Dodaj do ulubionych

Wypadek, kto winny?

17.07.09, 13:40
moto.wp.pl/kat,89554,title,Wypadek-na-egzaminie-na-prawko,wid,11317109,wiadomosc.html
Jak dla mnie egzaminator powinien dostac mandat i dożywotni zakaz pracy w
szkoleniu kierowców.
Oczywiście pechowy kursant powinien go podać do Sądu o straty moralne i uraz
na zdrowiu, także psychicznym
Obserwuj wątek
    • tiges_wiz Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 13:42
      egzaminator i ten co najechal .. wspolwina
      • kozak-na-koniu Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 13:47
        tiges_wiz napisał:

        > egzaminator i ten co najechal .. wspolwina
        >

        A kursant poległ w błogiej świadomości, że wszystko było "lege
        artis".:)
    • jane14 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 14:30
      W autach egzaminacyjnych są kamery wiec rozstrzygnięcie czy "ofiara" podjęła
      prawidłowa decyzje czy nie, nie będzie trudne.
      Natomiast oczywiste jest, że skoro egzaminowany nie podjął decyzji na czas i
      egzaminator musiał zań decyzje podjąć pokazuje jak ważne jest nie obserwowanie
      drogi za sobą, ale reagowanie na sytuacje przed sobą.
      Gdyby bowiem "ofiara" hamowała od razu po zapaleniu żółtego ten z tyłu też
      hamowałby ...
      Wielu ma problem z podejmowaniem decyzji na czas a taka właśnie
      "niezdecydowanie" często prowokuje stłuczki...
      Odrębnym tematem jest "znajomość" przepisów przez piszącego ten artykuł .
      "... Natomiast gdy żółte zapala się w momencie, gdy kierowca dojeżdża do
      skrzyżowania, to jadący musi podjąć wszelkie działania, by uniknąć zagrożenia..."
      Ciekawe pomieszanie z poplątaniem.
      Mnie wydawało się, ze powinien się zatrzymać...
      • kozak-na-koniu Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 14:44
        jane14 napisał:

        > W autach egzaminacyjnych są kamery wiec rozstrzygnięcie
        czy "ofiara" podjęła
        > prawidłowa decyzje czy nie, nie będzie trudne.

        We wszystkich - tylko w telewizji. W realu - niestety7 nie.:)

        > Natomiast oczywiste jest, że skoro egzaminowany nie podjął decyzji
        na czas i
        > egzaminator musiał zań decyzje podjąć pokazuje jak ważne jest nie
        obserwowanie
        > drogi za sobą, ale reagowanie na sytuacje przed sobą.

        Kierowca, także kandydat na niego powinien się nauczyć widzieć nie
        tylko to, co na drodze, bezpośrednio przed maską ale także to, co po
        bokach, z tyłu oraz w otoczeniu jezdni. Leży to w żywotnym interesie
        jego oraz innych.

        > Ciekawe pomieszanie z poplątaniem.
        > Mnie wydawało się, ze powinien się zatrzymać...

        Źle myślałeś.

        Paragraf 95.1:
        "2) sygnał żółty — zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba
        że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje
        się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany
        przed nim bez gwałtownego hamowania;
        sygnał ten oznacza jednocześnie, że za chwilę
        zapali się sygnał czerwony".

        isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=file&id=WDU20021701393&type=2&name=ATT2CJLA
        • rekrut1 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 14:53
          Ostatnio nie wiedzieć czemu skrócono fazę żółtą do 1-2 sek. Nie
          poprawiło to przelotowości skrzyżowań za to pogorszyło na nich
          bezpieczeństwo. Działanie instruktora był błędne o czym świadczy
          kolizja do jakiej doprowadził. Bardziej chciał oblać kursanta(wjazd
          na skrzyżowanie przy żółtym świetle)niż pokazać mu prawidłowe
          zachowanie w takiej sytuacji. To on powinien ponieść konsekwencje
          takiego działania. Ale jak znam życie winnym będzie słabszy.
          Pozdr.
          Pazdzioch
          • starypryka Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 14:56
            rekrut1 napisał:

            > Ostatnio nie wiedzieć czemu skrócono fazę żółtą do 1-2 sek. Nie
            > poprawiło to przelotowości skrzyżowań za to pogorszyło na nich
            > bezpieczeństwo. Działanie instruktora był błędne o czym świadczy
            > kolizja do jakiej doprowadził. Bardziej chciał oblać kursanta(wjazd
            > na skrzyżowanie przy żółtym świetle)niż pokazać mu prawidłowe
            > zachowanie w takiej sytuacji.
            To on powinien ponieść konsekwencje
            > takiego działania. Ale jak znam życie winnym będzie słabszy.
            > Pozdr.
            > Pazdzioch

            proszę Cie napisz że to jakiś ponury żart...
            • rekrut1 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 15:18
              "proszę Cie napisz że to jakiś ponury żart..."
              - Oczywiście żartem jest że samochód od momentu podjęcia decyzji
              przez kierowcę do jej realizacji pokonuje ~13m (przy 50/h -
              doświadczony kierowca).
              - Żartem jest że faza żółta trwa 1 sek.(to te 13m).
              - Oczywiście żartem jest że na skutek błędnej decyzji instruktora
              doszło do kolizji.
              Resztę mojego postu możesz potraktować poważnie.
              Pozdr.
              Pazdzioch
              • starypryka Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 15:28
                rekrut1 napisał:

                > "proszę Cie napisz że to jakiś ponury żart..."
                > - Oczywiście żartem jest że samochód od momentu podjęcia decyzji
                > przez kierowcę do jej realizacji pokonuje ~13m (przy 50/h -
                > doświadczony kierowca).
                > - Żartem jest że faza żółta trwa 1 sek.(to te 13m).
                > - Oczywiście żartem jest że na skutek błędnej decyzji instruktora
                > doszło do kolizji.
                > Resztę mojego postu możesz potraktować poważnie.
                > Pozdr.
                > Pazdzioch

                Jeśli to wszystko jest żartem to ja już wiem dlaczego na drogach tylu
                dowcipnisiów jest. Nie ma dnia abym w mieście takim jak Kraków kilku takich
                jajcarzy nie spotkał. Ich żart polega na tym ze na żółtym świetle gazu dodają,
                że na czerwonym to tylko frajerzy się zatrzymują.

                A tak poważne to gdzie Ci skrócili żółte do 1s? We wspomnianym mieście trwa ono
                spokojnie 3s. Przynajmniej tyle ile potrzebuję by po jego zobaczeniu się
                zatrzymać zanim zabłyśnie słynne wczesnoróżowe. A najśmieszniejsze jest to że
                gdy ja już spokojnie sobie stoję to na sąsiednim pasie jeszcze dwóch przejeżdża...
                • rekrut1 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 15:35
                  A tak poważne to gdzie Ci skrócili żółte do 1s?
                  W wawie, sam główny do świateł się chwalił.
                  Pozdr.
              • starypryka Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 15:30
                I jeszcze jedno. Skoro egzaminowany zdążył się zastanowić czy jechać czy nie,
                egzaminator zahamować to ten z tyłu w tym czasie powinien dawno stać. Ale nie,
                bo na żółtym to się ognia dodaje. I tak należy uczyć kursantów na kursie i
                takich zachowań powinien oczekiwać egzaminator od egzaminowanego.
                Dalej uważam że żartujesz.
                • rekrut1 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 15:47
                  Masz niewątpliwie rację, ten z tyłu powinien stanąć bezpiecznie z
                  odległości z jakiej zobaczył żółte mógł wyhamować bez problemowo.
                  Tu zadziałało to co pisałeś, dodawanie gazu gdy widać z daleka
                  żółte. Niestety w wawie(i pewnie gdzie indziej też)jest to też
                  problemem, sam czasem przeskakuję na żółtym widząc co robi ten z tyłu
                  (bardzo cenię moją tylną część auta). Nie mniej instruktor powinien
                  prawidłowo ocenić sytuację(w końcu to człowiek ze sporym
                  doświadczeniem)a uwagi mógł kursantowi przekazać po drugiej stronie
                  skrzyżowania.
                  Pozdr.
                  Pazdzioch
                  • starypryka Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 16:18
                    Do luftu się tu pisze - lagi po 15 minut :(

                    A wracając do tematu. Nikt nie jest święty i mnie także zdarza się przeskoczyć
                    na różowym, ale przeraża mnie to że ja mam wątpliwości a jeszcze dwóch za mną
                    przelatuje. (Kiedyś ja za to ruszyłem na seledynowym i... za moim tyłkiem
                    przeleciał gość z różowego. Ile on musiał po żółtym jechać?).
                    Ale tu mi chodzi o coś innego. Nie byliśmy na miejscu więc nie rozbierzemy tego
                    problemu. Ale moim zdaniem egzaminator nie może wpuścić egzaminowanego na
                    skrzyżowanie na czerwonym - ryzykuje wtedy jego panikę na środku skrzyżowania i
                    wypadek o wiele groźniejszy. Dodatkowo nie oblewając go sankcjonowałby taki styl
                    jazdy.
                    • rekrut1 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 20:10
                      Odniosłem wrażenie że Masz pewne doświadczenie z kursantami. :))
                      Ty troszkę odpuściłeś ja troszkę o reszcie niech zadecyduje sąd.:))))
                      Nie wiem jak w Krakowie, w wawie takie przelatywanie - Ty na żółtym
                      a za tobą jeszcze kilku to normalka.:(
                      Pozdr.
                      Pazdzioch
        • starypryka Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 14:55
          kozak-na-koniu napisał:

          > jane14 napisał:
          >
          > > W autach egzaminacyjnych są kamery wiec rozstrzygnięcie
          > czy "ofiara" podjęła
          > > prawidłowa decyzje czy nie, nie będzie trudne.
          >
          > We wszystkich - tylko w telewizji. W realu - niestety7 nie.:)

          Co to jest real i dlaczego w realu nie ma kamer? Że w telewizji kamery mają to
          ja się domyślam.
          W każdym bądź razie w samochodach egzaminacyjnych kamery są.

          > > Natomiast oczywiste jest, że skoro egzaminowany nie podjął decyzji
          > na czas i
          > > egzaminator musiał zań decyzje podjąć pokazuje jak ważne jest nie
          > obserwowanie
          > > drogi za sobą, ale reagowanie na sytuacje przed sobą.
          >
          > Kierowca, także kandydat na niego powinien się nauczyć widzieć nie
          > tylko to, co na drodze, bezpośrednio przed maską ale także to, co po
          > bokach, z tyłu oraz w otoczeniu jezdni. Leży to w żywotnym interesie
          > jego oraz innych.

          Tak, bo instynkt samozachowawczy to jest to co kierowca na polskich drogach
          posiadać powinien. Umiejętność jeżdżenia jest na drugim miejscu. Bo wspomniany
          instynkt pomaga mu w walce z myśliwymi dookoła a umiejętność prowadzenia pojazdu
          mu to tylko usprawnia.

          > > Ciekawe pomieszanie z poplątaniem.
          > > Mnie wydawało się, ze powinien się zatrzymać...
          >
          > Źle myślałeś.
          >
          > Paragraf 95.1:
          > "2) sygnał żółty — zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba
          > że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje
          > się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany
          > przed nim bez gwałtownego hamowania;
          > sygnał ten oznacza jednocześnie, że za chwilę
          > zapali się sygnał czerwony".

          Rozumienie zdania: chyba
          > że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje
          > się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany
          > przed nim bez gwałtownego hamowania;

          sprowadza się nie do oceny czy mogę spokojnie się zatrzymać tylko na zerknięciu
          we wsteczne lusterko czy ten z tyłu mi w dupę nie zapakuje jak się zatrzymam na
          żółtym. A ten z tyłu to musiał być niezły luzak jak się chciał za L-ką z napisem
          Egzamin na czerwonym przez skrzyżowanie przewieźć :)
          • kozak-na-koniu Re: Wypadek, kto winny? 18.07.09, 20:49
            starypryka napisał:

            > Co to jest real i dlaczego w realu nie ma kamer? Że w telewizji
            kamery mają to
            > ja się domyślam.
            > W każdym bądź razie w samochodach egzaminacyjnych kamery są.

            Źle się wyraziłe. W tak zwanym realu (czyli w przyziemnej życiowej
            praktyce) nie we wszystkich pojazdach nauki jazdy są kamery. Chyba.:)
        • jane14 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 14:58
          kozak-na-koniu napisał:

          > Kierowca, także kandydat na niego powinien się nauczyć widzieć...

          Powinien bezsprzecznie ale też powinien odróżniać realne zagrożenie od
          wyimaginowanego i nie panikować...

          > Paragraf 95.1:
          > "2) sygnał żółty — zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba
          > że w chwili zapalenia tego sygnału pojazd znajduje
          > się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany
          > przed nim bez gwałtownego hamowania

          No właśnie, a był za blisko ?
          Skoro jeszcze się zdążył rozejrzeć, ocenić prędkość tego z tyłu, podjąć decyzje,
          a egzaminator też i zahamować ?
          Ile to czasu zajmuje ?
          Gdyby od razu hamował musiałby to robić gwałtownie ?
          Czy aby jak często w życiu bywa, chcąc uniknąć wyimaginowanego zagrożenia
          sprowokował realne ...

          • kozak-na-koniu Re: Wypadek, kto winny? 18.07.09, 20:54
            jane14 napisał:

            > Powinien bezsprzecznie ale też powinien odróżniać realne
            zagrożenie od
            > wyimaginowanego i nie panikować...

            Wygląda na to, że kierowca zagrożenie zauważył i ocenił prawidłowo a
            spanikował, niezauważył lub źle ocenił instruktor. Co nie?

            > No właśnie, a był za blisko ?

            Nie wiem. Ty wiesz?

            > Skoro jeszcze się zdążył rozejrzeć, ocenić prędkość tego z tyłu,
            podjąć decyzje
            > ,
            > a egzaminator też i zahamować ?
            > Ile to czasu zajmuje ?
            > Gdyby od razu hamował musiałby to robić gwałtownie ?

            Być może tak, być może nie. Skoro jednak do kolizji doszło, znaczy
            że hamowanie raczej było gwałtowne i niespodziewane.

            > Czy aby jak często w życiu bywa, chcąc uniknąć wyimaginowanego
            zagrożenia
            > sprowokował realne ...
            >

            Kto? Kursant, czy instruktor? A może przyczyną kolizji była chęć
            tępego trzymania się schematów?
    • wichura Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 16:27
      Wg mnie trzeba tu rozpatrzyć dwa - wbrew pozorom zupełnie
      niezależne - zagadnienia: winy za zdarzenie i wyniku egzaminu.
      1. winny jest WYŁĄCZNIE kierowca auta z tyłu. Nie zachował należytej
      ostrożności (wszak jechał za "L" i zbliżał się do świateł) i odstępu
      od poprzedzającego pojazdu. A że "L" wprowadziła go w błąd (niby
      chciała przejechać a tu nagle hebel)? Tak często zachowuję się
      i "normalni" kierowcy (przeważnie kobiety),
      2. wynik egzaminu... Wg mnie należy go powtórzyć. Na pewno nie zdał
      egzaminu (był w trakcie). Nie ma też powodów, by go "uwalić" - na
      pewno nie spowodował kolizji. Czy spowodował zagrożenie? Być może,
      choć dalszy rozwój wypadków pokazał, że jego decyzja (choć bardziej
      widzę to jako dorabianie teorii już po fakcie) była słuszna.
      • starypryka Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 18:05
        wichura napisał:

        > Wg mnie trzeba tu rozpatrzyć dwa - wbrew pozorom zupełnie
        > niezależne - zagadnienia: winy za zdarzenie i wyniku egzaminu.
        > 1. winny jest WYŁĄCZNIE kierowca auta z tyłu. Nie zachował należytej
        > ostrożności (wszak jechał za "L" i zbliżał się do świateł) i odstępu
        > od poprzedzającego pojazdu. A że "L" wprowadziła go w błąd (niby
        > chciała przejechać a tu nagle hebel)? Tak często zachowuję się
        > i "normalni" kierowcy (przeważnie kobiety),

        Z pierwszym nie ma co dyskutować bo tak samo uważam ;)

        > 2. wynik egzaminu... Wg mnie należy go powtórzyć. Na pewno nie zdał
        > egzaminu (był w trakcie). Nie ma też powodów, by go "uwalić" - na
        > pewno nie spowodował kolizji. Czy spowodował zagrożenie? Być może,
        > choć dalszy rozwój wypadków pokazał, że jego decyzja (choć bardziej
        > widzę to jako dorabianie teorii już po fakcie) była słuszna.

        Tu się mylisz. Bo (z ust egzaminatora wiem) że istnieje przepis, który mówi że
        jeśli podczas egzaminu dojdzie do wypadku, nawet bez winy egzaminowanego wynik
        egzaminu jest negatywny. kursant nie ponosi kosztów ponownego egzaminu, ale
        egzamin niezdany wlicza mu się do niezdanych i może być powodem wysłania na
        doszkalanie.

        Drugi przepis mówi że jeśli egzaminowany doprowadzi do sytuacji niebezpiecznej,
        w której MUSI interweniować egzaminator - wynik negatywny. Dla egzaminatora
        sytuacja niebezpieczną była chęć wjechania na czerwonym świetle na skrzyżowanie.

        Oczywiście oblanemu przysługuje prawo do odwołania od wyniku.
        • tomek854 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 21:15
          > Tu się mylisz. Bo (z ust egzaminatora wiem) że istnieje przepis, który mówi że
          > jeśli podczas egzaminu dojdzie do wypadku, nawet bez winy egzaminowanego wynik
          > egzaminu jest negatywny. kursant nie ponosi kosztów ponownego egzaminu, ale
          > egzamin niezdany wlicza mu się do niezdanych i może być powodem wysłania na
          > doszkalanie.

          To niesprawiedliwe. Mam pecha, za każdym razem jak stoję na czerwonym ktoś mi
          wjeżdża w d...

          I tracę czas i pieniądze.

          > Drugi przepis mówi że jeśli egzaminowany doprowadzi do sytuacji niebezpiecznej,
          > w której MUSI interweniować egzaminator - wynik negatywny. Dla egzaminatora
          > sytuacja niebezpieczną była chęć wjechania na czerwonym świetle na skrzyżowanie
          > .

          A musiał?
    • tomek854 Re: Wypadek, kto winny? 17.07.09, 21:12
      Słyszałem o podobnej sytuacji kilkanaście lat temu.

      Chłopak chciał zdążyć przed tramwajem, egzaminator dał po heblach, w rezultacie
      była wielka kraksa.

      Egzamin trzeba było powtórzyć z innym egzaminatorem (bo ten był w szpitalu) i na
      innym aucie.
    • inguszetia_2006 Re: Wypadek, kto winny? 18.07.09, 20:16
      Witam,
      Winny ten, co jechał za Elką. Jakim trzeba być idiota, by za Elką
      jechać?;-D
      A poza tym, śmierdzi ta sprawa na kilometr. Że niby doświadczony w
      ruchu miejskim kierowca naraża siebie i kursanta?
      Nie wierzę. No nie wierzę i już.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • staszek585 Re: Wypadek, kto winny? 18.07.09, 21:31
        Najbardziej przeraża, ze wszyscy osądzają, chociaż tak naprawdę nic,
        albo przynajmniej bardzo niewiele wiedzą.
        Opis i tłumaczenie bardzo przekonujące, ale:
        1.autor artykułu nie zna przepisów. A cytuje nie wiadomo co.
        Sygnał żółty zobowiązuje do zatrzymania pojazdu przed
        sygnalizatorem, chyba że nie jest to możliwe bez gwałtownego
        hamowania.
        2.Bardzo łatwo ustalić wersję rzeczywistą. Na podstawie nagrania
        kamer. Kozak na koniu nie rozróżnia samochodu nauki jazdy od
        egzaminacyjnego. W egzaminacyjnym musi być co najmniej jedna kamera,
        w samochodzie nauki jazdy żadnej nie ma.
        3.Wstępnie można jedynie przyjąc winę kierowcy pojazdu z tyłu.
        Nie bardzo jest go jak bronić:
        -nie stosowanie się do sygnalizacji,
        -brak bezpiecznego odstępu od poprzednika,
        -brak szczególnej ostrożności za pojazdem z literą L na dachu,
        -nadmierna (w tej sytuacji) prędkość,
        -niewłaściwa obserwacja tego co się przed pojazdem dzieje.
        PS:
        To, że duża część kierowców ignoruje żółte światło wcale nie
        znaczy, że przepisy się zmieniły i tak jest prawidłowo.
        W sygnalizacji nie występuje światlo koloru różowego czy też
        seledynowego :-)
        A zdający? Niech się douczy, bo pewnie też widzi na
        sygnalizatorach różowy kolor.
        • kozak-na-koniu Re: Wypadek, kto winny? 19.07.09, 08:31
          staszek585 napisał:

          > 2.Bardzo łatwo ustalić wersję rzeczywistą. Na podstawie nagrania
          > kamer. Kozak na koniu nie rozróżnia samochodu nauki jazdy od
          > egzaminacyjnego. W egzaminacyjnym musi być co najmniej jedna
          kamera,
          > w samochodzie nauki jazdy żadnej nie ma.

          Możliwe. Ja egzamin na prawo jazdy zdawałem 24 lata temu (szkolił
          mnie instruktor LOK - bardzo dobry i doświadczony fachowiec), kiedy
          żadnych kamer nigdzie lub prawie nigdzie nie było. Ostatnia, jak
          dotąd, osoba w mojej rodzinie zdawała 2 lata temu - i też kamery nie
          było, ale przecież "tempora mutantur" jak powiedział pewien mutant.:)
    • kozak-na-koniu Nestor polskiej motoryzacji 19.07.09, 08:51
      Witold Rychter mawiał: "nie jest sztuką nie być winnym i mieć
      wypadek. Sztuką jest nie być winnym i nie mieć wypadku". Wiem, że to
      ogólnik, ale warto go przypomnieć tym, którzy uważają że tępe i
      bezmyślne stosowanie się do utartych schematów oraz wybranych
      przepisów zapewnia bezpieczeństwo...
      • staszek585 Re: Nestor polskiej motoryzacji 19.07.09, 20:07
        Tyle, że tu mamy tępe co prawda, ale nie stosowanie sie do przepisów.
        Tego gościa z tyłu i chyba tego zdającego. Raczej trudno sobie
        wyobrazić, że kandydat na kierowcę zdołał błyskawicznie ocenić
        sytuację, uznać, że lepiej będzie jak przyspieszy mimo, że powinien
        hamować. Prędzej zadziałało: "żółte? to jeszce zdążę, po co hamować".
        Ale może mam zbyt słabą wyobraźnię?
        Albo przepisy się zmieniły?
        • kozak-na-koniu Re: Nestor polskiej motoryzacji 19.07.09, 20:50
          Od tego w samochodzie jest instruktor. Dany instruktor po to ma
          lusterka oraz dodatkowe pedały sprzęgła i hamulca, by korygować
          błędy kursanta - niekoniecznie podejmować za niego decyzje i działać
          bez uprzedzenia. Czy instruktor wiedział co się dzieje dookoła,
          także za nimi, czy też zadziałał tak, jak przeciętny "polski
          kierowca": "jestem na prawie i zgodnie z przepisami, więc nikt mi tu
          nie będzie, bo ja mam rację, a jakby co - to nie mój problem"?
          • staszek585 Re: Nestor polskiej motoryzacji 20.07.09, 08:36
            Kozaku, czyżbyś był dziennikarzem? Bo do tej pory tylko dziennikarze
            nie rozrózniali nauki jazdy od egzaminu, a instruktora od
            egzaminatora.
            PS:
            Swoją drogą cekawi mnie wynik ostateczny. Niedawno ukarano
            zdającą, która ostro przyhamowała, a jadący z tyłu wjechał w auto.
            Ciekawe co teraz ustalą?
            Zadziwia mnie jeden fakt: zdający nie ma pretensji do kierowcy
            samochodu z tyłu mimo, że to on w niego wjechał. Ma natomiast
            pretensje do egzaminatora, który przeszkodził mu w momencie nie
            stosowania się przez niego do przepisów?
            No bo co mu będzie przeszkadzał?
            • kozak-na-koniu Re: Nestor polskiej motoryzacji 20.07.09, 09:01
              staszek585 napisał:

              > Kozaku, czyżbyś był dziennikarzem?

              Broń mnie panie Boże, nic z tych rzeczy! Jestem normalnym gościem z
              prowincji z fachem w ręku. W ogóle, od "ścierwojadów" staram się
              trzymać z daleka. Inna sprawa, że na szczęście bardzo rzadko miewam
              z nimi doczynienia, a i to raczej na płaszczyźnie prywatno -
              towarzyskiej.

              Bo do tej pory tylko dziennikarze
              > nie rozrózniali nauki jazdy od egzaminu, a instruktora od
              > egzaminatora.

              Egzaminator chyba też jest instruktorem. Poza tym, egzamin chyba nie
              polega na sterowaniu egzaminowanym. W każdym razie, gdy ja zdawałem
              takowy, pozwolono mi się wykazać dając pełną inicjatywę i nie
              wtrącając się. Dopiero po wszystkim, dokonano podsumowania
              wszystkich za i przeciw - zdałem na "trzy z dwoma". Wychodzi na to,
              że egzaminator albo spanikował, albo pomyliły mu się role.:)
            • kozak-na-koniu Re: Nestor polskiej motoryzacji 20.07.09, 09:05
              staszek585 napisał:

              > Swoją drogą cekawi mnie wynik ostateczny. Niedawno ukarano
              > zdającą, która ostro przyhamowała, a jadący z tyłu wjechał w auto.

              Niedawno, i u nas była podobna kolizja: "elka" dojeżdżając do
              skrzyżowania zmieniła pas i przyhamowała, bo zmieniały się światła.
              Jadący tym pasem autobus MPK się "nie wyrobił" i wjechał jej w tył.
              Nie widziałem zdarzenia, ale "zapas" przy wykonywaniu manewru musiał
              być centymetrowy. Nie wiem jak sprawa się zakończyła.
    • hrderduch Tak czytam te Wasze wypowiedzi 20.07.09, 09:32
      I upewniam się w przekonaniu że Polacy, a osobliwie kierowcy w zdecydowanej
      większości to tłumoki pierwszej wody. Dlaczego?
      Rzecz oczywista, taka jak w tym przypadku czyli stłuczka spowodowana brakiem
      prawidłowej oceny sytuacji przez egzaminatora pobudza ględzenie o wjeździe na
      żółtym na skrzyżowanie. Ludzie co wy macie zamiast mózgu? Sieczke?
      Kilka lat temu dojeżdzam sobie do świateł w Łomiankach, jest po deszczu,
      czerowne światło, hamuję spokojnie, w żadnym razie nie ostro, widze w lusterku
      jak TIR się zagapił i naczepa już idzie bokiem lotem koszącym. Gaz deska i
      zwiałem w prawo, ciężarówka zatrzymała się kilkanaście metrów za skrzyżowaniem.
      Pytanie do "teoretyków prawa": Co by ze mnie zostało gdybym nie spierniczał na
      czerwonym?
      Pytanie drugie do tych samych "geniuszów": Co by ze mnie zostało gdyby to był
      egzamin i idiota egzaminator wcisnął hamulec? Dostałbym pośmiertnie/poszpitalnie
      kwit o zdanym egzaminie?
      No i samo wychodzi pytanie trzecie: Jeżeli w opisanej w artykule sytuacji
      wjechała by im w tyłek rozpędzona ciężarówka i zrobiła z nich kanapkę to byłoby
      ok, przecież zatrzymał się, co?
      Idźmy dalej tokiem "rozumowania" mędrców: Czy jak wyskoczy mi dziecko na drogę
      to mogę uciekać przez linie ciągłą żeby go nie przejechać? Z waszego "myślenia"
      wynika że w żadnym razie!
      Czy jak będzie szaleniec leciał ze mną na czołowkę mogę zwiewając na pobocze
      zepchnąc zaparkowany tam samochód? Nigdy! Mam dać się zabić, zabić kogoś czy
      połamać według waszych pomysłów? Parafrazując słowa Piłsudskiego kury wam szcz...
      prowadzać a nie samochody prowadzić.
      Naczelnym obowiązkiem jest uniknąc kolizji/stłuczki/wypadku, nawet Kodeks Karny
      zna pojęcie wyższej konieczności, lekarskie primum non nocere czyli po pierwsze
      nie szkodzić.
      Kursant powinien w tym wypadku dostać nagrodę, a dziadyga egzaminator który
      mając lusterka zamiast w nie patrzyć dłubie w nosie kopa w tyłek i za bramę.
      • wichura Re: Tak czytam te Wasze wypowiedzi 20.07.09, 10:05
        To co piszesz wydaje się oczywiście słuszne, ale...
        Przyjmujesz całkowicie bezkrytycznie wersję kursanta, wobec której
        ja byłbym bardzo sceptyczny. Myślisz, że młody człowiek, na początku
        swej przygody z motoryzacją, był w stanie SZYBKO i PRAWIDŁOWO
        dokonać oceny sytuacji, zlokalizować zagrożenie i przedsięwziąć
        prawidłowe działania (w których przeszkodził mu tylko "egzaminator z
        klapkami na oczach")? Jeśli tak - to ma chłopak spory talent do
        jazdy (czego oczywiście wykluczyć nie można) i refleks.
        • tiges_wiz Re: Tak czytam te Wasze wypowiedzi 20.07.09, 10:11
          ale on jest kursantem, a wiem w moim mniemaniu moze zrobic blad, egzaminator
          jest po to aby do nich nie dopuscic, a tu po skutkach widac, ze raczej
          egzaminator sie pomylil w ocenie sytuacji.

          nie wolno zapominac o idiocie z tylu, ktory widac "elke" powinien wziac poprawke
          na to, ze kursant moze zrobic cos glupiego, ale widac chcial zyskac kilka sekund.
          • hrderduch Re: Tak czytam te Wasze wypowiedzi 20.07.09, 10:20
            tiges_wiz napisał:

            > nie wolno zapominac o idiocie z tylu, ktory widac "elke" powinien wziac poprawk
            > e
            > na to, ze kursant moze zrobic cos glupiego

            O tak, to nie ulega wątpliwości. Może przesadzę z lekka ale z zasady L-kę na
            drodze traktuję podobnie jak bawiące się dzieci przy ulicy i psa/kota
            przyjezdni. Po prostu trzeba być na oriencie.
        • hrderduch Re: Tak czytam te Wasze wypowiedzi 20.07.09, 10:16
          Wydaje mi się że potwierdzeniem słow kursanta jest rzeczona kolizja :-)
          Ale oczywiście masz rację, cały mój przydługi wywód ma sens jedynie w
          sytuacji gdy przyjmiemy wersję kursanta, z małym jednak zastrzeżeniem: Jeżeli
          kierujący kłamie mozna przyjąc że ostre i raptowne hamowanie egzaminatora
          przyczyniło się do kolizji.

          Uzupełniając moją poprzednią wypowiedź o odnośnik medyczny: Lecząc raka olewamy
          wypadanie włosów ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka