marzena63-42
13.08.06, 08:16
Witam. Opiszę Wam moją wspolnotę i czekam na komentarze. Małe miasteczko,
blok z płyty 36 letni, w nim 40 lokali. 5 z nich należy do dyrektora pewnego
sanatorium, 4 lokale posiada gmina, 10 lokali należy do osób w zaden sposób
nie związanych z w/w sanatorium pozostałe mieszkania zajmują bądź to aktualni
pracownicy tego zakladu bądź są to emeryci sanatorium ktorzy te mieszkania
tak i pracownicy wykupili na własność. Jakl myślicie jak może wyglądać
głosowanie nad uchwałami , podejmowanie pewnych decyzji jeżeli na sali w
czasie zebrania znajduje się P. Dyrektor. Nadmienię zresztą osobistą uwagę
że temu Panu wydaje się ciągle że ma do czynienia ze swoimi pracownikami i
nie znosi krytyki ani nie potrafi konstruktywnie rozmawiać. Na ostatnim
zebraniu zapadła decyzja odwołania dotychczasowego zarządu zresztą
działającego super. Przez dwa lata zrobili bardzo dużo, np. wymina leżaków
CO, elewacja budynku, Wymiana kompleksowa rynien, przyłaczenie deszczówki,
smarowanie dachu, wzięli się solidnie za dłużników. Robili to zgodnie z
planem gospodarczym zatwierdzonym przez Wspolnotę. Ale byli niezależni w
stosunku do Dyrektora. W poprzednim zarządzie byli jego ludzie i wiecznie
słyszeliśmy ile to on zrobił dla wspólnoty, ten obecny zarząd tego nie odczuł
w zaden sposób. Odwolano obecny zarząd w związku z brakiem zaufania do niego
i Pan dyrektor zobowiązał się na tym zebraniu poprowadzić wspolnotę
jednoosobowo do czasu powolania nowego zarząd w " najbliższej" przyszłości. I
co wy na to moi drodzy forumowicze? Czy to jest demokracja? Czy tak powinna
wyglądać?