Gość: dziwnie smutna
IP: *.pl / 217.153.7.*
15.04.05, 13:03
Sprawa jest bardzo poważna, żeby nie powiedzieć, że na pewno ktoś będzie
cierpiał.
Ze swoim obecnym chłopakiem jestem prawie 3 lata. Bywa różnie, jak to w
związkach, raz pięknie i wzniośle, raz tak źle, że oboje zastanawiamy się,
czy to ma sens. W zeszłym roku mi się oświadczył, ale było to raczej, by mi
pokazać, że poważnie traktuje nasz związek, bo wiemy, że musimy jeszcze
pokończyć studia, znaleźć pracę, ustawić się w życiu, chociaż jako tako...
Wszystko było spokojne, ustabilizowane, dopóki nie pojawił się ON.
Spotykaliśmy się kilka lat temu, ale z uwagi na odległość, nasza znajomość
skończyła się właściwie z braku możliwości częstego kontaktu. Ostatnio byłam
znów w Jego miejscowości, znów był spacer, niby niezobowiązujące spotkanie,
ale dowiedziałam się, że mimo że ma dziewczynę, nigdy nie przestał o mnie
myśleć, zawsze jestem w Jego sercu pierwsza...
To są dwa zupełnie inne typy osobowości. Mój obecny chłopak, czuły i
kochający, potrafi nie liczyć się z moim zdaniem, potrafi mnie krzywdzić,
choć wiem, że tego nie zawsze chce. Ale są momenty, iż okazuje się egoistą w
najgorszym wydaniu...Ale kocham Go taką spokojną, nazwałabym ją stateczną
miłością, bo w najważniejszych dla mnie chwilach jest przy mnie... WIele mamy
pięknych chwil za sobą, wiele "skrzydlatych myśli" wypowiedzianych...
Ten drugi to zamknięty w sobie facet, który słów o uczuciach używa w
sytuacjach naprawdę wyjątkowych, który wyznaje miłość bardziej swoimi
czynami, który choć daleko nieustannie "mieszka" w moim sercu. Coś nas do
siebie ciągnie, jakieś myśli, jakieś emocje...
Myślałam, iż skoro on też ma od ok pół roku dziewczynę, to też poukładał
sobie życie beze mnie. Ale jak się dowiedziałam, ta dziewczyna miała być
lekarstwem na tę naszą miłość, a może też próbą wywołania we mnie zazdrości.
Nie miałam okazji Jej poznać, ale wcale tego nie chcę, z uwagi właśnie na tę
zazdrość:[[
Powiecie, że to niezrozumiałe, bo sama mam faceta, ale nie jest mi z tym
najlepiej. Nic nie poradzę na te moje uczucia.
Nie wiem, co robić... Nie wiem, czy możliwe jest kochanie dwóch facetów, nie
umiem już cała angażować się w mój obecny związek, czuję, iż powoli zaczynam
Go zaniedbywać:/ Coś mnie ciągnie do tamtego faceta, wcale nie fakt, że to
nowe, nieodkryte emocje... Znam Go ładnych kilka lat... Wiem o nim
niejedno...
Myślałam do tej pory o nim, jak o "rozdziale" mojego życia najpiękniejszym,
ale nierealnym, nieosiągalnym dla mnie, minionym. Był dla mnie wspaniałym,
ulotnym wspomnieniem, a tymczasem... jak się okazało, przez cały czas
spotykając się ze mną "na stopie kumplowskiej", na tzw. piwku, w głębi siebie
tęsknił i chciał być ze mną...
Powiedział, że do czerwca chciałby uporządkować swoje życie, że nie ma siły
dalej żyć w tej podwójnej rzeczywistości: dziewczyna, która jest, bo jest,
Ja - nie wiedząca już czego chce. Powiedziałam Mu, iż musimy odłożyć tę
rozmowę, że zaskoczył mnie, że nie wiem, czy to, co mówi mnie cieszy....
A co najdziwniejsze, poza tym, że przyznał się uczuć do mnie, nie powiedział
nic więcej... Jakby chciał zrzucić po prostu ciężar. Równie dobrze może to
oznaczać "kocham Cię i wiedz, że jeśli nawet osobno jesteśmy, to jesteś
najważniejsza"...
Mam milion myśli, mój post jest niespójny, chaotyczny i nie wiem, czy
właściwie zrozumiały, ale musiałam to z siebie wyrzucić...