluje tej sytuacji zmienic.
                    Dzialalnosc np. Pana posla Palikota ma wszelkie cechy pozornosci.

                    • kontik_71 Re: Byly juz takie panstwa. 08.07.08, 14:01
                      No wiec sam odpowiedziales, ze proba wplywu na jednostke jest raczej
                      nieprzyjemna dla wszystkich zainteresowanych a dla tej jednostki w
                      szczegolnosci.
                      A co do granicy zawartosci alkoholu.. mylisz sie mowiac, ze 0,5
                      promila jest dostosowaniem przepisu do jednostki.. Ja jako czlowiek
                      niepijacy nie jestem w stanie prowadzic auta po jednym piwie (w CH
                      tez jest 0,5 od jakis 2 lat), z drugiej strony mam znajomych, ktorzy
                      po paru piwach maja lepsze reakcje niz ja po jednym.. gdyby przepis
                      dostosowywal sie do jednostki to ja mialbym granice 0,0% promila
                      (sam sobie ja ustawilem tak, wykupujac odatek do ubezpieczenia) a
                      moj kolega moze miec spokojnie granice 0,8 - 1 promila..
                      Dobrze wiesz, ze nie ma kraju w ktorym nie ma idiotycznych
                      przepisow, ktore dla zwyczajnego czlowieka sa jakims matrixem, Nimcy
                      tez maja doch niechlubne wysokie miejsce w tym rankingu.
                      Osobiscie wspolczuje Palikotowi.. wzial sie za rozwiazywanie wezla
                      gordyjskiego. Tak sie skalda, ez mam znajoma dyrektor departamentu
                      MF i moglem z nia pogadac o likwidacji przepisow.. to jest droga
                      przez meke bo nalezy kazdy przepis przeswietlic pod wzgledem
                      zaleznosci z innymi przepisami.. moze sie np tak zobic, ze usuwajac
                      jeden bzdurny przepis, powoduje sie iz inne, logiczne przepisy,
                      traca cala logike i staja sie bzdurne..
                      • Gość: na zimno Sam sie chyba mylisz lub myslisz inaczej IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 14:17
                        Przepis 0,2 promilla w Polsce reguluje wszystko "masowo", bo 0,2
                        promilla jest fizjologiczna granica wystepowania alkoholu w
                        organizmie. Nie wolno, verboten, nielzja, il est interdit.

                        Przepis 0,5 promilla ( sa tam jeszcze inne szczegoly) jest wlasnie
                        dostosowaniem prawa do zroznicowanych jednostek - obywateli.
                        Sam to sobie w gruncie rzeczy wyjasniles. Nie spozywasz i juz.

                        To wlasnie jednostka-obywatel decyduje, czy jechac, czy nie, wiedzac
                        ile spozyla, kazdy bowiem reaguje inaczej i sam powinien miec tego
                        swiadomosc. Ty jestes wyjatkiem niepijacym, majacym swiadomosc,
                        ze nie powinienes tego robic ("spozywac") za kolkiem.
                        I bardzo dobrze.

                        Z tego punktu widzenia niemiecka regulacja (Wasza, CH, tez) jest
                        logiczna konsekwencja przyjecia pewnego modelu odpowiedzialnosci
                        za swoje wlasne czyny. Z tym zwiazane sa tez regulacje firm
                        ubezpieczeniowych.

                        To wlasnie jest przyklad, ze ustawodawca daje "wolna reke"
                        (<= 0,5 prom.) obywatelowi.



                        • kontik_71 Re: Sam sie chyba mylisz lub myslisz inaczej 08.07.08, 15:54
                          Niestety chyba jednak sie lekko mylisz a dowodem na to jest fakt, iz
                          w CH llimit zostal obnizony.. Znaczy sie, ze jednak z ta
                          odpowiedzialnoscia jednostek nie jest tak jak byc powinno.. I
                          ostatnio nawt slyszalem o pomysle obnizenia do 0,3... Problem jest
                          taki, ze jednostka jest raczej durna i niestety nie mysli.. Dlatego
                          wlasnie jedynym sensownym podejsciem jest postawienie dokladnej
                          granicy. .I jesli jest ona polozona przy 0,2 promila to tym lepiej..
                          Bo wtedy kazdy wie, ze jakakolwiek dawka alkoholu moze spowodowac
                          duuze nieprzyjemnosci.. A tu sie chyba zgodzimy, ze jazda nawet po
                          jednym piwie moze byc niebezpieczna i to niezaleznie od
                          poziomu "wycwiczenia" kierowcy
                          • Gość: na zimno To dlatego, ze spoleczenstwo w CH IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 16:04
                            za bardzo sie nudzi z powodu dobrobytu i krotkiego tygodnia pracy,
                            zdaje sie 35 godzin?

                            "To wszystko z nudow, prosze wysokiego sadu, to wszystko z nudow."

                            I dlatego Wam obnizyli. Jeszcze nie dorosliscie do tego.
                            No to bedzie jak III i "IV i 1/2" RP!

                            Nie wolno, nie nada, verboten, il est interdit, it is prohibited.

                            Czyli tlum nie docenil swoich wolnosci.

                            S.I.Witkiewicz W "Weselu": "miales chamie Zloty Rog"
                            • Gość: na zimno Przeczytaj, interesujace IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 16:06

                              www.bildungundgesundheit.ch/dyn/bin/82465-84380-1-alkohol_strass.pdf

                            • kontik_71 Re: To dlatego, ze spoleczenstwo w CH 08.07.08, 16:07
                              Zyjesz w bledzie.. czas pracy w CH waha sie od 42 do 48 h
                              tygodniowe, zalezy od branzy.. W mojej dochodza do tego duuuze
                              ilosci nadgodzin.. ja mam srednio 40 nadgodzin miesiecznie.
                            • inguszetia_2006 Re: To dlatego, ze spoleczenstwo w CH 08.07.08, 16:24
                              Witam,
                              Errata;-)
                              "Wesele" napisał Wyspiański.
                              Pzdr.
                              Inguszetia
                              • Gość: na zimno Jawohl, masz oczywista racje, powiem wiecej 186,99 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 16:33
                                % racji, nie przeliczam juz na promille.

                                Sam sie dziwie, jak to "uwalilem".

                                Myslalem przede wszystkim o Witkiewiczu, ktory jak to sie mowi,
                                za kolnierz nie wylewal (mowa byla o alkoholu ), nie mowiac juz o
                                prochach, ktorymi tez sie raczyl.

                                I w tej euforii zupelnie automatycznie wpisalem S.I.Witkiewicza.
                                Co do Wyspianskiego: tez nie wylewal za kolnierz.

                                A pani w szkole mowila: co nagle to po diable.

                  • kozak-na-koniu Re: Zle mnie zrozumiales, albo ja niezbyt jasno t 08.07.08, 13:57
                    kontik_71 napisał:

                    > w Niemczech istnieja akcje starajace sie
                    > naklonic kierowcow do jazdy z mniejsza predkoscia i to pomimo
                    sieci
                    > autostrad, ktore eliminuja jedno z najwiekszych niebezpieczenstw
                    > czyli wyprzedzanie po pasie dla odwrotnego kierunku jazdy.

                    W Polsce też... Od czasu do czasu jeżdżę drogą wojewódzką nr 830
                    między Kazimierzem nad Wisłą a Lublinem. Jadąc od strony Kazimierza,
                    tuż przed Nałęczowem, a włąściwie już w jego granicach, na odcinku
                    około 2 km "wuj" wie po co jest ograniczenie do 30 km/godz. Droga
                    wprawzie jest dość wąska i jest na niej parę zakrętów, ale tak samo
                    jest na odcinku kilkudziesięciu km. Otoczenie drogi również nie
                    wyróżnia się niczym szczególnym (okolice niemal całej tej drogi są
                    mniej lub bardziej luźno zabudowane, wszędzie można spotkać
                    rowerzystów i spacerowiczów, choć miejscami można tam pędzić 70
                    km/godz lub nawet 90), a na odcinku obowiązywania 30 wzdłuż drogi
                    jest nawet chodnik. Oczywiście, mimo że 90% kierowców jeździ tą
                    drogą z prędkościami rzędu 60 - 80 km/godz, nikt tego ograniczenia
                    nie przestrzega, gdyż taka prędkość bywa kłopotliwa nawet dla co
                    szybszych rowerzystów. Odpowiada to tylko "chłopcom - radarowcom",
                    którzy od czasu do czasu ustawiają się tam, by po raz kolejny
                    udowodnić, że prędkość jest najczęstszą przyczyną zła wszelkiego. I
                    tak dogoniliśmy Europę...
            • Gość: rekrut1 Re: Taka dyskusja nigdy sie nie skonczy. IP: 85.222.86.* 08.07.08, 12:15
              na zimno napisał:Szkoda czasu na przekonywanie się, to nic nie daje.
              Tu raczej nie chodzi o przekonywanie się nawzajem a o samo mówienie
              o tym. Może przy następnym wypadku który zobaczymy zrobimy coś a nie
              tylko będziemy się zakładać ile jeszcze czasu delikwentowi zostało.
              Pozdr.
              Pazdzioch
            • jane14 Re: Taka dyskusja nigdy sie nie skonczy. 08.07.08, 12:36
              Gość portalu: na zimno napisał(a):
              > Styl jazdy jest konsekwencja tak wielu czynnikow, ze system ten
              > jest "niesterowalny".

              No nie do końca system jest sterowalny tyle że pośrednio, bo tym
              pośrednikiem jest kierowca. Knąbrny i zawodny to posrednik, ale
              trzeba nad nim pracować...

              > Kazdy siadajac za kolkiem powinien sie zastanowic nad soba
              > i swoim stylem jazdy.

              No a przede wszystkim nad tym czy dostosować swój styl do
              infrastruktury czy liczyć na dostosowanie się infrastruktury do
              stylu?
          • edgar22 Wydawało mi się, że pytanie było proste. 08.07.08, 12:09
            A zadałem Ci je po to, by (po raz kolejny) zwrócić Ci uwagę, że "przerabiasz" sobie różne wypowiedzi i stwierdzenia tak, by pasowały do Twojej teorii (spiskowej).

            Ktoś mówi prostą prawdę "zdejmij nogę z gazu, będzie bezpieczniej" - Ty zarzucasz mu twierdzenie, iż wystarczy zwolnić, żeby zapewnić sobie całkowite bezpieczeństwo na drodze i że żadne inne działanie nie są potrzebne.
            Policja mówi "nadmierna prędkość najczęstszą przyczyną wypadków", Ty dodajesz jedno słówko i już pojawia się stwierdzenie że wg waadzy przyczyną wypadków jest WYŁĄCZNIE nadmierna prędkość...
            Itd, itp...

            A odpowiedzią na zadane pytanie nadal jestem zainteresowany.
            • emes-nju Re: Wydawało mi się, że pytanie było proste. 08.07.08, 12:35
              edgar22 napisał:

              > A zadałem Ci je po to, by (po raz kolejny) zwrócić Ci uwagę, że
              > "przerabiasz" sobie różne wypowiedzi i stwierdzenia tak, by
              > pasowały do Twojej teorii (spiskowej).

              Nie spiskowej. Uwazam, ze polskie wladze "od zawsze" traktuja ruch kolowy jako zlo konieczne, a kierowcow jako dojne krowy, nie zastanawiajac sie nad dlugofalowymi konsekwencjami "zdejmowana nogi z gazu" dla gospodarki.

              Nasz zachodni sasiad, po krwawo przegranej wojnie (!), potrafil miec dosc jaj, zeby powiedziec: SZYBKO jedziemy do przodu, akceptujac wieksza liczbe ofiar. W konsekwencji ten kraj nie dosc, ze naprawde szybko poszedl do przodu, to jeszcze, mimo szybkiej jazdy, moze teraz pochwalic sie niska liczba ofiar. My, 20 lat po "wygraniu wojny", wciaz targamy sie w bolesnym szpagacie (zachodnie potrzeby, zachodnie "standardy" bezpieczensta, wtloczone w infrastrukture sprzed kilkudziesieciu lat; infrastrukture, ktora powstawala poprzez wylewanie asfaltu na XIX wieczne dukty i w praktyce, mimo remontow nawierzchnim niewiele sie rozniaca od tej sprzed kilkudziesieciu lat), ktory jest bardzo dolegliwy dla biznesu ciagnacego gospodarke. Kraj rozwija sie wolniej niz by mogl, inwestycje zagraniczne nawet jezeli nie ulokuja sie u lepiej "skomunikowanych" sasiadow, to w Polsce omijaja tereny z katastrofalna infrastruktura, poglebiajac tam biede (jakis czas temu na 10 najbiedniejszych regionow w UE, 6 bylo w Polsce. Sadzisz, ze "cos drgnelo"?), a liczba ofiar i tak nie spada...

              Na pewno jest jakis zloty srodek. Ale malo kto zadaje sobie trud zastanowienia sie (o powiedzeniu tego glosno nie mysli praktycznie nikt, bo nie jest to zgodne z polityczna poprawnoscia) czy przypadkiem w czasie odbudowy kraju po kilkudziesieciu latach "najlepszego ustroju" zwiekszona liczba ofiar na drogach nie jest czyms do zaakceptowania jezeli w konsekwecji szybciej zasypie sie przepasc dzialaca nas od Zachodu (i wyrowna poziom zycia w Polsce A i B). Najgorsze jest to, ze "wieksza liczba ofiar" jest stanem faktycznym. Stanem, ktory jest wypadkowa indolencji waaadzy i potrzeb spoleczenstwa.

              > Ktoś mówi prostą prawdę "zdejmij nogę z gazu, będzie bezpieczniej"
              > - Ty zarzucasz mu twierdzenie, iż wystarczy zwolnić, żeby zapewnić
              > sobie całkowite bezpieczeństwo na drodze i że żadne inne działanie
              > nie są potrzebne.

              No sorry. Ja nie podwazam tezy, ze zmniejszenie predkosci zmniejszy liczbe ofiar. Natomiast moi oponenci najczesciej nawet nie zajakuja sie o wplywie infrastruktury na bezpieczentwo. Dlatego przerysowuje temat.

              > Policja mówi "nadmierna prędkość najczęstszą przyczyną wypadków",
              > Ty dodajesz jedno słówko i już pojawia się stwierdzenie że wg
              > waadzy przyczyną wypadków jest WYŁĄCZNIE nadmierna prędkość...

              Figura retoryczna ;-) Gdyby jej nie bylo, nie byloby tez dyskusji, nie sadzisz?

              > A odpowiedzią na zadane pytanie nadal jestem zainteresowany.

              Chodzi Ci o wplyw predkosci na wypadki? Przeciez odpowiedzialem. Mniejsza predkosc - mniej wypadkow. I tak az do zera... :-P
              • jane14 A moze jakiś konkret? 08.07.08, 12:44
                Z ta teorią rozwoju gospodarczego.
                Jak to sie przekłada ile Punkt. PKB w zalezności od średniej
                przejazdu?
                Bo to troche nie tak.
                Owszem inrastruktura to podstawa ale...
                No np. Warszawa podobno zarobki a wiec pewnie i PKB wysokie a ruch a
                w zasadzie bezruch jeden z najgorszych w kraju...
                • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 12:50
                  jane14 napisał:

                  > No np. Warszawa podobno zarobki a wiec pewnie i PKB wysokie a ruch
                  > a w zasadzie bezruch jeden z najgorszych w kraju...

                  Po pierwsze skutek tego jest taki, ze nawet bez interwencji waaadzy, ktora chce pobierac oplaty za wjazd do centrum, centrum miasta jest, delikatnie mowiac, nedzne. Bo stoi w zasadzie tylko szeroko pojete centrum centrum - reszta moze powoli, ale jednak do przodu.

                  A po drugie jakos nie slyszalem o przemysle w centrum Warszawy. Nie slyszalem tez o masowym wozeniu komponentow z jednej fabryki w centrum do innej fabryki w centrum :-P Natomiast o wozeniu towarow pomiedzy miastami slyszalem ;-)
                  • jane14 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 13:01
                    To Hanka ma racje że jest dobrze ...?
                  • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 13:45
                    Nie slyszalem tez o masowym wozeniu komponentow z jednej fabryki w
                    centrum do innej fabryki w centrum :-P Natomiast o wozeniu towarow
                    pomiedzy miastami slyszalem ;-)

                    Iwlasnie sam uwaliles swoja teorie odnosnie wplywu szybkosci na
                    rozwoj panstwa.. gdyby Twoja reoria miala jakiekolwiek podstawy to
                    ciezarowki w Niemczech tez nie malyby ograniczenia predkosci i
                    smgalyby 150-180 km/h a jednak ograniczenie jest..
                    To, ze Niemcy sie szybko podniesli z ruin nie ejst wynikiem braku
                    limitow predkosci na autostradach. jest to bezposdreni wplyw ziemnej
                    wojny i potrzeby posiadania silnych Niemiec, ktore mialy byc na
                    pierwszej linni frontu w potencjalnym konflikcie wschod - zachod.
                    USA i inne kraje zachodnie wpompowaly straszne pieniadze w BRD a
                    zasluga Niemow byl fakt, ze nie przejedli tej kasy, tak jak o robia
                    wschodni Niemcy z kasa pompowana przez zachodniego "brata"
                    • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 14:05
                      kontik_71 napisał:

                      > Iwlasnie sam uwaliles swoja teorie odnosnie wplywu szybkosci na
                      > rozwoj panstwa.. gdyby Twoja reoria miala jakiekolwiek podstawy to
                      > ciezarowki w Niemczech tez nie malyby ograniczenia predkosci i
                      > smgalyby 150-180 km/h a jednak ograniczenie jest..

                      I ciezarowki jada w Niemczech swoje 80-90 km/h po autostradzie osiagajac srednia zblizona do tych wartosci (szybsza jazda jest nieekonomiczna). W Polsce, nawet bedac "piratem", dosc rzadko uzyskuje srednia przejazdu na poziomie 70 km/h (taki jestem pirat, ze zwracam uwage na ograniczenia) - najczesciej wychodzi miedzy 50, a 60 km/h jezeli nie ma duzego ruchu. A nie wiem czy zauwazyles, ale ciezarowki jezdza znacznie wolniej od "pirata" w Alfa Romeo ;-)

                      > USA i inne kraje zachodnie wpompowaly straszne pieniadze w BRD a
                      > zasluga Niemow byl fakt, ze nie przejedli tej kasy, tak jak o robia
                      > wschodni Niemcy z kasa pompowana przez zachodniego "brata"

                      A co jest nasza zasluga w absorbcji srodkow unijnych? Polewanie asfaltem duktow z XIX w? Sukces bez precedensu! Transport przemieszcza sie powoli przez wsie i miasteczka, ale za to po nowej nawierzchni ;-P
                      • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 14:11
                        emes-nju napisał:

                        > A co jest nasza zasluga w absorbcji srodkow unijnych? Polewanie
                        > asfaltem duktow z XIX w? Sukces bez precedensu! Transport
                        > przemieszcza sie powoli przez wsie i miasteczka, ale za to po
                        > nowej nawierzchni ;-P

                        Niepotrzebnie trudzilem sie piszat to, co powyzej - TU jest ciekawiej
                      • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 14:14
                        ta srednia na niemieckich autostradach jest czegolnie bliska 90 km/h
                        w poblizu aglomeracji.. I ldatego wlasnie nawet Niemcy maja plany
                        przeniesienia transportu na szyny..

                        Skoro nie podoba Ci sie sposob absorbcji pieniedzy unij^nych to albo
                        wybierz innych politykow albo sam stan w szranki i poddaj sie ocenie
                        spoleczenstwa.. :)
                        • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 14:21
                          kontik_71 napisał:

                          > Skoro nie podoba Ci sie sposob absorbcji pieniedzy unij^nych to
                          > albo wybierz innych politykow

                          Wybralem...

                          > albo sam stan w szranki i poddaj sie ocenie spoleczenstwa.. :)

                          Ale zdajesz sobie sprawe z tego jak dalece taka propozycja jest pozbawiona sensu? Do tego taka troche agresywna...

                          A zreszta mam prawo oceniac dzialanie tych, ktorych wybralem i nie musiec byc zmuszanym przez Ciebie do zajmowania ich miejsca ;-P
                          • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:06
                            Zapewniam Cie, ze nie ma we mnie ani grama agresji. To co napisalem
                            to jedynie dwa podstawowe prawa jakie daje nam demokracja. Trzecim
                            prawem, ale malo skutecznym jest wieczne marudzenie, stosowane przez
                            wielu rodakow.
                            Ale wracajac do meritum.. nie jestem w Polsce zbyt czesto co daje mi
                            mozliwosc ogladania zmian jakie nastepuja w kraju i infrastrukturze
                            drogowej... Te zmiany sa widoczne i to nie na zasadzie szukania
                            mikrobow pod mikroskopem. Robi sie duzo i jest z roku na rok lepiej
                            • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:09
                              kontik_71 napisał:

                              > Robi sie duzo i jest z roku na rok lepiej

                              Wiem to i nawet widze ;-)

                              Widze jednak glownie to, ze za ciezkie pieniadze latane sa nawierzchnie na XIX wiecznych duktach - nowych drog buduje sie zalosnie malo, a (gdzie indziej wrzucilem link) przez najblizsze co najmniej poltora roku nie bedzie sie budowalo nic.
                              • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:16
                                Z jednej strony rzednicy sa winni, ale z drugiej winne jest
                                spoleczenstwo, a przynajmniej jego czesc.. Wiesz jak to jest..
                                chcemy miec droge, ale absolutnie nie przez nasza ziemie lub w jej
                                poblizu... :(
                                • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:19
                                  kontik_71 napisał:

                                  > Z jednej strony rzednicy sa winni, ale z drugiej winne jest
                                  > spoleczenstwo, a przynajmniej jego czesc.. Wiesz jak to jest..
                                  > chcemy miec droge, ale absolutnie nie przez nasza ziemie lub w jej
                                  > poblizu... :(

                                  W kazdym spoleczenstwie dziala ten mechanizm! Nie w kazdym, z powodu fatalnego prawa, powoduje to totalna obstrukcje.
                                  • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:23
                                    I wlasnie dlatego od ok 30 lat planuje sie budowe poludniowej
                                    obwodnicy Zurychu.. na dzien dzisiejszy przejezdza sie przez sam
                                    srodek miasta i 5 km robie sie srednio w 1,5h...
                                    • emes-nju Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:27
                                      No to wyglada na to, ze Helweci wpadli w te sama pulapke co Polska ;-) Jakos mnie to nie pociesza...
                                      • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:30
                                        Jest jeszcze inne wytlumaczenie.. Ta metoda jest dobra metoda.. no
                                        ale wtedy trzeba by przyznac, ze w Polsce ludzie tez potrafia
                                        myslec :P
                            • Gość: rekrut1 Re: A moze jakiś konkret? IP: 85.222.86.* 08.07.08, 16:33
                              kontik_71 napisał:"Te zmiany sa widoczne i to nie na zasadzie
                              szukania mikrobow pod mikroskopem. Robi sie duzo i jest z roku na
                              rok lepiej"
                              -Owszem robi się dużo co nie znaczy że wszystko właściwie. Nie wiem
                              czy oglądaliście statystyki policyjne podane przez admina?
                              Wynika z nich jasno(widocznie nie dla wszystkich)że najmniej
                              wypadków zdarza się na autostradach, drogach ekspresowych i
                              dwupasmowych. Dlaczego za tym zamiast usprawniać tam ruch, poprawiać
                              infrastrukturę stawia się fotoradary, światła i maluje pasy?
                              Dlatego emes-nju(zapewne nie bez racji)jest negatywnie nastawiony do
                              tych pierwszych. Stawiając fotoradary na 8-ce obiecywali nam że tam
                              gdzie to możliwe usprawni się ruch, podniesie dopuszczalną prędkość.
                              Czy ktoś zna takie działania? Nie jestem maniakiem prędkości ale o
                              co można walczyć w kraju(gdy prowadzi się jakikolwiek biznes) gdzie
                              prędkość przelotowa wynosi 38km/h a jedynym "usprawnieniem" jest
                              ograniczenie do 40-tu i pasy w miejscu gdzie sołtys prowadzi wnuczkę
                              do przedszkola?:-(
                              Pozdr.
                              Pazdzioch

                              • kontik_71 Re: A moze jakiś konkret? 08.07.08, 16:36
                                W sumie najlepszym wyjsicem byloby zahamowanie wzrostu ilosc aut.
                                Zbudowanie infrastruktury co zajmie pare ladnych lat, i ponowne
                                dopuszczenie nowych aut do ruchu.
                              • Gość: rekrut1 Re: A moze jakiś konkret? IP: 85.222.86.* 08.07.08, 16:39
                                Ostatnio ciągle kogoś cytuję(widocznie jestem taki cytaty)to i
                                siebie zacytuję z innego wątku: No i jeszcze jedno, (lichy bo lichy)
                                ale mój komputerek odkąd przekroczyłem granicę pokazywał średnią 90
                                lub 100. Zaznaczam że starałem się jechać zgodnie z przepisami. Po
                                powrocie średnia spadła do 38-50. Z Częstochowy do wawy(~200 km.)
                                jechałem 4,5godz.
                                I tu pytanie jak to się dzieje że tam pomimo znacznie większej
                                prędkości przelotowej i niewielkiej liczbie radarów (~1 na 100km)
                                ilość ofiar wypadków jest znacznie mniejsza niż wśród "szalejących
                                Polskich piratów"?
                                Jak długo będzie trwać ta paranoja na "Polskich Drogach" ?
                                Jak długo domorośli fachowcy będą nam wmawiać że lekiem na całe zło
                                są fotoradary? Ilu jeszcze ludzi musi zginąć zanim "ktoś" się
                                opamięta?
                                Ostatnio przeczytałem że Pani Prezydent Warszawy planuje wstrzymać
                                budowę obwodnicy a pieniądze przeznaczyć na "iluzoryczną" drugą
                                nitkę metra. A może by tak unieważnić przetarg na oczyszczalnię
                                Czajka budowaną dwa razy drożej niż można(najdroższa oczyszczalnia w
                                UE) to wtedy może starczy pieniędzy na drugą nitkę metra, obwodnicę
                                i bakszysz(to niby po Rumuńsku)?
                                To tak dla ilustracji.
                                Pozdr.
                                Pazdzioch
                              • edgar22 A co to za biedny kraj? 08.07.08, 17:41
                                Gość portalu: rekrut1 napisał(a):
                                > o co można walczyć w kraju(gdy prowadzi się jakikolwiek biznes)
                                > gdzie prędkość przelotowa wynosi 38km/h

                                W takim razie cieszę się, że mieszkam w Polsce. Bo tu - pomijając jakieś "kataklizmy" - prędkość przelotowa chyba nigdy nie spadła mi poniżej 60 km/h. A zwykle jest wyższa, chociaż poruszam się z prędkościami dwucyfrowymi.
                                Średnią 35 km/h osiągam w czasie codziennych dojazdów do pracy (Kilkadziesiąt kilometrów dziennie w granicach miasta, przejeżdżając przez jego ścisłe centrum).

                                No fakt - biznesu nie prowadzę (a musi mieć to jakieś znaczenie, skoro to zaznaczyłeś).
                                • Gość: rekrut1 Re: A co to za biedny kraj? IP: 85.222.86.* 08.07.08, 20:02
                                  Niepotrzebnie ironizujesz, ta prędkość to nie moje wyliczenia.
                                • emes-nju Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 12:35
                                  edgar22 napisał:

                                  > Bo tu - pomijając jakieś "kataklizmy" - prędkość przelotowa chyba
                                  > nigdy nie spadła mi poniżej 60 km/h.

                                  Wyglada na to, ze jezdzimy po roznych Polskach...

                                  Ja, znany i lubiany pirat drogowy, moge sie pochwalic srednimi pomiedzy 50, a 70 km/h (najczesciej blizej tej pierwszej "kwoty") na jednojezdniowkach i nie wiecej jak 80 km/h w czasie nocnej jazdy Cieszyn-Warszawa (wg. GPS). Te spektakularne efekty uzyskuje calkowicie olewajac 40-tki i inne okazjonalne ograniczenia oraz dostosowujac swoja jazde w terenach zabudowanych do tego, jak bardzo z jezdni widac zabudowe - w zaleznosci od stanu faktycznego, jezdze pomiedzy 50, a 70 km/h. Na trasie (licznikowo) zwykle nie przekraczam predkosci wiecej niz o 10 km/h wiec faktycznie prawie jej nie przekraczam.

                                  Ale ja srednia licze door-to-door - mierzac czas od startu, do konca trasy.
                                  • edgar22 Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 13:10
                                    emes-nju napisał:
                                    > Wyglada na to, ze jezdzimy po roznych Polskach...

                                    Dlaczego?
                                    Przecież Twoje doświadczenia są zupełnie zbieżne z moimi.
                                    Między 50 km/h a 70 km/h - to znacznie więcej niż zapodane tu przez rekruta 38 km/h.
                                    • emes-nju Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 13:35
                                      edgar22 napisał:

                                      > to znacznie więcej niż zapodane tu przez rekruta 38 km/h.

                                      Kiedys zrobilem sobie weekendowy, turystyczny objazd Warszawy po drogach, ktore FAKTYCZNIE sluza jako obwodnice tego wspanialego miasta. Przestrzegalem prawie wszytkich ograniczen i srednia wyszla mi w okolicach 40 km/h.

                                      Na gierkowce w dzien, w czasie wiekszego ruchu, uzyskuje srednia ponizej 70 km/h (!). W takich warunkach (czestych...) maksymalna predkosc ruchu (przecietnego - nie pisze i kretynach uprawiajacych "gry telewizyjne") rzadko przekracza 90-100 km/h, a jak doda sie do tego dziesiatki szykan wszelkiej masci...

                                      Wszystko zalezy od drogi i natezenia ruchu.
                                      • kontik_71 Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 13:39
                                        Od 50000 km nie zerowalem komutera pokladowego i jezdzac w 80%
                                        autostradami mam srednia 90 km/h. Do tego mam to szczescie poruszac
                                        sie w regionach z mala iloscia korkow... Wiec te 70 km/h na
                                        gierkowce wcale nie jest takie okropne..
                                        • kozak-na-koniu Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 14:06
                                          To jest bardzo proste zadanie matematyczne:
                                          - jeśli w czasie 1 godziny przejedziesz 100 km, jadąc ze stałą
                                          prędkością, Twa średnia prędkość wyniesie 100 km/godz;
                                          - jeśli w czasie tej godziny przez 15 minut jedziesz 50 km/godz (na
                                          takim odcinku zawsze napotkasz parę obszarów zabudowanych), czas
                                          potrzebny do pokonania odcinka 100 kilometrów wydłuża się do 1
                                          godziny i 15 minut, czyli Twoja średnia prędkość spada do 80
                                          km/godz - w normalnych warunkach przeciętnej prędkości branej pod
                                          uwagę przy planowaniu dłuższych tras.
                                          Nie jeździsz stale i tylko po autostradach, komputer wyliczył więc
                                          średnią z wielu prędkości po różnych drogach i w różnych
                                          okolicznościach. Jeśli wyszło 90 km/godz, świadczy to że:
                                          - albo jesteś piratem drogowym;
                                          - przepustowość dróg i płynność ruchu na wielu różnych drogach tam,
                                          gdzie jeździsz są dużo lepsze niż na jednej polskiej "gierkówce"...
                                          • kontik_71 Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 14:13
                                            Uppps.. pewnie nikt mi terau nie uwierzy, ale poszedlem sprawdzic i
                                            okazalo sie, ze klamie jak z nut.. srednia jest..... 58 km/h.. Za
                                            cholere nie wiem skad mi to 90 wyszlo :/
                                            • kozak-na-koniu Aha! 09.07.08, 14:20
                                              "Mamy Cię"...;-)
                                              • kontik_71 Re: Aha! 09.07.08, 14:21
                                                Tak, zaraz zaloze worek na glowe i pozwole sie sciac tempym toporem :
                                                (
                                                • kozak-na-koniu Re: Aha! 09.07.08, 14:33
                                                  Nie, no bez jaj. "Errare humanum est", zdarza się w najlepszej
                                                  rodzinie.:)
                                          • kozak-na-koniu Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 14:19
                                            Codziennie 18 km dojeżdżam do pracy. Potrzebuję na to 20 minut,
                                            czyli choć na około 30% trasy przekraczam 100km/godz, miejscami 120
                                            (droga powiatowa i wojewódzka, ruch przeważnie niewielki, przyznaję
                                            się, nawet w obszarze zabudowanym - takie są 3 nie licząc
                                            docelowego, często przekraczam), na krótkim odcinku i dwóch drogach
                                            średnio wychodzi mi około 55 km/godz.
                                            • kontik_71 Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 14:22
                                              A teraz policz to z zalozeniem, ze co 100m stoi radar i jestes
                                              zmuszony jechac dozwolona predkoscia.. :)
                                              • kozak-na-koniu Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 14:38
                                                Nie ma takiego mocnego, co by "oradarował", i to co 100m wszystkie
                                                możliwe drogi, dróżki oraz inne. Poza tym, jeśli codziennie jeździ
                                                się w te i wewte ta samą drogą, po jakimś czasie zna się na niej
                                                każdą dziurę, wie się w którym miejscu, momencie i co się na niej
                                                pojawi... Nie posunę się do stwierdzenia, że jeździ się z
                                                zamkniętymi oczami, bo zawsze pozostaje jakiś margines ryzyka i
                                                nieprzewidywalności - np. turyści z dalekich krajów albo sąsiad z
                                                nową bryką.
                                                • kontik_71 Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 15:03
                                                  No dobrze, wiec zalozmy, ze jestes maniakiem przepisowej jazdy (sa
                                                  tacy, znam nawet jednego takiego Niemca :)) i nie przekraczasz
                                                  dopuszczalnych predkosci.. jaka srednia bedziesz mial wtedy? :)
                                                  • kozak-na-koniu Re: A co to za biedny kraj? 10.07.08, 07:46
                                                    Takich eksperymentów nie robiłem, ale chyba nie więcej, jak 40
                                                    km/godz. Na szczęście, maniakiem przepisowej jazdy nie jestem i po
                                                    drodze olewam:
                                                    - znak "stop" (sporadycznie używana bocznica kolejowa;
                                                    - obszar zabudowany (z reguły jadę 60 - 70/godz, chyba że widzę
                                                    jakieś przeszkody różnej natury);
                                                    - drugi obszar zabudowany (podobnie);
                                                    - ograniczenie do 60;
                                                    - trzeci obszar zabudowany (jak powyżej);
                                                    - ograniczenie do 60;
                                                    - ograniczenie do 70;
                                                    - ograniczenie do 60;
                                                    - drugi "stop" (jak powyżej);
                                                    - docelowy obszar zabudowany z dodatkowym ograniczeniem do 50, ale
                                                    tu bywa różnie, bo i ruch bywa większy i przejścia dla pieszych i
                                                    wyjazdy z posesji i 1 - 2 razy w miesiącu uaktywniają się "chłopcy -
                                                    radarowcy"...
                                                    Najciekawsze, że jadąc w stronę przeciwną (tą samą drogą)
                                                    przejeżdżam nie przez 3, a przez 2 obszary zabudowane. Cud, czy
                                                    teoria relatywistyczna???:)
                                        • emes-nju Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 14:42
                                          kontik_71 napisał:

                                          > Wiec te 70 km/h na gierkowce wcale nie jest takie okropne..

                                          Jezeli ktos ma interesy na tej trasie, to od duzej biedy tak. A reszta snujaca sie srednio 50 km/h? Na przyklad na trasie Rzeszow-Szczecin? ;-)
                                          • kontik_71 Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 15:04
                                            Söuchaj, nie musisz mi udowadniac, ze Polska potrzebuje nowych
                                            drog.. to jest oczywista oczywistosc.. Ale to tez nie jest tak, ze w
                                            tzw "norlanych" krajach panuje sielanka i sa rajem samochodowym a
                                            jedynie w Polsce nie da sie jezdzic...
                                            • emes-nju Re: A co to za biedny kraj? 09.07.08, 15:21
                                              kontik_71 napisał:

                                              > Söuchaj, nie musisz mi udowadniac, ze Polska potrzebuje nowych
                                              > drog.. to jest oczywista oczywistosc.. Ale to tez nie jest tak, ze
                                              > w tzw "norlanych" krajach panuje sielanka i sa rajem samochodowym a
                                              > jedynie w Polsce nie da sie jezdzic...

                                              Przeciez nikt tak nie twierdzi...

                                              Cala sprawa rozbija sie o to, ze jedynymi widocznymi na naszych drogach dzialaniami majacymi prowadzic ku poprawie bezpieczenstwa, jest tamowanie i tak juz powolnego (i z roku na rok coraz wolniejszego! bez specjalnie widocznych efektow w postaci poprawy statystyk) ruchu.
                                              • Gość: Poll Re: A co to za biedny kraj? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.08, 23:24
                                                No jak to przecież Ty dokładnie tak twierdzisz . Pokazywałem Ci przecież mapkę
                                                na której zaznaczono roboty i to te tylko większe . Pamiętasz ją ? Nie , bo jest
                                                Ci ona nie na ręke a wbrew
              • crannmer Drogi Emesie 08.07.08, 21:37
                emes-nju napisał:

                > Nasz zachodni sasiad, po krwawo przegranej wojnie (!),
                > potrafil miec dosc jaj,
                > zeby powiedziec: SZYBKO jedziemy do przodu, akceptujac
                > wieksza liczbe ofiar. W
                > konsekwencji ten kraj nie dosc, ze naprawde szybko poszedl
                > do przodu, to jeszcze, mimo szybkiej jazdy, moze
                > teraz pochwalic sie niska liczba ofiar.

                Drogi Emesie, ostatnio coraz czesciej zdarza sie, ze poziomem argumentacji
                wyprzedzasz Habudzika prawa strona.
                I walisz takie farmazony, ze sie w pale nie miesci oraz nie wiadomo, jak w
                obliczu poziomu ich absurdu z nimi dyskutowac.

                Powyzej dales przyklad takiego absurdu.


                > czy przypadkiem w czasie odbudowy kraju po kilkudz
                > iesieciu latach "najlepszego ustroju" zwiekszona liczba
                > ofiar na drogach nie jest czyms do zaakceptowania jezeli
                > w konsekwecji szybciej zasypie sie przepasc d
                > zialaca nas od Zachodu (i wyrowna poziom zycia w Polsce A i B).

                I te (blizej Ci nieznane) trupy to ofiara, ktora jestes gotow poniesc...
                Zaprawde to szczodrze z Twojej strony :-/

                Pomijajac wogole brak zwiazku zwiekszenia ilosci ofiar z tempem rozwoju.
                • emes-nju Re: Drogi Emesie 09.07.08, 12:01
                  crannmer napisał:

                  > Drogi Emesie, ostatnio coraz czesciej zdarza sie, ze poziomem
                  > argumentacji wyprzedzasz Habudzika prawa strona.

                  Wole prawa niz lewa :-)

                  Pozwol mi jednak miec swoje zdanie. Pozwol mi tez uscislic moja argumentacje, bo odnosze wrazenie, ze dochodzi do nieporozumienia wyniklego z zastosowanego przeze mnie skrotu myslowego.

                  Brak ograniczen predkosci w Niemczech datuje sie od czasow powojennych. W zalozeniu chodzilo maksymalnie szybki transport, ktory mial sluzyc odbudowie kraju. Mozna chyba z tego wyciagnac wniosek, ze rzad niemiecki zaakceptowal zwiekszone ryzyko sporej liczby ofiar...

                  > Pomijajac wogole brak zwiazku zwiekszenia ilosci ofiar z tempem
                  > rozwoju.

                  Nie lacze liczby ofiar z rozwojem, a jakosc i tempo transportu z rozwojem. Co ciekawe, wbrew obiegowym opiniom na moj temat :-) potrafie zauwazyc to, ze wieksza predkosc laczy sie ze zwiekszona liczba ofiar - szczegolnie na XIX wiecznych duktach, po jakich odbywa sie polski transport.

                  Polska juz sie dusi i zaczyna miec to powazny wplyw na tempo rozwoju. Mam sporo znajomych REPow i strasznie narzekaja, ze niezaleznie od predkosci jakie chwilowo rozwijaja, czasy przejazdu sa zalosne i nigdzie nie zdarzaja, co przeklada sie na wyniki finasowe i placone od tego podatki. Przy czym zdarzaja wylacznie tam, gdzie w ogole sa jakies drogi - wschod Polski, ojczyzna PGRow, lezy odlogiem.

                  To jest jakis problem. Mamy drogi, ktore nie spelniaja jakichkolwiek standardow drog tranzytowych. Jestesmy w UE gdzie drogi jak nasze tranzytowki, sa raczej traktowane jako drogi lokalne i stosuje sie na nich wszelkiej masci szykany majace wyrzucac ruch tranzytowy na przystowane do tego drogi. W Polsce tez prowadzone sa proby (korkujace ruch mikroronda, dziesiatki fotoradarow, setki ograniczen BO TAK) wyrzucania ruchu z drog lokalnych na... No, chyba za granice :-/

                  Srednie predkosci osobowek w Polsce, kraju na dorobku, sa na poziomie 50-70 km/h jezeli nie ma duzego ruchu, w ogole nie zwraca sie uwagi na co bardziej od czapy ograniczenia, a reszte traktuje sie dosc swobodnie. A z jakimi predkosciami srednimi odbywa sie ruch ciezki? 20, a moze az 40 km/h? Kiedy zaczniemy nosic swoje towary na plecach i prowadzic handel wymienny na granicach?

                  Jak ten raj ma sie rozwijac?! Jak mamy sie bogacic, skoro prawie wszyscy nasi sasiedzi z UE jezdza/transportuja szybciej i bezpieczniej? A do nadrobienia jest duzo. Co z tego, ze miasta zyja w miare dostatnio skoro na 10 najbiedniejszych regionow w UE az 6 jest w Polsce - tam, gdzie nikt nie dojezdza, bo nie ma po czym (obejrzyj mape sieci drogowej), a te nedzne ulomki drog sa, w ramach dostosowywania do unijnych standardow, obkladane coraz wieksza liczba szykan jak drogi lokalne.

                  I, jak widac po statystykach, niewiele to daje... (A nikt jeszcze chyba nie policzyl ile osob zachlewa sie na smierc w popegieerowskich wsiach. Wsiach, do ktorych nikomu nie oplaca sie jechac z czyms innym niz wodka!)

                  W skrocie. Jestem zdania, ze przeflancowywanie na nasze dukty unijnych standardow bezpieczentwa (wedlug ktorych nasze drogi sa regulowane jako drogi lokalne) przynosi wiecej szkody niz pozytku - liczba ofiar jest prawie constans, a MOZE to spowalniac rozwoj gospodarczy, co przeklada sie na jakosc zycia milionow ludzi.

                  I na koniec, wracajac do tematu. Ile z ofiar naszych drog ginie tylko dlatego, ze nie istnieje zaden skutezny system ratownictwa?
          • habudzik Re: Życie 08.07.08, 16:22
            A jakie ma znaczenie dla naszego wzrostu czy spadku poziomu gospodarczego
            tranzyt przez Polskę - bo o nim chyba piszesz ??????
            A jak się miewa Norwegia gdzie pokonywanie kraju samochodem to koszmar ( koszmar
            ślimaczenia się ) a rozwój i stan do pozazdroszczenia ????
      • Gość: na zimno W BRD warunkiem uzyskania PJ jest IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 11:20
        odbycie szkolenia z ratownictwa podstawowego.

        Zajmuje sie tym DRK np. Niemiecki Czerwony Krzyz.
        Kandydat na PJ otrzymuje zaswiadczenie o ukonczeniu kursu.

      • habudzik Re: Życie 08.07.08, 16:13
        emes-nju napisał:


        > Kielka razy o tym na forum pisalem. Bez wiekszego odzewu...

        Bo piepSzyłes jak zawsze .




        > Wiekszosc z nas, dzieki wieloletniemu wtlukiwaniu tej "wiedzy" do glow uwierzyl
        > a, ze do ograniczenia liczby zgonow wystarczy "zdjac noge z gazu" i absolutnie
        > nie przyjmuje do wiadomosci, ze TYLKO poprawiajac dzialanie ratownictwa drogowe
        > go (w tym szkolac "prywatnych" ratownikow drogowych), da sie zmniejszyc liczbe
        > zabitych o dwucyfrowy odsetek.

        Ciężko bowiem przyjąć takie brednie do głowy . Poprawienie działania ratownictwa
        ma sens ale to nie wszystko . Co po ratownictwie nawet najlepszym na świecie
        jeśli w Polsce dochodzi do największej w całej Unii liczby "śmierci w chwieli
        wypadku" a za nią odpowiadają no niestety nie służby ratownicze tylko prędkości
        z jakimi dochodzi do wypadku . Dość częsty obrazek to wypadek w centrum wsi w
        którym nie wiadomo co za pojazdy brały udział . Nie wiadomo czy osobowe czy
        dostawcze , nie wiadomo czy samochód miał kolor czerwony czy może tylu było
        pasażerów wewnątrz , alkohol też raczej nie opóźnia nadejścia pomocy .
    • inguszetia_2006 Re: Życie 08.07.08, 11:02
      Witam,
      Sensownie byłoby, gdyby każdy człowiek posiadał wiedzę z zakresu
      ratownictwa. Ja takiej wiedzy nie posiadam, więc służę gaśnicą.
      Wyciągnąć ofiarę z auta? Proszę bardzo. Tylko ja nie nie jestem w
      stanie tego zrobić, nawet jakbym chciała. Potrzebne jest działanie
      kolektywne i najlepiej pod dowództwem. Poza tym nie wożę ze sobą
      piły do cięcia metalu, ale rozważę tę możliwość. Idźmy dalej...
      Wyciągnięto ofiarę, samochód się nie pali. Co dalej? Kładziemy
      człowieka na boku, by się nie udusił. Na prawym boku. Udrożniamy
      drogi oddechowe,wyciagamy język, by sobie zwisał swobodnie.
      Sprawdzamy puls trzymając za rekę. I czekamy na pomoc medyczną.
      Co zrobić jak człowiek wymiotuje, a jest tak połamany, że nie można
      go położyć na prawym boku? Patrzeć jak się dusi, czy położyć go na
      boku i patrzeć, jak umiera z bólu? Przydałoby się też coś
      przeciwbólowego w zastrzyku, bo wiadomo, że doustnie ofiara nic nie
      przyjmie. Tylko skąd wziąć tę pyralginę w zastrzyku?
      To powinno być w apteczce. Kilka zastrzyków przeciwbólowych, a nie
      jakieś głupie pastylki typu aviomarin, czy inna cholera.
      I obym nigdy nie musiała patrzeć na takie cierpienie.
      Tego sobie życzę.
      Pzdr.
      Inguszetia

      • Gość: rekrut1 Re: Życie IP: 85.222.86.* 08.07.08, 12:09
        inguszetia_2006
        Po wypadku(mam na myśli czyjś) nie jesteś sama, zawsze zatrzyma się
        więcej osób i jak piszesz kolektywnie można coś zrobić, choćby
        sztuczne oddychanie, ułożenie klienta w odpowiedniej pozycji itd.
        Na dalsze pytania powinien odpowiedzieć ci Ratownik, ja niestety nim
        nie jestem.
        Pozdr.
        Pazdzioch
        • kontik_71 Re: Życie 08.07.08, 13:53
          Z tym wyciaganiem ofiary i kladzeniem jej na ziemi to ja bylbym
          zdecydowanie ostrozny.. Nikt nie jest w stanie stwierdzic czy ofiara
          nie ma uszkodzonych kregow i czy takie wyciaganie nie spowoduje
          przerwania rdzenia..
          Kursy pierwszej pomocy to jest fajna rzecz.. nalezy jednak przy tym
          pamietac, ze lekarz uczy sie latami a kurs trwa pare h.. Po kursie
          dokladnie tak samo nic nie wiemy jak przed nim.. a po paru
          miesiacach mozemy spokojnie pojsc na nastepny kurs bo zapomnielismy
          90% informacji. Lata temu gdy bylem harcerzem, przechodzilem calkiem
          sporo kursow pierwszej pomocy, mialem nawet swistek potwierdzajacy
          moje umiejtnosci i wiedze.. co z tego? Dzisiaj po 25 latach wiem
          tyle co nic.. po sama informacja bez praktyki jest niewiele warta.
          • kozak-na-koniu Re: Życie 08.07.08, 14:09
            Dlatego też wszystkie kursy podstawowej, lub inaczej mówiąc
            pierwszej pomocy ograniczają się do nauczenia zasad podstawowych,
            takich jak zapobieżenie wyziębieniu nieprzytomnego, umiejętność
            odpowiedniego przeniesienia i ułożenia, udrożnienia dróg oddechowych
            go - by się nie udusił albo nie uszkodził jeszcze bardziej,
            zatamowania krwotoku itp. - wszystko w oczekiwaniu na jak najszybsze
            przybycie odpowiedniowykształ conego i kompetentnego ratownika.
            Niestety, artykuły w gazetach przeważnie piszą niedouczone, pojęcia
            o temacie nie mające pismaki, którym tak naprawdę chodzi przede
            wszystkim na wywołaniu kolejnego szoku i sensacji, bo za to im
            płacą...
            • kontik_71 amen.. nt 08.07.08, 16:12
    • jane14 Re: Życie 08.07.08, 11:28
      Stan ratownictwa drogowego jest taki jak stan całej służby zdrowia.
      Ludzie umieraja na drodze w oczekiwaniu na karetke. Umieraja w
      szpitalach oczekujac na lekarza (prawdziwego)...
    • edek40 Re: Życie 08.07.08, 13:50
      Dzieje sie tak z dwoch powodow:

      1. Kierowcy jezdza za szybko, wiec sa wypadki

      2. Kierowcy karetek przejeli sie informacjami o zabojczych predkosciach i jezdza
      za wolno.

      Trzeba odwrocic tendencje. Kierowcy-amatorzy 20-30 km/h. Karetki ile wlezie.

      A tak bardziej serio - mamy ekstra bezpiecznych kierowcow. Gdy czyta sie dane
      dotyczace lawinowego zwiekszania sie ilosci aut przy minimalnej rozbudowie
      infrastruktury w polaczeniu z danymi i ilosci smierci na drogach (spada choc
      samochodow przybywa) wychodzi, ze dysponujemy ulanska fantazja, ktora jednak
      jest mniej zabojcza niz sie wydaje.

      Teraz szokujaca ilosc zgonow z powodu brakow w wyksztalceniu obywateli i
      wychodzi, ze gdyby tylko troszke drog mialo bariery pomiedzy DWIEMA jezdniami,
      obywatele doksztalciliby sie z zakresu pierwszej pomocy (i sprawdzili zawartosc
      wlasnych apreczek samochodowych) to na naszych drogach zaczeliby sie rodzic ludzie.

      Fajne jest w ogole porownywanie wszelkich wskaznikow z Europa, ktora jezdzi po
      lepszych drogach, bezpieczniejszymi autami i ktora potrafi udzielac pierwszej
      pomocy na miejscu wypadku z naszym skansenem motoryzacyjnym. Takiem porownania w
      oderwaniu od rzeczywistosci maja na celu tylko jedno: usprawiedliwic wydatki na
      fotoradary, ktore zapewniaja szeroki strumien gotowki do panstwowej kasy.

      Moje dzieci pojda do szkoly rok wczesniej. Dzieki temu juz w drugiej klasie
      zaczna przerabiac rachunek rozniczkowy, wspierajac sie kalkulatorem porzyczonym
      od kupla z NASA, a Homera beda czytac w oryginale. Ciekawe czy ktos NAPRAWDE
      nauczy je, jak nalezy postepowac w razie koniecznosci udzielenia pierwszej
      pomocy? Od kolegi lekarza wiem, ze nauka masazu serca i sztucznego oddychania
      bez fantoma przypomina nauke gry na gitarze bez strun.
      • kozak-na-koniu Re: Życie 08.07.08, 14:16
        Niech najpierw nauczą ich najprostszych metod badania i
        rozpoznawania uszkodzeń ciała, potem dopiero sztucznego oddychania.
        Widziałem kiedyś wypadek, w którym niekompetentni "ratownicy" -
        entuzjaści próbowali robić masaż serca i sztuczne oddychanie (gość
        przewtracając się stuknął się w głowę i był mocno "wczorajszy"),
        zapominając o zabezpieczeniu go przed wychłodzeniem (był
        kilkustopniowy mróz). Mimo to, po kilkunastu minutach facet o
        własnych siłach wstał i sobie poszedł...;-)
      • Gość: rekrut1 Re: Życie IP: 85.222.86.* 08.07.08, 14:22
        edek40 napisał:.........
        Z pewną częścią Twoich wypowiedzi się zgadzam, co do innych bym
        dyskutował. Owszem spada liczba ofiar pomimo znacznie większej
        ilości aut. Moim zdaniem jest to związane po pierwsze z
        faktem "nasycenia dróg samochodami" o czym świadczy średnia prędkość
        poruszania się po naszych duktach, po drugie wzrost umiejętności
        naszych kierowców(którzy stosunkowo krótko uczą się"motoryzacji")jak
        i poruszania się w wyjątkowo specyficznych warunkach panujących na
        naszych drogach.
        Jak już pisałem nie jestem ekspertem a jedynie opieram się na w/w
        artykule a w nim zdanie"uraz kręgosłupa nie jest najważniejszym
        obrażeniem. Znacznie częściej dochodzi do urazów głowy, klatki
        piersiowej, brzucha, kończyn czy zatrzymania krążenia i oddychania a
        tu potrzebna jest natychmiastowa pomoc."

        > Moje dzieci pojda do szkoly rok wczesniej. Dzieki temu juz w
        drugiej klasie
        > zaczna przerabiac rachunek rozniczkowy, wspierajac sie
        kalkulatorem porzyczonym
        > od kupla z NASA, a Homera beda czytac w oryginale.
        A jak się skaleczą to zamiast zatkać dziurę palcem i zatamować
        krwawienie będą szukać jałowych gazików.
        Pozdr.
        Pazdzioch
        • kozak-na-koniu Re: Życie 08.07.08, 14:26
          Zawsze to lepsze, jak gościowi ze statystycznie rzadko występującym
          urazem kręgosłupa zrobić statystycznie częściej występujące sztuczne
          oddychanie i masaż serca.:-P
      • Gość: Poll Re: Życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.08, 16:31
        Pewnych rzeczy nie przeskoczysz . Nie zmusisz człowieka do pomocy ofierze jeśli
        ten na widok guza mdleje . Zapomnij o pomocy świadków a pomyśl o tym co zrobić
        by obrażenia były mniejsze i by delikwent doczekał się na złą służbę zdrowia .
    • emes-nju I nadal nie wiem... 08.07.08, 14:34
      ... czy zamiast stawiac kilka nowych fotoradarow, nie byloby racjonalniej wyksztalcic za te pieniadze choc kilka tys. ratownikow, zeby ludzie nie umierali przed udzieleniem pierwszej pomocy (np. po tym jak z podporzadkowanej wpadna pod kola jadacego glowna z przepisowa - wymuszona fotoradarem - 70-tka; mam niejasne przeczucie, ze fotoradar pomocy nie udzieli :-P ).

      To tak wracajac do tematu :-)
      • jane14 Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 14:46
        Nie czaruj!
        Wiesz!
        Już zanim zaczeła się ta dyskusja, wiedziałeś...
        Ale ja mam inny pomysł może by tak po 0,5 zł na litr paliwa
        dodatkowej opłaty na te szkolenia. A może 10 % podnieśc OC ?
        Czy i wtedy również bedziesz pewien, że te kilka tyś. ratowników
        pomoże ?
        Czemu zawsze jesteś za tylko wtedy gdy to ma być kosztem fotoradaru ?
        • emes-nju Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 14:58
          jane14 napisał:

          > Nie czaruj!
          > Wiesz!
          > Już zanim zaczeła się ta dyskusja, wiedziałeś...

          No wiec nie wiem. Mam takie przeczucie i zadaje (wobec malej szansy na merytoryczna dyskusje ze specjalistami, nieco retoryczne) pytanie.

          Mam wrazenie, ze kilka tys. wyszkolonych ratownikow rozsianych i PORUSZAJACYCH sie po Polsce lepiej przysluzy sie ratowaniu zycia niz kilka fotoradarow, ktore w jednym miejscu zmniejszaja ilosc i predkosc kolizji, co, szczegolnie w przypadku kolizji bocznych (wiekszosc fotoradarow jest na skrzyzowaniach), nie musi owocowac radykalnym zmniejszeniem liczby ofiar (podobno o 30%. A ilu z tych, ktorzy znalezli sie w pozostalych 70% daloby sie uratowac przy pomocy kogos, kto wie jak zatamowac krwotok...?). Cenowe relacje sa wlasnie takie - jeden fotoradar, to kilka (a moze nawet kilkanascie) tys. ratownikow.

          Rzecz nie jest warta zastanowienia...?

          > Czemu zawsze jesteś za tylko wtedy gdy to ma być kosztem
          > fotoradaru ?

          Zapewne dlatego, ze mam nieodparte wrazenie, ze jest na odwrot - fotoradary zamiast innych, byc moze rownie skutecznych, ale nie przynoszacych zyskow dzialan zmniejszajacych liczbe ofiar.
          • kontik_71 Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 16:28
            Tylko widzisz... radar w przeciwienstwie do ratownika, zarabia na
            siebie...
            W Polsce jezdzi sie za szybko i jest oczywista oczywistosc.. A skoro
            nie da sie tego zminic bo kazdy wie lepiej i jest naj, naj,
            najlepszym kierowca to trzeba montowac radary i KARAC i to mozliwie
            jak najdotkliwiej.
            A gdy juz sie spoleczenstwo nauczy to bedzie mniej wypadkow i nie
            trzeba bedzie tysiecy dodatkowych ratownikow..
            • emes-nju Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 16:41
              kontik_71 napisał:

              > Tylko widzisz... radar w przeciwienstwie do ratownika, zarabia na
              > siebie...

              I tu jest pies pogrzebany. Razem z tymi, ktorzy z powodu nierentownosci ratownictwa tez wymagaja tego "zabiegu" :-/

              Cala reszta o karaniu itd. jest tylko dorabianiem ideologii do lupienia kierowcow. Dlaczego? Dlatego, ze fotoradary nie moga byc wszedzie, a zjawisko "nadganiania" strat spowodowanych przez koniecznosc zwolnienia, jest nie tylko polskim zjawiskiem - w Polsce jest o no o tyle dotkliwe, o ile bardziej od czapy jest ograniczenie, ktorego przestrzegania "pilnuje" zamaskowana skrzyneczka...

              > W Polsce jezdzi sie za szybko i jest oczywista oczywistosc..

              W Polsce jezdzi sie POWOLI rozwijac co jakis czas znaczne predkosci chwilowe.

              > A skoro nie da sie tego zminic bo kazdy wie lepiej i jest naj, naj,
              > najlepszym kierowca to trzeba montowac radary i KARAC i to mozliwie
              > jak najdotkliwiej.

              A moze by tak rownolegle z karaniem jezdzacych za szybko, zaczac karac tych, ktorzy dopuszczaja sie sabotowania ruchu? Np. poprzez instalowanie ograniczen "pod" trakcje ciezarowki na mokrej nawierzchni...? (Jakbys nie wierzyl OTO POSZLAKA )

              > A gdy juz sie spoleczenstwo nauczy to bedzie mniej wypadkow i nie
              > trzeba bedzie tysiecy dodatkowych ratownikow..

              Zeby spoleczenstwo nauczyc, trzeba mu pokazac sens stosowania sie do ograniczen j.w. Jako, ze sensu jazdy nowoczesna osobowka w sloneczny dzien z predkoscia bezpieczna dla ciezarowki na mokrej drodze nie ma, zapewniam Cie, ze inaczej niz totalitarnymi metodami nic sie nie da "nauczyc".

              I wracamy do tematu czy lepiej byc bezpiecznym niewolnikiem w bezpiecznej klatce, czy czlowiekiem wolnym (nie ma to nic wspolnego z anarchia - to tak, zeby nie bylo dyskusji o znoszeniu przepisow ruchu drogowego) z akceptacja pewnego poziomu ryzyka.
            • habudzik Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 16:45
              kontik_71 napisał:

              > Tylko widzisz... radar w przeciwienstwie do ratownika, zarabia na
              > siebie...

              A Ty uważasz że uratowany z wypadku to nie jest zarobek?????
              • kontik_71 Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 17:03
                nie wytarczy wyszkolic tysiace ratownikow, ich trzeba ZATRUDNIC a
                pieniadze z tego ida w waszych podatkow.. Wiec lepiej jest
                zmniejszyc ilosc wypadkow, nawet jest ma to byc poporzez terror
                radarowy, niz zwiekszac ilosc pracownikow budzetowki..
                A jak juz tak pytasz... trup powoduje mniejsze koszty niz ranny..
                dlatego nowoczesne doktryny wojskowe zalecaja ranienie przeciwnika a
                nie zabijanie go.
                • habudzik Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 17:22
                  kontik_71 napisał:

                  > nie wytarczy wyszkolic tysiace ratownikow, ich trzeba ZATRUDNIC a
                  > pieniadze z tego ida w waszych podatkow.. Wiec lepiej jest
                  > zmniejszyc ilosc wypadkow, nawet jest ma to byc poporzez terror
                  > radarowy, niz zwiekszac ilosc pracownikow budzetowki..

                  A to oczywiście zgadza się .



                  > A jak juz tak pytasz... trup powoduje mniejsze koszty niz ranny..
                  > dlatego nowoczesne doktryny wojskowe zalecaja ranienie przeciwnika a
                  > nie zabijanie go.

                  Jeśli rozpatruje to w kategorii tylko pochówku to tak ale jak dojdzie do tego
                  fakt że trup nie wygeneruje zysków to już nie zwłaszcza 20-to letni a tych mamy
                  najwięcej .
                  • kontik_71 Re: I nadal nie wiem... 08.07.08, 17:26
                    Ciezko ranny, ktory staje sie inwalida niedosc, ze nie generuje
                    zyskow to jeszcze bedzie przez dziesiatki lat generowal ogromne
                    koszty.. Trup jest zawsze tanszy od rannego - mowimy o rannych,
                    ktorych stan jest powodem tego watku...
                    • Gość: Poll Re: I nadal nie wiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.08, 19:25
                      EEeeee , bez przesady . Sprawni inaczej też się przydają a ci którzy są już
                      naprawdę nieprzydatni to garstka .
                • emes-nju Re: I nadal nie wiem... 09.07.08, 12:25
                  kontik_71 napisał:

                  > nie wytarczy wyszkolic tysiace ratownikow, ich trzeba ZATRUDNIC a
                  > pieniadze z tego ida w waszych podatkow..

                  Otoz nie. Nie przeszedlem kursu ratownikow drogowych (za drogo...), ale z pierwsza pomoca radze sobie niezle, bo jako osoba prowadzaca kursy zeglarskie bylem zmuszony sie tego nauczyc, we wlasnym interesie.

                  W samochodzie (oraz w plecaku jak jezdze rowerem czy ide na piesza wycieczke w gory) mam zawsze dosc obfita apteczke, z ktorej umiem i nie boje sie skorzystac. I kilka razy juz korzystalem - mam na koncie jedna uratowana od prawdopodobnej smierci osobe. Kilkanascie razy udzielalem pomocy w mniej groznych przypadkach. Dzieki temu, ze wiem o co chodzi w pierwszej pomocy, mam odruch zatrzymywania sie jak widze, ze cos sie stalo. I nie robie tego po to, zeby sie gapic!

                  I, wyobraz sobie, ze nikt mi za to nie placi! Wiecej - za wyposazenie apteczki place sam :-P

                  O takich, wyszkolonych za pieniadze np. zaoszczedzone na kilku fotradarach, ratownikach pisze, a nie o pompowaniu kasy w panstwowy system ratownictwa (tez by sie przydalo, ale jestem realista). Uwazam, ze radykalne zwiekszenie liczby osob umiejacych chocby "odcedzic" osoby najbardziej poszkodowane od osob mniej poszkodowanych (zeby nie "ratowac" kogos, komu spektakularnie leje sie krew z palca w czasie kiedy po cichutku umiera ktos bez spektakularnych wodotryskow), zalozyc prosty opatrunek uciskowy, ulozyc poszkodowanego w odpowiedniej pozycji (i pilnowac czy sie nie wyziebia lub nie przegrzewa; kto wozi w aucie koc izotermiczny?) czy "tylko" precyzyjnie udzielic informacji osobie z centrali ratownictwa i ratownikom na miejscu (zeby nie marnowali czasu na powyzej wspomniane "odcedzanie"), da lepsze efekty niz kolejny fotoradar.
                  • kontik_71 Re: I nadal nie wiem... 09.07.08, 12:59
                    Mowimy o droch roznych systemach.. Ty o wolantariacie, ja o
                    oficjalnym systemie.. Twoj pomysl ma jeden podstawowy mankament..
                    Nie masz absolutnie mozliwosci sprawienia aby taki prywatny ratownik
                    faktycznie znalazl sie na miejscu wypadku. Aby siagnac odpowiednie
                    oblozenie i prawdopodobienstwo jego obecnosci, trzeba by wyszkolic
                    nie tysiace a miliony ratownikow.. Nawet nie chce szacowac szans
                    takiej akcji i skutecznosci tego systemu. O kosztach nawet nie
                    wspomne. Ja mowie o ratownikach zawodowych. W moim przypadku daloby
                    sie odpowiednio rozmiescic ratownikow i moznaby miec pewnosc, ze
                    jakis sie znajdzie w malej odleglosci od miejsca wypadku.. Tyle, ze
                    w moim systemie trzeba im placic a to znowu obciazenie dla budzetu
                    panstwa itp problemy..
                    • emes-nju Re: I nadal nie wiem... 09.07.08, 13:28
                      kontik_71 napisał:

                      > Mowimy o droch roznych systemach.. Ty o wolantariacie, ja o
                      > oficjalnym systemie.. Twoj pomysl ma jeden podstawowy mankament..
                      > Nie masz absolutnie mozliwosci sprawienia aby taki prywatny
                      > ratownik faktycznie znalazl sie na miejscu wypadku.

                      To kwestia ilosci przeszkolonych w zakresie udzielania pierwszej pomocy. "Na zimno" pisze, ze w Niemczech podstawowy kurs jest warunkiem dopuszczenia do egzaminu na PJ. A w Polsce...? Podstawowy kurs parkowania pomiedzy slupkami :-/ I fotoradary, ktore, nawet przy najszczerszych checiach tworcow sytemu, nie eliminuja wypadkow i ich ofiar.

                      To, o czym pisze trudno nazwac woluntariatem. Woluntariat zaklada pewna systematycznosc i szukanie "wyzwan". Wyszkolony w zakresie ratownictwa drogowego czlowiek nic nie musi robic dopoki nie bedzie swiadkiem wypadku. A wtedy udzielanie pomocy jest tak naturalne jak oddychanie. Zawsze znajda sie chetni - lepiej, zeby chetni mogli wykazac sie czyms wiecej niz zapalem (np. do, czego bylem swiadkiem, wyciagania odlamanego elementu wnetrza auta z brzucha ofiary - to potencjalnie zabojcze dzialanie, ale trzeba o tym wiedziec, zeby uniknac reakcji odruchowych).

                      > Aby siagnac odpowiednie oblozenie i prawdopodobienstwo jego
                      > obecnosci, trzeba by wyszkolic nie tysiace a miliony ratownikow.

                      Eeee tam! Wystarczy kilkadziesiat, kilkaset tysiecy - szczegolnie wsrod "zawodowych". Jestem pewien, ze liczba chetnych na takie kursy bylaby niemala gdyby panstwo zadalo sobie trud rozpropagowania tematu (tak samo jak, calkiem zreszta nieskutecznie i do wyrzygania, rozpropagowuje "noga z gazu panie kierowco") i JEDNORAZOWO zrefundowalo takie szkolenie chetnym. To wydatek niezauwazalny dla budzetu - i niech kazdy przeszkolony w czasie swojego zycia uratuje tylko jedna osobe, zebym JA widzial w tym sens!
                      • kontik_71 Re: I nadal nie wiem... 09.07.08, 13:37
                        te kursy pierwszej pomocy, wymagane do PJ to jest w pic na wode.. U
                        mnie tez jest taki przepic i kursy sa systematycznie organizowane..
                        Ale jaka jes ilosc takich, ktorzy po tym kursie cokolwiek pamietaja
                        to juz jest calkiem inna bajka.
                        Aby osiagnac pokrycie Polski siecia "domowych" ratownikow, trzebay
                        organizowac zarowno kursy podstawowe i na wyzszym poziommie, jak i
                        systematyczne kursy "przypominajace".. koszty takiego
                        przedsiewziecia bylaby astronomiczne, a skutecznosc niepewna..
      • Gość: na zimno Oni juz wiedza. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 14:46
        Zlecenie na radary jest smacznym miodkiem dla wykonawcy instalacji.
        W tym kontekscie Twoje dylematy sa bezwartosciowe.

        I zeby bylo jasne, ja sie Ciebie nie czepiam.

        Sam wiesz,ze kto w tym zleceniu umoczy dziob, bedzie miec "sukces
        rynkowy" az do emerytury. I o to chodzi.

        Inni musza sie martwic wymyslaniem produktow na rynek.
        Tu "powodzenie" jest gwarantowane.
        Ponial? (No! -cytat z N.Dyzmy)

        • edgar22 Re: Oni juz wiedza. 08.07.08, 14:48
          Gość portalu: na zimno napisał(a):
          > Zlecenie na radary jest smacznym miodkiem dla wykonawcy instalacji.

          Na co by nie przeznaczyć pieniędzy - zawsze ktoś na tym zarobi.
          Firmy są w końcu po to, by zarabiać.
          • Gość: na zimno Sa firmy i "firmy" IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 14:57

            Jedni musza wlaczyc na rynku.
            Inni rozdziawia tylko szeroko "dziob" i samo im wpada.
            Ponial?
            • Gość: na zimno err. {walczyc} mialo byc, cholera IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 14:58
            • edgar22 Takie zjawisko występuje w każdej branży, 08.07.08, 15:00
              nie tylko "fotoradarowej".
          • emes-nju Re: Oni juz wiedza. 08.07.08, 15:03
            edgar22 napisał:

            > Firmy są w końcu po to, by zarabiać.

            Slusznie.

            Na doinwestowaniu ratownictwa, na szkoleniu "cywilnych" ratownikow tez ktos moglby zarobic. Klopot w tym, ze takie niespektakularne dzialania przegrywaja z szara skrzynka, ktora jest kura znoszaca zlote jaja :-/

            Instalacja fotoradaru przynosci zysk panstwu i jest to nieco podejrzane jezeli skonfrontuje sie to z KATASTROFA w ratownictwie... Zwroc uwage, ze i na fotoradar i na ratownictwo trzeba wydac pieniadze z budzetu. A na co sie wydaje...?
            • Gość: na zimno No wlasnie. I to by bylo. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 15:24
            • kontik_71 Re: Oni juz wiedza. 08.07.08, 16:33
              Wiec ciesz sie, ze radary na siebie zarabiaja bo inaczej musialbys
              zaplacic wyzsze podatki..
              • emes-nju Re: Oni juz wiedza. 08.07.08, 16:53
                kontik_71 napisał:

                > Wiec ciesz sie, ze radary na siebie zarabiaja bo inaczej musialbys
                > zaplacic wyzsze podatki..

                Ekskjuzmi!

                Czy jezeli zlapie sie na fotoradar postawiony z powodu skrzyzowania ze strategiczna polna droga, to nie jest to forma dodatkowego opodatkowania? Ograniczenie w tym miejscu jest nieracjonalne*, a fotoradar stoi - zamaskowany do tego, zeby jak najwiecej kierowcow NIE zwolnilo!

                * Jakis czas temu zlapali mnie na radar na gierkowce na skrzyzowaniu z taka wlasnie droga. Panowie policjanci tak dokladnie wiedzieli jak strategiczna jest ta polna droga, ze stali w poprzek niej, zeby lepiej ukryc sie za krzakami :-) Acha - mimo, ze przekonalem ich, ze nie mnie namierzyli tylko wyprzedzajacego mnie w tym momencie vana, mandat dostalem. Zamiast 500 zl - 100 zl. Podatek od machniecia przez policjanta mieczem jedi ;-P
                • Gość: na zimno A mnie dawno temu tez namierzyli. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 17:03
                  Po uiszczeniu naleznosci zgodnie z trudnymi bilateralnymi
                  negocjacjami dotyczacymi "tarczy antyradarowej" panowie
                  poradzili mi konfidencjonalnym tonem:

                  "A przed miejscowoscia ".....owice" niech pan uwaza na odcinek
                  ograniczenia do 70 -ki, tam czekaja nasi koledzy".

                  Bylem im niezmiernie zobowiazany, malo tego jeszcze nigdy
                  nie odczuwalem takiej sympatii do przedstawicieli tego
                  trudnego zawodu.
                • kontik_71 Re: Oni juz wiedza. 08.07.08, 17:05
                  Nie jest to podate tylko kara za zlamanie przepisow.. Bo wiesz
                  przepisy sa do tego aby sie do nich stosowac a nie nad nimi
                  dyskutowac... tak juz jest ten swiat urzadzony. A jelsi nie wierzysz
                  to zapraszam do mnie i przejedzemy sie z predkoscia 160 km/h na
                  odcinku ok 40 km.. dostaniejsz piekszych 5 fotek...
                  • Gość: na zimno Aby Wam tam nie zylo sie zbyt nudno. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 17:09
                    To przez ten podzial na gminy i kantony.
                    Maja samowystarczalnosc, wiec strzyga nieposluszne owieczki do golej
                    skory. Jak sie ktos przyzwyczai, moze to nawet polubic.
                    (dotyczy to jednak tylko masochistow)

                    • kontik_71 Re: Aby Wam tam nie zylo sie zbyt nudno. 08.07.08, 17:12
                      Nie wszystkie kantony sa smaowystarczalne wiec dlatego np z moich
                      podatkow doplaca sie innym biednym kantonom...:( A ja sie nie daje
                      strzyc i dlatego od 5-6 lat nie mialem mandatu :) I w ten oto
                      orginalny sposob robie na zlosc, jak to lubia niektorzy pisac,
                      waaadzy :)
                      • Gość: na zimno Wiec jestes sadysta! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.07.08, 17:19
                        Znecasz sie tak okrutnie nad waaaaadza! To gorzej niz myslalem.
                        • kontik_71 Re: Wiec jestes sadysta! 08.07.08, 17:21
                          I proponuje Wam taka sama metode.. Waaadza sie strasznie zasmuci a
                          Wy nie bedziecie sie bawili w owieczki ktore mozna strzyc do woli :)
                      • emes-nju Re: Aby Wam tam nie zylo sie zbyt nudno. 09.07.08, 13:01
                        kontik_71 napisał:

                        > ja sie nie daje strzyc i dlatego od 5-6 lat nie mialem mandatu :)

                        Wyobraz sobie, ze ja dostalem jeden (jezdze od 20 lat) i to nie za swoje przekroczenie predkosci...

                        Albo wiec jestem wrozka i wiem gdzie beda lapali, albo jezdze na tyle zgodnie z przepisami, ze mnie nie strzyga. Ale strzyzony i tak jestem - z powodu 70-tek z powodu skrzyzowan ze strategiczna polna droga marnuje czas i paliwo.
                        • kontik_71 Re: Aby Wam tam nie zylo sie zbyt nudno. 09.07.08, 13:02
                          Albo zageszczenie kontroli jest na tyle marne, ze udalo Ci sie
                          przemknac przez siec :)
                          • emes-nju Re: Aby Wam tam nie zylo sie zbyt nudno. 09.07.08, 13:42
                            kontik_71 napisał:

                            > Albo zageszczenie kontroli jest na tyle marne, ze udalo Ci sie
                            > przemknac przez siec :)

                            Czy siec sluzy do wylapywania jezdzacych z grubsza* przepisowo? ;-)

                            * Jak ktos mi mowi, ze Zawsze Jezdzi Zgodnie Z Przepisami, to przestaje traktowac go jako wiarygodnego rozmowce.
                            • kontik_71 Re: Aby Wam tam nie zylo sie zbyt nudno. 09.07.08, 13:48
                              Tak, siec sluzy do kladnie do tego.. Z drugiej strony, gdy jestem w
                              Polsce autem to ogarnia mnie tak niesamowite uczucie bezkarnosci, ze
                              az strach. Z rozmow ze znajomymi wiem, ze maja dokladnie takie samo
                              uczucie.. Tak wiec siec nalezy zacisnic..
    • habudzik Re: Życie 08.07.08, 16:15
      Jeśli myślisz że w innych krajach europejskich świadkowie chętniej niż w Polsce
      idą z pomoca to się bardzo mylisz .
      • Gość: rekrut1 Re: Życie IP: 85.222.86.* 09.07.08, 12:32
        Przepraszam, a ską Ty to wiesz?
        Pozdr.
        Pazdzioch
        • Gość: Poll Re: Życie IP: 195.245.213.* 09.07.08, 13:43
          Z wykopalisk .
    • jane14 Dwie strony medalu. 10.07.08, 08:45
      Zupełnie niepotrzebnie ta dyskusja zeszła na temat Fotoradar kontra
      ratownik.
      To dwie różne strony medalu.
      Fotoradar ma zapobiegać, ratownictwo łagodzić skutki.
      Już od dawna i chyba wszyscy wiedza że zawsze lepiej zapobiegać a
      dopiero jak sie nie uda, to leczyć skutki.
      System fotoradarów który ma powstać w Polsce rzeczywiście sporo
      kosztuje i rzeczywiście zostanie sfinansowany przez kierowców i to
      jeśli przyjać doświadczenia innych krajów to dość szybko (do 2 lat!)
      To musi budzić obawy niektórych kierowców ale ... zapłacą za niego
      tylko niektórzy, ci stwarzajacy najwieksze zagrożenie. A wiec system
      jest o wiele "sprawiedliwszy" niż np. podatek Religi, czy ewentualny
      super system szkolenia ratowników.

      Co do tego ostatniego to nasuwa sie skojarzenie "cudze chwalicie
      swego nie znacie".
      W Polsce smiem twierdzić że wiecej jak połowa dorosłych obywateli w
      tej czy w innej formie była szkolona w udzielaniu pierwszej pomocy.
      Problem nie istnieje wiec w fazie szkolenia ale w praktycznym
      stosowaniu.
      Poprostu wielu boi sie odpowiedzialności i zaangazowania w takich
      sytuacjach. Powszechna jest też znieczulica. Nie angazajemy sie gdy
      kogos "leją" to czemu nagle mielibyśmy sie angazować w ratowanie
      ofiar. Tego nie nauczy sie przypadkowych osób na kursie!
      Po za tym żaden nawet profesjonalny ratownik nie utrzyma ofiary przy
      życiu kilkadziesiat minut, czy dłużej dysponując apteczka
      samochodową (o ile ja ma), a tak jest obecnie liczony czas dojazdu
      karetki.
      A wiec myślmy o prawdziwym ratownictwie drogowym a nie kolejnej
      edycji "pospolitego ruszenia".

      PS Ciekawe po co w Niemczech az 3000 fotoradarów skoro są krajem
      jawiacym sie jako "enklawa bez ograniczeń". W Polsce policja ma
      tylko 127!
      • kozak-na-koniu Re: Dwie strony medalu. 10.07.08, 09:09
        1/ Fotoradar niczemu nie zapobiega. Fotoradar "kasuje" za
        nieprzestrzeganie ograniczeń prędkości - i tylko za to. Ponieważ 90%
        takich wykroczeń stanowią przekroczenia drobne, o kilkanaście -
        najwyżej o 20 km/godz, jego rola w 90% polega jedynie na zapewnieniu
        dopływu gotówki do budżetu państwa. Poza tym, jeśli głównym celem
        istnienia fotoradarów ma być finansowanie kolejnych fotoradarów - to
        ja dziękuję za taką "profilaktykę": dziś fotoradary rejestrują
        przekroczenia o co najmniej 10 km/godz; jeśli z czasem jakimś cudem
        Polacy zaczną jeździć bardziej "zgodnie z przepisami" (co w moim
        przekonaniu może być możliwe jeynie po gruntownym zweryfikowaniu
        organizacji ruchu na polskich drogach oraz ich oznakowania), nikt
        nie gwarantuje, że te urządzenia nie zaczną karać "piratów"
        przekraczających prędkość o 5 km/godz, a potem o 1 km/godz - co już
        jest kompletną paranoją i rzeczą niemożliwą do przestrzegania
        (chyba, że komuś bardzo zależy na tym, by kierowcy jeździli z nosami
        utkwionymi w prędkościomierzach, totalnie olewając całą rsztę).
        2/ Połowa dorosłych? Tylko 127 fotoradaórw? Skąd takie dane??? Co
        innego lekcje w szkole lub okazjonalne, teoretyczne kursidła - co
        innego rzeczywiste szkolenia.
        3/ To nie tylko znieczulica. Pamietaj, że jeśli na przykłąd przy
        masażu serca żebra połamie lekarz lub kwalifikowany ratownik - jest
        to rodzaj ryzyka wkalkulowanego w koszty i niełatwo będzie
        udowodnić, że popełnił on błąd w sztuce (jeśli w ogóle popełnił
        błąd). Jeśli jednak zrobi to przypadkowa, niekompetentna osoba -
        ofiara ma pełne prawo domagać się zadośćuczynienia za spowodowanie
        dodatkowego uszczerbku na zdrowiu oraz narażenie na utratę życia.
        • kozak-na-koniu Re: Dwie strony medalu. 10.07.08, 09:14
          Oczywiście, pisząc o przekroczeniach prędkości, miałem na myśli
          przekroczenia w sprzyjających warunkach, a takie warunki zdarzają
          się na przykład w południe, na pustej drodze, na której obowiązuje
          stałe ograniczenie do 30 km/godz. W takich warunkach jazda z
          prędkością 40 a nawet 50 km/godz chyba nie stanowi szczególnego
          zagrożenia...
          • habudzik Re: Dwie strony medalu. 10.07.08, 09:45
            kozak-na-koniu napisał:
            w sprzyjających warunkach, a takie warunki zdarzają
            > się na przykład w południe, na pustej drodze, na której obowiązuje
            > stałe ograniczenie do 30 km/godz. W takich warunkach jazda z
            > prędkością 40 a nawet 50 km/godz chyba nie stanowi szczególnego
            > zagrożenia...

            No już teraz lepi . Tylko kto stawia w takich warunkach radar ?
        • habudzik Re: Dwie strony medalu. 10.07.08, 09:44
          kozak-na-koniu napisał:

          > 1/ Fotoradar niczemu nie zapobiega. Fotoradar "kasuje" za
          > nieprzestrzeganie ograniczeń prędkości - i tylko za to. Ponieważ 90%
          > takich wykroczeń stanowią przekroczenia drobne, o kilkanaście -
          > najwyżej o 20 km/godz, jego rola w 90% polega jedynie na zapewnieniu
          > dopływu gotówki do budżetu państwa.


          Bzdura . A skąd Ty masz takie dane ? Gdyby fotoradary ustawione były tylko o
          10km/h pow. dopuszczalnej to w 24h połowa Polaków pożegnałaby się z PJ . W mojej
          wsi jest juz trzeci radar i mijam go przez za[pomnienie czasami nawet 70 i
          jescze fotki nie dostałem a wiem że to nie atrapa .
          Sam policja susząc nie reaguje na tak małe przekroczenie prędkości bo jadac
          kiedyś przez Błonie zostałem "wysuszony" przy ok70km/h i policjant tylko
          odprowadził mnie wzrokiem . Któremu policjantowi chciałoby się z Habudzikiem
          dyskutować za te 20km/h powyżej normy ?????
        • jane14 Re: Dwie strony medalu. 10.07.08, 09:55
          kozak-na-koniu napisał:

          > 1/ Fotoradar niczemu nie zapobiega....

          No jednak przecza temu statystyki lokalne (no bo o globalne to u nas
          trudno jeśli jest ich 127
          szt.finanse.wp.pl/POD,43,wid,10134837,prasa.html?P%5Bpage%
          5D=2, tu link skad wiem że 127)

          > dziś fotoradary rejestrują
          > przekroczenia o co najmniej 10 km/godz;
          No to chyba nieprawda, nie wiem co prawda jak są ustawiane ale gdyby
          na 10 to pewnie bym sie czsaem przez zagapienie załapywał. Ale gdyby
          były ...
          To nie jest problem jechać poniżej pewnej predkości nawet bez
          predkościomierza o ile sie tylko chce...

          > 2/ Połowa dorosłych? Tylko 127 fotoradaórw? Skąd takie dane???

          Co do radarów już podałem co do tego pierwszego to ja np jestem z
          racji pracy szkolony w tym temacie co 5 lat.
          W mojej firmie mniej wiecej co dziesiaty pracownik jest szkolony
          ekstra jako ratownik.
          Jako kandydat na kierowce też byłem szkolony (nie wiem jak teraz ale
          wtedy były i szkolenia i na egzaminie też były pytania testowe w tym
          temacie)
          Zapewne wiekszość policjantów, strażaków itp. słuzb jest szkolona w
          100%, o pracownikach służby zdrowia nie wspomne a przecież oni
          wszyscy są na drogach kierowcami. Ile to razem no moze kilkadziesiat
          tysiecy profesjonalistów i zapewne parę milonów amatorów. Chcesz ich
          jeszcze doszkalać, ale w czym ?
          Podstawowe rzeczy, ułożenie poszkodowanego, zapobieganie krwotokom,
          sztuczne oddychanie, masaż serca itp to zapewne każdy poznał. Czy
          odważy sie zastosować w praktyce to inny rozdział. No i czy to
          bedzie skuteczne gdy karetka dotrze za godzine!

          3/ To nie tylko znieczulica... jeśli jednak zrobi to przypadkowa,
          niekompetentna osoba -
          > ofiara ma pełne prawo domagać się

          Prawo ma także i od profesjonalisty. Tyle że o tym decyduje sad a
          wiec on oceni nie tylko skutek, ale przede wszystkim zamiar. Wiec
          obawy są na wyrost. Tyle że u nas sady sa jakie są czy sprawiedliwe
          nie mnie roztrzygać, ale że upierdliwe to już inna inszość i ta
          upierdliwość może zniechecać nawet profesjonalistę...
          • kozak-na-koniu Re: Dwie strony medalu. 11.07.08, 08:43
            We Francji fotoradary rejestrują przekroczenia już o 5 km/godz. Co
            prawda, jest tam znacznie mniej debilnych ograniczeń, ale i tak jest
            dużo protestów od kierowców, których "złapano" na przekroczeniu,
            choć np. tachograf lub komputer pokładowy wykazał w tym miejscu i
            czasie prędkość poniżej dozwolonej. Naprawdę, w teorii wszystko może
            być "cacy - lali", tylko ta praktyka... Jeśli chodzi o Polskę, mogę
            niestety oprzeć się tylko na moim osobistym doświadczeniu - w życiu
            zapłaciłem kilkanaście mandatów (prawie wszystkie w okresie, gdy
            przejeżdżałem 80 - 100 000 km rocznie), w tym:
            - 1 za "niemanie" świateł w grudniu (był piękny, słoneczny, mroźny
            dzień, zero śniegu. Miałem problemy z uruchomieniem silnika po
            kilkudniowym postoju, więc uruchamiając go wyłączyłem wszystko, by
            nie zarżnąć akumulatora. Ujechałem około 500 metrów...);
            - 2 za skręt w niedozwolonym miejscu (w pierwszym przypadku ustawili
            nowy znak i zapewne dlatego tam się ustawili. Kłóciłem się
            kilkanaście minut, czym uratowałem 4 kolejnych "klientów, którzy
            zrobili dokładnie to samo; w drugim po prostu w nocy nie zauważyłem
            znaku);
            - 1 za wyjazd z drogi jednokierunkowej "pod prąd" (wjechałem parę
            metrów prawidłowo, wysadziłem pasażera, chwilę pogadaliśmy, po czym
            zapominając o znaku zawróciłem);
            - 1 za parkowanie w niedozwolonym miejscu;
            - resztę za przekroczenia prędkości, w ogromnej większości o
            kilkanaście km/godz, z reguły na wyjeździe z obszaru zabudowanego.
            Z tego wszystkiego, jedynie 2, może 3 uważam za
            rzeczywiście "zasłużone", bo nie wynikające ze zwykłego zagapienia
            się w okolicznościach, które w żaden sposób nie mogły mieć wpływu na
            bezpieczeństwo i porządek (minimalny ruch itp.).
            Co do ratownictwa natomiast, z uporem maniaka twierdzę, że w razie
            nie daj Boże wolałbym, by moje życie ratował ktoś mniej więcej
            kompetentny, a nie nabuzowany przez pismaków teoretyk - entuzjasta,
            w najlepszym wypadku po korespondencyjnym kursie. Profesjonalista
            bowiem jest profesjonalistą i znacznie mniej prawdopodobne jest, że
            popełni jakiś kardynalny błąd, który mógłby mnie dobić i "gdzieś"
            mam sądy, gdyż orzekanie o skutkach i zamiarach po fakcie - to jest
            przysłowiowa "musztarda po obiedzie".:P
            • jane14 Re: Dwie strony medalu. 11.07.08, 12:04
              kozak-na-koniu napisał:

              > Z tego wszystkiego, jedynie 2, może 3 uważam za
              > rzeczywiście "zasłużone", bo nie wynikające ze zwykłego zagapienia
              > się w okolicznościach, które w żaden sposób nie mogły mieć wpływu na
              > bezpieczeństwo i porządek (minimalny ruch itp.).

              No kierowca niestety nie ma prawa się zagapić bez względu na okoliczności.
              Ja też płaciłem bywało za zagapienie, tyle że nie uważam tego za krzywdzące po
              prostu uważam że to za to że byłem nieuważny i już.
              Ale nie płaciłem nigdy za prędkość bo tu jak nawet przeoczysz znak to charakter
              drogi nie daje marginesu błędu większego niż te 20/h a polska policja nie
              zajmuje się takimi wykroczeniami, bo by za półgodziny mierzenia mieli dwa
              tygodnie pracy papierkowej, a nikt tego nie lubi. W młodości gdy zdarzało mi się
              jeździć szybciej z premedytacją, byłem na tyle obyty z metodami milicjo/policji
              by nie dać się złapać (koniec zabudowanego to ulubione miejsce, tam zawsze stoją
              jeśli stoją).

              > Co do ratownictwa natomiast, z uporem maniaka twierdzę, że w razie
              > nie daj Boże wolałbym, by moje życie ratował ktoś mniej więcej
              > kompetentny
              Tez jestem tego zdania dlatego uważam że "pospolite ruszenie" to nie metoda.
              Nawet po super szkoleniu trzeba mieć praktykę i minimum wyposażenia aby
              skutecznie ratować. Praktykę ktora pozwala np. pokonać obawy przed niefachowym
              działaniem.
              A obserwując dyskusje na temat naszego systemu ratownictwa to tak naprawdę
              problem jest właśnie w służbie zdrowia.
              Miały być przecież karetki z ratownikami i wieść po udzieleniu pierwszej pomocy
              do oddziałów ratunkowych szpitali tylko...
              Szpitale albo nie maja oddziałów, albo nie maja lekarzy albo nie maja kontraktu
              z NFZ.
              Dyskutujemy o czasie dojazdu karetki a co potem.
              Kiedyś miałem okazje doświadczyć...
              Gdzieś po 1,5 godziny wożenia po mieście udało się znaleźć szpital gdzie
              zrobiono prześwietlenie, czy kość nie jest pęknięta a wszystko podobno w dużym
              polskim mieście Krakowie. Fakt umierający nie byłem ale odnoszę wrażenie że
              gdybym był nie byłoby szybciej.
              No to wychodzi na to, że pacjencie lecz się sam!
              Tak jak sami mamy się bronić przed bandytyzmem także na drogach.
              To po prostu chore państwo i pierwsza pomoc to za mało by go uleczyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka