Dodaj do ulubionych

Penderecki - tak czy nie?

10.03.06, 16:11
Kochani, właśnie słucham sobie VIII Symfonii K.P. i miotają mną sprzeczne
uczucia. Ciekawi mnie, co Was w tej muzyce drażni, a co akceptujecie i
lubicie.
Chodzi mi o tzw. "późnego" Pendereckiego, po 1976 roku, czyli zanurzonego w
sosie neoromantycznym.
Obserwuj wątek
    • schaetzchen Re: Penderecki - tak czy nie? 10.03.06, 22:52
      A bo ja właśnie wróciłam z koncertu w FN gdzie grali tę symfonię.

      1. mój stosunek do późnego Pendereckiego nie jest oryginalny: facet pisze od 20
      lat ten sam utwór, talentu "imitacyjnego" odmówić mu nie można. Kiedy trafiłam
      pierwszy raz na 7 Bram, to muszę przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie (II,
      IV, VI część). Ale jak się potem posłucha Credo, Te Deum, Polskiego Requiem - a
      tam ciągle te same motywy i sztuczki orkiestrowe, to... no ja nie przepadam.

      2. wcześniejszy Pan Derecki jest napewno ciekawszy, aczkolwiek nie każdemu
      przypadną do gustu eksperymenty sonorystyczne :)

      3. tak czy siak Pasja to wielkie dzieło i nie przestanę jej lubić.

      4. VIII Symfonia - bardzo ładne teksty :) a i strona muzyczna mnie zaskoczyła.
      To bardzo kameralna Symfonia (coś jak w II części VIII Mahlera - tłum ludzi na
      scenie a rzadko kiedy wszyscy razem grają). Są oczywiście jego dawne chwyty,
      dokładnie powtarzane figury melodyczne (i ciągle trytony), te same układy w
      instrumentacji, pomysły typu chór i smyczki glissando w górę + granie smyczkiem
      po tamtamie (Ingemisco z Polskiego Requiem). Na szczęście dzięki temu, że na
      ogół jest kameralnie (fortissimo tylko 3 razy :) to nawet jest to strawne. Nie
      wzruszyłam się (to nie przy tym kompozytorze) ale i niesmaku nie było.
      Bardzo dobra obsada dziś była - świetna sopranistka Michaela Kaune, mezzosopran
      Agnieszka Rehlis i baryton Wojciech Drabowicz. Bardzo dobrze śpiewali, brawa dla
      pana barytona za zwycięstwo nad przeziębieniem. Panie bardzo dobre, chociaż
      więcej pochwał dla pani sopranistki - piękny jasny głos, a do tego bardzo
      muzykalna. Pani mezzosopranistka też ładnie, tylko miałam wrażenie że nie do
      końca rozumie o czym śpiewa i trochę wypadła blado.
      Orkiestra doznała jakiegoś olśnienia i grali kulturalnie, nie siłowo. Super.

      5. W pierwszej części koncertu bardzo ciekawe rzeczy się działy - świetny Le
      Tombeau resplendissant Messiaena. Mniej zachwycająca Wallfahrtslied Pärta
      (intonacja), ale udało się im osiągnąć klimat odpowiedni. Niestety kompletną
      porażką była Rapsodia altowa Brahmsa. Nudno, statycznie, bez jakichkolwiek
      emocji. Szkoda. Ale na pocieszenie zaraz posłucham sobie B. Waltera :)
      • dwakretki Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 02:48
        tak, ale... "na tle".
        jego muzyka jest logiczna - czego nie można powiedzieć o twórczości innych tzw.
        gwiazd "muzyki nowej" (dawniej zwanej "współczesną"). a to, że Penderecki
        oklepany i ostatnio "mało odkrywczy"? - przynajmniej cytuje sam siebie i nie
        sili się na wydziwione ideologie.
        podziwiam jego kunszt dyrygencki i orkiestry, które mają zaszczyt pod nim
        grać ;-)
        • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 07:15
          Masz rację, że się nie sili na nowe ideologie, on się w ogóle mało co sili, a
          wydaje mi się, że rozwijać się trzeba.
          Miałem kiedyś taką sytuację, że na jednym koncercie dawano II Koncert
          skrzypcowy (którego nie znałem) i V Symfonię, którą znałem. Jakie było moje
          zdziwienie, kiedy - opisuję wrażenia - zamiast koncertu zaczęli symfonię.
          Dopiero po chwili się zorientowałem, że obydwa utwory mają łudząco podobne
          początki.
          Penderecki koszmarnie powtarza swoje chwyty, więc ja raczej nie potrzebuję już
          chodzić na koncerty z jego muzyką (tą ostatnią) bo spodziewam się powtórki tego
          co było - no więc po co bulić kasę za bilet :-))
          Mam taką teorię, że tak zabiegany kompozytor nie ma czasu, by wymyśleć coś
          nowego. Chociaż VIII Symfonia jest próbą wyjścia poza własną sztampę, tylko że
          już chyba za późno. Brak inwencji zrekompensował tak jawnym nawiązaniem do
          Mahlera i Wagnera z Parsifala (szkoda, że nie z Tristana...) i w ogóle do
          niemieckiego symfonizmu, że nie da się tego w moim odczuciu rozpatrywać w
          kategorii muzyki dzisiejszej. A ja wolę posłuchać oryginału, a nie wynurzeń i
          nostalgii Pendereckiego.
          Co do kunsztu dyrygenckiego - warto posłuchać, co na ten temat mają do
          powiedzenia muzycy. Opowiem tylko anegdotę - kiedyś Maestro dyrygował I
          Koncertem wiolonczelowym Szostakowicza. W drugiej części coś mu się pokićkało i
          konsekwentnie był dwa takty do przodu wobec orkiestry (Sinf. Varsovia). Zabawne
          było widzieć, jak daje potężny zamach dla kotlisty, a tu nic! Na szczęście to
          świetny zespół, poradzili sobie bez niego.
          Mam okazję czasem obserwować, jak K.P prowadzi próby orkiestry, szkoda
          komentarza ;-)
          • materes Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 07:59
            Sądząc po tonie twojego listu Apfelbaum jesteś znawcą, ale to Cie nie
            usprawiedliwia, żeby wydawać osądy krzywdzące zdanie innych. Skąd Ty możesz
            wiedzieć, o co chodzi kompozytorowi, kiedy nawiązuje do swojej muzyki? Czy nie
            rozumiesz, że taka "muzyka w muzyce" jest zaszyfrowanym przekazem?
            Ja uwielbiam Pendereckiego, właśnie za tą odwagę bycia sobą. Jak ktoś kocha ten
            świat muzyki, to rozumie, ile może dać słuchaczowi ta stałość. A jak ktoś
            wybrzydza, to jego sprawa, ale to znaczy, że nie ma wrażliwości.
            Jak czegoś nie lubisz, to nie krytykuj.
            • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 11:03
              Przepraszam, jeśli uraziłem, ale jest takie przysłowie "uderz w stół..."
              Wyraziłem swoje zdanie, trochę się na tym znam, choć nie twierdzę, że jestem
              alfą i omegą w tej kwestii. Widzę zresztą, że temat Penderecki wciąż budzi
              emocjonalne reakcje, pamiętacie przesławny list protestacyjny, kiedy Chłopecki
              ośmielił się przyrównać Koncert fortepianowy Pendera do socrealizmu? Jakie było
              larum i podpisy znakomitości (zresztą w Gazecie)? Jeśli Penderecki jest taki
              wspaniały, to dlaczego jego zwolennicy tak bardzo boją się krytyki? Na zarzut
              samopowielania słyszę odpowiedź, że tak kompozytor tworzy swoje megadzieło, na
              zarzut kopiowania pomysłów wielkich kompozytorów przszłości - że
              to "wchłanianie wszystkiego, co zaistniało". To są wielkie i piękne słowa,
              tylko po co użyte? Czy aby nie w celu zamaskowania twórczej indolencji?
              Ja tutaj tylko stawiam pytania, nie chcę narzucać swego zdania i nie każę od
              razu NA PAL. Zastanawiam się, ilekroć coś budzi moje kontrowersje - przede
              wszystkim, co inni w tym czymś widzą.
              A co do mojego braku wrażliwości - żal mi komentarza, równie dobrze mógłbym
              posłużyć się tym argumentem wobec Ciebie.
              • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 17.03.06, 12:05
                Sorry, że tak na raty odpowiadam, ale cały wątek jest nie do ogarnięcia na jeden
                raz.

                > Widzę zresztą, że temat Penderecki wciąż budzi
                > emocjonalne reakcje, pamiętacie przesławny list protestacyjny, kiedy Chłopecki
                > ośmielił się przyrównać Koncert fortepianowy Pendera do socrealizmu? Jakie było
                > larum i podpisy znakomitości (zresztą w Gazecie)? Jeśli Penderecki jest taki
                > wspaniały, to dlaczego jego zwolennicy tak bardzo boją się krytyki

                Mieszasz tutaj trzy różne rzeczy:
                1. muzykę Pendereckiego
                2. jego osobę
                3. polskie "środowisko" muzyczne

                Ja uważam siebie za miłośnika muzyki Pendereckiego i wierz mi, niestraszna mi
                krytyka. Wręcz przeciwnie - z jednymi zarzutami się mniej lub bardziej zgadzam
                (bynajmniej nie jestem bezkrytycznym fanem) a inne rzeczy wysuwane jako zarzut
                są zarzutem tylko subiektywnym, kwestią gustu (ktoś nie lubi patosu, ja lubię i
                co?). A za osobę Pendereckiego ani tym bardziej za zachowanie polskich
                dyrygentów, muzyków, krytyków itp. itd. wybacz, ale nie odpowiadam ;-P Dobrze by
                też było, żeby zgodnie z wysuniętym niegdyś postulatem rzucaniem personalnymi
                kamieniami zajęły się osoby bez grzechu. Jest tu ktoś taki? ;-P
                • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 18.03.06, 08:16
                  A ja jednak nie czuję dysonansu w owym "pomieszaniu". A.Chłopecki przywołał w
                  swoim felietonie również i inne ostatnie dzieła mistrza, które stały się
                  intehgralnym elementem aktywności polskiego środowiska muzycznego, czy tego
                  chcemy czy nie.
                  Pisząc "temat Penderecki" miałem oczywiście na myśli jego muzykę (taki skrót
                  myślowy). To wspaniale, że jako zwolennik Pendereckiego nie reagujesz
                  nawoływaniem do ostracyzmu i listem protestacyjnym, że krytyka Ci niestraszna.
                  Oczywiście - nie muszę chyba dodawać, że wyrażam sądy subiektywne i cieszy mnie
                  każda rzeczowa opinia, ponieważ daje inne spojrzenie oraz pozwala nabywać
                  doświadczenia.
                  Z głębokim poważaniem
                  • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 18.03.06, 10:21
                    > A ja jednak nie czuję dysonansu w owym "pomieszaniu".

                    A ja czuję i już mówię, dlaczego:

                    1. Nie widzę najmniejszego sensu w mieszaniu muzyki i osoby kompozytora, bo niby
                    z jakiej racji argumentem za albo przeciw jakiejś muzyce mają być jakieś
                    personalne przepychanki? Czy jeśli jestem miłośnikiem oper Wagnera to muszę
                    pełnić rolę adwokata cudzołożników, szuj i antysemitów? Nie poczuwam się do roli
                    personalnego adwokata Krzysztofa P. ani jego rzecznika prasowego ;-P

                    2. Polskie "środowisko" muzyczne to jest temat sam w sobie śliski i śmierdzący i
                    też związany z muzyką Pendereckiego wtórnie. Tzn. owszem, Chłopecki zaatakował
                    Pendereckiego bo jego muzyka jest taka a nie inna. Ale reakcja środowiska
                    bynajmniej nie wynikała z tego, że rzucono oszczerstwo na dobrą muzykę, tylko
                    wynikała z klucza czysto personalno-układowego - zaatakowano jedną z najbardziej
                    wpływowych osób w tym gronie. Już ja to widzę, jakimi to wielbicielami muzyki
                    Pendereckiego są wszyscy ci podpisani pod listem... ;-)
                    • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 18.03.06, 14:15
                      Hmm... Ja właśnie nie miałem najmniejszego zamiaru w ogóle zajmować się osobą
                      Pendereckiego, obchodzi mnie tylko jego muzyka, a nie personalne przepychanki.
                      Być może nieporozumienia na łączach. Pisałem przecież nt. felietonu
                      Chłopeckiego, który dotycznył muzyki, nie osoby. A pisząc o słynnym liście
                      wspomniałem zjawisko, bez chęci wgłębiania się w zawiłości towarzyskie :-)))
                      Nie interesuje mnie fakt moralności Wagnera, mimo że bardzo go cenię. :-)
                      A to co piszesz nt. "środowiska" podzielam.
                      Pozdr
            • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 11:04
              Aha - ten zwrot "muzyka w muzyce" brzmi znajomo... Ja owo określenie znam
              dobrze ze swojego środowiska.
            • przemkowa.b Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 12:34
              materes napisała:
              > Skąd Ty możesz
              > wiedzieć, o co chodzi kompozytorowi, kiedy nawiązuje do swojej muzyki? Czy
              nie
              > rozumiesz, że taka "muzyka w muzyce" jest zaszyfrowanym przekazem?

              LOL!!!
              apfelbaum też jest kompozytorem, wyobraź sobie. Więc chyba jakieś pojecie o tym
              ma:)))
              > Ja uwielbiam Pendereckiego, właśnie za tą odwagę bycia sobą. Jak ktoś kocha
              ten


              Co do kunsztu dyrygenckiego: Buahahahahaha. To jedyny komentarz, na jaki mnie
              stać, po tym, jak miałam bezpośredni kontakt z tym "kunsztem" niespełna półtora
              roku temu. To, co Pan P. zrobił z WŁASNYM UTWOREM "7 bram" dyrygując nim, to
              przechodzi ludzkie pojęcie. Nie znoszę Czepiela jako człowieka, ale
              przynajmniej jak on tym dyrygował, to orkiestra wiedziała, co jest grane. A P.
              kompletnie rozwalił własny utwór. Tyle.
              • dwakretki Re: Penderecki - tak czy nie? 11.03.06, 13:48
                gdy w Łodzi wykonywano 7 bram, pan P. przyjechał na próbę generalną z własnym
                fotografem. orkiestra grała, a pan P. (we fraku) pozował udając dyrygenta.
                wyglądało to komicznie, wyobraźcie sobie: raz, dwa, trzyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
                [pełne zatrzymanie, skupienie, muzyka płynie- pan zastygł w profesjonalnym
                uniesieniu](pstryk), cztery...
                i głosy w orkiestrze: nie patrzcie na niego, patrzcie na smyczek koncertmistrza
              • materes [...] 12.03.06, 07:27
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 12.03.06, 08:18
                  No no, obiecałem sobie dać spokój z tą jałową polemiką, ale mnie poruszyłaś, a
                  raczej zmiażdżyłaś. No bo jak obronić się przed krytyką, że jestem
                  niespełnionym grafomanem? Nie jestem w stanie tego udowodnić, to cios poniżej
                  pasa. A zwoje mam własne.
                  A jeżeli studiowałaś teorię, to tym gorzej dla Ciebie, bo zdaje się brakuje w
                  Twoich wypowiedziach dystansu.
                  Kończę, bo jestem zażenowany.
                  • przemkowa.b Re: Penderecki - tak czy nie? 12.03.06, 12:30
                    Ech, szkoda że wchodzę dopiero teraz, bo już nożyce zamka zadziałały:PPP
                    • a000000 Re: Penderecki - tak czy nie? 12.03.06, 15:12
                      Jeśli chodzi o Pendereckiego, to powtórzę to, co już po wielekroć mówiłam: NIE.
                      To właśnie ten jegomość skutecznie mnie zraził do muzyki zwanej współczesną.
                      • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 12.03.06, 21:13
                        To ciekawe, że KP potrafi zrazić amatorów różnych oblicz muzyki współczesnej :-
                        ))
                        Pamiętam Ciebie, a000000 jako raczej niechętną awangardzie (wnioskuję po wątku
                        muzyka współczesna z zeszłego roku), ja jestem raczej ukierunkowany na
                        nowatorstwo (choć bez przesady), a teraz występujemy w jednym szeregu.
                        Szkoda, że materes została spacyfikowana, mnie w sumie raczej bawiła taka
                        ostentacyjna wyższość, chociaż dostałem po nerach :-)
                        Pozdrawiam
                        • przemkowa.b Re: Penderecki - tak czy nie? 12.03.06, 22:35
                          Na forum przychodzi wielu frustratów odreagować swoje małe i duże problemy. Są
                          anonimowi, więc mogą kogoś obrzucić błotem jak chcą. To takie tchórzostwo -
                          napluć na kogoś i schować się w krzaki. Osobiście doświadczyłam już tyle
                          chamstwa na GW (mam tu dwuletni staż:), że głowa boli. Najlepsze, co w tej
                          sytuacji można zrobić - nie brać tego serio i nigdy nie zniżać się do poziomu
                          opluwających frustratów.
                          Miałam kiedyś na krakowskim podforum dyskusję (pod innym nickiem:), w której
                          zostałam wyzwana od głucholi, prostaków i debili, zarzucono mi także problemy o
                          podtekście seksualnym i dowołano się do Freuda (sic!) tylko dlatego, że nie
                          podobał mi się niedawny koncert w FK w wykonaniu Stasia Drzewieckiego i
                          napisałam o tym wprost. Opluwanie mnie liczyło około ponad 20 postów, w końcu
                          dałam sobie spokój, gdy zauważyłam, że kobietka nie pisze już dla obrony
                          Stasia, lecz właściwie dla pyskówy jako takiej. Niektórych to podnieca.
                          Należy się przyzwyczaić i NIGDY nie brać tego serio. Kolejna sprawa - to, ze
                          teoretycy (nie wykonawcy, nie dyrygenci i nie kompozytorzy) to sfrustrowany
                          naród, wie każdy poza nimi samymi:PPP
                        • kanarek2 Re: Penderecki - tak czy nie? 12.03.06, 23:14
                          > To ciekawe, że KP potrafi zrazić amatorów różnych oblicz muzyki
                          współczesnej :-)

                          No i nie ma szczęścia do obrońców (przynajmniej na tym forum. Jakiś czas temu
                          pojawił się pewien obrońca-dzentelmen z Krakowa, i wszyscy dostali po nerach.)

                          Wczoraj rzuciłem okiem na program warszawskich Dni Beethovenowskich. O ile
                          rozumiem, to proporcja jest wciąż niewłaściwa, czyli Beethovena jest wciąż
                          nieco więcej niż P., ale nie należy się denerwować bo przyszłoroczne Dni mogą
                          to zmienić. Dni są jednak tematem na osobny wątek, bo parę koncertów zapowiada
                          się bardzo dobrze.

                          > Szkoda, że materes została spacyfikowana, mnie w sumie raczej bawiła taka
                          > ostentacyjna wyższość, chociaż dostałem po nerach :-)

                          No i tu się różnimy - uważam, że zamek sensownie czyni tnąc bezsensowne posty,
                          zabagnionych wątków nikomu nie chce się brać do ręki.

                          Pozdrawiam,
                          k.
    • jdrk Głos laika :) 13.03.06, 13:36
      No, to dostało się trochę Pendereckiemu - i to od zawodowców głównie ;) To dla
      odmiany dorzucę swój głos melomana-amatora :)

      Z muzyki "współczesnej" lubię raczej utwory nieżyjących już kompozytorów ;) A z
      żyjących, to właśnie Penderecki jest jednym z niewielu, którego muzyki mogę
      spokojnie słuchać. Może właśnie dlatego, że nie sili się on na oryginalność?
      Może dlatego, że nie pisze zbyt skomplikowanej muzyki (gdzieś usłyszałem, że
      pisze "muzyczkę")? Wydaje mi się, że do przeciętnego (nie-muzyka) słuchacza jego
      muzyka ma szansę dotrzeć szybciej niż muzyka innych współczesnych polskich
      kompozytorów. A czy jego twórczość przetrwa? Historia pokaże :)
      • apfelbaum Re: Głos laika :) 13.03.06, 14:31
        To dobrze, że nie wszyscy potępiają w czambuł Pendera, i w ogóle kogokolwiek o
        takiej reputacji, bo to byłoby zarówno nudne jak i jałowe.
        Uważam, że profesjonaliści powinni uważniej podchodzić do opinii tzw. laików -
        czasem nawet w naiwnym czy pozbawionym znajomości rzeczy sądzie może kryć się
        celne i ciekawe spostrzeżenie. Zarozumiałość fachowców zwodzi ich często na
        manowce :-).
        Pozdrawiam
    • apfelbaum Przydługa refleksja 13.03.06, 15:11
      Chciałbym zwrócić Wam uwagę na pewien nieporuszony dotąd aspekt muzyki
      Pendereckiego. Z racji zawodu i zainteresowań dość dokładnie wszedłem w jego
      twórczość, zauważyłem, że to co mnie drażni w tej muzyce (mówię o późnym
      Pendereckim), to rozbuchana teatralizacja gestów, monumentalizm, który –
      wiadomo – raczej przyciągnie, zachwyci, przytłoczy rozmachem itp.
      Przemkowa wie o czym piszę [zdradziłaś moją profesję :-))], trudno nie poczuć
      tego "czegoś" słuchając np. początku Siedmiu bram. K.P. – w moim bardzo
      subiektywnym mniemaniu świadomie – stosuje swoje triki celem zadziwienia,
      wprowadzenia publiki w stan zachwytu.
      Używa też czasem nie swoich pomysłów dla osiągnięcia efektu dramaturgicznego.
      Np. w Credo ucieka się do cytatu pieśni „Ludu mój, ludu...” No i – jak mogłem
      się spodziewać – starsze panie płakały. Ale one płakały nad umęczonym
      Chrystusem, a nie z powodu wzruszającej muzyki KP. A w Te Deum pojawia się
      cytat „Boże coś Polskę...” – to jest utwór z 1980 roku, a więc z czasów
      wielkich nadziei. Itp. Czy to aby nie jest wykorzystywanie zastanych zjawisk
      kulturowych czy historycznych dla własnej korzyści?
      Nie imputuję P. kradzieży, tylko podszywanie się, ale jak dla mnie to dużo (za
      dużo). Bo czemu ma służyć stałe i tak oczywiste nawiązywanie do twórczości
      innych, wielkich kompozytorów (od Wagnera po Szostakowicza), jeśli nie próbie
      zagwarantowania sobie powodzenia wśród melomanów? (Jak inżynier Mamoń – często
      lubiących to, co już znają :-))
      Ja wiem, że twórca ma prawo do wyrażania swoich uczuć i do pragnienia, by
      odwołać się do tego, co w tradycji jest dla niego bliskie i poruszające. Ale
      niech nie robi tego, podpisując się własnym nazwiskiem pod użytym nie swoim
      elementem.

      PS. Gdzieś widziałem (Wprost? Polityka??) cudne zdjęcie – Kulczyk, Englert z
      żoną oraz Elżbieta i Krzysztof Pendereccy. :-))
      • dwakretki Re: Przydługa refleksja 13.03.06, 19:42
        chyba wszystkie cytaty w muzyce na tym polegają. razem z konkretną melodią (i
        tekstem) kompozytor "cytuje" całą gamę emocji pierwowzoru, lub cały niemal
        dorobek kompozytora "oryginału".
      • jdrk Re: Przydługa refleksja 13.03.06, 20:08
        apfelbaum napisał:
        > Chciałbym zwrócić Wam uwagę na pewien nieporuszony dotąd aspekt muzyki
        > Pendereckiego.
        [...]
        > Używa też czasem nie swoich pomysłów dla osiągnięcia efektu dramaturgicznego.
        [...]

        Cała historia muzyki pełna jest cudzych pomysłow i m.in. dzięki temu się
        rozwijała. Nie rozumiem komu to teraz przeszkadza? Bo jeśli autorowi
        (właścicielowi) oryginalnego pomysłu, to mamy teraz (nieszczęsne) prawo
        autorskie i sądy. Nie rozumiem o co tyle hałasu?
        • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 14.03.06, 08:03
          Co innego, jeśli cudze pomysły są przetwarzane, a co innego, jeśli
          przywłaszczane. Faktem jest, że dzięki przejmowaniu rozwiązań muzyka się
          rozwijała, ale tylko wtedy, kiedy za zapożyczeniem lub nawiązaniem stało
          twórcze rozwinięcie. Jakoś tego u KP nie czuje. Ale rozumiem, jestem trochę
          nieobiektywny i uprzedzony.
          Hałas... być może dlatego, że moim zdaniem Penderecki to szalenie zdolny
          kompozytor, który rozmienia swój talent na drobne, idąc po linii najmniejszego
          oporu. Bo tak właściwie to niewiele mnie to obchodzi, jak mawia Krzysztof
          Meyer - "tym lepiej dla nas" :-)
          • przemkowa.b Co do przetwórstwa:) 15.03.06, 10:23
            Nie jestem ani kompozytorem ani "nawet" teoretykiem (mam bardzo złe zdanie o
            teoretykach w ogólności, ale być może subiektywnie wynika z moich przeżyć z
            teoretyczkami:PPP). Niechże jednak wolno mi będzie powiedzieć, co sądzę o
            technice zwanej "przetwarzaniem" w muzyce.Nie będę tu operować fachowymi
            terminami, jestem zaledwie wykonawcą muzyki. I z punktu widzenia wykonawcy,
            powiem tak: w swojej muzyce Penderecki nie stosuje subtelnych zapożyczeń. Bo
            już u Mahlera miałam wrażenie, słuchają, że facet sporo z siebie cytował, ale
            nie było "przepisywanie utworu"...Szostakowicz też się czasem powtarza, a
            czasem dla żartu wlepi w swoją muzykę jakiś kawałek z klasyzycmu na przykład.
            Ale nie ma szans, żeby jego utwór pomylić z jakimś innym...a u Pendereckiego
            sie to zdarza i to nie raz. Na III roku studiów mieliśmy analizę, wiadomo,
            kanon utworów do posłuchania. Najgorzej mi szło z Pendereckim, bo nie dość, że
            nie w moim typie to jeszcze wszystko do siebie podobne...
            A co do tego, jakim KP jest człowiekiem, to może małe porównanie: on
            mawia "kolega Mozart", "kolega Beethoven", "kolega Szostakowicz", a np.
            Szostakowicz, kiedy dzieci chciały go uhonorować nadając swojemu towarzystwu
            muzycznemu jego imię, napisał "nazwijcie je raczej imieniem wielkiego
            kompozytora rosyjskiego, Modesta Pietrowicza Musorgskiego".
            I jakie to porównanie?...
        • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 14.03.06, 08:22
          Jeszcze jedno, być może irytacja muzyką Pendereckiego wynika z faktu, iż w
          pewnych środowiskach uznaje się go za niedościgiony wzór do naśladowania, za
          największego polskiego kompozytora, ignorując całkowicie negatywne strony owej
          sztuki. KP bywa tu i ówdzie "wmuszany" - od takiego wmuszania niedaleko do
          zasiania bezkrytycznej wiary, że tak jest i musi być.
          Osobiście nie rozumiem, dlaczego nie stać środowiska muzyków na twórczy dyskurs
          o naszych luminarzach kompozycji. Też są ludźmi i popełniają błędy, tymczasem
          mumifikuje się ich za życia i lakieruje, jacy oni wspaniali!, a wszelkie głosy
          krytyczne zmuszone są do zejścia w podejrzane fora internetowe :-)))
          Pozdrawiam!
          • materes Re: Przydługa refleksja 14.03.06, 20:30
            apfelbaum napisał:

            > Jeszcze jedno, być może irytacja muzyką Pendereckiego wynika z faktu, iż w
            > pewnych środowiskach uznaje się go za niedościgiony wzór do naśladowania, za
            > największego polskiego kompozytora, ignorując całkowicie negatywne strony
            owej
            > sztuki. KP bywa tu i ówdzie "wmuszany" - od takiego wmuszania niedaleko do
            > zasiania bezkrytycznej wiary, że tak jest i musi być.
            > Osobiście nie rozumiem, dlaczego nie stać środowiska muzyków na twórczy
            dyskurs
            >
            > o naszych luminarzach kompozycji. Też są ludźmi i popełniają błędy, tymczasem
            > mumifikuje się ich za życia i lakieruje, jacy oni wspaniali!, a wszelkie
            głosy
            > krytyczne zmuszone są do zejścia w podejrzane fora internetowe :-)))
            > Pozdrawiam!


            O jakich środowiskach mówisz? I jakich luminarzy masz na myśli? Wyczuwam, że
            nie Lutosławskiego. Ale Pendereckiego na pewno.
            Skąd ta potrzeba, żeby obsobaczać jednegona korzyść drugiego?
            • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 14.03.06, 21:50
              Ojojoj, naprawde, nie chce nikogo obsobaczać, może za bardzo lubię dyskurs. :-)
              Środowisko czyli muzycy związani z akademiami, takie jest moje spostrzeżenie.
            • zamek czy mogę sobie pozwolić na małe buhaha? 14.03.06, 21:55
              Słonko, ty lepiej wiesz od Apfelbauma, co on myśli... no Pytia delficka, jak
              pragnę zdrowia i podwyżki ;P Na razie to ty pierwsza przywołałaś Lutosławskiego
              i wyjeżdżasz z jakimiś sugestiami.
              Jak masz potrzebę poobsobaczania sobie kogoś na krzyść kogoś innego, to droga
              wolna, ale poza forum, bo tu się nie obsobacza, o czym zresztą już wiesz.
              • apfelbaum Re: czy mogę sobie pozwolić na małe buhaha? 15.03.06, 06:29
                Straciłem jednak kontenans - może ja faktycznie jestem stronniczy?
                A materes gratuluję zdolności czytania w myślach - zanim pomyślałem o Lutosie,
                Ona już wiedziała :-)))
      • dobiasz Re: Przydługa refleksja 17.03.06, 11:39
        > Chciałbym zwrócić Wam uwagę na pewien nieporuszony dotąd aspekt muzyki
        > Pendereckiego. Z racji zawodu i zainteresowań dość dokładnie wszedłem w jego
        > twórczość, zauważyłem, że to co mnie drażni w tej muzyce (mówię o późnym
        > Pendereckim), to rozbuchana teatralizacja gestów, monumentalizm

        Jednym słowem - romantyzm. Romantyzm niemodny dzisiaj, a fe, nie wypada...

        > Używa też czasem nie swoich pomysłów dla osiągnięcia efektu dramaturgicznego.
        > Np. w Credo ucieka się do cytatu pieśni „Ludu mój, ludu...” No i &#
        > 8211; jak mogłem
        > się spodziewać – starsze panie płakały. Ale one płakały nad umęczonym
        > Chrystusem, a nie z powodu wzruszającej muzyki

        Ale to nie Penderecki wymyślił ten chwyt. W ogóle większość "zarzutów"
        stawianych Pendereckiemu można postawić 90 procentom innych kompozytorów.
        Pytanie - czemu u Mahlera powtórzenia są cacy, a u Pendereckiego be? Czemu
        ludowy chorał u Bacha jest OK, a u Pendereckiego jest "nie swoim pomysłem"?

        > Ja wiem, że twórca ma prawo do wyrażania swoich uczuć i do pragnienia, by
        > odwołać się do tego, co w tradycji jest dla niego bliskie i poruszające. Ale
        > niech nie robi tego, podpisując się własnym nazwiskiem pod użytym nie swoim
        > elementem.

        Czyli kantaty Bacha wyrzucamy na śmietnik? Czy tylko okrajamy z chorałów? Czy
        może zmieniamy podpis? A co z chorałem Klopstocka w II Mahlera? Co z ludowymi
        melodiami u Chopina, Beethovena (IX)? Całkiem zacne to grono plagiatorów...

        > Bo czemu ma służyć stałe i tak oczywiste nawiązywanie do twórczości
        > innych, wielkich kompozytorów (od Wagnera po Szostakowicza), jeśli nie próbie
        > zagwarantowania sobie powodzenia wśród melomanów?

        Zaiste przewrotna to metoda gwarantowania sobie powodzenia wśród melomanów -
        dawanie im tego, co akurat niemodne i za co zbiera się cięgi ;-)
        • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 17.03.06, 18:50
          Ciekawe spostrzeżenia, dające mi istotny powód do zastanowienia się, na ile
          subiektywne uprzedzenia zaciemniają obraz. A także - jak trudno udowodnić to,
          co się przeczuwa, a nie ma odpowiedniego aparatu.
          Bo to prawda, że Penderecki nie wymyślił chwytu z wykorzystywaniem cudzej
          muzyki dla własnych celów. Nie mam dowodów, że czyni tak ze względów
          marketingowych. Nie potrafie klawrownie wytłumaczyć, dlaczego obce ciało u
          Mahlera itp. nabiera dla mnie smaku, a u KP irytuje. Tak czuję, może po prostu
          trafia do mnie sposób użycia nawiązań u Bacha, Chpina, Beethovena, Mahlera,
          Schnittkego. A nie trafia u Pendereckiego. Gdybym wiedział dlaczego, pewnie nie
          dodawałbym tego wątku. A ponieważ nie wiem, dzielę się wątpliwościami z Wami -
          bo mam nadzieję się czegoś nauczyć. Już się wiele dowiedziałem.
          Większą pewność żywię co do opinii nt. metody samopowielania się u
          Pendereckiego. U Mahlera i innych (też u Bacha, choć to trudne do wyjaśneinia)
          stanowią one dodatkową warstwę, wątek ponad utworami, zresztą Mahler nie
          powtarza tych samych ujęć tego samego materiału. A KP kopiuje często i materiał
          i metodę. No, ale to już są dość szczegółowe rozważania.
          Dzięki za post, pozdrawiam!
          • dobiasz Re: Przydługa refleksja 17.03.06, 19:09
            > U Mahlera i innych (też u Bacha, choć to trudne do wyjaśneinia)
            > stanowią one dodatkową warstwę, wątek ponad utworami, zresztą Mahler nie
            > powtarza tych samych ujęć tego samego materiału.

            No ja bym tu polemizował. Wystarczy wspomnieć finały III i IV symfonii, albo
            część 1. Tytana, części 3. i 4. Drugiej - to są dokładne powtórzenia całości
            materiału pieśni, w innym tylko opracowaniu. A Penderecki powtarza co najwyżej
            wybrane motywy, nigdy cały utwór (pieśń). Poza tym mam własną teorię dlaczego
            pan Derecki powtarza te motywy i dlaczego u niego z reguły motywy z większych
            dzieł lądują w mniejszych (to jest też ciekawa sprawa - co powtarza się w czym,
            inaczej jest u Bacha, inaczej u Mahlera, inaczej u Pendera), ale teraz nie mam
            czasu jej wyjaśnić ;-)
            • dwakretki Re: Przydługa refleksja 17.03.06, 23:05
              dobiasz napisał:

              > Poza tym mam własną teorię, ale teraz nie mam
              > czasu jej wyjaśnić ;-)

              ach, znajdź chwilę i wyjaśnij nam...
              nie daj się prosić...
              • dobiasz Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 09:30
                Zastanowiłem się kiedyś nad tym i doszedłem do takiego wniosku (może całkowicie
                mylnego, nie wiem, ale ja bym właśnie tak do sprawy podszedł).

                Wyobraź sobie, że masz zamówienie na duży utwór. Duży, pompatyczny,
                okolicznościowy, masa ludzi na scenie, ot takie Siedem bram. Napisałeś. W
                trakcie pisania wymyśliłeś kilka naprawdę świetnych motywów. I teraz zdajesz
                sobie sprawę, że w tym megapompatycznym utworze te motywy będą miały szansę być
                zagrane raz, a potem raz od wielkiego dzwonu, bo takie utwory się grywa po
                prostu rzadko. Dla mnie wykorzystanie tych motywów w utworze mniejszym, który po
                prostu ma większą szansę bycia grywanym, jest naturalne i oczywiste. Jeśli
                naprawdę jestem zadowolony z jakiegoś kawałka muzyki to chciałbym dać mu szansę
                bycia wykonywanym - a chyba nie ulega wątpliwości, że takie Concerto grosso ma
                większą szansę na wykonanie w filharmonii, niż 7 bram.

                Tyle moich pomysłów, które mogą mieć coś wspólnego z rzeczywistymi motywami P.
                ale nie muszą.
                • bwv1004 Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 16:43
                  > a chyba nie ulega wątpliwości, że takie Concerto grosso ma
                  > większą szansę na wykonanie w filharmonii, niż 7 bram.

                  Ciekawa teoria. Ale można pomysleć tak:
                  kto przyjdzie do filhramonii na muzyke nowoczesną - mało kto, a przy programie
                  mieszanym klasyczna-przerwa-współczesna 3/4 sali ucieknie w przerwie (sam
                  widziałem gdy w Warszawie grali po raz pierwszy którąś symfonię KP po
                  Beethovenie bodajże). Ale jak się zwabi pompą i pompatycznym tytułem, to kto
                  wie?


                  Kącerto groso? Pędereckiego? Nie, tego się nie da słuchac, jak już Zosiu musimy
                  iść do tej filharmonii, to może na coś, co da się wytrzymać!

                  Kaziu, musimy, w końcu Pamcialińscy chodza, znaczy wypada. I premiera mozna
                  czasem zobaczyc. Ale wiesz, za dwa tygodnie graja "7 Bram Jerozolimy" -
                  Pamcialinska mowila, ze tam chóry sa wielkie, i spiewaja, i wspaniała
                  orkiestra, na pewno Ci sie spodoba!

                  No tak, i tytuł tak jakoś poważnie brzmi, nie groso jakieś, dobrze, to jak
                  koniecznie trzeba to chodźmy na te bramy. Ale czemu Jerozolimy, wszędzie się te
                  żydy wepchną, widziałaś? No dobrze, ale sprawdzimy czy to bardzo koszerne
                  jest...
                  • dobiasz Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 17:04
                    > Ciekawa teoria. Ale można pomysleć tak:
                    > kto przyjdzie do filhramonii na muzyke nowoczesną - mało kto, a przy programie
                    > mieszanym klasyczna-przerwa-współczesna 3/4 sali ucieknie w przerwie (sam
                    > widziałem gdy w Warszawie grali po raz pierwszy którąś symfonię KP po
                    > Beethovenie bodajże). Ale jak się zwabi pompą i pompatycznym tytułem, to kto
                    > wie?

                    Twoja teoria doskonale sprawdza się w Polsce, gdzie tak jak piszesz dzieła
                    oratoryjne Pendereckiego wypada wystawić od czasu do czasu przy wielkiej pompie
                    natomiast muzyki współczesnej na koncertach nie gra się z założenia bo ludzie
                    uciekną. Ale nie wszędzie tak jest. Tutaj gdzie teraz jestem bardzo często
                    koncerty są komponowane w ten sposób, że jest jakiś samograj, jakiś utwór mniej
                    znany i coś współczesnego. I tutaj takie Concerto grosso ma dużo większą szansę
                    wykonania, niż 7 bram, albo Credo, bo jak trzeba czymś wypełnić jeden
                    pompatyczny koncert to Niemcy (i inne nacje też) mają własnych kompozytorów od
                    tego, a Concerto grosso albo inna sinfonietta w koncercie abonamentowym się zmieści.
                • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 19:10
                  To ciekawe i cenne spostrzeżenie, zwłaszcza jeśli chodzi o Bacha np. Myślę
                  jednak, że w przypadku Pendereckiego nie bardzo się ono sprawdza, jako
                  argument, ponieważ w myśl Twojej sugestii należałoby uznać niemal całą jego
                  twórczość instrumentalną za przestrzeń wykorzystywania "świetnych" pomysłów z
                  oper i oratoriów. A to może spowodować dewaluację owych pomysłów. I tak się w
                  moim odczuciu dzieje z muzyką Pendereckiego.
                  Jest to spotęgowane manierą m.in. budowania wyrazistych linii melodycznych (a
                  są one tutaj bardzo ważne, jak przystało na postromantyka) w oparciu o wciąż
                  powtarzany schemat interwałowy: szereg półtonów w jednym kierunku - skok
                  (najczęściej tryton) w tym samym - szereg półtonów w przeciwnym kierunku.
                  Tak zbudowane są główne myśli tematyczne w: Te Deum, Polskie Requiem), II i V
                  Symfonii, wszystkich koncertach (w fortepianowym z niewielką modyfikacją w
                  stronę repetycji kroku inicjalnego), a pochodzi to z Raju utraconego.
                  Do tego dochodzą repetycje w ogóle (zarówno pojedynczych dźwięków, jak i
                  struktur motywicznych o niewielkim rozmiarze (Bramy Jeroz., Credo, Konc. fort.,
                  III Symfonia), a początek znalazłem w Królu Ubu.
                  Oraz motywy hymniczne - to twórczość ostatnia, 1997 - 2005 (oratoryjna, VIII
                  Symfonia, konc. fort.).
                  Naturalnie istnieją formy pośrednie, zbudowane "na skrzyżowaniu" powyższych
                  kategorii. Niewiele natomiast z materiału melodycznego pochodzi spoza nich, są
                  to często cytaty.
                  Podobnie wygląda kwestia budowania narracji na płaszczyźnie harmoniki. Zasób
                  pionów jest ograniczony i często się powtarza, Penderecki sięga do klimatu
                  dzieł Wagnera i Brucknera, ignorując jednak ich harmoniczne horyzonty, przez co
                  pierwiastek "ciężkości", masywności wydaje się podkreślony (por. Bramy i Credo;
                  wcześniej Te Deum z II Symfonią i Polskim Requiem, III i V Symfonię itp.). Rytm
                  i sposób szeregowania komponentów formy w obrębie monumentalnej - często -
                  powtarza się na zasadzie sprawdzonego chwytu (zwłaszcza oratoria i koncerty!).
                  Np. w konstrukcji 5. części Bram, która bazuje na ABA', A' jest niemal
                  dosłownym powtórzeniem A, przez co efekt niespodzianki i pewnego zaskoczenia
                  formą niestety umyka...
                  Stąd moja niekiedy irytacja - jeżeli kompozytor nie serwuje mi nic poza tym co
                  już posmakowałem, to mam prawo czuć przesyt. Gdzież to do rozpasania
                  mahlerowskich przestrzeni, a nawet do hieratycznych i bezlitosnych, lecz nie
                  napuszonych w moim odczuciu katedr Brucknera? Że nie wspomnę o przejmującym, a
                  przecież mistrzowskim Szostakowiczu?
                  Oczywiście - bardzo szanuję tych, którzy gustują w powtarzających się smakach,
                  podziwiam ich wyrafinowanie i wrażliwość na coś, co mnie nie odpowiada, cieszę
                  się ich satysfakcją z rzeczy, która nie daje mi satysfakcji. Chcę zrozumieć,
                  dlaczego Penderecki może być atrakcyjny.
                  Na marginesie - wspominasz, że w miejscu gdzie jesteś perspektywa jest inna
                  niż w Polsce. Jeżeli to nie tajemnica, to o jakie miejsce chodzi?
                  Ja piszę te słowa w odległości 200 metrów od Wawelu, dlatego coroczna feta pt.
                  wielkie dzieło oratoryjne + zawsze jakiś instrumentalny kawałek z teki KP jest
                  naturalnym elementem tutejszego życia artystycznego.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  apf
                  • dobiasz Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 22:14
                    apfelbaum napisał:

                    > Na marginesie - wspominasz, że w miejscu gdzie jesteś perspektywa jest inna
                    > niż w Polsce. Jeżeli to nie tajemnica, to o jakie miejsce chodzi?
                    > Ja piszę te słowa w odległości 200 metrów od Wawelu, dlatego coroczna feta pt.
                    > wielkie dzieło oratoryjne + zawsze jakiś instrumentalny kawałek z teki KP jest
                    > naturalnym elementem tutejszego życia artystycznego.

                    To nie tajemnica a tym miejscem jest Berlin. Natomiast jeśli chodzi o Kraków,
                    cóż... znam to miejsce, przemieszkałem tam półtora roku i poza przyjemnością
                    przejeżdżania codziennie rano do pracy rowerem koło Wawelu i poznanymi kilkoma
                    przerewelacyjnymi ludźmi, to niezbyt miło wspominam to, khm khm, miasto(?).

                    Co do reszty, to odniosę się jutro albo w poniedziałek, bo właśnie wróciłem z
                    "As I crossed a Bridge of Dreams" Eotvosa i będę w stanie czytać ze zrozumieniem
                    tudzież polemizować dopiero jak dojdę do siebie :-)

                    Pozdrawiam
                    • materes Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 23:00
                      Obiecałam sobie trzymać język za zębami, ale trudno mi nie reagować na
                      ostentacyjne komentarze odnośnie mojego miasta. Co miało znaczyć 'kchm, kchm,
                      miasto (?)' na temat Krakowa?
                      Powiem tak, kchm, kchm, byłam w Berlinie parę razy, co prawda przejazdem, do
                      Stuttgartu, i to co pamiętam, to całujące się dziewczyny wyposażone w metalowe
                      łuski? Ćwieki?? bo nie wiem. Być może jest tam doskonała orkiestra i to
                      niejedna, ale okolica i miasto, kchm, kchm, obrzydliwe.
                      Mam siostrę, mieszka w Paryżu, tam to się żyje, a nie w kuriozum typu Berlina
                      czy innego Mediolanu.
                      Inna sprawa, że w twoim może nieco, kchm, pyszałkowatym tonie jest dużo racji,
                      już miałam dość przemądrzalstwa typu apfelbaum, a tu miła niespodzianka,
                      wreszcie ktoś, kto potrafi polemizować z "niemodnej" flanki. Gratuluję!!!
                      • przemkowa.b Re: Przydługa refleksja 20.03.06, 16:01
                        O matko kochana, to ty też z Krakowa?
                  • materes Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 23:07
                    Nie wiem, co się tutaj dzieje, ale mam wrażenie, że apfelbaum wywołał wątek
                    głównie po to, żeby nas, tumanów, zmiażdżyć swoją erudycją (???), dosłownie
                    roznieść, jak to on wspaniale potrafi zagłębić się w sprawy teoretyczne, a
                    naprawdę pojęcia nie ma o tym, o czym pisze, ludzie!!!
                    Apfelbaum, złotko, nie proponuję ci Muzyki ery intertekstualnej, nie zamierzam
                    zamęczyć ciebie 'Między sacrum a profanum" Reginy Chłopickiej, ale błagam,
                    zajrzyj chociaż do esejów Tomaszewskiego (Krzysztof Penderecki i Jego muzyka),
                    stron 155, może to przetrzymasz.
                    Są też źródła obcojęzyczne, ale...
                    • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 19.03.06, 08:17
                      Doczekałem się, że Materes przyznała się do bycia tumanem :-)))
                      Materes, skarbie, nie proponuję Ci uważnie posłuchać muzyki Pendereckiego, abyś
                      zrozumiała, o czym piszę, zanim znów rozpoczniesz polemikę. Nie zamierzam
                      zmuszać Cię do chodzenia na próby z utworami Pendereckiego, abyś zagłębiła się
                      w tajniki maestrii (;-)) warsztatowej KP, zwłaszcza w zakresie instrumentacji.
                      Ani też byś przestudiowała partyturki, nim rozpoczniesz następną turę
                      niebezpiecznie zahaczającą o personalne przytyki.
                      A wspomniane lekturki mam nawet w domu (poza ...erą intertekstualną)
            • apfelbaum Re: Przydługa refleksja 18.03.06, 07:47
              Ciekaw jestem Twojej teorii. Swoją drogą miałem kiedyś pomysł na prześledzenie,
              co z czego Pendereckiego jest w Pendereckim, czyli zawartość cukru w cukrze :-
              ))) Zgadzam się ze spostrzeżeniem, że większe dzieło "promieniuje" na mniejsze,
              wokalno instrumentalne na symfonie i koncerty itp. Przyznam się, że ujęcie
              mahlerowskie wydaje mi się pełniejsze, autocytat w postaci przywołania całej
              pieśni jest dla mnie dużo wyraźniejszą wskazówką na to, co ma być ewokowane
              spoza muzyki. Tymczasem liczne przywołania ulubionych własnych zwrotów drażnią
              mnie, w każdym razie w tej ilości. Zresztą Bach się powtarzał z konieczności
              kogoś, kto w ciągu 65 lat życia skomponował ponad 1000 dzieł, Mahler takie
              rzeczy robił jednorazowo (no, może poza skojarzeniami finału IV Symf. z 5.
              częścią III, a wszystko to z Des Knaben...) wyraźnie dając do zrozumienia jaki
              jest cel takiego odwołania.
              KP powiela te same chwyty wielokrotnie na przestrzeni ostatnich 40 dzieł, więc
              zagęszczenie autokalki wydaje się znacznie większe.
              Teraz co do modlitw do awangardy - to oczywiście skrajne stanowisko, podobnie
              jak czasem stanowisko zwolenników Pendereckiego. Nie chciałbym przeciwstawiać
              tych postaw, mnie interesuje muzyka sensowna i ciekawa, a ponieważ jestem dla
              siebie jednym z ważniejszych autorytetów w tej kwestii, ufam własnym wyborom
              (choć nie mam zamiaru nikogo do nich przekonywać na siłę). I nie obchodzi mnie
              czy coś jest modne czy demode. Nie lubię kawałów o Chucku Norrisie :-)))
              Pozdrawiam
    • x-man66 Re: Penderecki - tak czy nie? 15.03.06, 11:01
      Z zainteresowaniem czytam wszystkie posty w tym wątku.
      Twórczości K.Pendereckiego nie znam, słuchałem jedynie "Polskie Requiem" i coś
      jeszcze ładnych kilkanaście lat temu w FN (w drugiej części była IX Symfonia
      Beethovena - pamiętam datę 3 IX rok 1985 lub 1986 prowadził K.Kord, może ma ktoś
      program ?) i byłem pod wrażeniem tego wykonania.

      Zastanawiam się, czy osobom, których wykonywana praca zmusza do słuchania muzyki
      KP, nie powoduje u nich reakcji obronnych. Jako zawodowiec, musi dokonywać ocen
      na wielu płaszczyznach:kompozycji, instrumentalizacji,oryginalności,estetytki no
      i pewnie wykonania (i pewnie jeszcze innych kryteriów, może marketing ?).

      U mnie jest to protsze: podoba mi się to słucham, kupuję płyty(?) lub się nie
      podoba (i kupuje płytę) której w ogóle nie słucham a wychodzę na snoba, który
      ma na półce "cóś" odrzucanego przez innych :).
      I z innego punktu widzenia oceniam podobne dyskusje, gdyż nie mogę przyznać 100%
      racji jednej czy też drugiej stronie, a nie powiem, że mogę wyrobić swoje zdanie
      i słuchając dziewiczej (dla mnie, choćby miała 30 i więcej lat) kompozycji.
      Zdanie zawodowca jest dla mnie cenne, choć obarczone pewną dewiacją i muszę
      przyjąć poprawkę. I podkreślę "zdanie zawodowca" a nie krytyka, i jest świetnie
      gdy krytyk wykonuje swoją pracę jak zawodowiec.
      Z rozbawiem obseruję jak strony okopują się na swoich pozycjach i wychodzi z
      tego wojna pozycyjna - obrzucanie się inwektywami i wyśmiewanie.

      Co prawda ludzie kulturalni, po opadnięciu emocji potrafią się przyznać do błędu
      i zakończenie jest typu Happy End - lub też zaczynają wojnę zawodowcy kontra
      amatorzy, którzy nie znają się tak dobrze na szenastkach, ósemkach i innych
      bemolach.
      Tak czy inaczej pozdrawiam uczestników wątku "Penderecki - tak czy nie?" i mimo
      swojego niewielkiego doświadczenia z muzyką KP mówię TAK (może dlatego, że znam
      go tak słabo ?).
    • andrzejmakal Re: Penderecki - tak czy nie? 17.03.06, 00:54
      Penderecki-nie.
    • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 17.03.06, 11:29
      > co akceptujecie i lubicie.

      - dobre rzemiosło: Ja rozumiem, że w sztuce współczesnej liczy się koncept
      przede wszystkim ale jakoś lubię też rzeczy po prostu solidne i dobrze zrobione.

      - konsekwencja i odwaga w podążaniu własną drogą: Nie jest sztuką być
      awangardowym, kiedy wszyscy wokół wielbią awangardę, do awangardy się modlą i
      awangardowości oczekują. Bycie niemodnym wymaga odwagi i jak dla mnie bardziej
      "awangardowe" są pendereckie nawiązania do Mahlera czy Brucknera (romantyzm
      zresztą też jest passe, tak jak większość jego atrybutów: patos, emocjonalizm,
      ale i melodyjność) niż kolejne popłuczyny po serialistach, sonorystach, itp.
      itd. produkowane tonami na akademiach.

      - stara dobra symfoniczna orkiestra: Jakoś nie przekonuje mnie brzęcząca
      elektronika (swoją drogą to ciekawe, że po samym brzmieniu elektroniki można
      często odróżnić kompozytora akademickiego od nieakademickiego, ale to temat na
      inny wątek), darcie papieru, pomiksowane odgłosy fizjologiczne, itp. itd. To
      było fajne w pewnym momencie, sam Penderecki tu ma zasługi niemałe, ale wydaje
      mi się że z tej fascynacji po 50 latach niektórzy kompozytorzy mogliby już wyrosnąć.

      - własny język muzyczny rozpoznawalny na pierwszy rzut oka: Rozumiem, że można
      go lubieć albo nie, ale nie rozumiem jak wypracowanie sobie własnego, odrębnego
      i rozpoznawalnego od pierwszych taktów stylu może być traktowane jako zarzut.

      A czego nie lubię? Dzieł instrumentalnych. Wydaje mi się, że bez tekstowego
      "programu" Penderecki się po prostu gubi a maestria warsztatowa nie pozwala mu
      tego dostrzec.
      • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 18.03.06, 08:00
        dobiasz napisał co akceptuje i lubi

        > - dobre rzemiosło: Ja rozumiem, że w sztuce współczesnej liczy się koncept
        > przede wszystkim ale jakoś lubię też rzeczy po prostu solidne i dobrze
        zrobione
        - JA TEŻ

        > - konsekwencja i odwaga w podążaniu własną drogą: Nie jest sztuką być
        > awangardowym, kiedy wszyscy wokół wielbią awangardę, do awangardy się modlą i
        > awangardowości oczekują. Bycie niemodnym wymaga odwagi i jak dla mnie bardziej
        > "awangardowe" są pendereckie nawiązania do Mahlera czy Brucknera (romantyzm
        > zresztą też jest passe, tak jak większość jego atrybutów: patos, emocjonalizm,
        > ale i melodyjność) niż kolejne popłuczyny po serialistach, sonorystach, itp.
        > itd. produkowane tonami na akademiach.
        PODAJ KONKRETY JAKIE POPŁUCZYNY I NA JAKICH AKADEMIACH? I DLACZEGO TO
        PRZECIWSTAWIASZ?

        stara dobra symfoniczna orkiestra: Jakoś nie przekonuje mnie brzęcząca
        > elektronika (swoją drogą to ciekawe, że po samym brzmieniu elektroniki można
        > często odróżnić kompozytora akademickiego od nieakademickiego, ale to temat na
        > inny wątek), darcie papieru, pomiksowane odgłosy fizjologiczne, itp. itd. To
        > było fajne w pewnym momencie, sam Penderecki tu ma zasługi niemałe, ale wydaje
        > mi się że z tej fascynacji po 50 latach niektórzy kompozytorzy mogliby już
        wyrosnąć.
        A KTO POWIEDZIAŁ, ŻE ORKIESTRA MUSI BYĆ STARA I NIEMODNA, A ELEKTRONIKA
        WYŁĄCZNIE NOWOCZESNA? DLACZEGO ORKIESTRA STANOWI OPOZYCJĘ DLA ELEKTRONIKI? I
        DLACZEGO SPROWADZASZ ELEKTRONIKĘ DO W/W ZJAWISK NATURALISTYCZNYCH?


        - własny język muzyczny rozpoznawalny na pierwszy rzut oka: Rozumiem, że można
        > go lubieć albo nie, ale nie rozumiem jak wypracowanie sobie własnego,
        odrębnego i rozpoznawalnego od pierwszych taktów stylu może być traktowane jako
        zarzut.
        JAK KTO LUBI, JA OSOBIŚCIE NIE PRZEPADAM ZA SYTUACJĄ, KIEDY UTWÓR STAJE SIĘ
        PRZEDE WSZYSTKIM EGZEMPLIFIKACJĄ STYLU KOMPOZYTORA, ŻE CAŁY SIĘ W TYM STYLU
        ZAWIERA. TO OCZYWIŚCIE KWESTIA DELIKATNA, INDYWIDUALNA TAK W TWÓRCZOŚCI JAK I
        ODBIORZE, ALE JA ODNOSZĘ WRAŻENIE, ŻE ELEMENTY STYLU PENDERECKIEGO NIE
        POZWALAJĄ MI POCZUĆ COŚ WIĘCEJ, NIŻ STYL PENDERECKIEGO.


        > A czego nie lubię? Dzieł instrumentalnych. Wydaje mi się, że bez tekstowego
        > "programu" Penderecki się po prostu gubi a maestria warsztatowa nie pozwala mu
        > tego dostrzec.
        JA MAM DOKŁADNIE ODWROTNIE, W MOIM ODCZUCIU DZIEŁA WOKALNO INSTRUMENTALNE PO
        1976 ROKU WYDAJĄ SIĘ RACZEJ SZTAMPOWE I SKONSTRUOWANE BEZ INWENCJI (TE DEUM,
        POLSKIE REQUIEM, BRAMY I CREDO)

        • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 18.03.06, 10:13
          Primo: proszę kolegę o nienerwowość i niekrzyczenie caps lockiem.

          > PODAJ KONKRETY JAKIE POPŁUCZYNY I NA JAKICH AKADEMIACH?

          Mój bosz... Pójdź na dowolny koncert "młodych kompozytorów". Naprawdę, jako
          kompozytor nie widzisz, że język awangardy sprzed 50 lat dzisiaj jest nowym
          akademizmem? Byłem wczoraj na koncercie "Junge Komponisten der Welt" i było
          pierdzenie w klarnet basowy i mówienie "szczszczszszsz" zupełnie jakbyśmy od
          czasów sonoryzmu nie ruszyli się na krok do przodu. Nie wiem jak Ciebie, ale
          mnie to nudzi bardziej niż neoromantyzm.

          > I DLACZEGO TO PRZECIWSTAWIASZ?

          Nie przeciwstawiam. Podaję powód, dla którego neoromantym bywa dla mnie
          atrakcyjniejszy niż muzyka "współczesna".

          > A KTO POWIEDZIAŁ, ŻE ORKIESTRA MUSI BYĆ STARA I NIEMODNA, A ELEKTRONIKA
          > WYŁĄCZNIE NOWOCZESNA? DLACZEGO ORKIESTRA STANOWI OPOZYCJĘ DLA ELEKTRONIKI? I
          > DLACZEGO SPROWADZASZ ELEKTRONIKĘ DO W/W ZJAWISK NATURALISTYCZNYCH?

          Nie sprowadzam. Odnotowuję jedynie jakąś fascynację takimi brzmieniami, które
          Królewna określa "waleniem i bulgotaniem w rury" i które może były fascynujące w
          czasach kiedy Stockhausen montował Pieśń młodzieńców, ale dzisiaj jak dla mnie
          trącą myszką. Ubiegnę Twoje pytanie o przykłady: posłuchaj np. płyty ze studia
          muzyki elektronicznej akademii we Wrocławiu. Drugi przykład: Welt in
          Quecksilberlicht jakiegoś chińskiego kompozytora na którym byłem przedwczoraj.
          Były oczywiście brzmienia a la wczesny Vangelis i odgłosy bekania...

          Nie zrozum mnie źle - nie przeciwstawiam jednego drugiemu, bo uważam że te oba
          światy mogą spokojnie istnieć równolegle. Ale śmieszy mnie otrąbiony zarzut, że
          Penderecki jest wsteczny podczas gdy kiedy idę na koncert "postępowców" to
          najczęściej dostaję brzmienia retro w stylu czasów wczesnego Pendereckiego
          właśnie. Pender przynajmniej jasno i wyraźnie powiedział - tak, odwróciłem się
          do tradycji, moje naturalne środowisko to Bruckner i Mahler. Program jego
          urodzinowego festiwalu, który nie doszedł do skutku, był tutaj deklaracją
          programową aż nadto wyraźną. I mi się taka postawa podoba bardziej, niż postawa
          jego najczęstszych krytyków gęsto szafujących zarzutem "wsteczniactwa" a przy
          tym pławiących się od x lat w tym samym sosie, co pokolenie ich profesorów.

          > JA MAM DOKŁADNIE ODWROTNIE, W MOIM ODCZUCIU DZIEŁA WOKALNO INSTRUMENTALNE PO
          > 1976 ROKU WYDAJĄ SIĘ RACZEJ SZTAMPOWE I SKONSTRUOWANE BEZ INWENCJI (TE DEUM,
          > POLSKIE REQUIEM, BRAMY I CREDO)

          Za Te Deum i Polskim Requiem nie przepadam. Ale 7 bram i Credo bardzo lubię.
          Rozumiem i zdaję sobie sprawę, że patos jednego i neotonalny język drugiego mogą
          odrzucać i nikogo do ich słuchania nie zmuszam, ale oba dzieła uważam za bardzo
          dobrze skonstruowane. A przyznam Ci się, że moje początkowe wrażenie co do Credo
          było podobne - ot powtórka za powtórką. Ale po kilku(nastu) przesłuchaniach jak
          już przywykłem do języka, to to co jest pod spodem objawiło się jako bardzo
          przemyślana, sensowna i świetna dramaturgicznie konstrukcja.
          • zamek [ot] słówko od admina 18.03.06, 13:18
            Bardzo fajnie i fascynujaco dyskutujecie, ale uprzejmie proszę jednego pana o
            zejście z wielkich liter, a drugiego o unikanie wulgaryzmów.
            Pozdrowienia dla obydwu :)
            • apfelbaum Re: [ot] słówko od admina 18.03.06, 14:10
              Zamku, zastosowałem majuskuły, ponieważ obficie cytowałem post Dobiasza i
              chciałem wyróżnić moje własne odpowiedzi. Przyjmujję propozycję i pozdrawiam!
              ap
            • dobiasz Re: [ot] słówko od admina 18.03.06, 14:45
              Masz na myśli "szczszczszszsz"? To nie ja, to klarnecista ;-P

              Repozdrawiam.
              • zamek Re: [ot] słówko od admina 18.03.06, 21:00
                dobiasz napisał:

                > Masz na myśli "szczszczszszsz"? To nie ja, to klarnecista ;-P
                Tak, dokładnie o to chodziło :)
                • materes Re: [ot] słówko od admina 18.03.06, 23:08
                  byłam przekonana, że chodzi o bekanie.
    • debina6 [...] 19.03.06, 12:54
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 19.03.06, 13:36
        Mnie jakoś nie pasuje, język nie ten, może zbieżność literek z nikiem?
        Poważnie tak sądzisz?
        • bwv1004 Re: Penderecki - tak czy nie? 19.03.06, 16:57
          Mam prosbę - postarajcie się nie zarżnąć ciekawego wątku osobistymi
          wycieczkami... Prosbę kieruje głównie do materes, ale też do reagujących.

          Jeśli muzyka Pendereckiego prowadzi do takich napięć, to może zróbcie sobie
          przerwę z Mozartem :-)
          • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 19.03.06, 22:54
            Oj tak, niepotrzebne te nazwiska.
            Właśnie odżyłem lekko przy KV 488, a teraz dla dobicia machnąłem XI
            Szostakowicza.
            A co :-)))
    • przemkowa.b jedno jest pewne....:) 20.03.06, 15:58
      Penderecki to emocjonalny temat...aż dwa posty usunięte przez adminów i w
      dodatku upomnienie od admina zawarte w wątku. No, no...nie wiem, czy znajdę na
      tym forum drugi taki wątek...:)
      • vacid [...] 21.03.06, 09:29
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • dhikr Re: Penderecki - tak czy nie? 20.03.06, 20:35
      To czas pokaze i tylko czas wyda w tej sprawie wyrok.
      Kto wie moze to ogrod jaki Penderecki "rozwija" w Lutowicach
      bedzie za jakies 50 lat "wazniejszy" niz jego muzyka ?!
      Kto wie ? - ale to czas i tylko on bedzie mial tu glos
      decydujacy ;-)

      • lilypons Re: Penderecki - tak czy nie? 20.03.06, 21:38
        Lutowice? Gdzieś czytałam, że kompozytor mieszka w dworku w Lusławicach, ale
        może redaktor się pomylił.
        • dhikr Re: Penderecki - tak czy nie? - errata 20.03.06, 22:01
          lilypons napisała:

          > Lutowice? Gdzieś czytałam, że kompozytor mieszka w dworku w Lusławicach, ale
          > może redaktor się pomylił.

          Nie, redaktor sie nie pomylil. To ja sie pomylilem. Dziekuje za sprostowanie
          i szczerze ubolewam nad pomylka.

          (Moglbym jeszcze dodac podziekowanie za "merytoryczne poglebienie" dyskusji -
          ale sobie to podaruje ;-))) )
          • iseut_ssorg Re: Penderecki - tak czy nie? 20.03.06, 23:04
            Weszłam na forum przedwczoraj, przeczytałam parę niezłych postów, ciekawa
            dyskusja, ale całkowicie jałowa.
            Nie rozumiem celu przydługich refleksji oraz wynurzeń apfelbauma, niekiedy
            raczej nie do zrozumienia dla kogoś spoza fachu. Czemu służy dokładne
            rozpatrzenie systemu melodycznego Pendereckiego jako przesłanka do udowodnienia
            Dobiaszowi, że Penderecki powtarza swoje rozwiązania? Co z tego że powtarza?
            Powtarza też Part i Kanczeli, powtarza Scielsi, nawet Szostakowicz jest pełen
            powtórzeń. Nie warto poświęcać tyle uwagi na buntownicze sprzeciwianie się
            temu, co po prostu ma być. Moźe jestem staroświecka, ale co wolno wielkiemu nie
            wolno małemu. A tego rodzaju wypominanie Pendereckiemu jakichś-tam wad jest po
            prostu śmieszne, ponieważ nie znam twórcy o podobnych zasługach dla polskiej
            kultury, a także i rozmachu. Każdy na śswiecie zapytany o "Poland"
            odpowie "Walesa" i "Penderecki".
            C.B.D.O.
            • dwakretki Re: Penderecki - tak czy nie? 21.03.06, 02:17
              iseut_ssorg napisała:

              > Każdy na świecie zapytany o "Poland"
              > odpowie "Walesa" i "Penderecki".

              no tutaj to Pani przesadza
            • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 21.03.06, 07:31
              Nie chcę być gołosłowny, stąd te "wprawki" teoretyczne. Ponieważ w postach
              Dobiasza pojawiła się w moim odczuciu tendencja do stawiania znaku równości
              pomiędzy Bachem czy Mahlerem, a Pendereckim, postanowiłem przedstawić argumenty
              merytoryczne, dowodzące, że mam prawo mówić o sporej skali powtarzalności
              chwytów KP - w oparciu o fakty.
              Dobiasz przywołując romantyczne fascynacje Pendereckiego powołał się m.in. na
              sentyment kompozytora do melodii. W naszej polemice zabrakło wyjaśnienia, że ja
              osobiście bardzo lubię późny romantyzm, a zwłaszcza jego "rozpasaną" inwencję
              melodyczną. Podobnie jest w przypadku twórców późniejszych - Prokofiewa i
              Szostakowicza, Norgaarda i Schnittkego, Lutosławskiego, Gubajduliny itd.
              Popatrzmy na ich melodie - są moim zdaniem niepowtarzalne, świetnie
              skonstruowane, pełne inwencji. Jeśli coś się powtarza, to na zasadzie
              przypięcia "broszki", dodania listka sałaty, a nie ugotowania całego dania.
              Zgadzam się, że "całe dania" z gotowych wzorców motywicznych "przyrządzają"
              Kanczeli i Part. Pierwszy z nich szybko mi się przejadł (po początkowej
              wielkiej fascynacji), drugi roztacza wyjątkową, skupioną aurę wokół swojej
              muzyki, co jej przydaje głębi. Powtarza się też Sumera, ale bez tworzenia
              patetycznej otoczki, robi to prosto i naturalnie (temat na osobny post, tylko
              kto to wytrzyma :-)))
              Co do zasług KP dla Polski - szanuję Twoje zdanie, choć uważam, że trochę
              przesadzasz. Chciałbyn przypomnieć jedną rzecz - pisze o tym Meyer (uczeń
              Pendereckiego!) w biografii o Lutosławskim. W 1982 roku - celem legitymizacji
              stanu wojennego i udowodnienia, że wszystko w kraju jest OK - gen. Jaruzelski
              zaprosił Pendereckiego na kawę, co zostało sfilmowane podobno, nie pamiętam.
              Większość artystów w ogóle nie zbliżała się do propagandowej tuby, a Zanussi
              nawet brodę zapuścił, żeby było wiadomo, że jakiekolwiek spoty z jego twarzą
              pochodzą sprzed stanu wojennego. O postawie Lutosa wiadomo, zaś KP ochoczo się
              wpuścił w czerwone maliny :-)) A potem się wymienia zasługi Pendereckiego dla
              kraju :-))
              Inna rzecz - wywiad dla Spiegla z 1987 roku... (dla młodszych - jeszcze za
              ciemnego - w sensie szarości rzeczywistości - "Jaruzela"). W skrócie - KP mówi
              tam, że w Polsce panuje wolność poglądów, ponieważ nikt mu (czyli KP) nie mówi,
              jak ma komponować. Sięgnijcie do Meyera, on to pisze bez cienia złośliwości,
              przywołuje tylko fakty odbrązawiające utarte poglądy. Za co jestem mu wdzięczny.
              Penderecki ze swoich wyżyn traktuje w moim odczuciu świat niemal jak
              Stockhausen, ma do tego prawo. A ja mam prawo myśleć o tym swoje, nie mając
              ochoty nabierania się na gombrowiczowskie "...wielkim poetą był".
              • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 21.03.06, 09:29
                apfelbaum napisał:

                > Ponieważ w postach
                > Dobiasza pojawiła się w moim odczuciu tendencja do stawiania znaku równości
                > pomiędzy Bachem czy Mahlerem, a Pendereckim,

                Bez przesady. To, że porównuję do Bacha czy Mahlera, to nie znaczy że stawiam
                między nimi znak równości. A do kogo mam porównywać? Do takich przykładów, że
                połowa czytelników będzie musiała do encyklopedii zajrzeć? Po co sobie życie
                utrudniać (a potem jeszcze ktoś Ci napisze, że się popisujesz ;-P).

                Ja nawet nie próbuję twierdzić, że Penderecki wygrałby jakieś obiektywne
                (obiektywne, ha ha) porównanie z Lutosiem, a jednak do dzieł tego pierwszego mam
                sentyment a do drugiego chłodny podziw.
                • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 21.03.06, 09:44
                  Nawiasem mówiąc, znam trochę ludzi z całego świata i mam wrażenie że z
                  Pendereckim jest trochę (tout proportion gardée) jak z Chopinem. Tzn. żeby mieć
                  do niego zdrowy, normalny stosunek to trzeba nie być Polakiem. Na zachodzie
                  ludzie Pendereckiego albo lubią albo jest im obojętny. Jak każdy inny
                  kompozytor. Tylko u nas to się musi zaraz wiązać z zajęciem którejś strony
                  barykady, deklaracjami w sprawie krakówek vs. warszawka itp. itd. do znudzenia...

                  No ale widać tak musi być...
                  • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 21.03.06, 12:38
                    Racja, to zresztą nasza trochę polska cecha - wymachiwania szabelką :-)
                    Inna sprawa, że na zachodzie rzadko urabia się legendy takiego rozmiaru na
                    temat w sumie zwyczajnego zjawiska - ot, jest kompozytor i tworzy. Być moze to
                    jest rodzaj kompleksu, może? (Swoją drogą - jest np. taka megagwiazda
                    Stockhausen, no ale sam przyznasz, że nawet sam Penderecki nie chciałby zostać
                    Stockhausenem :-)))
                    Tak się składa, że znam trochę ludzi z całego świata (kompozytorzy głównie) i
                    oni Pendereckiego albo lubią albo nie lubią albo pytają - who is it? No, ale
                    żyjemy w Polsce i ma to jakiś tam zawsze wpływ na nasze życie kulturalne, stąd
                    pewnie wyższa temperatura polemik.
                    Może zresztą Pendereckiemu odpowiada tego rodzaju podgrzana atmosfera wokół
                    jego muzyki oraz osoby? Mam tu na myśli np. ostentacyjne zachowanie w stosunku
                    do władz Krakowa odnośnie Festiwalu Beethovenowskiego, publiczne deklaracje, że
                    zabrania wykonań swoich utworów w Filh. Krak. (i po cichu cofnięcia owego
                    embargo), stałe podkreślanie własnej osoby (nawet na imprezach poświęconych
                    komu innemu) itp. Jak by nie było - zawsze jakaś reklama :-)
                    Uwaga, Dobiaszu, celowo pisałem o osobie KP, dla ukazania tła podgrzanej
                    atmosfery (abyś mi znowu nie wytknął, że coś mieszam) :-)
                    A o połowę czytelników, którzy muszą zajrzeć do encyklopedii ja bym się nie
                    martwił. Zapewne jeśli czegoś nie znają, to zrobią to chętnie, jeśli zajdzie
                    potrzeba; to nie powód by nisko cenić ich inteligencję :-)
                    • dobiasz Re: Penderecki - tak czy nie? 21.03.06, 23:00
                      apfelbaum napisał:

                      > Może zresztą Pendereckiemu odpowiada tego rodzaju podgrzana atmosfera wokół
                      > jego muzyki oraz osoby?

                      No, że odpowiada to inna inszość ;-)
          • lilypons Re: Penderecki - tak czy nie? - errata 20.03.06, 23:24
            dhikr napisał:

            > Nie, redaktor sie nie pomylil. To ja sie pomylilem. Dziekuje za sprostowanie
            > i szczerze ubolewam nad pomylka.
            > (Moglbym jeszcze dodac podziekowanie za "merytoryczne poglebienie" dyskusji -
            > ale sobie to podaruje ;-)))

            I słusznie, bo ja wcale nie miałam zamiaru "pogłębiać merytorycznie" dyskusji o
            panu Pendereckim.
    • apfelbaum Re: Penderecki - tak czy nie? 26.03.06, 18:35
      Zakładając wątek w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że napotka on
      na tak szeroki odzew. Wszystkim bardzo dziękuję, a zwłaszcza przemkowej,
      dobiaszowi i materes (odezwij się :-).
      Szkoda tylko tej łyżki dziegciu w postaci dziwnych postów, na szczęście
      troskliwie usuniętych przez Zamka.
      apf
      • apfelbaum PostScr 10.04.06, 20:59
        A dzisiaj sie dowiedzialem, ze K.P. planuje jednak dopisac jeszcze z pare
        czesci do kameralnej Osmej, co by byla bardziej monumentalna ('powinna trwac
        ponad godzine'). Z pokora zatem oczekujemy dalszego ciagu, tudziez wyjasnienia
        zagadki niepowstalej dotad symfonii VI. Penderecki przyznaje, ze dopiero teraz
        szkicuje jej ksztalt... Zastanawiam sie, czy po smierci kompozytora przez lata
        nie bedziemy odkrywac kolejnych dziel, tak, by XII symfonia Pendereckiego nie
        mogla uswietnic 25-lecia wejscia Polski do unii... A czemu nie?
        • dobiasz Re: PostScr 10.04.06, 21:34
          Nie bój... ja mu kiedyś apokryfy dopiszę. Tylko dopiero jak E.P. mnie już nie
          będzie mogła po sądach ścigać ;-)
          • apfelbaum Re: PostScr 11.04.06, 08:00
            A ja bym się jednak bał :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka