Dodaj do ulubionych

moja opowieść... dla osób o silnych nerwach!

08.09.06, 01:28
dziewczyny, nie gniewajcie się - rozłożyłam tę historię na kilka częśći
ponieką spowodowane jest to czasem, jaki mogę poświęcić na pisanie, ale też
tym, że histroia jest dość długa i dla, w miarę pełnego zobrazowania
przebiegu sytuacji,potrzebuję na nią więcej czasu i sił

[pierwszą pisałam po 1 w nocy [dzień po ucieczce], w pewnym momencie
zobaczyłam, że przestałam pisać na temat! wyobraźcie sobie, że podświadomie
pisałam coś innego, zupełnie nie pasującego do opowieści, choć z nią w
pewnien spoób związane, ale to już insza historia...
więc pokasowałam te moje podświadome wstawki, bo nijak nie tworzyły sensu
całości tekstu i nie widzę innego wyjścia, jak walnięcie się do wyra i
wyściskanie poduszki...
bo naprawdę zmęczona jestem okrutnie]

w miarę możności i sprzyjających okoliczności do pisania, załączać będę nowe
fragmenty - postaram się myśleć na tyle jasno, by dokładnie zobrazować
przebieg wydarzeń z ostatniego tygodnia
każdy z nich dostanie kolejny numer i będzie podpinany pod ten główny post
[dla utrzymania sensu]

z góry proszę o wybaczenie mi przejęzyczeń, błędów, czy pożarcia liter, piszę
po ciemku, w kuchni i oczy mi się kleją przeokrutnie...
mam nadzieję, że nie stworzyłam za dużego chaosu i moje wypowiedzi będą w
miarę przejrzytse [jeśli tak się nie stanie, to przepraszam z góry]


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obserwuj wątek
    • luciii 1. opowieści mojej część pierwsza...... 08.09.06, 01:39
      Wiem, że zdania nie zaczyna się od „no więc”, ale nic na to nie poradzę, że tak
      strasznie mi to tu pasuje i kropa :P

      No więc tak:
      Mordowaliśmy się z Luckiem okrutnie, by laktację przywrócić do, choćby, jako
      takiego stanu używalności społecznej w ilości sztuk - raz :P
      Na zmianę wyliśmy tak do księżyca nocą, jak i do słońca w dzień, by móc to
      przeżyć i wyjść cało z boju – ja kwiczałam z bólu – brodawki od ssania sine i
      opuchnięte, mały płakał i wściekał się na zmianę z głodu i niemożności wyssania
      ze mnie więcej jak 6 kropelek białego badziewia : (

      Zaplanowałam, że w piątek z rana zadzwonię do laktacyjnego i jeśli się uda,
      podskoczymy od razu, by ćwiczyć, być może, jakoś bardziej sensownie [bo te
      nasze próby powoli zaczęły wyglądać jak walka z wiatrakami]
      I nic nie zapowiadało poprawy...

      W czwartek po południu uznałam, że co jak co, ale Żabstwa nie zagłodzę i
      podałam mu modyfikowane – Lucek zasnął [najedzony coś tam, ale głównie chyba ze
      zmęczenia], ładnie odbił ze dwa razy [aż mnie nawet cosik „wyziewy” zemdliły].
      Ponieważ cały czas mama miała u siebie moją starszą Żabę, przyszła z nią do nas
      po ciuchy i troszkę na kawę i klachy.

      Położyłam dziubaska pod skosem, jak należy na łóżku,córka poszła z koleżanką na
      rower, a my mogłyśmy sobie w końcu poklachać.

      Po godzinie mama wracała z młodą do siebie, wąż w międzyczasie pojechał
      odwieźć robotnika, a ja zostałam sama w domu z dziubkiem...
      Lucek słodko spał, a mi przyszło na myśl, że chyba zdążę się umyć w tym
      czasie...

      Nie wprowadziłam myśli w czyn, bo trzeba było zrobić jeszcze to i owo, i tak mi
      przyszło do głowy, że wolę jak jest i że umyję się na wieczór – trudno!

      Nachyliłam się, by cmoknąć dziubka w różowe policzko...
      słodko spał. Usiadłam sobie jednak na fotelu naprzeciw małego i obserwowałam.
      Wzięłam lapka na kolana i kukałam na szkutka znad forum
      Nagle wytrysnęła z niego mini fontanna [ i z buźki i z noska]
      Oczka się zeszkliły, buzia momentalnie zsiniała, a Lucek w momencie mi odpłynął!
      Jak sobie pomyślę, co się mogło stać, gdybym poszła do łązienki!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Rzuciłam się do ratowania [obróciłam bąbelka bokiem, wylałam z niego to, co
      zostało i starałam się udrożnić zalany nosek]

      Nie życzę nawet największemu wrogowi, by przeszedł przez to, co mnie wtedy
      spotkało, by przeżył to, co było moim udziałem...
      Na usta ciśnie mi się jedno słowo – masakra!!!
      W kilka sekund byłam poryczana na maxa, pamiętam, że krzyczałam do
      niego: „Lucek! Nie!!! Nie możesz mi tego zrobić! Lucek! Lucuś!!! Obudź się! Nie
      wolno ci odchodzić!”
      Nie wiem, jak udało mi się w tym wszystkim zachowac na tyle zimnej krwi, by
      cucić małego, [który zwyczajnie przelewał mi się przez ręce i wywracał oczka
      świecąc białkami], dzwoniąc po karetkę i podając wszelkie istotne informacje.
      Przyjechał wąż, do którego zadzwoniłam zaraz po telefonie na pogotowie
      Karetka była w niecałe 3 minuty!

      Cdn...






      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    • luciii 2. opowieści mojej część druga...... 08.09.06, 08:35
      Ekipa karetki w trakcie wywiadu sprawdzała osłuchowo płucka, a ssakiem, czy są
      niepożądane płyny, tam gdzie nie należy. Mały był już przytomny, ale widać po
      nim było, że podżył bidulek, bo wyglądał na potwornie zmęczonego. Według
      lekarki było ok., tyle, że trzeba było jechać do pediartyka sprawdzić
      dokładniej dla bezpieczeństwa Lucka. Nie mam nic ale to nic do ekipy pogotowia,
      natomiast mam całą gamę zastrzeżeń, co do bezpieczństwa jazdy karetką z takim
      maluszkiem!

      Żadnych zabezpieczeń, nic!
      Siadłam z nim na pierwszym fotelu z tyłu, przy drzwiach, po prawej schody,
      czyli dziura pod nogami, naprzeciw sprzęt troszkę dalej, nie da się zaprzeć
      nogami, po lewej nosze, nie ma pasów do takich przypadków przejazdu, a ja z
      małym na rękach w beciku... znaczy się na jednej ręce, bo drugą trzymałam mu
      przy pyszczku tlen.

      Gdyby tak było ostre hamowane, to jak nic latamy jak przysłowiowe szmaty po
      całej erce.
      Na zakrętach też nie było wesoło, trzeba się naprawdę nagimnastykować, by
      utrzymać równowagę na siedzeniu.

      Lekarka naopowiadała mi trochę o porodach w E. [postraszyła :P], ale w końcu i
      tak wyszło na to, że sama przyznała, że różne przypadki zdarzają się w różnych
      placówkach, więc nie musiałąm się specjalnie wysilać na gadkę w stresie.
      Ogólnie to bardzo miła była. Więc tym bardziej nie widziałam sensu do
      ewentualnych sporów, co do miejsc porodów :P

      Przez te wszystkie wertepy, bo BystrzaNska jest rozkopana i nijak „po ludzku”
      nia da się tego minąć, jakoś dotarliśmy do trójki na izbę przyjęć...
      było po 17.00 [o ile dobrze pamiętam].

      Cdn...





      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    • luciii chyba jednak lepiej będzie, jak zniknę z forum, bo 08.09.06, 12:04
      chyba pechowa jestem, a Wy macie być szczęśliwe, a nie czytać bzdury, jakich ja
      doznaję

      dziś zawalił się po raz setny mój świat
      tym razem nie widzę możliwości dania mężowi kolejnej szansy
      wybaczałam mu zdrady, wyprowadzki, przehuśtanie naszych oszczędności itp
      wycofałam założoną sprawę o rozwód, bo znów obiecywał góry i zachowaywał się
      tak, że uwierzyłam mu iż nas kocha i zapewniał o kolejnym bąbelku, by pojawił
      się w domu, starał się rok...

      to, co dane mi było dziś usłyszeć jest przekleństwem na całe życie!

      -"PODSTĘPNNIE ZAPLANOWAŁAM CIĄŻĘ, PODCZAS, GDY ON SIĘ ROZMYŚLIŁ I DZIECKA NIE
      CHCE"!!!!!!!!!

      [pomijam fakt, że od 11 lat jesteśmy w związku małżeńskim i mamy 10letnią
      córkę, żyliśmy razem i naprawę ostatni rok, po wielu wcześniejszych perypetiach
      wydawał się dążeniem do lepszego]

      nie będę Wam już więcej truć na forum
      życzę Wam samych uciech i z bąblasków i z niemęzów i z mężów
      uśmiechu w każdej sekundzie życia
      i duuuuużo duuuuużo zrozumienia i miłości

      trzymajcie się cieplutko
      buziole :)********

      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      • mysty Re: chyba jednak lepiej będzie, jak zniknę z foru 08.09.06, 12:21
        luciii, wracaj na forum a już !!! Pobeczałam się jak to czytałam, waryjacie. Ja
        też mam przeboje z Tymem, czasami mam ochote go czyms walnąć, zwlaszcza jak
        przez 5 godzin mi nie spi i grymasi, ale jak mu sie zaczyna cos robic typu
        wymiot czy wyjatkowo wredna czkawka to od razu wraca moja cierpliwosc i milość.
        Boże, to co Lucjanek przeszedl to okropne, biedne maleństwo a Ty z nim, anioł
        stróż nad Wami czuwał. Tak sobie myślę po miesiącu, że macierzyństwo to przede
        wszystkim radość i zwatpienie. Co do Twojego męża to nie będę nic komentować,
        ogólnie chłopy są głupie (za wyjątkiem maleńkich mężczyzn :)). Nic mi się teraz
        nie klei, żeby sensownie napisać, zresztą to i tak tylko gadanie, bo pewne
        rzeczy trzeba po prostu przeżyć.
        Luciii, masz wrócić na to forum i to nie prośba jeno rozkaz !!!!
        Trzymama za Was mocno kciuki, ma być dobrze i będzie !
        • sandra1982 Re: chyba jednak lepiej będzie, jak zniknę z foru 08.09.06, 12:57
          Luciii, o ja pierd...e! Jestes niesamowita, ze nie stracilas w takiej sutyacji
          zimnej krwi, bo ja w takich momentach wariuje totalnie i wpadam w histerie (w 4-
          tej dobie Sarka zakrztusila sie potwornie ssac cycka i nie potrafila zlapac
          oddechu, na szczescie moja mama byla obok i przerzucila mi ja przez ramie,
          poklepala i migime przeszlo, bo ja zaczelam krzyczec "Co sie z nia dzieje? Co
          sie dzieje?"). Jestes dzielna kobitka! A Lucis to silny maly mezczyzna! Duzo
          zdrowka dla niego!
          Co do chlopow to pozostawiam to bez komentarza. Czasami nie wiedza co mowia. Ja
          z moim T. mialam przejscia przez cala ciaze. Nasluchalam sie plotek z kim to
          sie nie spotyka na boku itd. a ja w domu siedzialam z brzuchem,a on niby na
          uczelni w katowicach albo na zgrupowaniu :/ Na szczescie wyjasnilismy sobie
          pewnie sprawy i teraz jest ok, ale szczerze mowiac na 100% na pewno nie bede mu
          ufac nigdy...
          Nie wiem co mam jeszcze napisac, bo jakos brak mi slow...
          Trzymaj sie dzielnie Lucii i pisz na forum ile wlezie - takie wyzalanie sie
          pomaga!
          Buziaki dla Ciebie i Lucusia!
      • lotos.flower Luciii, wracaj natychmiast !!! 08.09.06, 13:07
        jestes wspaniałą matką i żona na pewno też. A skoro slubny nie potrafi tego docenić to ma big problem. Ogólnie faceci to swinie. Przypadku Twojego nie będę komentować, ja juz dawno puściłabym go w skarpetkach. Masz święta cierpliwość, podziwiam Cię.
        Teraz skup sie na Lucjanku i na Twojej dorastajacej gwiazdce :) potrzebuja Ciebie bardzo
        i pisz, chcę Cie wiedziec na forum :*

        p.s. a tak a'propo facetów. Na sobotniej imprezce próbował podrywac mnie koleś, który jak sie później okazało w domu ma żonę w ciąży. Zarywał do prawie każdej laski w klubie. Jakbym tylko złapała kałacha wystrzelałabym połowe męskiej populacji.
      • barbs Re: chyba jednak lepiej będzie, jak zniknę z foru 08.09.06, 14:12
        Forum nie jest li i jedynie dla szczęśliwych.
        Forum jest dla wszystkich - i tych co chcą się podzielić radością i tych co
        potrzebują pociechy.
        Wirtualnie posyłam masę ciepłych fluidów - musi Ci być bardzo ciężko z takim
        maleństwem, jeszcze po ostatnich przejściach i z mężem rzucającym takimi
        tekstami.
        <głasku głasku>
        Trzymaj się dzielnie.
        Barbs
        PS. Superowe imię dla synka wybrałaś :)
        • mpd3 Re: chyba jednak lepiej będzie, jak zniknę z foru 08.09.06, 14:19
          Lucii kochana, forum bez Ciebie? Nie ma takiej mozliwosci. Pisz ile wlezie.
          Ponoc smutek dzielony staje sie polowa smutku. A jak podzielisz go z nami
          wszystkimi, to chyba prawie zniknac powinien, nie? Sciskam Cie serdecznie. Masz
          mnostwo sily. Lucus zawsze bedzie dumny z takiej Mamy.
      • ladydaisy Re: chyba jednak lepiej będzie, jak zniknę z foru 08.09.06, 17:37
        jedna z dziewczyn napisał "Forum nie jest jedynie dla szczęśliwych.
        Forum jest dla wszystkich - i tych co chcą się podzielić radością i tych co
        potrzebują pociechy. " podpisuję się też pod tym wszystkimi swoimi
        kończynami......nie możesz teraz zostać sama bo zwariujesz, a my choć
        wirtualnie możemy cię wesprzec, może nie fizycznie, ale ciepłe słowo czasem
        daje takiego kopa, że góry chce się przenosić....to nie jest tak że tylko nam
        trujesz....przez te parę mkiesięcy gdy czekałyśmy na swoje maleństwa zdążyłyśmy
        sie z sobą zżyć, polubić i teraz jak któraś na jakiś czas znika to czegoś
        brak....tak było z tobą, może nie pisałam postów, ale myśli typu "ciekawe co z
        Lucii " gdzieś w głowie się kłębiły....
        teraz niestety to co napisałaś nie napawa optymistycznie, ale bądź
        silna....choćby dla siebie, Patki i Lucusia....nawet jeśli jego ojciec mówi że
        już go nie chce....najważnmiejsze ze macie siebie we trójkę....jesli twój mąż
        ma inny pomysł na życie, to trudno....za jakiś czaas obudzi sie z ręką w
        nocniku jak zorientuje sie jaki skarb stracił, bo po takich słowach już nigdy
        nie będzie jak kiedyś.......
        Zbierz się do kupy, wypłacz nam na forum, a jutro będzie lepszy dzień. Czekamy
        na ciebie, wiesz przecież o tym!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • magda_bb1 Nie znikaj .... 08.09.06, 17:54

    • agamp Trzymam kciuki za Ciebie Lucii 08.09.06, 16:56
      Jesteś dzielną kobitką, dasz radę. Masz takie fajne dzieciaki, a mąż ... tez nie
      komentuję. Tak to czesto bywa z nimi. gdyby nie głupota facetów, wiele ze
      znajomych mi par nadal byłoby ze sobą.
      Buziaki dla dzieciaków, i trzymam za Ciebie!
    • ciri_77 Lucii, absolutnie nie znikaj!!!! 08.09.06, 19:26
      Ten zakątek w sieci bez Ciebie będzie innym miejscem. Fora takie jak to sa po to
      by się wspierać, zwłaszcza w ciężkich chwilach. Pogadaj sobie z nami wirtualnie,
      a jak chcesz to możemy umówić się i w realu, czasem lepiej wygadać sie komus w
      maniket. Trzymaj się dzielnie i ciepło a jak trochę ochłoniesz to pisz dużo i o
      wszystkim.
      PS "Co Cie nie zabije to Cię wzmocni" - tak mi kiedyś powiedziała kumpela w
      cholernie trudnej sytuacji. Strasznie ją wtedy nienawidziłam, ale niestety to
      stara prawda, doznajemy od losu tylko tyle i aż tyle ile potrafimy wytrzymać.
      Bedzie dobrze, bo musi kiedys być, masz dla kogo żyć dziewczyno, a faceci to
      świnie. Hough!
    • lechickachata Re: moja opowieść... dla osób o silnych nerwach! 08.09.06, 20:17
      Powaliłaś mnie swoją opowieścią w odcinkach. Superbabeczka jesteś - silna,
      opanowana, BRAWO!
      Co do mężowskich tekstów... żal mi go i tyle. Ciebie też. Mimo wszystko życzę
      wam poukładania się i uratowania związku.

      Pozdrawiam bardzo serdecznie,
      trzymaj się

      Gosia
      Michasia
    • mathka Żadnego znikania z forum! 08.09.06, 20:52
      Chyba, że akurat potrzebujesz chwię samotności, by przemyśleć wszystko co się
      zdarzyło. Ale w takim wypadku wracaj szybciutko, bo jest tu wiele osób, które
      czekają, gotowe wspierać Cię w każdej sytuacji!

      Nie wiem co powiedzieć, jeśli chodzi o twojego synka... nie wiem, czy potrafiłabym
      zachować się właściwie w takiej sytuacji...zresztą od samego początku strasznie trudnej :(
      Jestem po prostu pełna podziwu, że byłaś w stanie stawić temu wszystkiemu
      czoła. Naprawdę masz z czego być dumna!!!
      Mam nadzieję, że z Lucusiem już wszystko ok, chłopak ma wspaniałą mamę!

      A co do twojego męża... Wiesz, chłopy to raczej są głupie i zazwyczaj niedojrzałe
      emocjonalnie :( Może twój po prostu odreagował w taki sposób frustrację po
      ostatnich swoich przeżyciach... Tak czy siak nie przejmuj się nim teraz.
      Szkoda, że nie możesz na niego liczyć w tym momencie, ale napewno wkrótce
      wszystko będzie tak, jak powinno być!!!

      3maj się cieplutko i wracaj do nas, czekamy tu na Ciebie!
    • magdalena_pi żadnego znikania !!!! 08.09.06, 21:11
      zgadzam się z wcześniejszymi wypowiedziami forum jest dla wszystkich nie tylko
      wtedy gdy wszystko jest ok ale też wtedy kiedy coś sie dzieje - zawsze lepiej
      jest sie z kims podzielić problemami. Podziwiam cię za odwagę i opanowanie w
      ratowaniu synka !!!
      Co do męża to nie komentuje. Tobie tylko życzę siły , wiary w siebie i zdrowia
      dla całej rodzinki .
    • lotos.flower Luciii, prosze napisz coś, choc jedną literkę 09.09.06, 07:44
      sytuacja dla Ciebie na pewno jest ciężka, a my martwimy sie o Ciebie
    • madida Lucii,odbierz maila gazetowego 11.09.06, 12:35

      • luciii Madziu! dziś dopiero dostałam tego maila. 14.09.06, 10:00
        nie wiem czemu wcześniej nie
        odpiszę na priv

        :)*
        • madida A bo... 15.09.06, 17:17
          za dużo masz tych iiiiii w Luciiiiiiiiiii i o jedno za mało mi się wpisało;DDD.
    • ewa1w Lucii, wyśpij się i wracaj, 11.09.06, 14:36
      jesteś wielka, ze wszystkim sobie poradzisz. A o wystąpieniach naszych mężów to
      chyba można by księgę spisac. Na pewno nie zapomnisz o złych słowach, nawet jak
      mu przejdzie i przeprosi. Może Cię pocieszy, że ponoc ojcowie po porodzie ich
      dzieci też przeżywają coś na kształt poporodowej depresji i zachowują się jak
      słonie. "Najlepsze" wystąpienie mojego męża (ogólnie chłop w porządku) 2 dni po
      powrocie ze szpitala po cc brzmiało mniej więcej tak: zorganizuj się wreszcie i
      nie cierp na pokaz, w koncu na pewno cię nie boli, nie jesteś pępkiem świata. A
      mnie się rołaziły szwy...I cały czas płakałam, bo nie mogłam sobie poradzic,
      dziecko żółkło...Brrrr...Szkoda, że tak niewielu facetów daje wsparcie
      psychiczne.
      Dużo siły, kochana Luciu!
      (
      • luciii dziękuję Wam wszystkim za słowa otuchy, jesteście 12.09.06, 00:23
        kochane, a ja bez Was i forum żyć nie umiem :P


        obiecuję jednak, że tematu wężowego poruszać już więcej nie będę [to mój
        problem i ja muszę się sama z tym uporać - jak? - jeszcze nie wiem, nie chcę
        działąć pohopnie...]

        wycałujcie Wasze małe Serduszka od forum-ciotki i Lucka :)***
        a dla Was też mam jak zawsze :P - buziole :)*

        dziękuję Wam! :))
        wyściskałabym każdą z osobna, ale to jeszcze nie ta technika :P
        póki co - choć wirtualnie :DDD

        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    • luciii 3. opowieści mojej część trzecia...... 12.09.06, 00:14
      Zaprowadzono nas na izbę przyjęć.na moje nieszczęście lekarzem przyjmującym był
      stary śmierdzący petami dziad, którego wręcz niecierpię [miałam z nim już do
      czynienia, gdy kilka lat temu moja starsza mysza skręciła kostkę]. Chamski,
      czepialski, bez zrozumienia dla zestresowanej sytuacją matki, bulgoczący pod
      zasmrodzonym nosem i myślący, że jest bóg wie kim ;/
      Ohydnik.
      Oczywiście musiał mi ze sto razy pokazać swoją wyższość, ale miałam go głęboko
      w czterech literach i tym razem zwyczajnie jego fandzolenie puszczałam mimo
      uszu. Musiałam się bardzo starać, by nie zwymiotować od jego fetoru, gdy
      nachylał się badając małego. Bo on sam, a tym bardziej jego chuch były
      wręcz „powalające”. :(

      Wypisał kartę i zarządził obserwację. Ponieważ nie wyobrażałam sobie, by Lucka
      zostawić im na pastwę losu, szczególnie po tym, jak nie tak dawno doprowadzili
      do śmierci ledwo narodzonego maluszka, pozostawionego im na górze pod opiekę i
      leczenie [może słyszałyście, bo afera była ogólnokrajowa – do dziś chyba nie
      wyjaśniona i bez winnych, ech], zdecydowałam bez zastanawiania się, że chcę z
      nim być 24/dobę.

      Zaprowadzili mnie do super mini pokoiku z łóżeczkiem dla szkutka, łóżkiem dla
      mnie, wanienką i mini-umywalką i tyle. Nikt nic nie raczył mi wyjaśnić, nikt
      nic nie mówił, czekałam aż ktoś raczy ruszyć dupsko i objaśnić mi co jest grane
      i co mam dalej z maluszkiem i ze sobą zrobić.

      Wystraszyłam się, że nie jest tak, jak mówią i ta cała obserwacja, to coś
      powaznego, do tego doszła schodząca ze mnie adrenalina po wcześniejszych
      przeżyciach i rozbeczałam się jak dziecko, trzymając małego na rękach.

      Wąż zaszedł zapytać co i jak pielęgniarki, ale go ofukały, że teraz mają
      przerwę i musimy łaskawie poczekać, aż im się zachce ruszyć.

      Dalej nic nie wiedzieliśmy. Na ile zostajemy, co jest grane, co dalej, co wolno
      a czego nie???
      Lekarza nie było na oddziale, pielęgniarki ślepiły pewnie w jakisić serial
      marnej treści...

      W końcu raczyła pojawić się jakaś i zabrała mi Lucka. Słyszałam jak płacze
      gdzies w oddali, a potem zobaczyłam go z wenflonem w łapce :(
      Został podłaczony do kroplówki. I nim zdążyłam ochłonąć pielęgniarka znknęła, a
      ja nie dowiedziałam się co to jest i po co. Wydawało mi się, że w strzykawce
      musi być coś starsznie ważnego odnośnie jego podleczenia po ulaniu i
      zachłyśnięciu. Tylko z tym kojarzyłam ewnetualne leczenie. Ależ się myliłam.
      Jak się na drugi dzień okazało, dostawał przez cały czas glukozę [nie wiem co
      to ma wspólnego z leczeniem ulewania z zachłysnięciem? Ale może się nie znam?
      Może się mylę? Może to coś wspólnego ma??]

      Wysłałąm węża do domu po rzeczy. Spodziewałam zostać tam nie dłużej jak 3 dni
      góra. No w końcu to tylko obserwacja...

      Kabel kroplówki był tak krótki, że wszystkie ruchy przy Lucku musiały być
      wykonywane na granicy łóżeczka. I stale uważać musiałąm, by niechcący nie
      zahaczyć i nie wyrwać.

      Nikt nie raczył mnie poinformować, że wystarczy zajść do nich wieczorem i
      poprosić o odpięcie małego na czas kąpieli, w związku z czym z bolącym sercem
      biedaczyska małego w ten dzień nie wykąpałam ...
      Za to przyniesiono mi potem REGULAMIN
      Heh
      Same zakazy i nakazy dla mnie, za to oni święci.
      Nawet komórka była zabroniona!
      I za żadne skarby nie wolno mi było kontaktowac się z kobietami w pokojach
      obok, nawet mijając się na korytarzu [czego stale doświadczałam w późniejszym
      czasie i stale za to obrywałam].

      Nie przespałąm tej nocy ni jednej minutki...



      i to nie tylko z powodu stresów i mojego szkutka, ale też z powodu potornego
      chóru [płaczu, pisków, stękania i sapania maluszków na oddziale]
      potworność...

      przesiedziałam tak do białego rana na krześle...

      cdn...

      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      • agamp Re: 3. opowieści mojej część trzecia...... 12.09.06, 01:17
        Lucii , tak się cieszę ze wróciłas na forum. Twoja przeżycia są straszne, aż mi
        skóra cierpnie. Mam nadzieję, że nidy nie będzie potrzeby widzieć tego syfu na
        odzdziale. To co przeszłaś jest straszne.
        • mpd3 Luciii, jestes WIELKA!!! 12.09.06, 13:25
          Zostalas wpisana na liste moich idoli! Imponujesz wewnetrzna sila i
          determinacja. Wysylam w Twoja strone tysiace pozytywnych mysli i straaaaasznie
          sie ciesze, ze znow cos skrobnelas na forum.
          Jesli czas Ci pozwoli, chetnie dowiedzialabym sie czy walka z laktatorem
          doczekala sie wreszcie szczesliwego zakonczenia?
          • luciii do mpd3: odnośnie karmienia,,,,,,,, 14.09.06, 09:55
            niestety z karmienia naturalnego nici :((((((

            czuję się podle
            nie dość, że nie urodziłam normalnie własnego dzidziulka, to jeszcze moje ciało
            jest do bani, jeśli chodzi o brak możliwości wykarmienia własnego oseska ;(


            wiem, wiem, od lat kobiety rodzą przez cc i od lat karmią butlą, ale to nie
            zmienia faktu, że jest mi z tym źle...

            oliwy do ognia przy próbie podtrzymania laktacji dolała ordynatorka pediatryka,
            niejaka dr.M. [esesmanka pełną gębą]
            stres spowodowany pobytem tam i jej przebzdurnymi tekstami na temat mojego
            lenistwa i chęci wygody karmienia butlą dowaliły mi całkowicie

            śmiała mi nawet wmówić, iż te 10 lat temu, z moją córką również moje lenistwo
            spowodowało zanik mleka i moją wyrodność, jako matki polki ;/
            [jasnowidz?]

            przewredna!

            niestety po powrocie do domu próbowałam nadal, ale nic nie leciało :(
            Lucek dostawał regularnie Nan-a, bo wył wiecznie z głodu ;(
            do tego okazało się, że m,a skazę białkową i konieczna była wizyta u neonatolog
            z wojewódzkiego

            ta z kolei - wspaniała kobieta, w sobotę z rana bez problemu, zaraz po moim
            telefonie przyjęła mnie prywatnie - [a nie musiała]
            od niej dowiedziałam się, że mnie na pediatryku trzymali za długo i zupełnie
            niepotrzebnie tak traktowali
            a Lucuś dostał Nutramigen [fuj!]

            jestem teraz dobrej myśli, choć przeświadczenie o mojej winie pozostanie we
            mnie już do końca
            zwyczajnie jest mi przykro, że matka natura ze mnie tak zakpiła i to podwójnie,
            swoją drogą, co z niej za matka!?

            nie mam czasu na szczęście na użalanie się nad sobą
            wolę czas ten przeznaczyć na moje szkraby
            szczególnie, że na dworze jest przecudnie :)
            a z wiecznego płaczu o minione nic dobrego nigdy nie wynika...
            najważniejsze, że mam dwa serduszka do kochania :DD


            buziolki :)***
            • mpd3 Re: do mpd3: odnośnie karmienia,,,,,,,, 14.09.06, 10:47
              o gosh!ten szpital to jakis oboz koncentracyjny. Drze na sama mysl, ze mam tam
              sie zjawic z malym na badanie sluchu! Brrrrr! A dlaczego niektorzy ludzie sa
              lekarzami - zrozumiec nie potrafie :(((
              Nie daj sobie wmowic, ze jakas gorsza jestes. Niejedna z nas padlaby juz dawno,
              polegla na calej linii w boju, ktory Ty musialas stoczyc w tak krociutkim
              przeciez narazie zyciu Lucusia... we mnie budzisz tylko podziw.

              ps. kochana, moze bys mi napisala czym objawiala sie u maluszka skaza bialkowa?
              od wczoraj zamartwiam sie ze moj Natanek tez na to cierpi.
              • luciii o badanie słuchu się nie martw - tam jest normalny 14.09.06, 11:36
                lekarz :)

                teraz mają akurat zepsuty ten aparat /dzwoniłam dziś się umawiać- nic z tego
                narazie/

                ten "obóz" o którym mowa w moim poście jest umiejscowiony wyłącznie w części
                zamkniętej, na parterze
                ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                moje maleńkie serduszko :)* i moje większe serduszko :)*
                ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
              • luciii objawy skazy: 14.09.06, 11:43
                wybacz, ze wklejam linka, ale już to opisałam na sierpniówkach, a teraz Lucek
                mi wyrabia dość mocno i muszę się z nim pobawić :)))))

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38267&w=48332382&a=48394389
                • mpd3 Re: objawy skazy: 14.09.06, 18:54
                  dziekuje Ci bardzo, poczytalam juz sobie.Ale dalej pewnosci nie mam...
                  Rozmawialam dzis z kolezanka, ktora ma 5 dzieciaczkow i stwierdzila, ze wysypka
                  Natusia to zwykle potowki. Biedaczysko cala buzie, glowke, szyjke i klatke
                  piersiowa ma w krostkach! Od kilku dni wieczorem zaczyna sie krzyk. Troche
                  pomagaja herbatki z kopru.Ale przed chwila tak mi zwymiotowal, ze doznalam total
                  wstrzasu nerwowego. Przebralam, utulilam i zasypia... Mam nadzieje ze to
                  przejsciowe...Na wszelki wypadek nie jem nic co zawiera mleko.
      • mysty Re: 3. opowieści mojej część trzecia...... 13.09.06, 22:28
        lucii, kochana, wróciłaś !!!!!!! No, i tak trzymać!!!! To jest forum forumowe
        dla wszyskich mam i niemam, tych radosnych i tych w kiepskim nastroju...

        O szpitalu krążą niestety bardzo niepochlebne opinie, dyrektor pokłócił się z
        lekarzami i teraz tam jeno posucha. Moja siostra powiedziała, żebym jechała do
        nich z Biedronkiem tylko i wyłącznie w ostateczności. Mam nadzieję, że owa
        ostateczność nigdy nie nastąpi :(

        Pozdrawiamy serdecznie z Tymianem, trzymajcie się cieplutko, specjalny całus-
        cmoknięcie w pucko (zapewne bardzo obfite, hehehe) Lucjanka
    • akastel Re: moja opowieść... dla osób o silnych nerwach! 15.09.06, 00:25
      Lucii, bardzo dobrze rozumiem Twoje przezycia w zwiazku ze szpitalem. My
      spedzilismy tam ostatnie swieta Bozego Narodzenia, bo coreczka miala zapalenie
      pluc. Pani dr M. wdeptywala mnie w ziemie regularnie i z upodobaniem, chociaz
      bylam na skraju kompletnego zalamania, bo dziecko w ciezkim stanie i to jeszcze
      w swieta. Dobrze, ze chociaz corcie traktowala dobrze, a i wobec meza jakos
      umiala zachowac sie normalnie. Wiadomo, wszystkiemu winne sa wyrodne matki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka