citymouse1
17.05.05, 22:49
przyniosłam dziś do domu kota. siedział skulony pod śmietnikiem, atakowany
przez dwie sroki. nie reagował na ich dziobnięcia, ani na kapiącą na niego
wodę. Na nasz widok zaczął miauczeć. Bałam się go zostawić z tymi srokami...
Na początku nie ruszał się wcale, ale potem sam wlazł do pudła i całkiem
żwawo się w nim kręcił. W domu wylazł, po jego ruchach nie widać było, żeby
go coś bolało, cały cas pomiaukiwał w stylu: "jestem biedny, pomóż (ew.
nakarm)". Nie bał się mnie, dał się dotykać, tylko był taki jakiś
przykulony... Trochę obwąchiwał kąty, potem wlazł pod szafkę i siedzi tam do
tej pory. Z początku stwierdziłam, że najwyraźniej musi ochłonąć, ale
przestał miauczeć, reagować na mnie, mleka nie tknął, nie brudzi, jakby go
wcale nie było.
Boję się że mi zdechnie w nocy albo co... Czy powinnam wyciągać go spod tej
szafki, żeby go ciepło owinąć, dokładniej obejrzeć, trochę ugłaskac; czy może
oszczędzić zwierzęciu stresów i zaczekać aż się samo oswoi z otoczeniem.
Nie brałam go do weterynarza, bo po początkowym "paraliżu" przestał się
zachowywać jak kot któremu dolega cokolwiek poza najedzeniem się strachu
(mnie za to coś dolegało i zapakowałam się od razu do łóżka). Teraz jednak
martwię się, że to rodzaj szoku i zwierzak może potrzebować jakiejś formy
pomocy. Podejrzewam, że wystraszył się burzy i czmychnął komuś z mieszkania,
albo nawet wypadł przez balkon. Jutro chcę wywiesić ogłoszenia, nie
chciałabym, żeby zwierzę rozchorowało się w tym czasie.
Bardzo proszę o szybką odpowiedź i jakieś rady.