ab_extra
03.08.09, 11:00
Do tej pory o ABS myślałem tylko w kategoriach "pożyteczny" lub "bezużyteczny
wodotrysk". Nie sądziłem jednak, że może być po prostu niebezpieczny.
Na co dzień jeżdżę bez tego wynalazku (gdy kupowałem samochód nie było jeszcze
obowiązku fabrycznego montowania tegoż) i jakoś sobie radzę, bez stłuczek i
wypadków. Kontrolę nad torem jazdy straciłem tylko raz w życiu, a i to nie
miało nic wspólnego z hamowaniem (na autostradzie pod wiaduktem, na cienkim
dywaniku z deszczówki wszystkie koła straciły na parę sekund kontakt z
podłożem - na szczęście nawet przez myśl mi nie przeszło dotykać wtedy
hamulca). Poza tym, choć jeździłem po wodzie, lodzie i wszelkich możliwych w
naszym klimacie rodzajach śniegu, jakoś daję radę. Znam możliwości swojego
bolidu jak zły szeląg i raczej dopasowuję się do nich.
Latoś pojeździłem sobie pożyczonym samochodem po Portugalii. W porównaniu z
moim własnym, auto owe miało hamulce ostre jak brzytwa i silne jak słoń. Było
też wyposażone w ABS, o czym jednak nigdy w żaden sposób na drodze nie
przypominało. Poza jednym wyjątkiem.
Otóż wyjeżdżałem ci-ja sobie z polnej żwirówki na drogę asfaltową z
pierwszeństwem przejazdu. Wytraciłem swoim zwyczajem prędkość hamując
silnikiem i dotoczywszy się resztką bezwładu do końca drogi wcisnąłem pedał
hamulca, aby się zatrzymać. Samochód jednak nie zareagował wcale. Zachowywał
się tak, jakby hamulca w ogóle w nim nie było.
Mój domowy wehikuł, nawet gdybym jechał kilkakrotnie szybciej, wryłby się w
ten żwir po osie, ale by się zatrzymał. Ten w ogóle nie zareagował. Na
szczęście z nadjeżdżającym z prawej
samochodem zdołaliśmy się jakoś wyminąć, bo nie jechał zbyt prędko. Ale nie
dużo brakowało.
Po powrocie do domu zacząłem wałkować temat i po raz pierwszy usłyszałem wiele
dziwnych opowieści o ABS. Ktoś przeleciał, wbrew własnej woli przez
skrzyżowanie na czerwonym świetle, ktoś komuś w coś wjechał. I nie były to
zdarzenia wynikające z tego, że z powodu ABS droga hamowania się wydłużyła.
Nie było żadnego hamowania. Hamulce w ogóle nie zareagowały na decyzję
kierowcy.
Teraz, znając możliwości swojego samochodu, a zwłaszcza jego ograniczenia i
reakcje, udaje mi się unikać kłopotów. W ciągu najbliższych tygodni mam jednak
zamiar zmienić to auto na nowe i zaczynam się obawiać, że skazany będę na
grę w rosyjską ruletkę z jakimś nieprzewidywalnym komputerem, który wedle
własnego
uznania raz mi pomoże, zaś innym zechce mnie zabić.
Macie jakieś doświadczenia z tym związane? Czy mając na pokładzie ABS trzeba
pedału hamulca używać w zupełnie inny sposób, niż bez niego?