Gość: smutna
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.10.03, 08:25
Typowy a jakże bolesny problem: zazdrość. Mój świeżo upieczony mąż jest typem
raczej oschłym, nie potrzebuje mnie często całować, kochać, rozmawiać itd. To
powoduje, że ja- wulkan emocji,zaczynam się gubić. Jestem atrakcyjna ale
coraz częściej nie wiem, jak postępować. Obcy mężczyźni przy jednej rozmowie
mówią więcej np. komplementów niż mój przez tydzień, albo i dłużej. Starałam
się nie narzucać, być miłą, subtelną i nie domagać się bliskości, czułości i
miłości (także fizycznej- niestety mam większy temperament), ale zdarza się,
że moje żale biorą nade mną górę i nie potrafię ich ukryć. Płaczę i wpadam w
coraz głębsze dołki. Kocham go bardzo, ale on nie rozumie, jakie to ważne
usłyszeć czasem: Kochanie, Zdrobnienie swojego imienia itd. Tracę wiarę w
siebie i zaczynam się bać, że może szukać cichej i spokojnej, i no cóż-
raczej oschłej. Robię się zazdrosna. Nie, ja już jestem chora z zazdrości.
Podobno mnie kocha, ja się naprawdę staram minimalizować swoje pragnienie
jego osoby. Czy ktoś może ze mną porozmawiać. Cierpię!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!