edek40
17.12.08, 12:28
motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/news/oslepiajaca-reklama-gigant,1229683
Uwagi o oslepianiu, o uniknieciu ubiegania sie o zgode itp. Klasyczna, polska
niemoc prawna. Jednak trudno mowic o takiej niemocy prawnej w wypadku jaskrawo
swiecacych sygnalizatorow. Gdy sa umieszczone w miescie, gdzie swiatel jest
duzo, to nie ma zadnego problemy, sa nawet wskazane, aby latwiej je mozna bylo
dostrzec w gaszczu innych. Gdy jednak taki synalizator stoi w miejscu, do
ktorego latarnie nie dotarly robi sie nieciekawie. Wprawdzie przekaz swiatel
jest jasny, kolory pokazuja co nalezy robic. Na czerwonym nalezy sie
naturalnie zatrzymac. Stoi sobie samochod, oswietlony 200 watowa zarowka. Oko
kierowcy chlonie luxy. Nastepnie rusza i nic nie widzi przed dobra chwile. Gdy
swiatlo jest zielone, sytuacja jest jeszcze gorsza, poniewaz oslepiony
kierowca jedzie. Gdy za sygnalizatorem cos stoi, zatacza sie lub spi, jest
niemal pewne, ze dojdzie do kolizji. A istnieja przeciez proste ustrojstwa
regulujace moc swiatla w zaleznosci od intensywnosci oswietlenia w okolicy. Tu
nie prawo jest spabe, jak w przypadku opisanego billboardu, tylko mozg tzw.
organizatora ruchu.