mieux
21.11.08, 11:02
Jarosław Kaczyński umiera i idzie do nieba. Tam spotyka św. Piotra, który mówi
mu tak: Jarosławie, wielkim jesteś człowiekiem, premierem byłeś, bo to sobie
wybierz: niebo czy piekło. Na to Kaczyński: ale ja jestem katolikiem, ja chcę
do nieba. Na to święty Piotr: to wiesz co? Pobądź sobie i tu, i tam a potem
wybierzesz. Kaczyński idzie więc do nieba: a tam Kuroń, Geremek, wino,
filozofia, nuda. Idzie do piekła - a tam Giertych, Wierzejski, pięć piw ciągle
zamawiają, muzyka, zabawa. Wraca więc Kaczyński do św. Piotra i mówi: święty
Piotrze, ja to całe życie z mamą mieszkałem, nie bawiłem się, no to teraz bym
pożył. Chcę jednak do piekła. Dobra, mówi Piotr, i Kaczyński trafia do piekła.
A tam Giertych łańcuchem do ściany przykuty, diabli go widłami kłują.
Wierzejski w kotle się gotuje. Co się dzieje? - krzyczy Kaczyński. - Wczoraj
było tak fajnie. Na to Giertych: wczoraj to była kampania wyborcza.
Lech Kaczyński robi gospodarski objazd kraju. Pokazują mu chlewnię. Ogląda
dorodne świniaki, podziwia, cieszy się. Stado fotoreporterów szaleje.
Prezydent reflektuje się, odwraca się do nich i mówi: już ja was znam. Tylko
żeby mi tam jakichś głupich podpisów nie było! Typu "Kaczka i świnie", albo
co! Na to reporterzy: nie nie, panie prezydencie, skądże znowu, jakże byśmy
śmieli. Podpis będzie zupełnie neutralny. Nazajutrz w gazetach prezydent widzi
swoje zdjęcie wśród świń, z podpisem "Lech Kaczyński (trzeci od lewej) zwiedza
gospodarstwo rolne".
(Z o2.pl)