Gość: noJA
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
01.01.04, 20:27
To przerażające, jak mozna sie uzaleznić od faceta. Od człowieka, ktory juz
niegdy nie będzie brał mnie w ramiona tulił i całował. Ostatni raz bylam sama
2,5 roku temu. Juz nie pamiętam jak to jest. Tzn teraz juz powoli zaczynam
rozumieć, bo własnie od 10 dni jestem ama:( Jest beznadziejnie. Rany w moim
serduszku goja sie za wolno. Od poniedzialku będę się z nim widywała
codziennie w szkole. Siedzimy w jednej lawce i nie mamy nawet jak sie
rozsiąść. Zresztą on nie chce, bo mamy niby tworzyc przyjaźń, ale już widze
jak to bedzie wygladał. Każde nasze spotkanie bedzie dla mnie proba sil, by
sie ne poryczec z tęsknoty, a wczesniej będę stroiła sie przed lustrem 2
godziny, by wszystko bylo perfekt. NIe potrafie nie wierzyc, ze kiedys możemy
do siebie wrócić, chociaż nie wiem, jak długo to by potrwalo. Mam taki
kryzys. On do mnie pisze smsy, chce ze mna gadac. Taki sygnal z jego strony
daje mi radość na 2 sekundy, a potem bol na kilka godzin, ze już nie jest mój:
( Nie potrafię żyć sama. Ta przyjaźń, to jedna wielka zluda. Nie istnieje ani
z jego strony, bo on chce byśmy mieli przyjazne stosunki i bym o niego dbala
jak w związku, ale nie bylo zobowiazań itd, a z mojej, to czysta milość z
nutka goryczy wywołanej naszym rozstaniem. Dzieczyny, co dalej?