polalinka
03.04.05, 10:11
Moja kotka ma 6 miesiecy. Kiedy ja wzielam miala koci katar. Dostala
antybiotyki - 10 tabletek. Jednak nie pomogly. Pozniej chodzilam z nia
codziennie na zastrzyki - rowniez jakis antybiotyk. Po tygodniu kucia kotki
lekarz oznajmil,ze nie ma szans na to, by kicia wyzdrowiala. Przestalam ufac
wetom. Kotka zostala w domu , dbalam o nia jak tylko moglam i... wyzdrowiala.
Zaczela jesc, myc sie itd. Jednak przez caly czas ma katar. Tyle tylko,ze
wyglada to zupelnie inaczej. Jest radosna, ma apetyt , nie widac tej choroby.
Tyle tylko,ze kiedy kicha to puszcza ogromne zielone "slimaki". Pojechalam do
innego miasta do zaufanego weta po jakis lek. Przepisal antybiotyk - dwie
serie po 10 dni. To tez nie pomoglo. Kumulacja nastepuje w nocy - kiciunia
wtedy ciezko oddycha i slysze jak jej w tym nosku wszystko bulgocze. Nie wiem
juz co mam z nia zrobic, gdzie z nia isc... A problem w tym,ze kitke wzielo na
milosc... od wczoraj ma ruje... Slyszalam,ze zastrzyki moga powodowac raka .
Chcialabym zabrac ja na zabieg. Jednak nie wiem, czy mozna taka operacje
przeprowadzic u kichajacej kotki - tym bardziej,ze weterynarze nie potrafia
powiedziec co tak naprawde jej dolega. Boje sie,ze moglaby sie nie obudzic po
operacji. Nie wiem czy mam racje. Prosze o rade.
Paulina