zbyfauch
06.07.08, 23:18
Czy ktoś pamięta jeszcze tzw. "dancingi" w knajpach?
Właśnie na "Kino Polska" obejrzałem film dokumentalny z 81-go roku.
Rzecz o rozrywkach minionej epoki. Głównym wątkiem filmu była zabawa
karnawałowa zorganizowana przez TPPR w restauracji "Zacisze".
Huczny ubaw z parą podstarzałych wodzirejów w osobach łysawego jegomościa o
aparycji sekretarza POP i piskliwej jędzy z haczykowatym nosem, w kapeluszu
baby-jagi.
Były tańce z jabłuszkiem między czołami, zgaduj-zgadula na tematy radzieckie i
jakieś inne, bliżej nie zidentyfikowane zabawy.
Najlepszy był jednak free style dancing do pioseńki "Padmaskowskije
Wiecziera", graną przez bezkonkurencyjną orkiestrę (gitara elektryczna,
perkusja, organy elektryczne, skrzypce i zabójczy wokal mamrotny). Kamera
pokochała znudzonego dziadka-skrzypka, który z kamienną, grobową miną poruszał
przedramieniem uzbrojonym w smyczek.
Poza tym tancerze...olbrzymia baba miotająca maleńkim tatusiem stróża, pan
solo kręcący dłońmi jakieś wydumane młynki i esy-floresy, pan podobny do pana
śpiewaka z "Rejsu" (tego, co go przeniesiono do sekcji sportowej) kręcącego
się w zwolnionym tempie w półkółko-półkiwko.
Gwoździem programu był kucyk w towarzystwie "białego niedźwiedzia", wciągnięty
siłą na salę. Zdjęcie na kucyku było nagrodą w zgaduj-zgaduli. No więc kucyk
oczywiście się zesrał a potem uśmiał. Cudo!
P.S.
Czy są jeszcze dancingi w Polsce?