Dodaj do ulubionych

Lotnictwo we wrześniu 1939

16.09.02, 18:19
I znów się bezruch zrobił :-(
A może temat historyczny ? Worek, który można stworzyć posługując się tytułem
wątku jest bardzo pojemny.
Parę propozycji :
- Ile polskich zwycięstw powietrznych ? 126-147 jak chce klasyczna
historiografia i różnorakie komisje, ok. 100 jak ostatnio Cynk czy 60-70 jak
twierdzą zachodni historycy Luftwaffe ?
- Taktyka a sprzęt ( horyzontalny nieopancerzony bobowiec "Łoś" vs kolumny
pancerne ).
- Zakupy przed wojną ( 120-160 Morane'ów 406, 11 Hurricane'ów i 1 Spitfire,
160 Battle ) - czy nie można było wcześniej ? Czy coś by zmieniły.
- Rozwój przemysłu przed 1939. Takie sprawy jak P-38 Wilk, P-50 Jastrząb -
czyli niedoszłe nowoczesne myśliwce, coś czego najbardziej brakowało. P-11g
Kobuz czyli "11" z mocniejszym silnikiem i prędkością ok. 400-420 km/h.
- Niedorozwój elementu silnikowego przemysłu połączony z niedomaganiami
licencjodawcy, Bristola, co spowodowało, że znakomici konstruktorzy płatowców
nie bardzo mieli czym napedzać swoje dzieła.
Zapraszam ewentualnych chętnych do dysputy.
Obserwuj wątek
    • michalgajzler Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 16.09.02, 19:17
      dreaded88 napisał:

      > I znów się bezruch zrobił :-(

      :(
      > A może temat historyczny ? Worek, który można stworzyć
      posługując się tytułem
      > wątku jest bardzo pojemny.
      A można go jeszcze poszerzyć i objać całą WWII (no ale to
      juz mogłaby byc przesada;). A tak przy okazji, wczoraj
      był tzw. Dzień Bitwy o Anglię.
      Co prawda ostatnio nie za bardzo interesowałem się
      tematyka września 1939 (raczej późniejszy okres jest dla
      mnie ciekawszy) ale trzeba rozruszyc ten wątek:).

      > Parę propozycji :


      > - Zakupy przed wojną ( 120-160 Morane'ów 406, 11
      Hurricane'ów i 1 Spitfire,
      > 160 Battle ) - czy nie można było wcześniej ? Czy coś
      by zmieniły.
      Hmm, Co do samolotów Fairey Battle to chyba nie wiele by
      zmienił ich zakup, rok później w samoloty te zostały
      wypozarzone dywizjony 300 i 301 i sukcesów raczej nie
      odnosiły. Nie było to szczytowe osiągnięcie techniki
      brytyjskiej. Co do myśliwców brytyjskich to te byłyby
      poważnym wzmocnieniem ale nie w takich znikomych
      ilościach. Na większą liczbe tych maszyn nie było raczej
      szans.:(.
      > - Rozwój przemysłu przed 1939. Takie sprawy jak P-38
      Wilk, P-50 Jastrząb -
      > czyli niedoszłe nowoczesne myśliwce, coś czego
      najbardziej brakowało. P-11g
      > Kobuz czyli "11" z mocniejszym silnikiem i prędkością
      ok. 400-420 km/h.
      > - Niedorozwój elementu silnikowego przemysłu połączony
      z niedomaganiami
      > licencjodawcy, Bristola, co spowodowało, że znakomici
      konstruktorzy płatowców
      > nie bardzo mieli czym napedzać swoje dzieła.
      Dwa powyższe tematy wiążą się ze sobą. Wilk miał
      nieustanne problemy z brakiem odpowiednich silników. Foki
      nie miały odpowiedniej mocy, a po smierci głównego
      konstruktora nie miał ich kto dopracować (wokół śmierci
      tego ostatniego krążyły różne plotki)
      > Zapraszam ewentualnych chętnych do dysputy.
      Jak się "doszkolę" będę aktywniejszy - jeszcze 2 tygodnie
      luzu przede mną:). Potem moja aktywność spadnie:(.
      pozdr.
      • dreaded88 Wilk, Jastrząb itp. 17.09.02, 15:38
        Spróbuję załatwić wszystkich polemistów za jednym zamachem, bo inaczej bym
        musiał pisać kilka razy to samo; taki urok forów o tej konstrukcji.
        1 ) Wilk z dwoma Fokami miał osiągać ok. 500 km/h; w 1939 byłoby to dość
        niewiele. Foka miała dawać ok. 450-500 KM, jednak z wiadomych względów nie
        udało się tego osiągnąć. Kłopot był z tym, że cieżko było o jakiś zamiennik -
        ostatecznie na prototypie zamontowano amerykańskie Rangery po 280 koni, w
        dodatku dużo cieższe od Fok - samolot wyciagnął na małej wysokości ok. 400
        km/h, co łącznie z dość przyzwoitymi właściwościami pilotażowymi wskazywałoby
        na to, że sam płatowiec był OK.
        2 ) Jastrząb z Mercyrym VIII - nie wiadomo do końca jakie były jego osiągi,
        prawdopodobnie ok. 460 km/h przy dość kiepskiej zwrotności. Z tym samolotem
        związanych jest parę problemów - być może w 1936 należało kazać Jakimiukowi
        zarzucić prace nad zbędnym PZL-44 Wichrem i zająć się projektowaniem
        klasycznego jednosinikowego myśliwca z Mercurym jako zabezpieczenia dla Wilka
        do nieistniejącego silnika. Kiedy się za niego zabrano i przystapiono bo budowy
        prototypu okazało się, że nie ma chowanego podwozia i nie wiedzieć czemu nie
        podjęto decyzji o próbach w locie ze stałym podwoziem - wymieniany problem
        skrzydła o zbyt dużym obciażeniu pow. nośnej musiałby wtedy wyjść i byłoby
        więcej czasu na ewentualne poprawki. A tak, kiedy firma Dowty wreszcie po kilku
        miesiącach oczekiwania dostrczyła podwozie zrobił się przełom 1938/39 i było za
        późno. Co do przewidywanych charakterystyk Jastrzębia - porównując go z Macchi
        MC-200 o podobnych wymiarach z silnikiem o podobnej mocy wydaje się, że można
        było uzyskać samolot o predkości ok. 500 km/h i bardzo przyzwoitej zwrotności,
        oczywiście gdyby był czas na eliminacje ewentualnych niedoróbek.
        3 ) Problem około-Wilkowy - tak się zastanawiam czy KSUS nie popełnił błędu w
        tej kwestii. Wydaje się, że można było uzyskać samolot o osiągach takich, jakie
        miał mieć Wilk z "Fokami" albo nawet lepszych zamawiając dwusilnikowy samolot z
        Bristolami Mercurymi. Byłby oczywiście cięższy i droższy, ale
        najprawdopodobniej spokojnie dostępny jeszcze przed 1939 w produkcji seryjnej.
        Fokker G-1 z Mercurymi o mniej nowoczesnej od Wilka mieszanej konstrukcji
        osiągał spokojnie 475 km/h. Taki większy "Wilk", aczkolwiek wolniejszy i mniej
        zwrotny od Me-109 E mógłby być silnie uzbrojony ( 2 20mm i k.m. ) i nadawać się
        świetnie do walki z Me-110 i bombowcami czy jako substytut szturmowca.
        • Gość: barnaba Re: Wilk, Jastrząb itp. IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 17.09.02, 18:53
          dreaded88 napisał:

          > 1 ) Wilk z dwoma Fokami miał osiągać ok. 500 km/h; w 1939 byłoby to dość
          > niewiele. Foka miała dawać ok. 450-500 KM, jednak z wiadomych względów nie
          > udało się tego osiągnąć. Kłopot był z tym, że cieżko było o jakiś zamiennik -
          > ostatecznie na prototypie zamontowano amerykańskie Rangery po 280 koni, w
          > dodatku dużo cieższe od Fok - samolot wyciagnął na małej wysokości ok. 400
          > km/h, co łącznie z dość przyzwoitymi właściwościami pilotażowymi wskazywałoby
          > na to, że sam płatowiec był OK.

          Tak to jest, jeśli jednocześnie projektuje się samolot i silnik :)

          Zastanawiam się jednak czy "Wilk" był Polsce w ogóle do czegoś potrzebny.
          Właściwie jedynym jego zastosowaniem byłoby użycie go do zwalczanie niemieckich
          bombowców. Kłopot w tym, ze ze wzlędu na małą zwrotność prawdopodobnie sam
          wymagałby eskorty myśliwskiej (doświadczenie Niemców z Me-110 wskazują, że
          tylny strzelec byłby niewystarczający do obrony własnej). Z tego powodu miałby
          też małą wartość jako myśliwiec eskortujący - do czego był projektowany. Jak na
          samolot rozpoznawczy miałby z kolei zbyt małą prędkość i zbyt silne uzbrojenie
          ofensywne. Do zadań szturmowych natomiast nie nadawał się zupełnie - brak
          opancerzenia. Zresztą wg Rayskiego użycie lotnictwa do wspierania wojsk
          naziemnych było luksusem (!), stąd do 1938/39r. nie przewidywano budowy ani
          szturmowców, ani bombowców nurkujących.


          > [...] być może w 1936 należało kazać Jakimiukowi
          > zarzucić prace nad zbędnym PZL-44 Wichrem i zająć się projektowaniem
          > klasycznego jednosinikowego myśliwca z Mercurym jako zabezpieczenia dla Wilka
          > do nieistniejącego silnika. [...]

          Oczywiście masz rację. Problem w tym, że gen. Rayski nie był specjalnie
          zainteresowany rozwijaniem lotnictwa myśliwskiego. Mocarstwowe ambicje Polski
          skłaniały ku rozwojowi lotnictwa bombowego. Co ciekawe, Rayski początkowo
          zakładał, że "Wilk" przejmie nie tylko rolę "Karasi" ale także P.11, do czego
          się zupełnie nie nadawał. Z perspektywy czasu uważam, że zamiast topić czas i
          pieniądze w budowie "Wilka" i "Łosia" należało raczej zająć się rozwojem
          lotnictwa myśliwskiego - czyli budowie "Jastrzębia" i rezerwowego myśliwca
          ("Sokoła", a może PZL.39?).

          pozdrawiam
          • dreaded88 Re: Wilk, Jastrząb itp. 18.09.02, 15:47
            1. Mogę się zgodzić z tym, że koncepcja "Wilka" budzi wątpliwości, ale w
            połowie lat 30. dwusilnikowe myśliwce wydawały się czymś obiecującym, moda na
            nie opanowała świat ( Me-110, Fw-187, Fokker G-1, Westland Whirlwind,
            Mitsubishi Ki-38/45 ) i trzeba było dopiero doświadczeń wojny, żeby ją
            zweryfikować. Tak że samo to, że Rayski tak sobie wykombinował nie było błędem,
            skoro wybaczamy mu chyba, że nie był prorokiem :-)
            Natomiast do tego, żeby nie opierać samolotu na nieistniejących silnikach
            prorokiem nie trzeba było być, wystarczała sama zdolność przewidywania.
            Co do zwrotności "Wilka" sprawa nie jest do końca pewna, "Łoś" miał mieć ją
            bardzo dobrą, lepszą niż np. myśliwiec Seversky P-35 a P-38 bazował na bardzo
            zbliżonej koncepcji aerodynamicznej. Można było mieć nadzieję na przyzwoite
            parametry w tym względzie.
            Jako anegdotka - w monografii Me-110 odmian od C wzwyż wyczytałem, że ten
            samolot w wersji D był jako myśliwiec ganiony za zwrotność gorszą niż Spitfire
            a szczególnie Hurricane. Na jego korzyść przemawiało jednak to, że i tak był
            zwrotniejszy od Me-109 F ( sic ! ) :-)
            2. Sokół i P-39 miały niestety jedną cieżką bolączkę - brak silnika. Ten sam
            kłopot co "Wilk", zresztą i tak zakładane parametry owych lekkich myśliwców
            były niezadowalające - choćby prędkość w granicach 440 km/h ( Dla P-39/LWS-4
            podaje się 390 km/h na 1000 m, czyli ok. 70 km więcej niż P-11, stąd sobie
            wykoncypowałem te 440 jako max. wyżej ).
            Lekkie myśliwce mogły stać się sensowne dopiero około 1943, kiedy spodziewano
            się zakończenia prac nad Foką B ( 700-750 koni ). Takie samoloty mogły
            przekroczyć nawet 600 km/h. Ewentualnie po uzyskaniu francuskich GR Marsów po
            750 koni.
            3. Cieszę się co do zgody w kwestii "Jastrzębia". Gdyby zaczęto go wcześniej
            można by w 1938-39 awaryjnie kupić Gnome Rhone czy Pratt Whitneye względnie
            Wrighty po 1000-1100 koni, co by uczyniło ten samolot wymagającym przeciwnikiem
            dla Luftwaffe.
            Pozdr.
            • michalgajzler Re: Wilk, Jastrząb itp. 18.09.02, 15:58
              dreaded88 napisał:


              > 3. Cieszę się co do zgody w kwestii "Jastrzębia". Gdyby
              zaczęto go wcześniej
              > można by w 1938-39 awaryjnie kupić Gnome Rhone czy
              Pratt Whitneye względnie
              > Wrighty po 1000-1100 koni, co by uczyniło ten samolot
              wymagającym przeciwnikiem
              Co do silników "made in USA" to nie wiem czy by je
              kupili. Kiedyś czytałem (w jakiejś publikacji Cynka) że z
              kupna samolotów amerykańskich w 1939 (oferowano Hawk'a
              75, Bufallo, Wildcata) zrezygnowano bo amerykańskie
              silniki wymagały 100-oktanowego paliwa którego w Polsce
              brakowało. francuskie podobno tego nie wymagały więc
              jeśli już to prędzej kupiono by te.

              >
              > dla Luftwaffe.
              > Pozdr.
              Pozdr
              MG.
              • dreaded88 Re: Wilk, Jastrząb itp. 18.09.02, 16:04
                Amerykańskie samoloty były poza wszystkim cholernie drogie, Hawk 75 kosztował
                bodajże tyle co 2 Morane 406.
                Po Polsce jeździł też Seversky z przodkami Thunderbolta, P-35 i EP-1.
                Ciekawe jest to info o benzynie. Kurczę, to jak sobie radzono z samolotami made
                in USA w Chinach, Syjamie/Tajlandii, Peru itp. ?
                • michalgajzler Re: Wilk, Jastrząb itp. 18.09.02, 16:18
                  dreaded88 napisał:

                  > Amerykańskie samoloty były poza wszystkim cholernie
                  drogie, Hawk 75 kosztował
                  > bodajże tyle co 2 Morane 406.
                  > Po Polsce jeździł też Seversky z przodkami
                  Thunderbolta, P-35 i EP-1.
                  No, zanim powstał P-47 to był jeszcze P-43. Może wie ktoś
                  coś o jego zastosowaniu? (ja wiem tylko że latały np. w
                  Chinach)

                  > Ciekawe jest to info o benzynie.
                  Parę minut to trwało ale źródło znalazłem:). "Siły
                  lotnicze Polski i Niemiec, Wrzesień 1939".
                  Cytat: "DL odrzuciło propozycję amerykańską ze względu na
                  wysoki koszt i konieczność stosowania 100oktanowego
                  paliwa którego w polsce nie było". Koniec cytatu.

                  Kurczę, to jak sobie radzono z samolotami made
                  >
                  > in USA w Chinach, Syjamie/Tajlandii, Peru itp. ?
                  Widac byli bardziej pomusłowi od naszych albo po prostu
                  ktoś z Dowództwa Lotnictwa na siłę szukał uzasadnienia
                  decyzji.
                  • dreaded88 P-43 18.09.02, 16:24
                    Polecam link :
                    home.att.net/~jbaugher1/p43.html
                    I w ogóle całą stronę tego gościa, to prawdziwa kopalnia wiedzy o wszelkich
                    amerykańskich samolotach od czasów pradawnych do obecnych.
                  • joseph.007 Re: Wilk, Jastrząb itp. 19.09.02, 09:45
                    Z tym paliwem to była chyba jakaś gruba przesada ze strony naszych decydentów.
                    Przecież Rosjanie używali amerykańskich silników, zarówno importowanych, jak i
                    budowanych na licencji, a o stuoktanowej benzynie nikt tam nigdy nie słyszał.
            • Gość: barnaba Re: Wilk, Jastrząb itp. IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 18.09.02, 19:14
              dreaded88 napisał:

              > 1. Mogę się zgodzić z tym, że koncepcja "Wilka" budzi wątpliwości, ale w
              > połowie lat 30. dwusilnikowe myśliwce wydawały się czymś obiecującym, moda na
              > nie opanowała świat ( Me-110, Fw-187, Fokker G-1, Westland Whirlwind,
              > Mitsubishi Ki-38/45 ) i trzeba było dopiero doświadczeń wojny, żeby ją
              > zweryfikować. Tak że samo to, że Rayski tak sobie wykombinował nie było
              błędem,
              >
              > skoro wybaczamy mu chyba, że nie był prorokiem :-)

              Oczywiście wybaczamy :-)..., zwłaszcza że myśliwce dwusilnikowe sprawdziły się
              w działaniach nocnych (po zamontowaniu radaru). Można nawet powiedzieć, że
              Rayski wyprzedził swoją epokę ;)

              Błędem było nie tyle zamówienie projektu "Wilka", ale zupełny brak alternatywy
              dla tego samolotu. W rezultacie, gdy projekt ten poniósł fiasko, polskie
              lotnictwo myśliwskie zostało ze starymi P.11 i kilkoma obiecującymi
              konstrukcjami w różnych fazach testów i budowy.

              > Natomiast do tego, żeby nie opierać samolotu na nieistniejących silnikach
              > prorokiem nie trzeba było być, wystarczała sama zdolność przewidywania.
              > Co do zwrotności "Wilka" sprawa nie jest do końca pewna, "Łoś" miał mieć ją
              > bardzo dobrą, lepszą niż np. myśliwiec Seversky P-35 a P-38 bazował na bardzo
              > zbliżonej koncepcji aerodynamicznej. Można było mieć nadzieję na przyzwoite
              > parametry w tym względzie.

              "Wilk" dodatkowo miał większą masę niż w projekcie, zatem jego zwrotność nie
              wygladała najlepiej i chyba nie rokowała poprawy. Jego wersje
              rozwojowe "Lampart" i "Ryś" zapowiadały się pod tym względem rzeczywiście
              obiecująco.
              Zwrotność "Łosia" była rewelacyjna - dorównywal tym parametrem P.7 (!) -
              minimalny promień zakrętu 124 m

              > Jako anegdotka - w monografii Me-110 odmian od C wzwyż wyczytałem, że ten
              > samolot w wersji D był jako myśliwiec ganiony za zwrotność gorszą niż
              Spitfire
              > a szczególnie Hurricane. Na jego korzyść przemawiało jednak to, że i tak był
              > zwrotniejszy od Me-109 F ( sic ! ) :-)

              Sądzę, że ustępował mu jednak znacznie prędkością wznoszenia. Siła Me-109
              leżała właśnie w manewrach pionowych.

              > 2. Sokół i P-39 miały niestety jedną cieżką bolączkę - brak silnika. Ten sam
              > kłopot co "Wilk", zresztą i tak zakładane parametry owych lekkich myśliwców
              > były niezadowalające - choćby prędkość w granicach 440 km/h ( Dla P-39/LWS-4
              > podaje się 390 km/h na 1000 m, czyli ok. 70 km więcej niż P-11, stąd sobie
              > wykoncypowałem te 440 jako max. wyżej ).
              > Lekkie myśliwce mogły stać się sensowne dopiero około 1943, kiedy spodziewano
              > się zakończenia prac nad Foką B ( 700-750 koni ). Takie samoloty mogły
              > przekroczyć nawet 600 km/h. Ewentualnie po uzyskaniu francuskich GR Marsów po
              > 750 koni.

              Zgadza się, szkoda jednak, że nie podjęto nawet próby budowy prototypu PZL.39
              (do "Sokoła powrócono w 1939r. proponując silniki GR).Osiągi PZl.39 być może
              byłyby lepsze, gdyby miał on całkowicie metalową konstrukcję. Szkoda również,
              że nie podjęto próby przystosowania płatowca do mocniejszego silnika. Jak na
              złość w tym samym czasie stracono czas i pieniądze na wdrożenie produkcji i
              rozwój niezbyt udanego "Żubra". Ponadto ciągle zmieniające się wymagania dla
              tego samolotu pokazują, że władze nie miały żadnej koncepcji budowy lekkiego
              myśliwca.

              Pytanie tylko czy Z. Ciołkosz byłby w stanie opracować nowoczesny samolot.
              Biorąc pod uwagę wcześniejsze dzieła konstruktora ("Żubr", PZL.27) wydaje się
              to wątpliwe.

              pozdrawiam
              • dreaded88 Re: Wilk, Jastrząb itp. 19.09.02, 15:35

                1. Wilk rzeczywiście był "overweight", co owocowało nadmiernym obciążeniem
                powierzchni nośnej ( tyle, że wobec fiaska "Foki" i historii z "Rangerami"
                trudno być tu ścisłym, masa własna prot. to było ok. 2150 kg wobec planowanych -
                nie wiadomo do końca ilu, bo "przewidywane" 1715 to raczej radosna twórczość
                autorów powojennych ). Powiadam - gdyby go ( większego - mniej więcej formatu
                późniejszego Lamparta ) zaczęto w 1936 projektować do Mercurych byłby czas na
                usunięcie nawet istotnych wad. Ryś dziedziczył po Wilku jedną wadę - brak
                silnika ( te HS po 1600 koni to była taka fantazja jak Foki ). BTW -
                Jugosławianie próbowali zaprojektować z chyba niezłym skutkiem ciężki myśliwiec
                IK-5 do istniejących HS 12 Y po ok. 850 koni
                2. Prawdopodobnie masz racje w kwestii wznoszenia 109 F, ale jego niższość w
                poziomie wobec takiej kobyły jak 110 to był jednak wstyd :-)
                3. Tyle że jedną z głównych atrakcji P-39 miała być owa mieszana konstrukcja
                pozwalająca na produkcję w innych wytwórniach niż obłożona straszliwie PZL-WP
                1, do tego troche tańszą. Całowicie metalowy tracił sens, wtedy - w czym się
                zgadzamy chyba - należałoby robić normalny pełnowymiarowy myśliwiec a nie jakiś
                ersatz.
                4. Żubr to rzeczywiście skandal ( jako rezerwa dla Łosia który mógł nie wypalić
                był jeszcze do zaakceptowania, ale produkcja w 1938 i próby doskonalenia
                konstrukcji... Marnotrawstwo do potęgi.
                Pzdr.
                • Gość: barnaba Re: Wilk, Jastrząb itp. IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 19.09.02, 18:49
                  dreaded88 napisał:

                  >
                  > 1. Wilk rzeczywiście był "overweight", co owocowało nadmiernym obciążeniem
                  > powierzchni nośnej ( tyle, że wobec fiaska "Foki" i historii z "Rangerami"
                  > trudno być tu ścisłym, masa własna prot. to było ok. 2150 kg wobec
                  planowanych
                  > -
                  > nie wiadomo do końca ilu, bo "przewidywane" 1715 to raczej radosna twórczość
                  > autorów powojennych ).

                  Nie zachowały się dokumenty PZL? Nie wierzę, by konstruktor nie policzył tak
                  istotnego parametru. Nie wiesz może czy plany "Wilka" zostały zniszczone we
                  wrześniu '39?

                  > Powiadam - gdyby go ( większego - mniej więcej formatu
                  > późniejszego Lamparta ) zaczęto w 1936 projektować do Mercurych byłby czas na
                  > usunięcie nawet istotnych wad. Ryś dziedziczył po Wilku jedną wadę - brak
                  > silnika ( te HS po 1600 koni to była taka fantazja jak Foki ).

                  Z silnikami sprawa jest ciekawa. Z uporem maniaka lansowano w Polsce produkcję
                  licencyjną silników gwiazdowych, mimo że ze wzgledu na lepszą aerodynamikę dla
                  myśliwców korzystniejszy jest silnik rzędowy. Być może dlatego do
                  napędu "Wilka" przewidziano polskie "Foki", które zresztą zapowiadały się
                  interesująco ;-). Swoją drogą plany oparcia polskiego lotnictwa myśliwskiego
                  na jedynym opracowywanym wtedy samolocie, do tego opartym na nieistniejącym
                  jeszcze silniku wystawiają kiepskie świadectwo Dowództwu Lotnictwa.

                  A w 1939r. błąd ten próbowano powtórzyć - PZL.62, "Ryś", "Kania"... Dobrze
                  chociaż, że projekty te miały jakąś alternatywę.

                  > 3. Tyle że jedną z głównych atrakcji P-39 miała być owa mieszana konstrukcja
                  > pozwalająca na produkcję w innych wytwórniach niż obłożona straszliwie PZL-WP
                  > 1, do tego troche tańszą. Całowicie metalowy tracił sens, wtedy - w czym się
                  > zgadzamy chyba - należałoby robić normalny pełnowymiarowy myśliwiec a nie
                  jakiś
                  >
                  > ersatz.

                  Oczywiście należało... Postępowanie władz odpowiedzialnych za lotnictwo
                  myśliwskie w połowie lat 30 wołało o pomstę do nieba. P.24 - tylko na eksport,
                  PZL.38 - oparty na nieistniejącym, choć podobno obiecującym silniku, PZl.39 -
                  ni pies, ni wydra, a w dodatku ciągle zmieniała się jego koncepcja i wymagania
                  jakie miał spełniać, "Jastrząb" - opóźniony o rok, by konstruktor mógł zająć
                  się "Wichrem" (który okazał się w efekcie do niczego niepotrzebny). Nóż się w
                  kieszeni otwiera...

                  W efekcie nasi piloci latali na P.11 i P.7, a w akcie rozpaczy rozważano
                  przeróbkę "Łosia" na ciężki samolot myśliwski.

                  pozdrawiam
                  • dreaded88 Re: Wilk, Jastrząb itp. 20.09.02, 15:07
                    Gość portalu: barnaba napisał(a):

                    > Nie zachowały się dokumenty PZL? Nie wierzę, by konstruktor nie policzył tak
                    > istotnego parametru. Nie wiesz może czy plany "Wilka" zostały zniszczone we
                    > wrześniu '39?

                    Nie wiem co się stało z planami. W każdym autor monografii o prototypach
                    samolotów z lat 36-39 ( pisanej w latach 80. ) w kwestii "Wilka" korzystał z
                    relacji konstruktorów - Misztala, Tarczyńskiego; w bibliografii nie ma
                    odniesień do materiałów PZL akurat w tej kwestii ( są za to dokumenty KSUS
                    itp. ). BTW - samego Wilka zdobyli Niemcy i nawet eksponowali w Berlinie.

                    > Z silnikami sprawa jest ciekawa. Z uporem maniaka lansowano w Polsce
                    produkcję
                    > licencyjną silników gwiazdowych, mimo że ze wzgledu na lepszą aerodynamikę
                    dla
                    > myśliwców korzystniejszy jest silnik rzędowy.

                    No tak, sprawa ciągnęła się jeszcze od P-1, pierwotnie z rzędowym... Gwiazdowe
                    miały parę zalet - tańsze, trochę lżejsze, prostsze w obsłudze, bardziej
                    odporne na uszkodzenia. U Amerykanów np. jak wiemy dominowały...
                    Dochodziła jeszcze kwestia tzw. "opinii" o francuskich silnikach Gnome-Rhone (
                    akurat gwiazdowe... ) i Hispano-Suiza... G-R 14 miały w 1938-39 moc po 1000-
                    1100 koni.

                    > A w 1939r. błąd ten próbowano powtórzyć - PZL.62, "Ryś", "Kania"... Dobrze
                    > chociaż, że projekty te miały jakąś alternatywę.

                    W pewnym sensie :-) Bo Bristol Taurus ( ewolucja Jastrzębia ) ostatecznie do
                    produkcji nie wszedł, ale chyba wynikało to raczej z braku zapotrzebowania RAFu
                    na inne typu niż Hurricane i Spitfire. Na polskie silniki gwiazdowe dużej mocy
                    trzeba by było czekać do 1943 ( Waran 1200 koni ) czy 1945 ( Legwan 1600-2000
                    koni ).

                    > Oczywiście należało... Postępowanie władz odpowiedzialnych za lotnictwo
                    > myśliwskie w połowie lat 30 wołało o pomstę do nieba. P.24 - tylko na
                    eksport,
                    > PZL.38 - oparty na nieistniejącym, choć podobno obiecującym silniku, PZl.39 -
                    > ni pies, ni wydra, a w dodatku ciągle zmieniała się jego koncepcja i
                    wymagania
                    > jakie miał spełniać, "Jastrząb" - opóźniony o rok, by konstruktor mógł zająć
                    > się "Wichrem" (który okazał się w efekcie do niczego niepotrzebny). Nóż się w
                    > kieszeni otwiera...

                    Niestety. Korzenie katastrofy są jednak głębsze, pomijając nawet niedorozwój
                    gospodarczy kraju. Afera Francopolu z lat 20., który miał dostarczyć kadr
                    inżynierskich i technicznych, później Skoda nastawiona tylko na produkcję
                    licencyjną Bristoli. Kto wie co by było, gdyby COP i inwestycje zaczęto
                    realizować zaraz po zamachu majowym ?
                    • Gość: barnaba Re: Wilk, Jastrząb itp. IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 21.09.02, 17:11
                      dreaded88 napisał:

                      > Niestety. Korzenie katastrofy są jednak głębsze, pomijając nawet niedorozwój
                      > gospodarczy kraju. Afera Francopolu z lat 20., który miał dostarczyć kadr
                      > inżynierskich i technicznych, później Skoda nastawiona tylko na produkcję
                      > licencyjną Bristoli. Kto wie co by było, gdyby COP i inwestycje zaczęto
                      > realizować zaraz po zamachu majowym ?

                      Poronione decyzje i przykłady zwykłego pecha można wymieniać długo. Zaczęło się
                      chyba od zlecenia produkcji lotniczej Zakładom Mechanicznym Plage i Laśkiewicz
                      znanym wcześniej głównie z produkcji kotłów i sikawek. Budowane tam na licencji
                      włoskiej Ansaldo A-300 i A-1 miały (zasłużoną) opinię latających trumien.

                      Dalej nie było wiele lepiej. Oprócz wymienionych przez Ciebie - produkcja
                      licencyjna Spada S-61, wielki kryzys, plajta PWS i ww. Zakładów "P&L",
                      katastrofa amfibii PZL.12, próby upaństwowienia DWL, priorytet dla lotnictwa
                      bombowego kosztem myśliwskiego. Wymieniać możne długo...

                      pozdrawiam
      • Gość: Słoju Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.09.02, 12:26
        Podziwiam Dreadeda 88, że też chce mu sie tyle pisać i zaczynać te wszystkie
        wątki a potem jeszcze je podtrzymywać.

        Co do 1939. Nie chce sie wdawać w dokładne analizy ale zawsze zapominamy o
        kilku bardzo ważnych sprawach:
        1. kto by na tym latał (wyszkoleni piloci)
        2. czy by zdążyli zapoznać się ze sprzętem
        3. kto by to obsługiwał (obsługa naziemna)
        4. lotniska i infrastruktura
        5. koszty utrzymania tego sprzetu.
        W tych wszystkich kalkulacjach zawsze należy pamietać, iż Polska przed II wś.
        była bardzo biednym krajem a wiekszość budżetu wojskowego szła na koszty
        osobowe (stąd tylu chętnych do karier oficerskich i wielka estyma dzisiejszych
        wojskowych dla tych czasów, oficer wtedy zył jak paczek w maśle).
        • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 23.09.02, 14:53
          Gość portalu: Słoju napisał(a):

          > Podziwiam Dreadeda 88, że też chce mu sie tyle pisać i zaczynać te wszystkie
          > wątki a potem jeszcze je podtrzymywać.

          Ja się po prostu nudzę w pracy :-)
          A że tematyka mnie kręci ...
          Idź na forum "Kraj", znajdziesz jeszcze większych świrów, ja przynajmniej ( mam
          nadzieję ) piszę czasem z sensem.

          > Co do 1939. Nie chce sie wdawać w dokładne analizy ale zawsze zapominamy o
          > kilku bardzo ważnych sprawach:
          > 1. kto by na tym latał (wyszkoleni piloci)
          > 2. czy by zdążyli zapoznać się ze sprzętem
          > 3. kto by to obsługiwał (obsługa naziemna)
          > 4. lotniska i infrastruktura
          > 5. koszty utrzymania tego sprzetu.

          Na przykład zbiorniki w Łosiu nie były opadowe, trzeba je było napełniać
          pompami, co rodziło okreslone trudności...
          Z innej beczki - diesel w 7 TP. Niby świetny pomysł a były problemy z
          uzupełnianiem paliwa. BTW - Niemcy mogliby spokojnie wsadzać do czołgów diesle -
          mniej palne paliwo ( niezręcznie brzmi ), większy zasięg - ale z uwagi na
          łątwość zaopatrywania trzymali się benzyniaków.
          • Gość: Słoju Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.09.02, 15:14
            Zdecydowanie piszesz z sensem. Pozatym chyba mocno się nudzisz jak masz taką
            wiedzę (trzeba sporo czytać), w Polsce nie ma przeciez kompletnie
            zapotrzebowania na analityków militarnych z prawdziwego zdarzenia, gdzie
            mógłbys to robic za pensję.
            Co do świrów to troche boje się o forum militarne, jak oni wszyscy wypłyną na
            tych stronach to bedzie niezła zadyma (różnej maści
            niezrealizowani "Żołnierze").
            Pozdrawiam
            • michalgajzler Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 23.09.02, 15:21
              Trochę się wtrącę;). Jak narazie na Samolotach mamy tylko
              jednego oryginała, zwolennika misia Kolargola, chińskich
              Migów-21 i PO-2;). poza tym raczej niegroźny tylko trochę
              napastliwy. Za to na forum Kraj albo aktualności powstał
              wątek o F-16 - lekko dziwnie to wygląda. Poruszają
              głównie problem zatruć pokarmowych;). Dobra koniec tych
              wtrętów nie lotniczych.
        • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 23.09.02, 17:50
          Gość portalu: Słoju napisał(a):

          > Co do 1939. Nie chce sie wdawać w dokładne analizy ale zawsze zapominamy o
          > kilku bardzo ważnych sprawach:
          > 1. kto by na tym latał (wyszkoleni piloci)
          > 2. czy by zdążyli zapoznać się ze sprzętem

          Obie te kwestie łączą się ze sobą. Nie da się ukryć, że nawet największe zakupy
          najnowocześniejszych maszyn dokonane w 1939r. dałyby niewiele

          > 3. kto by to obsługiwał (obsługa naziemna)

          Czarno widzę... Nie roziązano nawet problemu obsługi naziemnej już posiadanych
          samolotów.

          > 4. lotniska i infrastruktura

          W założeniu lotnictwo miało działać z lotnisk polowych (w miarę równych i
          długich kawałków łąk). Uchroniło to polskie samoloty od zagłady na
          zbombardowanych w pierwszych godzinach wojny lotniskach "czasu pokoju". Efektem
          ubocznym były znaczne straty samolotów rozbitych przy lądowaniu czy też
          uszkodzonych, których nie było jak naprawić ani ewakuować.

          pozdrawiam
    • atob Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 16.09.02, 21:22
      dreaded88 napisał:

      > I znów się bezruch zrobił :-(

      > - Ile polskich zwycięstw powietrznych ? 126-147 jak chce klasyczna
      > historiografia i różnorakie komisje, ok. 100 jak ostatnio Cynk czy 60-70 jak
      > twierdzą zachodni historycy Luftwaffe ?

      Tego juz nikt sie nie dowie . A Luftwaffe w tej sprawie takie dokladne, troche
      mniej dokladne [ wlasnie a skad to wiem ? z opracowan ..] bylo w sprawie ich
      zestrzelen i strat... ale zalezy skad sie wiedze czerpie . Wiec jakie
      opracowanie takie i dane . I jak zaliczyc strate samolotu ktory nie powrocil z
      misji bojowej? No przeciez nie zostal zestrzelony mial awarie hydrauliki a ze
      pilot zginol to i nie potwierdzi .Zobaczcie dane d/t strat "Pustynej burzy"
      niedawno, demokracja , a dane strat Ameryki i tak z czasem sie zwiekszaly ...

      > - Rozwój przemysłu przed 1939. Takie sprawy jak P-38 Wilk, P-50 Jastrząb -
      > czyli niedoszłe nowoczesne myśliwce,

      Nowoczesne ? Pewnie tak jako jeden egz i na "papierze" to na pewno ...
    • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 16.09.02, 22:04
      dreaded88 napisał:

      > - Ile polskich zwycięstw powietrznych ? 126-147 jak chce klasyczna
      > historiografia i różnorakie komisje, ok. 100 jak ostatnio Cynk czy 60-70 jak
      > twierdzą zachodni historycy Luftwaffe ?

      Tego się chyba nigdy nie dowiemy. Pamiętajmy, że w relacjach pilotów składanych
      po walce liczba zestrzeleń może być nawet 2x zawyżona. Dane niemieckie były
      natomiast fałszowane ze względów propagandowych - choćby powtarzana
      wielokrotnie na Zachodzie bzdura o zniszczeniu polskiego lotnictwa na ziemi w
      ciągu pierwszych 3 dni Września.

      > - Taktyka a sprzęt ( horyzontalny nieopancerzony bobowiec "Łoś" vs kolumny
      > pancerne ).

      Rzeczywiście, użycie bombowców horyzontalnych do niszczenia celów punktowych
      było bzdurą. Zadania te mogło wypełnić lotnictwo szturmowe, które istniało w
      Polsce jako lużne koncepcje i odległe plany. Przewidywany do tych zadań
      PZL.48 "Lampart" nie istniał nawet w fazie prototypu.

      > - Zakupy przed wojną ( 120-160 Morane'ów 406, 11 Hurricane'ów i 1 Spitfire,
      > 160 Battle ) - czy nie można było wcześniej ? Czy coś by zmieniły.

      "Battle" - wątpię. Mieliśmy samolot tej klasy PZL.23 "Karaś", który w warunkach
      niemieckiej przewagi w powietrzu nie odegrał większej roli. Zresztą - cała
      koncepcja samolotu liniowego (rozpoznawczo-bombowego) poniosła porażkę. Samolot
      miał zbyt mały ładunek bomb jako bombowiec, użycie go do rozpoznania było
      marnotrastwem, a do zadań szturmowych się zwyczajnie nie nadawał.

      Co innego myśliwce - 200-300 sztuk zakupionych w 1938r. mogło wpłynąć na
      przebieg kampanii.

      > - Rozwój przemysłu przed 1939. Takie sprawy jak P-38 Wilk, P-50 Jastrząb -
      > czyli niedoszłe nowoczesne myśliwce, coś czego najbardziej brakowało. P-11g
      > Kobuz czyli "11" z mocniejszym silnikiem i prędkością ok. 400-420 km/h.

      "Wilk" jako myśliwiec dwusilnikowy ze względu na niewielką jak na ten rodzaj
      samolotu najprawdopodobniej sam wymagałby osłony myśliwskiej. Niemiecki samolot
      tej klasy Me-110 sprawdził się jedynie jako myśliwiec nocny - nie eskortujący,
      ani przechwytujący. Następcy "Wilka" byli projektowani jako samoloty myśliwsko-
      szturmowe, a nie myśliwskie.

      "Kobuz" opierał się na przestarzałej konstrukcji, a prędkością niewiele
      przewyższał "Łosia". Prace nad nim były "aktem rozpaczy"

      "Jastrząb" okazał się niezbyt udany. Prędkość była taka sobie, a zwrotność
      wołała o pomstę do nieba - był mniej zwrotny od nie obciążonego "Łosia"

      pozdrawiam
      • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 16.09.02, 22:20
        Miało być:

        "Wilk" jako myśliwiec dwusilnikowy ze względu na niewielką jak na ten rodzaj
        samolotu zwrotność najprawdopodobniej sam wymagałby osłony myśliwskiej.

        Chochliki drukarskie dają się we znaki także w internecie ;).
      • thrawn01 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 16.09.02, 22:29
        Gość portalu: barnaba napisał(a):

        >
        > "Jastrząb" okazał się niezbyt udany. Prędkość była
        taka sobie, a zwrotność
        > wołała o pomstę do nieba - był mniej zwrotny od nie
        obciążonego "Łosia"
        >
        - Prędkość faktycznie mniejsza od założeń - ba słabszy
        silnik - co do zwrotności - prawdopodobnie chodzi o to,
        że ze względu na niedomiar mocy Jastrzębie "przepadały"
        w manewrach poziomych (próbach walki kołowej) nawet z
        Łosiami (nieobciążonymi) - pochodna mizernego silnika,
        nie sądze żeby płatowiec był tak "słaby"
        pzdr
        • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 17.09.02, 11:24
          Jeśli chodzi o płatowiec. "Jastrząb" był cięższy niż się spodziewano. Ponadto
          miał niewielką powierzchnię nośną (16 m2 - dla porównania Spitfire - 22 m2) co
          natychmiast odbijało się na zwrotności. Podobny problem miał radziecki I-16.

          pozdrawiam
          • michalgajzler Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 17.09.02, 11:28
            O ile pamietam to wogóle proponowano praebudowć skrzydło
            Jastrzębia...(nie najepiej to świadczy o projekcie...)
            Z Wilkiem tez były problemy bo sie okazało że jest za
            ciężki i nie ma przewidywanego udźwigu.
            Pozdr.
            • joseph.007 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 17.09.02, 11:46
              michalgajzler napisał:

              > O ile pamietam to wogóle proponowano praebudowć skrzydło
              > Jastrzębia...(nie najepiej to świadczy o projekcie...)

              To fakt, płat miał b. ładny, laminarny profil (wzorowany nb. na "Łosiu"), ale
              zbyt małą powierzchnię nośną. W połączeniu ze zbyt słabym silnikiem (730/840
              KM, podczas gdy podobne samoloty zagraniczne o ok. 150 KM więcej), zbyt duże
              obciążenie powierzchni nośnej powodowało trudności pilotażowe, zwłaszcza przy
              ciasnych zakrętach. Sytuację miał poprawić mocniejszy silnik (przewidywano
              Bristol Taurus - który ostatecznie nie wszedł do produkcji nawet w WBr. - albo
              GR, ale to raczej na eksport; oba po ok. 110 KM), a w drugiej kolejności
              powiększony płat o podobnym obrysie i ponoc z zabudowanymi działkami. Ale to
              byłaby kwestia najwcześniej 1941 r. ...

              > Z Wilkiem tez były problemy bo sie okazało że jest za
              > ciężki i nie ma przewidywanego udźwigu.

              Ta sama sytuacja - przekroczony ciężar projektowy (choć nie aż o 25%, jak
              dywagują niektóre publikacje) i zbyt słabe silniki.

    • thrawn01 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 16.09.02, 22:21
      Bardzo ciekawy temacik, coś mało histori było na tym
      forum na razie, szczególnie WWII.

      - co do zwycięstw - mam dużą dozę szacunku dla Cynka -
      poza tym podobno "prawda zawsze leży pośrodku" a tutaj
      tak wypada (jak traktować np maszyny "postrzelane" i
      skreślone z lini po powrocie na lotnisko, jedna strona w
      dobrej wierze uznaje zestrzelenie /postrzelany i płonący
      samolot wlecze się do bazy/ - druga strona po prostu
      skreśla maszynę ze stanu),

      - taktyka a sprzęt - zamiast nad właściwościami Łosia
      (bombowiec horyzontalny) -zastanawiałbym się nad taktyką
      walki - ataki niewielkich grup samolotów - z odstępem
      czasowym - rozłożone czasami na kilka godzin -
      przeciwnik czasami mógł po prostu "odjechać" lub nawet
      ataki pojedyńczych kluczy na wybrane cele. Czy nie można
      by tego dograć bardziej -wyprawa bombowa - spróbować
      zapewnić osłonę myśliwską - nawet przy pomocy
      eskadr "armijnych" nie wspomnę o brygadzie pościgowej.

      - zakupy przed wojną - samoloty brytyjskie - myśliwskie
      raczej więcej nie do dostania, w zasadzie jedna eskadra
      Hurrican-ów (może Mar. Woj. doczekałaby się swojej
      eskadry myśliwskiej???? w planach było to od dawna - a
      lubiano na wybrzeże wyrzucać sprzęt nietypowy). Co do
      Battle - to w zasadzie byłaby druga brygada bombowa -
      przy mądrej organizacji walki (punkt powyżej) kto wie
      czy nie odegrałaby jakiejś roli - Niemcy też jeszcze za
      dobrze nie wiedzieli jak ta wojna będzie wyglądać i
      musieli się dużo uczyć). Samoloty francuskie -
      propozycje co do zakupu Moran-ów były wcześniej
      czekaliśmy na Devoitine 520 - gdy okazało się, że
      Francuzi nie nadążają - wzięto Morana, ale miały być
      tylko 2 dywizjony (wg. francuskiego etatu) reszta
      samolotów do rezerwy. Te rezerwy przed wojną
      projektowano nie wiedzieć czemu wieksze niż stan bojowy
      lotnictwa.

      - nowe samoloty. Duże zamówienia o ile pamiętam 100
      Kobuzów i 500 Jastrzębi ???? + samoloty francuskie +
      projektowany zakup amerykańskich myśliwców - potęga
      lotnicza (myśliwska).

      - niedorozwój "silnikowy" - związanie się z solidnym
      Bristolem ale zadziwiająca "odporność" na inne silniki -
      nasze samoloty z silnikami np Hispano Suiza miały lepsze
      osiągi vide Rumunia i wersje p24.
      pzdr
      • thrawn01 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 17.09.02, 06:33
        thrawn01 napisał:


        > nasze samoloty z silnikami np Hispano Suiza miały
        lepsze
        > osiągi vide Rumunia i wersje p24.
        > pzdr

        - chodziło mi o silniki francuskie Gnome-Rhone, nie
        Hispano,
        - sorka ale się rozpędziłem w pisaniu
        pzdr
        • michalgajzler Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 17.09.02, 08:34
          Z silnikami Hispano jakieś projekty powstawały (P-62
          nawet był w postaci makiety - zaczętej;).
          A co do silników w ogóle to nasi decydenci i
          konstruktorzy byli albo lekko nierozważni albo mieli
          wielkiego pecha. Pokładali wielkie nadzieje w silnikach
          które jeszcze nie powstały i czasami do produkcji wcwle
          nie weszły albo okazały się kompletna klapą (Taurus,
          Foka, Mercury VII).
          • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 17.09.02, 11:16
            Z silnikami HS sytuacja była podobna. W 1939r. zakładaną moc osiągały jedynie
            na papierze.
          • dreaded88 Silniki 17.09.02, 15:42
            Tak jest P-62, do tego "Ryś" ( ewolucja "Lamparta" ), "Łosoś" ( wywiadowczy ).
            To miały być HS o mocy po 1400-1600 koni, które nigdy się nie pojawiły.
            Ale próbowano też własnych opracowań - G9 "Legwan" ok. 1200 koni, G14 albo
            G18 "Waran" ok. 1600-200 koni.
            "Legwan" miał się objawić w serii ok. 1942-43, "Waran" ok. 1944-45.
            Wtedy byłyby niezłe.
      • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 17.09.02, 19:19
        thrawn01 napisał:

        > - taktyka a sprzęt - zamiast nad właściwościami Łosia
        > (bombowiec horyzontalny) -zastanawiałbym się nad taktyką
        > walki - ataki niewielkich grup samolotów - z odstępem
        > czasowym - rozłożone czasami na kilka godzin -
        > przeciwnik czasami mógł po prostu "odjechać" lub nawet
        > ataki pojedyńczych kluczy na wybrane cele. Czy nie można
        > by tego dograć bardziej -wyprawa bombowa - spróbować
        > zapewnić osłonę myśliwską - nawet przy pomocy
        > eskadr "armijnych" nie wspomnę o brygadzie pościgowej.

        Można, choć wątpię, by niemieckie straty były dużo wyższe. Pamietaj, że
        trafienie w pojazd z lotu poziomego jest b. trudne. Zniszczenie drogi
        natomiast, w sytuacji gdy przeciwnik używa pojazdów gąsiennicowych, również
        daje niewiele. Zadania takie mogłoby skutecznie wykonać jedynie lotnictwo
        szturmowe/bombowce nurkujące, które w naszej armii mogłoby się pojawić
        najwcześniej w 1941/42r. - PZL "Łosoś" lub jeden z wariantów
        rozwojowych "Wilka".

        Koordynacja działań lotnictwa (a raczej jej brak) w 1939r. to temat-rzeka.
        Polskie bombowce były szybsze od myśliwców, pomysłu na wykorzystanie bombowców
        nie było (aż prosiło się np. o atak na niemieckie lotniska). W efekcie - chyba
        ani razu ataki bombowe nie miały osłony, a do rozpoznania wykorzystywano
        samoloty, które były "pod ręką", najczęściej z fatalnym dla nich skutkiem.

        > - zakupy przed wojną - samoloty brytyjskie - myśliwskie
        > raczej więcej nie do dostania, w zasadzie jedna eskadra
        > Hurrican-ów (może Mar. Woj. doczekałaby się swojej
        > eskadry myśliwskiej???? w planach było to od dawna - a
        > lubiano na wybrzeże wyrzucać sprzęt nietypowy).

        Lotnictwo marynarki to kolejny temat-rzeka (może na nowy wątek ;) ) W każdym
        razie w 1939r. nie mieliśmy żadnego morskiego samolotu o realnej wartości
        bojowej.

        Nie wiesz może, gdzie miały bazować "kołowe" myśliwce marynarki? Baza w Pucku
        chyba nie wchodziła w grę - Niemcy mogli zająć ją w 2-3 dni.

        > Co do
        > Battle - to w zasadzie byłaby druga brygada bombowa -
        > przy mądrej organizacji walki (punkt powyżej) kto wie
        > czy nie odegrałaby jakiejś roli - Niemcy też jeszcze za
        > dobrze nie wiedzieli jak ta wojna będzie wyglądać i
        > musieli się dużo uczyć).

        Bo ja wiem... W II wojnie światowej w Europie samoloty liniowe atakujące z lotu
        poziomego nie odegrały większej roli, a poniosły znaczne straty -
        przkład: "Battle" w walkach nad Francją, nasze "Karasie", radzieckie Su-2 i
        Jaki-2.

        > Samoloty francuskie -
        > propozycje co do zakupu Moran-ów były wcześniej
        > czekaliśmy na Devoitine 520 - gdy okazało się, że
        > Francuzi nie nadążają - wzięto Morana, ale miały być
        > tylko 2 dywizjony (wg. francuskiego etatu) reszta
        > samolotów do rezerwy. Te rezerwy przed wojną
        > projektowano nie wiedzieć czemu wieksze niż stan bojowy
        > lotnictwa.

        Po prostu dowództwo kierowało się danymi z wojny 1920r., gdzie mimo ogromnych
        zakupów, rzadko do lotu nadawało się więcej niż 60 samolotów.

        > - nowe samoloty. Duże zamówienia o ile pamiętam 100
        > Kobuzów i 500 Jastrzębi ???? + samoloty francuskie +
        > projektowany zakup amerykańskich myśliwców - potęga
        > lotnicza (myśliwska).

        "Jastrzębii" miało być jeśli dobrze pamiętam 300, a i tak później zamówienie to
        zredukowano.
        Rzeczywiście działania władz wojskowych w 1939r. były wręcz rozpaczliwe -
        jednocześnie z planami zakupów projektowano chyba z 7 nowych typów myśliwców.

        > - niedorozwój "silnikowy" - związanie się z solidnym
        > Bristolem ale zadziwiająca "odporność" na inne silniki -
        > nasze samoloty z silnikami np Hispano Suiza miały lepsze
        > osiągi vide Rumunia i wersje p24.

        Władze wymagały by stosowany w używanych prze wojsko samolotach silnik był
        produkowany w kraju - wyciągnięto wnioski z kłopotów z dostawami sprzętu w
        1920r. Niestety, przemysł miał ograniczone "moce produkcyjne", a i sam proces
        zakupu licencji i wdrażania produkcji musiał trochę potrwać.

        pozdrawiam
        • joseph.007 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 18.09.02, 13:20
          Gość portalu: barnaba napisał(a):

          > Nie wiesz może, gdzie miały bazować "kołowe" myśliwce marynarki? Baza w Pucku
          > chyba nie wchodziła w grę - Niemcy mogli zająć ją w 2-3 dni.

          W czasie pokoju corocznie wydzielana była grupa kilku samolotów myśliwskich i
          liniowych z 4 PL z Torunia, która ćwiczyła się w lotach nad morzem.
          Stacjonowali oni zawsze na lotnisku Rumia-Zagórze, na pn. zachód od Gdyni (było
          to też miejskie lotnisko komunikacyjne). Również z tego lotniska korzystały
          samoloty "delegowane" z głębi lądu na defilady z okazji Świąt Morza. Tak że
          można się domyślać, że ewentualne kołowe samoloty bojowe MW stacjonowały by
          również tam.
          Baza w Pucku dysponowała wprawdzie betonową drogą kołowania, ale trawiaste pole
          wzlotów było wyboiste i bardzo podmokłe, co wykluczało korzystanie zeń przez
          cięższe samoloty i było zresztą przyczyną licznych wypadków.
        • thrawn01 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 18.09.02, 13:28
          Gość portalu: barnaba napisał(a):


          > Można, choć wątpię, by niemieckie straty były dużo wyższe. Pamietaj, że
          > trafienie w pojazd z lotu poziomego jest b. trudne. Zniszczenie drogi
          > natomiast, w sytuacji gdy przeciwnik używa pojazdów gąsiennicowych, również
          > daje niewiele. Zadania takie mogłoby skutecznie wykonać jedynie lotnictwo
          > szturmowe/bombowce nurkujące, które w naszej armii mogłoby się pojawić
          > najwcześniej w 1941/42r. - PZL "Łosoś" lub jeden z wariantów
          > rozwojowych "Wilka".

          - Samoloty szturmowe niestety we wrześniu 39 to faktycznie w polskich warunkach
          mżonka - trudno też mówić o rozwoju (wariantach) Wilka skoro samolot został
          skreślony i nie miał wejść na uzbrojenie - następca Lampart - b. ładny - z
          projektu przynajmniej - miał być samolotem, co troszkę później, nazywało się
          strasznie bojowo niszczycielskim.
          Główna bolączka polskich, przed wrześniowych samolotów był brak opancerzenia, u
          nas wyraźnie nie mogli się przekonać do tej "nowości". Niestety nie pamiętam w
          tej chwili czy Lampart miał mieć opancerzenie???? Może będziesz wiedział?

          > Koordynacja działań lotnictwa (a raczej jej brak) w 1939r. to temat-rzeka.
          > Polskie bombowce były szybsze od myśliwców, pomysłu na wykorzystanie
          bombowców
          > nie było (aż prosiło się np. o atak na niemieckie lotniska). W efekcie -
          chyba
          > ani razu ataki bombowe nie miały osłony, a do rozpoznania wykorzystywano
          > samoloty, które były "pod ręką", najczęściej z fatalnym dla nich skutkiem.

          - Oczywiście zdaje sobie sprawę z różnic prędkości - dlatego wspomniałem o
          eskadrach myśliwskich armijnych (chyba nie byłoby trudno "umówić" się w jakimś
          miejscu) dlatego też pisałem o wyprawach bombowych nie o wypadach niewielkich
          grup samolotów rozrzuconych w czasie.
          Druga sprawa to "bitwa powietrzna" w rozumieniu końcowych lat IIWW - ataki na
          bazy, fabryki, uderzenia na ośrodki dowodzenia, "wymiatanie" myśliwskie nad
          terytorium przeciwnika - nie mieliśmy do tego ani odpowiednich sił ani
          łączności ani sprawnych struktur dowodzenia - niestety.
          Rozpoznanie - jakie samoloty były do tego przeznaczone takie rozpoznanie -
          mówiąc krótko. Choć o ile pamiętam były próby zapewnienia osłony myśliwskiej za
          pomocą patroli na terenie gdzie rozpoznanie miało być prowadzone (dywizjon
          pomorski) - nasuwa się oczywiście pytanie czemu nie mogły tego rozpoznania
          przeprowadzić samoloty myśliwskie skoro już tam miały być a na pewno miały
          znacznie większe szanse na "przeżycie".

          > Lotnictwo marynarki to kolejny temat-rzeka (może na nowy wątek ;) ) W każdym
          > razie w 1939r. nie mieliśmy żadnego morskiego samolotu o realnej wartości
          > bojowej.

          - trzeba nad tym głeboko pomyśleć - nowy wątek lotnictwo marynarki - piękny
          temat, jeden z kolegów którego mam przyjemność znać osobiście a piszący również
          na tutejszym forum jest prawdziwym znawcą okresu międzywojennego - mogłoby być
          bardzo ciekawie. A poza nie uzbrojonym Cantem - faktycznie w lotnictwie
          Mar.Woj. nie było nic ciekawego.

          > Nie wiesz może, gdzie miały bazować "kołowe" myśliwce marynarki? Baza w Pucku
          > chyba nie wchodziła w grę - Niemcy mogli zająć ją w 2-3 dni.

          - W ramach corocznych ćwiczeń gdzie przebazowywano po kilka samolotów
          myśliwskich i liniowych na wybrzeże, samoloty bazowały na lotnisku Rumia
          Zagórze - dziś dzielnica Gdyni, Puck zresztą poza betonowymi drogami kołowania
          był dość podmokły i po opadach nie bardzo nadawał się do użytku. Niestety nic
          więcej co do ewentualnych planów bazowania nie wiem.

          > Bo ja wiem... W II wojnie światowej w Europie samoloty liniowe atakujące z
          lotu poziomego nie odegrały większej roli, a poniosły znaczne straty -
          > przkład: "Battle" w walkach nad Francją, nasze "Karasie", radzieckie Su-2 i
          > Jaki-2.

          - Z drugiej strony były samoloty liniowe protoplastą późniejszych średnich
          bombowców (taktycznych) atakujących również z lotu poziomego przecież, a nikt
          przecież na nie wybrzydza. Myślę, że to kwestia sposobu użycia, taktyki, osłony
          myśliwsiej. Co do wymienionych przez Ciebie samolotów oczywiście zgoda.


          > "Jastrzębii" miało być jeśli dobrze pamiętam 300, a i tak później zamówienie
          to zredukowano. Rzeczywiście działania władz wojskowych w 1939r. były wręcz
          rozpaczliwe - jednocześnie z planami zakupów projektowano chyba z 7 nowych
          typów myśliwców.

          - Jastrzębi - po pierwszym nieudanym "występie" chyba nawet jeszcze mniej
          zamówiono 120 lub 150, natomiast z nowym silnikiem w połowie 39 złożono
          zamówienie na okrągłą "500" - spotkałem się już z tym w kilku źródłach
          dotyczących modernizacji i rozbudowy WP przed 1939, jednak nie upieram się
          wtedy plany zmieniano b. często.

          > Władze wymagały by stosowany w używanych prze wojsko samolotach silnik był
          > produkowany w kraju - wyciągnięto wnioski z kłopotów z dostawami sprzętu w
          > 1920r. Niestety, przemysł miał ograniczone "moce produkcyjne", a i sam proces
          > zakupu licencji i wdrażania produkcji musiał trochę potrwać.

          - Zgoda w całej rozciągłości.

          - pzdr
          • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 18.09.02, 19:45
            thrawn01 napisał:

            > Gość portalu: barnaba napisał(a):
            >
            >
            > > Można, choć wątpię, by niemieckie straty były dużo wyższe. Pamietaj, że
            > > trafienie w pojazd z lotu poziomego jest b. trudne. Zniszczenie drogi
            > > natomiast, w sytuacji gdy przeciwnik używa pojazdów gąsiennicowych, równie
            > ż
            > > daje niewiele. Zadania takie mogłoby skutecznie wykonać jedynie lotnictwo
            > > szturmowe/bombowce nurkujące, które w naszej armii mogłoby się pojawić
            > > najwcześniej w 1941/42r. - PZL "Łosoś" lub jeden z wariantów
            > > rozwojowych "Wilka".
            >
            > - Samoloty szturmowe niestety we wrześniu 39 to faktycznie w polskich
            warunkach
            >
            > mżonka - trudno też mówić o rozwoju (wariantach) Wilka skoro samolot został
            > skreślony i nie miał wejść na uzbrojenie - następca Lampart - b. ładny - z
            > projektu przynajmniej - miał być samolotem, co troszkę później, nazywało się
            > strasznie bojowo niszczycielskim.
            > Główna bolączka polskich, przed wrześniowych samolotów był brak opancerzenia,
            u
            >
            > nas wyraźnie nie mogli się przekonać do tej "nowości". Niestety nie pamiętam
            w
            > tej chwili czy Lampart miał mieć opancerzenie???? Może będziesz wiedział?

            Niestety nie wiem. Jego masa własna była niewiele większa niż "Wilka" - 2400 kg
            i 2150 "Wilka" - przy większych rozmiarach i mocniejszych silnikach, tak więc
            nawet jeśli przewidziano jakieś opancerzenie byłoby ono raczej niewystarczające
            dla szturmowca. Koncepcja samolotu szturmowego rodziła się w Polsce w
            strasznych bólach i chyba nigdy nie zostały do końca sprecyzowane wymagania dla
            sprzętu, który miał być używany w jednostkach wykonujących takie zadania.

            Rola opancerzenia była niedoceniana nie tylko u nas. Podobny problem miały
            samoloty japońskie i radzieckie (chwalebnym wyjątkiem był tam Ił-2)

            > > Koordynacja działań lotnictwa (a raczej jej brak) w 1939r. to temat-rzeka.
            >
            > > Polskie bombowce były szybsze od myśliwców, pomysłu na wykorzystanie
            > bombowców
            > > nie było (aż prosiło się np. o atak na niemieckie lotniska). W efekcie -
            > chyba
            > > ani razu ataki bombowe nie miały osłony, a do rozpoznania wykorzystywano
            > > samoloty, które były "pod ręką", najczęściej z fatalnym dla nich skutkiem.
            >
            > - Oczywiście zdaje sobie sprawę z różnic prędkości - dlatego wspomniałem o
            > eskadrach myśliwskich armijnych (chyba nie byłoby trudno "umówić" się w
            jakimś
            > miejscu) dlatego też pisałem o wyprawach bombowych nie o wypadach niewielkich
            > grup samolotów rozrzuconych w czasie.

            Przy strukturze dowodzenia w 1939r. byłoby to niemal niewykonalne. D-ca Brygady
            Bombowej mógł dysponować 2-3 eskadrami, o użyciu większej liczby samolotów
            musial zadecydować Wódz Naczelny (!). Wina za ten idiotyzm spada na marszałka
            Śmigłego-Rydza.

            > Druga sprawa to "bitwa powietrzna" w rozumieniu końcowych lat IIWW - ataki na
            > bazy, fabryki, uderzenia na ośrodki dowodzenia, "wymiatanie" myśliwskie nad
            > terytorium przeciwnika - nie mieliśmy do tego ani odpowiednich sił ani
            > łączności ani sprawnych struktur dowodzenia - niestety.

            Zgadza się. Poza tym wytyczne (narzucone przez aliantów zachodnich) dla
            lotnictwa bombowego wręcz zabraniały bombardowania miast (zresztą b. ciekawy
            dokument - np. pociągi, drogi itp. mogły być atakowane tylko gdy posiadały
            charakter wojskowy, z ataków wyłączone były też "zapasy ropy o charakterze
            ogólnym").

            > Rozpoznanie - jakie samoloty były do tego przeznaczone takie rozpoznanie -
            > mówiąc krótko. Choć o ile pamiętam były próby zapewnienia osłony myśliwskiej
            za
            >
            > pomocą patroli na terenie gdzie rozpoznanie miało być prowadzone (dywizjon
            > pomorski) - nasuwa się oczywiście pytanie czemu nie mogły tego rozpoznania
            > przeprowadzić samoloty myśliwskie skoro już tam miały być a na pewno miały
            > znacznie większe szanse na "przeżycie".

            Niekoniecznie. Jakość bliskiego rozpoznania prowadzonego przez samoloty
            jednomiejscowe jest dość niska.

            > > Bo ja wiem... W II wojnie światowej w Europie samoloty liniowe atakujące z
            >
            > lotu poziomego nie odegrały większej roli, a poniosły znaczne straty -
            > > przkład: "Battle" w walkach nad Francją, nasze "Karasie", radzieckie Su-2
            > i
            > > Jaki-2.
            >
            > - Z drugiej strony były samoloty liniowe protoplastą późniejszych średnich
            > bombowców (taktycznych) atakujących również z lotu poziomego przecież, a nikt
            > przecież na nie wybrzydza. Myślę, że to kwestia sposobu użycia, taktyki,
            osłony
            >
            > myśliwsiej. Co do wymienionych przez Ciebie samolotów oczywiście zgoda.

            Zgadza się. Wszystkim ww. samolotom przyszło działać w warunkach przewagi
            nieprzyjaciela. Poza tym bombowców taktycznych nie próbowano wykorzystać do
            prowadzenia bliskiego rozpoznania.

            > > "Jastrzębii" miało być jeśli dobrze pamiętam 300, a i tak później zamówien
            > ie
            > to zredukowano. Rzeczywiście działania władz wojskowych w 1939r. były wręcz
            > rozpaczliwe - jednocześnie z planami zakupów projektowano chyba z 7 nowych
            > typów myśliwców.
            >
            > - Jastrzębi - po pierwszym nieudanym "występie" chyba nawet jeszcze mniej
            > zamówiono 120 lub 150, natomiast z nowym silnikiem w połowie 39 złożono
            > zamówienie na okrągłą "500" - spotkałem się już z tym w kilku źródłach
            > dotyczących modernizacji i rozbudowy WP przed 1939, jednak nie upieram się
            > wtedy plany zmieniano b. często.

            Faktycznie masz rację. Dane w różnych źródłach są dość rozbieżne - np. A Glass
            podaje liczbę 300, w innych publikacjach pojawia się 500. Zamówienie
            ostatecznie zredukowano do 30 sztuk. Do 1 IX zbudowano 5 samolotów + 2
            prototypy.
    • joseph.007 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 17.09.02, 09:56
      dreaded88 napisał:


      > - Ile polskich zwycięstw powietrznych ? 126-147 jak chce klasyczna
      > historiografia i różnorakie komisje, ok. 100 jak ostatnio Cynk czy 60-70 jak
      > twierdzą zachodni historycy Luftwaffe ?

      Ja osobiście bardziej wierzę w p. Cynka, który wszak wykonał tytaniczną pracę
      zbierając i porównując relacje oraz raporty z obu stron. Zdawanie się na
      subiektywne relacje uczestników walk jest zawodne - w rezultacie często gęsto
      osiąga się podobne wyniki co radzieckie jastrzębie, którym zaliczono bodajże
      więcej zestrzeleń niż wstrętni faszyści wyprodukowali samolotów.

      > - Taktyka a sprzęt ( horyzontalny nieopancerzony bobowiec "Łoś" vs kolumny
      > pancerne ).

      Można narzekać, ale przecież innego sprzętu nie było, a ten co był, odniósł -
      bądź co bądź - spore sukcesy (choć oczywiście mógłby większe, gdyby - co
      zauważył jedne z kol. przedmówców - mądrzejsza byłą taktyka bombardowania). Z
      tym opancerzaniem samolotów to zresztą dziwna sprawa - wszyscy robili, a my
      jakoś nie (nie licząc serii P-24 dla Grecji, z opancerzonymi fotelami).
      Konserwatyzm i głupota, ze zdecydowanym wskazaniem na to drugie.

      > - Zakupy przed wojną ( 120-160 Morane'ów 406, 11 Hurricane'ów i 1 Spitfire,
      > 160 Battle ) - czy nie można było wcześniej ? Czy coś by zmieniły.

      Wczesniej nie bardzo było za co. Ww. zakupy finansowane były w ramach
      francuskich i brytyjskich kredytów materiałowych przyznanych stosunkowo
      niedługo przed wojną, a wolnej gotówki w zasadzie nie było. Zmienić to by
      oczywiście sporo zmieniło, bo w końcu zawsze lepiej mieć 120 Morane'ów niż 129
      P-11. Nb. miało być 100 "Battle" (nie 160), z których zamierzano utworzyć 6
      eskadr liniowych i 1 treningową, a resztę odstawić do rezerwy (diabli wiedzą po
      co).

      > - Rozwój przemysłu przed 1939. Takie sprawy jak P-38 Wilk, P-50 Jastrząb -
      > czyli niedoszłe nowoczesne myśliwce, coś czego najbardziej brakowało. P-11g
      > Kobuz czyli "11" z mocniejszym silnikiem i prędkością ok. 400-420 km/h.

      Wszystko to było za późno. "Wilk", dopracowany jako płatowiec, stale czekał na
      silniki, które zaczęto projektować zbyt późno, by możliwe było ich dopracowanie
      w terminie. Stąd też ciągłe kłopoty z samolotem, który udało się dobrowadzić do
      jakiego takiego stanu sprawności w dwa lata po planie, tj. na początku 1939 r. -
      a wtedy prędkość 465 km/h i pułap 9000 m nikogo już, rzecz jasna,
      satysfakcjonować nie mogły. Również "Jastrząb" zaczął być projektowany za
      późno, tj. w 1937 r., kiedy to podobnej generacji samoloty zagraniczne (Bf-109
      B, MS-406C1, Curtiss P-36 "Hawk", Seversky P-35, Hurricane Mk.I) były już
      przebadane jako prototypy lub wręcz produkowane seryjnie. Nawet gdyby PZL-50
      osiągnął w końcu planowane osiągi (brrr, ale mi się napisało :-( , co zresztą
      nie było możliwe bez nowego silnika (którego, rzecz jasna, nie było), to w 1940
      r. i tak ustępowałby już większości pierwszoliniowych myśliwców zagranicznych.
      Odnośnie "Kobuza" to oczywiście pomysł byłby niezły, gdyby ktoś wpadł na niego
      zaraz po zakończeniu produkcji wersji P-11c - według zamierzeń tuż sprzed
      wojny, pierwsze P-11g miałyby wchodzić do jednostek późną wiosną 1940 r., czyli
      w zasadzie nie wiadomo po co, skoro w eskadrach byłyby już znacznie lepsze
      samoloty importowane lub nawet pierwsze "Jastrzębie".

      > - Niedorozwój elementu silnikowego przemysłu połączony z niedomaganiami
      > licencjodawcy, Bristola, co spowodowało, że znakomici konstruktorzy płatowców
      > nie bardzo mieli czym napedzać swoje dzieła.

      To prawda, że u nas uparli się na "Bristola", chociaż tych samych czasowo
      generacji silniki "Gnome Rhone" zawsze miały wówczas większą moc i mniejszą
      średnicę. Twierdzono u nas, że francuskie silniki są mniej trwałe i gorsze
      jakościowo. Nieprzekonujące to jakieś, skoro przysłowiowe pół świata ich
      używało i jakoś z tym żyli; co symptomatyczne, przeciez importerzy naszych
      samolotów zawsze życzyli sobie silników "Gnome", z którymi osiągi samolotów
      natychmiast wzrastały (vide: P-11 i P-24, PZL-23 i PZL-43, PZL-37 A/B i C/D
      itp.). Kolejna nieprzemyślana decyzja.
      • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 17.09.02, 15:48
        Rzeczywiście, 100 Battle'i.
        Do Wilka się wyżej odnosłem, zapraszam do polemiki.
        Jedna uwaga w kwestii Cynk-zachodniacy-liczby. Otóż owi badacze z Zachodu
        zajmują się archiwami poszczególnych jednostek Luftwaffe i wewnętrznymi
        raportami strat, które nie są chyba podatne na propagandowe manipulacje.
        Na marginesie - pamietam jak czytałem, że któremuś z pilotów "Cyrku Skalskiego"
        przyznano zestrzelenie włoskiego MC-202 w latach 60., podczas gdy raport o owym
        zwyciestwie w czasie wojny został odrzucony. Po prostu ktoś dorwał akta
        konkretnej włoskiej jednostki i wyszło mu, że rzeczywiście straciła ona samolot
        w okolicznosciach zgodnych z raportem Polaka.
    • Gość: Ivan Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 17.09.02, 20:58
      > - Taktyka a sprzęt ( horyzontalny nieopancerzony bobowiec "Łoś" vs kolumny
      > pancerne ).

      Najważniejszym problemem naszego lotnictwa wojskowego był brak jakiejkolwiek
      sensownej taktyki. Przykładem jest słynne użycie Łosi do zadań szturmowych.
      Nie lepiej byłoby wykorzystać Łosia zgodnie z jego faktycznym przeznaczeniem ?
      Nalot na Gdańsk, Królewiec, czy nawet Berlin miałby duże znaczenie
      propagandowe, podobnie jak amerykański nalot na Tokio eskadrą Mitchelli.

      Podobnie można było wykorzystać Żubry - niby samolot przestarzały ale do
      nocnego bombardowania Gdańska - jak znalazł.*

      > - Zakupy przed wojną ( 120-160 Morane'ów 406, 11 Hurricane'ów i 1 Spitfire,
      > 160 Battle ) - czy nie można było wcześniej ? Czy coś by zmieniły.

      Brytyjskie myśliwce w większej ilości mogłyby coś zmienić. Jednak sam w sobie
      samolot niewiele znaczył. Należało jeszcze rozbudować sieć lotnisk a przede
      wszystkim system dowodzenia. Jugosławia używała zarówno Bf-109E jak i Hurricane
      Mk. I. oraz równie nowoczesne Ikarusy-Ik3 i na wiele się jej one nie zdały,
      gdyż lotnictwo tego kraju zostało rozbite na ziemi.
      Samoloty typu Fairey Battle - to czysta strata pieniędzy. Lepiej byłoby zakupić
      np. amerykański bombowiec Martin Maryland czy Dougls Havoc, w ostateczności
      francuski Leo 451.

      > - Rozwój przemysłu przed 1939. Takie sprawy jak P-38 Wilk, P-50 Jastrząb -
      > czyli niedoszłe nowoczesne myśliwce, coś czego najbardziej brakowało. P-11g
      > Kobuz czyli "11" z mocniejszym silnikiem i prędkością ok. 400-420 km/h.

      Wilk - moim zdaniem polskiemu lotnictwu ten samolot był zupełnie niepotrzebny.
      Na jego budowę wydano zbyt wiele pieniędzy i stracono zbyt wiele cennego czasu.
      W tym samym czasie można było skonstruować porządnej klasy samolot myśliwski.

      Jeżeli chodzi o Jastrzębia - był raczej niezwrotny i chyba nie sprawdziłby się
      na polu walki. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłby zakup licencji na
      Hurricane i Spitfire.

      Swoją drogą zastanawiam się, jak wyglądałoby malowanie samolotów Ms-406, Hawker
      Hurricane, Supermarine Spitfire czy Fairey Battle w barwach Polski ? Może ma
      ktoś jakieś ciekawe propozycje ?

      Pozdrofka.
      I.

      • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 18.09.02, 15:56
        Jugosławia to jednak dość specyficzny przypadek. Chyba nieco wątpliwe morale i
        poziom wyszkolenia.
        Wilk, Jastrząb - zapraszam do dyskusji powyżej ( schemat tego forum jest mimo
        wszystko niezbyt dobry ). Wcale nie musiało być tak źle.
        Licencja na Hurricane i Spitfire'y - jednak wątpię. To znaczy na Hurricane'y
        można by było takową uzyskać ( dostali np. Belgowie w końcu 1938 ), na
        Spitfire'a, najbardziej zaawansowany myśliwec RAF-u - bardzo wątpię.
        W obu wypadkach - straszliwy problem z silnikiem RR Merlin. Tu chyba uzyskanie
        licencji było niemożliwe ( Belgowie kupowali silniki w Anglii ), co
        automatycznie straszliwie obniża atrakcyjność pomysłu wskutek uzależnienia od
        dostaw z daleka ( w obliczu wojny były w zasadzie nie do uzyskania, wszystko
        konsumowały potrzeby RAF-u ). Nawet gdyby - konieczność przestawienia przemysłu
        na silniki rzędowe i oswojenia technologii w sytuacji awaryjnej była wielkim i
        czasochłonnym problemem.
        • Gość: jasiol Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.impex / 192.168.1.* 27.09.02, 00:04
          dreaded88 napisał:
          > Licencja na Spitfire'a, najbardziej zaawansowany myśliwec RAF-u - bardzo
          wątpię.
          Spitfire był cały niemal robiony w bardzo specyficznej technologii (w zasadzie
          wszystkie blachy były nierozwijalne), co automatem powodowałoby upiorne kłopoty
          przy produkcji w Polsce. Jeśli się spieszyło, to rzecz była niewykonalna.
          > W obu wypadkach - straszliwy problem z silnikiem RR Merlin. Tu chyba
          uzyskanie
          > licencji było niemożliwe ...Nawet gdyby - konieczność przestawienia przemysłu
          > na silniki rzędowe i oswojenia technologii w sytuacji awaryjnej była wielkim
          i
          > czasochłonnym problemem.
          Pełna zgoda - już lepiej byłoby kupowac licencje na jakieś gwiazdy we Francji
          lub Stanach.
          Pozdrawiam

    • Gość: trooper Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: 62.233.232.* 18.09.02, 00:16
      witam,
      Zastanawiam sie - na co naszym pilotom Spitfire'y, Hurry, Morane'y, skoro nie
      mieli kompletnie *zadnej* taktyki walki w powietrzu. Jedyna dobra rzecza byly
      liczne lotniska zapasowe i zasadzki. Gdyby miec na nich a/c o lepszych
      parametrach to z pewnoscia sukcesy bylyby duze. Ale walki grupowe - Polacy IMO
      byli beznadziejni. Niektorzy byli jedynie dobrymi akrobatami co i tak na
      niewiele sie zdalo, bo wielu z nich nie uniknelo zestrzelenia nie wiedzac nawet
      ze mieli Me na ogonie (po co sie ogladac?). Ciekawe wnioski na ten temat
      wysnuwa p. Michulec w Asach Luftwaffe (moze byc kontrowersyjny, ale fakty sa
      bezsporne!).
      Ostatnio bedac w Tunezji i widzac znajome mi z ksiazek Arcta i Krola nazwy,
      troche sie "powczuwalem w temat". Po powrocie poczytalem te ksiazki po kilku
      dobyrch latach i doznalem sporego zawodu - w zasadzie oprocz Horbaczewskiego,
      Skalskiegi i Krola + Pniaka ewentualnie, nasi piloci byli wrecz 'greenies' -
      zoltodzioby. Opisywani jako swietni piloci, jakos mieli problemy nawet z
      zaskoczenia porzadna seria wykonczyc wroga. Niewielu bylo wsrod nich dobrych
      strzelcow... Gdzie im do 'Jochena' Marseille, czy 'Bubi' Hartmanna... Szkoda.

      pozdr
      • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 18.09.02, 19:59
        Jeśli chodzi o nazywanie polskich pilotów "żółtodziobami", to zalecam więcej
        ostrożności. Oto dane z pierwszych 3 dni września: 60 samolotów niemieckich
        zestrzelonych przy stracie 46 własnych. Nawet jeśli straty niemieckie są nieco
        zawyżone, to biorąc pod uwagę niższe osiągi P.7 i P.11 od osiągów niemieckich
        bombowców (że o myśliwcach nie wspomnę) wynik ten wskazuje na znaczne
        umiejętności pilotów.

        Pamiętaj ponadto, że polskie myśliwce uzbrojone były w 2-4 k.m. kal. 7.7 lub
        7.9 mm. Przy takiej sile ognia nic dziwnego, że nie każda seria kończyła się
        zastrzeleniem "npla".
        • Gość: trooper Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: 62.233.232.* 18.09.02, 21:58
          Chodzilo mi o pilotow Cyrku Skalskiego (pozostalych oprocz wymienionych), gdy
          pisalem o tych miernych umiejetnosciach strzeleckich. A Spitfire i jego 2 x
          20mm potrafily zdzialac duzo szkody, fakt ze mialy maly zapas ammo.
          Co do tych danych z wrzesnia... Nie sa wiarygodne, chociazby ze wzgledu na
          znaczna dysproporcje sil.
          • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 19.09.02, 15:21
            Spitfire też miał swoje wady - np. brak ogrzewania przedniej szyby w ładnych
            kilku pierwszych wersjach. Niby Afryka ale jednak na wysokości było minus ileś
            i oszraniało się, kondensowało. Skutek był taki, że pilot widział końcówki
            skrzydeł Szwaba i z konieczności strzelał dokoła niego, licząc, że coś trafi.
            Nie wiem, czy wersje, którymi latali Skalszczacy miały jeszcze ten mankament.
            • thrawn01 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 20.09.02, 13:33
              dreaded88 napisał:


              > Nie wiem, czy wersje, którymi latali Skalszczacy miały jeszcze ten mankament.

              - o ile pamiętam latali na wersji Vb - podobno najlepszej do walki na dużych
              wysokościach.
              - A tak by the way, czy pamiętacie, że formalnym i faktycznym dowódcą polskiej
              grupy pilotów w Płn. Afryce (nazywało się to jakoś strasznie skomplikowanie)
              czyli "Cyrku Skalskiego" był Tadeusz Rolski? - od 3 września dowódca dywizjonu
              toruńskiego, potem w Angli d-ca 306, pod koniec wojny d-ca polskiego skrzydła
              myśliwskiego i "fisha" w d-ctwie lotnictwa.
              pzdr
              • Gość: trooper Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: 62.233.232.* 20.09.02, 18:51
                thrawn01 napisał:

                > - o ile pamiętam latali na wersji Vb - podobno najlepszej do walki na dużych
                > wysokościach.
                Tak, na poczatku, nie doszlo na V-tkach do jakiejs walki z nplem. Ale to
                mulowata maszyna.
                Krotko potem, ku swej uciesze, dostali IX - i to wlasnie byla wersja najlepsza
                do walk na wysokosci, bo miala dwustopniowa sprezarke. Ale IX nie mial filtra p-
                pylowego (V-B Trop mial, co jeszcze bardziej pogarszalo jego osiagi) i silnik
                IX mial przez to wieksza usterkowosc (burze piaskowe).

                > - A tak by the way, czy pamiętacie, że formalnym i faktycznym dowódcą
                polskiej
                > grupy pilotów w Płn. Afryce (nazywało się to jakoś strasznie skomplikowanie)
                > czyli "Cyrku Skalskiego" był Tadeusz Rolski? - od 3 września dowódca
                Tia, Polish Fighting Team, byl faktycznie dowodzony przez Rolskiego, z tym ze
                nie latal on w Afryce jako pilot liniowy - czasami wykonal jakis lot jako
                szeregowy pilot. Podobno zle czul sie na pozycji lidera - tak to opisuje Krol.
      • kocur80 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 21.09.02, 12:57
        Gość portalu: trooper napisał(a):

        > witam,
        > Zastanawiam sie - na co naszym pilotom Spitfire'y, Hurry, Morane'y, skoro nie
        > mieli kompletnie *zadnej* taktyki walki w powietrzu. Jedyna dobra rzecza byly
        > liczne lotniska zapasowe i zasadzki. Gdyby miec na nich a/c o lepszych
        > parametrach to z pewnoscia sukcesy bylyby duze. Ale walki grupowe - Polacy
        IMO
        > byli beznadziejni. Niektorzy byli jedynie dobrymi akrobatami co i tak na
        > niewiele sie zdalo, bo wielu z nich nie uniknelo zestrzelenia nie wiedzac
        nawet
        >
        >jezeli chodzi o pilotow cyrku skalskiego to z tego co wiem zanotowano strate
        jednego pilota!! w kampani afrykanskiej i z tego co wiem zanotowali najwieksza
        liczbe zestrzelen, wiec do konca nie wiem skad te wnioski o strasznie slabym
        wyszkoleniu przecitnego polskiego pilota w zorganozwanych zawodach strzeleckich
        w Angli w czasie wojny pierwsze 3 dywizjony byly spod znaku biało czerwonej
        szachownicy i bynajmniej byli to same asy polskiego lotnictwa. a co hartmana
        niewatpliwe byl to dobry pilot ale nie wolna zapomniec ze swoje sukcesy odnosil
        na froncie wschodnim a co do wyszkolenia rosyjskich pilotow w poczatkowej fazie
        wojny mozna miec lekko mowiac male zastrzezenia nie mowiac o ich sprzecie... co
        do polskich mysliwcow to polecam strone www.psr.netfriend.org/mysliwcy/
        pozdrawiam
    • szarywilk Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 18.09.02, 09:05
      Witam wszystkich, jestem tu po raz pierwszy i na wstępie chylę głowy przed
      wami, gdyż w swoim życiu sporo przeczytałem książek dotyczących kampani
      wrześniowej, jednak żeby cytować takie dokładne dane..no no, pełen podziwu
      jestem.:)
      Zaczne może od tego że chyba nie wazne ile zestrzelonych było samolotów we
      wrześniu tylko jaki procent zużycia (zestrzeleń rozbić, uszkodzeń, amortyzacji)
      mr Hitler zastał po kampanii wrześniowej w swoim arsenale lotniczym. Jak gdzieś
      wyczytałem ok 1/3 całego parku lotniczego (notabene i pancernego) nie nadawało
      sie do użycia po skończonych działań w Polsce, to jednak świadczy o pewnych
      walorach naszych myśliwców. Jeden z panów stwierdził że byli beznadziejni w
      walce grupowej czy tez np. nie oglądali sie za siebie, jednak jeśli przyjąć
      wskażnik potencjału naszych myśliwców do niemców i zestrzelenia wzajemne to
      chyba nieżle wychodzimy w tym bilansie.
      Używanie łosia wołało o pomste do nieba, zresztą to samo miało miejsce z innymi
      samolotami, gdzie rozbicie floty powietrznej poprzez przporządkowanie do
      poszególnych armii określonych jednostek było żałosne. Używanie ich
      szczątkowymi siłami to tak jak atakowanie szerszenia przez jedną pszczołe-niby
      dziabnie tego dużego ale on tego nie poczuje i jeszcze łeb ukręci. Zresztą z
      siłami pancernymi było to samo, pokazało to działanie 10 BK zmot.
      Zakupy samolotów o których mowa była niewile by dała jeśli na ziemi działoby
      sie jak działo. Bo i bez takiego wsparcia lotniczego jakim dysponowały niemcy,
      ich armia w takim ułożeniu naszych jednostek i tak by przeszła, ino nieco
      wolniej. Choć mozna gdybać.
      • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 18.09.02, 16:01
        szarywilk napisał:

        Jak gdzieś
        >
        > wyczytałem ok 1/3 całego parku lotniczego (notabene i pancernego) nie
        nadawało
        > sie do użycia po skończonych działań w Polsce, to jednak świadczy o pewnych
        > walorach naszych myśliwców>

        Artyleria plot też swoje robiła, inna rzecz, że było jej o wiele, wiele za mało
        ( cóż mogło 306 Boforsów i 44 starachowickie 75-ki zdziałać wobec potęgi
        Luftwaffe ).


        Używanie łosia wołało o pomste do nieba, zresztą to samo miało miejsce z innymi
        >
        > samolotami, gdzie rozbicie floty powietrznej poprzez przporządkowanie do
        > poszególnych armii określonych jednostek było żałosne. Używanie ich
        > szczątkowymi siłami to tak jak atakowanie szerszenia przez jedną pszczołe-
        niby
        > dziabnie tego dużego ale on tego nie poczuje i jeszcze łeb ukręci.

        No tak, schematy rodem z Wielkiej Wojny.

        > WOLF MacGREY z Klanu Szarego Wilka
        > Zawołanie "Valar morghulis"

        Masz coś wspólnego z kultowym w pewnych kręgach pismem "Szary Wilk" Bogdana
        Herburta-Kozieła z początku lat 90 :-) ?
        • szarywilk Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 19.09.02, 08:28
          dreaded88 napisał:
          >
          > Artyleria plot też swoje robiła, inna rzecz, że było jej o wiele, wiele za
          mało
          >
          > ( cóż mogło 306 Boforsów i 44 starachowickie 75-ki zdziałać wobec potęgi
          > Luftwaffe ).
          Oczywiście że dużą część zniszczeń w stanie floty powietrznej niemców zrobiły
          pelotki nie domawiam im tego, broń boże, to był chyba jeden z nielicznych
          najnoweczesniejszych rodzajów sił w Polskim wojsku, tylko p-pance jeszcze
          mieliśmy dobre>
          >

          > Masz coś wspólnego z kultowym w pewnych kręgach pismem "Szary Wilk" Bogdana
          > Herburta-Kozieła z początku lat 90 :-) ?

          Niestety nie, raczej już z UBOOT-em i w zależności czy mówimy o książce "Okręt"
          z działań na początku wojny czy też zatopionym w 1945 U-96 przez samych
          nazistów. A czym zajmowało się to pismo jeśli można wiedzieć?:) Bo nazwisko
          jest skądś znane...
          pzdrw.
          • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 19.09.02, 15:17
            Herburt Kozieł to niegdysiejszy działacz ultraprawicowy ( nurt narodowo-
            radykalno-pogański ) i ideolog tzw. tradycjonalizmu integralnego ( Evola itp.
            itd. ) tudzież publicysta paru pozasystemowych pism
            ( "Stańczyk", "Szczebiec" ).
            "Szarego Wilka" wprawdzie w rękach nie miałem ale z relacji wiem, że poruszał
            się w klimatach nakreślonych powyżej.
            • szarywilk Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 19.09.02, 15:40
              No cóż , tak radykalny to nie jestem:)))))
              Więc moge powiedzieć że nic nie mam z tym pismem wspólnego.
              Dziękuje za informację.
        • Gość: PiesGończy Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.big.pl / 192.168.200.* 27.09.02, 16:19
          dreaded88 napisał:

          > szarywilk napisał:
          >
          > Jak gdzieś
          > >
          > > wyczytałem ok 1/3 całego parku lotniczego (notabene i pancernego) nie
          > nadawało
          > > sie do użycia po skończonych działań w Polsce, to jednak świadczy o pewnyc
          > h
          > > walorach naszych myśliwców>
          >
          > Artyleria plot też swoje robiła, inna rzecz, że było jej o wiele, wiele za
          mało
          >
          > ( cóż mogło 306 Boforsów i 44 starachowickie 75-ki zdziałać wobec potęgi
          > Luftwaffe ).
          >

          A może raczej za dużo? Niedawno czytałem (chyba 'Wojna w powietrzu 1939-1945'
          Piekałkiewicza), że ponad 10% zestrzeleń polskich samolotów było spowodowane
          ostrzałem przez własne jednostki obrony przeciwlotniczej (ponad 30% załóg
          straciło w ten sposób życie!!!)! Co więcej, nikt nie pofatygował się, żeby je
          zapoznać z sylwetkami samolotów (zarówno polskich, jak i wroga), tylko
          utajniono je!!!
          Polskie samoloty miały rozkaz latania na niskim pułapie (do 500m), a niemal
          każdy lotnik lądujący na spadochronie był traktowany jak szpieg (i najczęściej
          pobity).
    • Gość: Marcin Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.solutions.net.pl / *.forum.vt.pl 20.09.02, 11:16
      trochę się interesuję historią ale nie jestem ekspertem militarnym. myślę że
      przed wojną lotnictwo miało zbyt niski priorytet w budżecie wojska. według mnie
      jeszcze w 1938 należało kupić np. pare setek Hurricanów. ktoś powie że nie było
      pieniędzy - ale np. nie wykorzystano funduszy FON. poza tym ze składek
      ufundowano ORP Orzeł - te pieniądze również można było przeznaczyć na zakup
      samolotów. co do użycia bombowców - ciekawe byłoby uderzenie wyprzedzające na
      lotniska np w Prusach Wschodnich pierwszego września zanim wystartowały
      niemieckie samoloty. oczywiście nasz wywiad musiałby znać termin uderzenia
      niemieckiego. co do osłony myśliwskiej to może udało by się przerobić część
      łosi na "powietrzne kanonierki" instalując ile się da działek i kaemów zamiast
      bomb.
      • szarywilk Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 20.09.02, 11:24
        Gość portalu: Marcin napisał(a):
        >
        > jeszcze w 1938 należało kupić np. pare setek Hurricanów. ktoś powie że nie
        było
        >
        No nie wiem, jak zakupisz samoloty w 1938 to minie sporo czasu zanim go
        dostaniesz i potem wyszkolisz pilotów żeby nie nadawali sie do czegoś więcej
        niz kamikadze...być może do 1939 byłoby zbyt mało czasu...

        > co do użycia bombowców - ciekawe byłoby uderzenie wyprzedzające na
        > lotniska np w Prusach Wschodnich pierwszego września zanim wystartowały
        > niemieckie samoloty. oczywiście nasz wywiad musiałby znać termin uderzenia
        > niemieckiego. co do osłony myśliwskiej to może udało by się przerobić część
        > łosi na "powietrzne kanonierki" instalując ile się da działek i kaemów
        zamiast
        > bomb.

        Nie znam sie może na technice ale łosia ciężko by było przerobić na kanonierke,
        bo gdzie tych ludzi wsadzić z kaemami by zachować wszystkie właściwości
        lotne...lecz nawet jeśli przyjąć że udałoby się to zrobić to wydaje mi sie że
        wkońcu i kanonierki musiałyby mieć swoją osłonę łoś to nie b-17...vide me-110.
        • szarywilk Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 20.09.02, 11:27
          Dodać jeszcze należy problem opancerzenia takiego samolotu-kanonierki, bo
          przecież kanonierka bez opancerzenia jest dobra do pierwszego starcie, dopóki
          nie dostanie serią kilku działek czy choćby km-ów przez kadłub, po której nie
          ma juz komu strzelać z łosia-kanonierki...
          Ale pomysł jest oryginalny:))
        • michalgajzler Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 20.09.02, 11:57
          szarywilk napisał:

          >
          > Nie znam sie może na technice ale łosia ciężko by było
          przerobić na kanonierke,
          >
          > bo gdzie tych ludzi wsadzić z kaemami by zachować
          wszystkie właściwości
          > lotne...

          Zgadzam się. B-17 próbowano wykorzystać jako latające
          stanowisko strzeleckie i okazało się że masa 0,5 calowych
          Browningów i ich amunicji była tak duża że znacząco
          wpływała na własnosci lotne maszyny (a przeczytałem to
          swego czasu w monografii B-17).
          Pozdr.
          • Gość: Marcin Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.tarman.pl / *.in.tarnow.pl 20.09.02, 12:17
            troche mnie to dziwi. przecież masa przenoszonych bomb była większa od masy
            działek i amunicji. a może chodziło o rozkład masy a nie jej ilość. na
            marginesie to ten pomysł wdrożyli obecnie Amerykanie zamieniając Herculesa w
            latającą baterię (działka a nawet haubica). no ale taki Hercules ma potężny
            udźwig.
            • michalgajzler Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 20.09.02, 12:42
              Gość portalu: Marcin napisał(a):

              > troche mnie to dziwi. przecież masa przenoszonych bomb
              była większa od masy
              > działek i amunicji.
              Ale B-17 raczej nigdy nie przenosiły pełnego zapasu bomb
              (to po pierwsze - standard to było 4000lb), po drugie do
              masy tak przerobionego B-17F (wersja po przeróbkach
              nosiła oznaczenie YB-40) dochodziło wspomniane już przez
              szaregowilka opancerzenie. Poza tym sama amunicja 12,7mm
              trochę waży (a w tym samolocie jej liczba wzrosła 3
              razy), poza tym aby ułatwić obsługę km-ów dodano
              uządzenia hyrauliczne (kolejna masa dodatkowa). W wyniku
              czego YB-40 miały podobno gorsze osiągi i własności
              pilotażowe niż B-17F (podobno miały nawet problemy z
              nadążeniem za formacją).

              >a może chodziło o rozkład masy a nie jej ilość. na
              > marginesie to ten pomysł wdrożyli obecnie Amerykanie
              zamieniając Herculesa w
              > latającą baterię (działka a nawet haubica). no ale taki
              Hercules ma potężny
              > udźwig.
              przede wszystkim to koncepcja zastosowania tych maszyn
              jest zupełnie inna - YB-40 miał być z ząłożenia samolotem
              wsparcia ogniowego dla formacji bombowców, a AC-130 jest
              samolotem wsparcia ale dla oddziałów naziemnych (a udźwig
              swoją drogą ma większy).
              Pozdr.
              • thrawn01 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 20.09.02, 13:19
                michalgajzler napisał:


                W wyniku
                > czego YB-40 miały podobno gorsze osiągi i własności
                > pilotażowe niż B-17F (podobno miały nawet problemy z
                > nadążeniem za formacją).
                >

                - owszem, YB40 miał niższą prędkość przelotową i maksymalną, co powodowało, że
                dochodziło do kuriozum, iż samolot ekortowy, jakim w założeniu był YB-40 nie
                nadążał za formacjami "zwykłych" bombowców i w drodze powrotnej z misji
                bojowych po zrzuceniu przez nie ładunku musiał być sam "ekortowany"
                przez "zwkykłe" B17 czy Liberatory
                Pzdr.
      • dreaded88 Samoloty-kanonierki 20.09.02, 15:13
        Rozważano taką przeróbkę myśliwską "Łosia" - 8 kmów 7.9 mm do zabudowanego
        nosa. Na Dorniery i Heinkle mógłby być nawet, nawet, ale jak zapodali już
        koledzy - na myśliwce nie bardzo.
        Przykłady z WW2:
        1 ) Doglas P-70 - wersja A-20 Bostona, chyba 8 km 12.7 mm w dziobie, myśliwiec
        nocny.
        2 ) Beaufighter ! Przeróbka ( dość zaawansowana jednak ) bombowego Beauforta.
        3 ) Myśliwski Blenheim ( nieudany ).
        I już nie myśliwskie - warianty B-25 :
        a ) z kmami 12.7 w nosie
        b ) z armatą 75 mm w kadłubie. To było coś !
        • michalgajzler Re: Samoloty-kanonierki 20.09.02, 15:40
          dreaded88 napisał:

          > Rozważano taką przeróbkę myśliwską "Łosia" - 8 kmów 7.9
          mm do zabudowanego
          > nosa. Na Dorniery i Heinkle mógłby być nawet, nawet,
          ale jak zapodali już
          > koledzy - na myśliwce nie bardzo.
          > Przykłady z WW2:
          > 1 ) Doglas P-70 - wersja A-20 Bostona, chyba 8 km 12.7
          mm w dziobie, myśliwiec
          > nocny.
          > 2 ) Beaufighter ! Przeróbka ( dość zaawansowana jednak
          ) bombowego Beauforta.
          > 3 ) Myśliwski Blenheim ( nieudany ).
          > I już nie myśliwskie - warianty B-25 :
          > a ) z kmami 12.7 w nosie
          > b ) z armatą 75 mm w kadłubie. To było coś !

          No to dorzucę A-26 w kilku wersjach (któraś tez miała
          75-tkę, inne dużą ilość km-ów 12,7mm - o ile pamiętam to
          12 albo 16 w kazdym razie sporo;), a no i przeróbkę Ju-88
          (chyba wersja G) na ciężki samolot myśliwski (ale nocny,
          część z "Schrage Musik").
          • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 20.09.02, 15:45
            michalgajzler napisał:

            a no i przeróbkę Ju-88
            > (chyba wersja G) na ciężki samolot myśliwski (ale nocny,
            > część z "Schrage Musik").
            No i jeszcze wersje Do-217.
            Japończycy też eksperymentowali z myśliwską, eskortową wersją G4M Betty(
            działka, masa kmów ), ale wycofali się jeszcze szybciej niż w to weszli :-)
            • serwal Re: Samoloty-kanonierki 27.09.02, 15:30
              No to jeszcze ja dorzucę temat. He-177 z armatą 75mm w gondoli podkadłubowej,
              określany też jako "typ stalingradzki". Miał pomóc w deblokadzie miasta.
              Jednakże próby strzelań powietrznych nie powiodły się, bo odkształcał się
              kadłub. To już lepsze były Ju-87 G-1 oraz G-2, czy też rozmaite wersje Hs-129.
              A ciekawe co, by było jakby na polu walki II wojny światowej pojawił się
              odrzutowy bombowiec nurkujący Hs-132. Pilot musiał w nim leżeć, aby móc przeżyć
              wyjście z nurkowania (serce mogło nie nadążyć z tłoczeniem krwi przy dużych
              przeciążeniach). Samolot miał silnik "na plecach" - coś jak w He-
              162 "Salamander". No, nie można też zapomnieć do czego próbowano zmusić Me-262.
              Próbowano zamontować na nim działko 57mm w nosie kadłuba.
              • Gość: Słoju Re: Samoloty-kanonierki IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.09.02, 15:40
                Typowe dla Niemców w tamtym okresie, masa prototypów, często szalone
                konstrukcje, środki i wysiłek rozproszony po różnych projektach i pracach
                badawczych, każdy ciągnący kołdrę w swoja stronę.
              • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 27.09.02, 16:16
                Na pewno 57 mm ? Niemcy nie używali takiego kalibru zbyt powszechnie. Może 50 ?
                Abstrahując od wątpliwego sensu takiej operacji technicznie było to
                najprawdopodobniej zupełnie wykonalne.
                Japończycy wg pewnego źródła zamontowali działo zbliżonego kalibru ( coś koło 5
                cm ) w nosie Ki-45, tyle, że tam chodziło raczej o tzw. szturmowiec
                przeciwżeglugowy.
                • serwal Re: Samoloty-kanonierki 05.10.02, 17:14
                  Faktycznie - trochę przekalibrowałem uzbrojenie jednej z wersji Me-262.
                  Sprawdziłem i okazało się, że próbowano montować na nim działka: BK-5, MK-114,
                  MK-214 o kalibrze 50 lub 55 mm.
              • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 27.09.02, 16:20
                Na pewno 57 mm ? Niemcy nie używali takiego kalibru zbyt powszechnie. Może 50 ?
                Abstrahując od wątpliwego sensu takiej operacji technicznie było to
                najprawdopodobniej zupełnie wykonalne.
                Japończycy wg pewnego źródła zamontowali działo zbliżonego kalibru ( coś koło 5
                cm ) w nosie Ki-45, tyle, że tam chodziło raczej o tzw. szturmowiec
                przeciwżeglugowy.
                • Gość: Mac Re: Samoloty-kanonierki IP: *.acn.waw.pl 29.09.02, 09:40
                  dreaded88 napisał:

                  > Na pewno 57 mm ? Niemcy nie używali takiego kalibru zbyt powszechnie. Może
                  50 ?

                  Masz rację, 57 mm to nie był "niemiecki" kaliber. Działo 57 mm Molins było
                  montowane przez Brytyjczyków, w niektórych Mosquito. Powodowało zresztą stałe
                  kłopoty, bo jego udrzut uszkadzał drewnianą konstrukcję.
              • Gość: Herbie Re: Samoloty-kanonierki IP: 62.233.138.* 09.10.02, 10:12
                serwal napisał:

                > No to jeszcze ja dorzucę temat. He-177 z armatą 75mm w gondoli podkadłubowej,
                > określany też jako "typ stalingradzki". Miał pomóc w deblokadzie miasta.
                > Jednakże próby strzelań powietrznych nie powiodły się, bo odkształcał się
                > kadłub.

                Lepiej to wyszło Włochom, którzy zamontowali w ciężkim bombowcu Piaggio P.108
                (specjalnie do tego celu przystosowanym) działo okrętowe kal. 102 mm. Było ono
                umieszczone w nosie kadłuba, a jego lufa była skierowana pod kątem na dół. Wraz
                z systemem neutralizacji odrzutu działo ważyło ok. półtorej tony, a amunicja
                (50 szt. pocisków) kolejną tonę. W przeprowadzanych próbach okazało się, że tak
                wyposażony samolot miałby dobrą charakterystykę i doskonale nadawałby się do
                niszczenia okrętów i do zadań szturmowych. Włosi rozważali możliwość produkcji
                niewielkiej ilości P.108A i przebudowy na tę wersję niektórych egzemplarzy
                bombowców P.108B, jednak nie zdążyli tego zrealizować przed kapitulacją Włoch.

                Pozdravki
                Herbie
                • Gość: barnaba Re: Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 09.10.02, 14:05
                  Wydaje mi się jednak, że szybkostrzelność takiego działa byłaby jednak
                  niewielka. Ponadto działo kal. 105 mm nadawało się tylko do zwalczania lekkich
                  jednostek- w zasadzie od niszczyciela w dół.

                  Nie wiesz może jaki miało zapas amunicji i jak rozwiązano problem malo
                  stabilnej podstawy?

                  pozdrawiam
        • Gość: barnaba Re: Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 20.09.02, 19:32
          Takie przeróbki sprawdzały się (lepiej lub gorzej) w zasadzie jedynie jako
          myśliwce nocne. Po prostu potrzebny był w miarę duży samolot, na którym można
          było zamontować prymitywny i ciężki radar. Nikt nie wymagał od nich stoczenia
          równej walki z lekkim jednomiejscowym myśliwcem.

          pozdrawiam
          • Gość: Mac Re: Samoloty-kanonierki IP: *.acn.waw.pl 22.09.02, 13:46
            Przeróbka Łosia na "kanonierkę" byłaby trudna również z powodu braku miejsca
            dla strzelców w kadłubie. Był po prostu ciasny. Dopiero w jego następcy Misiu
            przewidywano więcej miejsca.

            Stosowanie zbyt słabych silników było także przywarą Japończyków. W dodatku
            trudną do zrozumienia, bo Japończycy dysponowali mocniejszymi motorami, a A6M
            prawie do samego końca (przynajmniej seryjne wersje) miał silnik 1130 KM. Było
            to rozpaczliwie mało już w 1943r.

            Pozdrawiam wszystkich :-) Imponujecie swoją wiedzą.
            • Gość: lajtar Re: Samoloty-kanonierki IP: *.isns.uw.edu.pl 23.09.02, 15:13
              Na poczatku, duze uznanie za wiedze !
              Ja slabo sie znam na temacie, ale sadze, ze problem lotnictwa w 39 byl czescia
              ogolnego braku jednolitej koncepcji co do uzbrojenia armii i jej funkcji.
              Ilosc programow badawczych byla imponujaca jak na taki biedny kraj, problem z
              masowa produkcja. Ogromne kwoty "utopiono" w Marynarce, zamiast rozwijac
              transport i lotnictwo. Uderza tez bezsensowne dazenie do samowystarczalnosci,
              zamiast osiagnacv jakas specjalizacje - stad zbyt pozne decyzje o zakupach. Czy
              nie lepiej byloby robic masowo 3 - 4 typy samolotow, zamiast 20 ?
              Los i oprocz tego prototyp Suma i kilka P-24, reszta to co najwyzej maszyny do
              szkolenia, a i te nie zostaly wykorzystane, chocby w jedym zmasowanym ataku na
              pozycje wroga - po za Losiami pod Czestochowa.
              Problemy troche podobne do dzisiejszych, wszystkiego po trochu, choc moze w
              ramch NATO jest szansa na specjalizacje i nie utrzymywanie wszystkich typow
              broni ???
              • serwal Re: Samoloty-kanonierki 27.09.02, 15:49
                W zasadzie jedynym samolotem walczącym we wrześniu'39, o którym można
                powiedzieć, że był samolotem pola walki to PZL-23 "Karaś". Nie był to klasyczny
                bombowiec nurkujący, jakby można było myśleć ze względnego podobieństwa
                zewnętrznego do Ju-87B. Jego typ określano w ówczesnej Polsce jako "samolot
                liniowy". Koncepcja "samolotu liniowego" wywodziła się jeszcze z czasów wojny
                bolszewickiej. Olbrzymie przestrzenie, na których zmagały się wtedy armie
                lądowe, stawiały wyzwanie co do rozpoznania ruchów wojsk. Taki samolot miał
                mieć przede wszystkim długi czas patrolowania. Nie chodziło o znaczny zasięg.
                Większość przemieszczeń wojsk, istotnych dla rozszyfrowania ruchów wojsk nepla,
                odbywała się w strefie działań taktycznych. Ktoś powie, że lepszy był duży
                zasięg. Jednakże od takiego samolotu wymagano też skrytego atakowania celów w
                stylu "wolne polowanie". Musiał zatem przenosić bomby. Nie za wiele. Tyle, aby
                zniszczyć jakiś transport ciężarówek, zaatakować kolumnę wrogiej piechoty
                itp. "Karaś" zabierał chyba 300kg bomb. Posiadał też stanowisko dolnego-tylnego
                strzelca, bardzo porządane w takich przypadkach. Można się tu pokusić o
                rozmyślania, co by to było, gdyby jego następca z mocnieszym silnikiem,
                działkami p-panc. oraz w zwartych grupach (po 4 maszyny) ruszył do akcji we
                wrześniu 1939 roku przeciwko takim czołgom jak Pzkw I, II albo III.
                • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 27.09.02, 17:00


                  Ładunek bomb przenoszony przez Karasia był deczko większy, 700 kg.
                  Tylny strzelec nie mógł mimo wszystko narobić zbyt wielkiego ambarasu nplowi
                  szyjąc z pojedynczego kmu a dolne stanowisko znakomicie pogarszało aerodynamikę
                  samolotu. Był to zresztą ewenement w samolotach tej wielkości. Inni radzili
                  sobie chyba sensowniej - np. Francuzi montując z Potezie 63.11 do walki z
                  celami naziemnymi kilka kmów strzelających w dół pod pewnym kątem.
                  Na działka ppanc mimo wszystko P-23 był trochę za małym płatowcem ( może i by
                  sie dało wsadzić weń dwa kal. 20 mm, ale z malutkim zapasem amunicji ). Co
                  innego Sum, ale tu też przewidywano jako stałe uzbrojenie tylko 4 kmy.
                  • Gość: barnaba Re: Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 27.09.02, 19:17
                    "Tylny-dolny" strzelec w "Karasiu" i "Sumie" służył raczej do obrony przed
                    atakiem myśliwców niż do ostzału celów naziemnych. Klasyczny samolot liniowy do
                    atakowania pojazdów niezbyt się nadawał- trafić z lotu poziomego w poruszający
                    się cel nie jest tak łatwo, a uszkodzenia drogi pojazdy gąsiennicowe mogą
                    swobodnie wyminąć. Co innego, gdy chodzi o atakowanie przepraw, konnych
                    taborów, stacji kolejowych itp.

                    Ponadto do zadań szturmowych (a takimi byłoby atakowanie np. kolumn czołgów)
                    ani "Karaś" ani "Sum" się nie nadawały. Nie przewidywano dla nich ataku z lotu
                    nurkowego, nie miały opancerzenia, a, jak już wspomniano, ich uzbrojenie
                    (strzelające do przodu) było dalece niewystarczające i służyło raczej do
                    odstraszania myśliwców wroga i siania paniki wśród piechoty niż do niszczenia
                    pojazdów opancerzonych.

                    pozdrawiam
                    • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 28.09.02, 14:52
                      Masz rację, jako bombowce nurkujące przewidywane były Wilk oraz - co jest mocno
                      kuriozalne ( choć zdarzało się i gdzie indziej - vide choćby IAR.81 ) -
                      Jastrząb.
                      Klasyczny samolot liniowy miał wymrzeć bezpotomnie - po Karasiu miał nastać
                      Wilk o zupełnie innym zakresie możliwości. Dopiero jego krach sprawił, że
                      zaczęto poważniej myśleć o Sumie.
                      • Gość: barnaba Re: Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 28.09.02, 22:35
                        Polskie władze lotnictwa oprócz preferowania bombowców wyznawały ideę
                        (poczodzącą zresztą również z wojny 1920r.), że myśliwce oprócz swoich
                        podstawowych zadań powinny być zdolne do przenoszenia niewielkich bomb. Bomby
                        po 12,5 kg mógł przenosić nawet P.11. Tak więc gen. Rayski budując "myśliwce
                        bombardujące" znowu wyprzedził swoją epokę. :) To nic, że użycie
                        nieopancerzonych myśliwców do straszenia nieprzyjacielskiej piechoty (bo
                        bombami po 12.5 kg wielkiej krzywdy się nie zrobi) mogło się sprawdzić jedynie
                        w wojnie z nie posiadającą silnego lotnictwa Litwą.

                        Paradoksalnie "Jastrząb" mógłby sprawdzić się jako mysliwiec bombardujący i to
                        być może nawet bardziej niż myśliwiec. Głównym problemem polskiego lotnictwa
                        była jednak słabość lotnictwa myśliwskiego, a nie brak samolotów wspierających
                        piechotę i kawalerię, które bez skutecznej osłony myśliwskie ponoszą ogromne
                        straty i nie są w stanie odnieść większych sukcesów.

                        pozdrawiam
                        • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 30.09.02, 15:29
                          Gość portalu: barnaba napisał(a):

                          > Polskie władze lotnictwa oprócz preferowania bombowców wyznawały ideę
                          > (poczodzącą zresztą również z wojny 1920r.), że myśliwce oprócz swoich
                          > podstawowych zadań powinny być zdolne do przenoszenia niewielkich bomb. Bomby
                          > po 12,5 kg mógł przenosić nawet P.11. Tak więc gen. Rayski budując "myśliwce
                          > bombardujące" znowu wyprzedził swoją epokę. :) To nic, że użycie
                          > nieopancerzonych myśliwców do straszenia nieprzyjacielskiej piechoty (bo
                          > bombami po 12.5 kg wielkiej krzywdy się nie zrobi) mogło się sprawdzić
                          jedynie
                          > w wojnie z nie posiadającą silnego lotnictwa Litwą.

                          Niestety. Choć spotkałem się z opinią, chyba u Cynka, że błędem było to iż nie
                          przerobiono starych P-7 na myśliwce bombardujące z prawdziwszego zdarzenia. Nie
                          wiem jak on to sobie wyobrażał - może plus 2 km, zaczepy na cięższe bomby,
                          opancerzenie ? Ale jaka taktyka użycia ?

                          > Paradoksalnie "Jastrząb" mógłby sprawdzić się jako mysliwiec bombardujący i
                          to
                          > być może nawet bardziej niż myśliwiec.

                          Jednakowoż wymagania dot. zdolności uderzeniowych wpływały negatywnie na stronę
                          myśliwską - choćby przez wzrost masy.

                          Głównym problemem polskiego lotnictwa
                          > była jednak słabość lotnictwa myśliwskiego, a nie brak samolotów
                          wspierających
                          > piechotę i kawalerię, które bez skutecznej osłony myśliwskie ponoszą ogromne
                          > straty i nie są w stanie odnieść większych sukcesów.

                          Owszem - choć głównym problemem w tej materii w 1939 były Ju-87 i Hs-123 a nie
                          bombowce horyzontalne, jak u nas niektórzy uważają.
                          • Gość: barnaba Re: Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 30.09.02, 17:37
                            dreaded88 napisał:

                            > > Polskie władze lotnictwa oprócz preferowania bombowców wyznawały ideę
                            > > (poczodzącą zresztą również z wojny 1920r.), że myśliwce oprócz swoich
                            > > podstawowych zadań powinny być zdolne do przenoszenia niewielkich bomb. Bo
                            > mby
                            > > po 12,5 kg mógł przenosić nawet P.11. Tak więc gen. Rayski budując "myśliw
                            > ce
                            > > bombardujące" znowu wyprzedził swoją epokę. :) To nic, że użycie
                            > > nieopancerzonych myśliwców do straszenia nieprzyjacielskiej piechoty (bo
                            > > bombami po 12.5 kg wielkiej krzywdy się nie zrobi) mogło się sprawdzić
                            > jedynie
                            > > w wojnie z nie posiadającą silnego lotnictwa Litwą.
                            >
                            > Niestety. Choć spotkałem się z opinią, chyba u Cynka, że błędem było to iż
                            nie
                            > przerobiono starych P-7 na myśliwce bombardujące z prawdziwszego zdarzenia.
                            Nie
                            >
                            > wiem jak on to sobie wyobrażał - może plus 2 km, zaczepy na cięższe bomby,
                            > opancerzenie ? Ale jaka taktyka użycia ?

                            Faktem jest, że żadnego zastosowania dla P.7 we wrześniu nie znaleziono. Jako
                            myśliwiec bombardujący pewnie by się nie sprawdził- mały udźwig, brak
                            opancerzenia, takie sobie osiągi. Taktyka użycia- cóż, generalnie nie
                            przewidywano w Polsce użycia lotnictwa na linii frontu (do bezpośredniego
                            wsparcia sił lądowych); zresztą użycie do tego nieopancerzonego samolotu marnie
                            by się skończyło dla pilotów. Pewnie zatem wykorzystanoby P.7 do straszenia
                            odwodów, taborów itp. :)

                            Już chyba lepiej by było wykorzystać P.7 do bliskiego rozpoznania. W 1939r.
                            używano do tego celu samolotu, który się "akurat nawinął" (w tym np. Łosia
                            (!)). Jakość rozpoznania frontu i jego zaplecza przy pomocy jednomiejscowego
                            samolotu jest jednak niska. Szkoda zatem, że "Mewa" spóźniła się o te 2-3
                            miesiące, bo w 1939r. rozpoznanie po prostu "leżało".

                            > > Paradoksalnie "Jastrząb" mógłby sprawdzić się jako mysliwiec bombardujący
                            > i
                            > to
                            > > być może nawet bardziej niż myśliwiec.
                            >
                            > Jednakowoż wymagania dot. zdolności uderzeniowych wpływały negatywnie na
                            stronę
                            >
                            > myśliwską - choćby przez wzrost masy.

                            To prawda. Taki "Jastrząb" nie miałby większych szans, gdyby spróbować
                            wykorzystać go w charakterze myśliwca.

                            pozdrawiam
                            • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 30.09.02, 17:47
                              Gość portalu: barnaba napisał(a):

                              > Faktem jest, że żadnego zastosowania dla P.7 we wrześniu nie znaleziono. Jako
                              > myśliwiec bombardujący pewnie by się nie sprawdził- mały udźwig, brak
                              > opancerzenia, takie sobie osiągi. Taktyka użycia- cóż, generalnie nie
                              > przewidywano w Polsce użycia lotnictwa na linii frontu (do bezpośredniego
                              > wsparcia sił lądowych); zresztą użycie do tego nieopancerzonego samolotu
                              marnie
                              >
                              > by się skończyło dla pilotów. Pewnie zatem wykorzystanoby P.7 do straszenia
                              > odwodów, taborów itp. :)

                              Fakt, te stare konstrukcje miały malutką podatność modernizacyjną.

                              > Już chyba lepiej by było wykorzystać P.7 do bliskiego rozpoznania. W 1939r.
                              > używano do tego celu samolotu, który się "akurat nawinął" (w tym np. Łosia
                              > (!)). Jakość rozpoznania frontu i jego zaplecza przy pomocy jednomiejscowego
                              > samolotu jest jednak niska. Szkoda zatem, że "Mewa" spóźniła się o te 2-3
                              > miesiące, bo w 1939r. rozpoznanie po prostu "leżało".

                              Rozpoznanie w ogóle, tym bardziej w skali "strategicznej". "Łoś" nie musiał być
                              wcale zły jako rozpoznawca wyższego szczebla - szybki, duży zasięg itp. Tylko
                              oczywiście trzeba by go było odpowiednio wyposażyć ( no i kwestia pułapu -
                              ciężko byłoby zeń zrobić to co udało się z Ju-86, 15 km chyba ). Co do "Mewy"
                              pozostanę jednak sceptyczny - taki samolot jest dobry kiedy strona uzywająca go
                              ma przewagę w powietrzu. W przeciwnym razie - staje się paszą dla myśliwców.

                              > To prawda. Taki "Jastrząb" nie miałby większych szans, gdyby spróbować
                              > wykorzystać go w charakterze myśliwca.
                              >
                              Chyba, że z naprawdę porządnym silnikiem :-)
                              Pozdrowienia.
                              • Gość: barnaba Re: Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 30.09.02, 18:46
                                dreaded88 napisał:

                                > Rozpoznanie w ogóle, tym bardziej w skali "strategicznej". "Łoś" nie musiał
                                być
                                >
                                > wcale zły jako rozpoznawca wyższego szczebla - szybki, duży zasięg itp. Tylko
                                > oczywiście trzeba by go było odpowiednio wyposażyć ( no i kwestia pułapu -
                                > ciężko byłoby zeń zrobić to co udało się z Ju-86, 15 km chyba ).

                                Rzeczywiście nie musiał. Uważam jednak, że użycie do rozpoznania bombowca
                                byłoby zwykłym marnotrawstwem. Ponadto, nie wiem, czy do prowadzenia
                                rozpoznania potrzebny byłby samolot czteromiejscowy. Skłaniałbym się raczej ku
                                samolotowi dwu- lub trzymiejscowemu (pilot+obserwator ew. + tylny strzelec).

                                > Co do "Mewy"
                                > pozostanę jednak sceptyczny - taki samolot jest dobry kiedy strona uzywająca
                                go
                                >
                                > ma przewagę w powietrzu. W przeciwnym razie - staje się paszą dla myśliwców.

                                Niekoniecznie. Samolot taki działa na niewielkiej wysokości. Jeśli ma dobrą
                                zwrotność i przyzwoite osiągi nie musi być łatwym celem dla myśliwca. Większe
                                zagrożenie dla niego stanowi ogień z ziemi.

                                pozdrawiam
                                • dreaded88 Re: Samoloty-kanonierki 01.10.02, 17:43
                                  Gość portalu: barnaba napisał(a):


                                  >
                                  Uważam jednak, że użycie do rozpoznania bombowca
                                  > byłoby zwykłym marnotrawstwem. Ponadto, nie wiem, czy do prowadzenia
                                  > rozpoznania potrzebny byłby samolot czteromiejscowy. Skłaniałbym się raczej
                                  ku
                                  > samolotowi dwu- lub trzymiejscowemu (pilot+obserwator ew. + tylny strzelec).
                                  >

                                  Ale mimo wszystko jeszcze większym marnotrawstwem, szczególnie w polskiej
                                  sytuacji, byłoby rozwijanie osobnego typu. Alternatywą mógłby być rozpoznawczy
                                  Wilk albo Lampart, tyle że ich nie było... Zresztą podczas WW2 nie powstało za
                                  wiele dedykowanych typów rozpoznawczych - Fw-189 i niewiele więcej. Ograniczano
                                  się do przeróbek.

                                  >
                                  > Niekoniecznie. Samolot taki działa na niewielkiej wysokości. Jeśli ma dobrą
                                  > zwrotność i przyzwoite osiągi nie musi być łatwym celem dla myśliwca. Większe
                                  > zagrożenie dla niego stanowi ogień z ziemi.

                                  W zasadzie masz rację. Choć o ile pamiętam takie samoloty klasy Mewy jak Hs-126
                                  czy Lysander szybko się wykruszyły. Zostały takie jak Auster, które osiągów w
                                  ogóle nie miały, bo nie potrzebowały służąc do korygowania artylerii.
                                  • Gość: barnaba Re:Samoloty rozpoznawcze (Było Samoloty-kanonierki IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 01.10.02, 19:06
                                    dreaded88 napisał:

                                    > Ale mimo wszystko jeszcze większym marnotrawstwem, szczególnie w polskiej
                                    > sytuacji, byłoby rozwijanie osobnego typu. Alternatywą mógłby być
                                    rozpoznawczy
                                    > Wilk albo Lampart, tyle że ich nie było... Zresztą podczas WW2 nie powstało
                                    za
                                    > wiele dedykowanych typów rozpoznawczych - Fw-189 i niewiele więcej.
                                    Ograniczano
                                    >
                                    > się do przeróbek.

                                    Masz rację. Rzeczywiście "Wilk" i "Lampart" mogłyby się sprawdzić w roli
                                    samolotów rozpoznawczych, choć raczej po przebudowie (tylny strzelec pełniący
                                    też w takim wypadku funkcję obserwatora patrzył jedynie do tyłu). Przeróbki
                                    chyba są najlepszym wyjściem z ekonomicznego punktu widzenia- można im poddać
                                    samoloty, które nie spełniają już swojej pierwotnej funkcji (Anglicy
                                    wykorzystywali np. starsze wersje Spitfire'a). W Polsce niestety do tego celu
                                    nadawałby się chyba dopiero "Karaś"- po wprowadzeniu "Suma" i "Łoś"- po (malo
                                    prawdopodobnym) wprowadzeniu "Misia".

                                    Zresztą koszty opracowania samolotu rozpoznawczego nie były w latach 30 takie
                                    wielkie, skoro podjęła się tego nawet Czechosłowacja. W czasie wojny nic
                                    dziwnego, że inne klasy samolotów miały pierwszeństwo...

                                    > W zasadzie masz rację. Choć o ile pamiętam takie samoloty klasy Mewy jak Hs-
                                    126
                                    >
                                    > czy Lysander szybko się wykruszyły.

                                    Nie wiem jak Lysander, ale HS-126 latał jeszcze pod Stalingradem, a potem
                                    został zastąpiony przez Fw-189 (na którym podobno był wzorowany radziecki Su-12
                                    nie wprowadzony do produkcji ze względu na koniec wojny)

                                    > Zostały takie jak Auster, które osiągów w
                                    > ogóle nie miały, bo nie potrzebowały służąc do korygowania artylerii.

                                    Zgadza się, ale ich zadania były nieco odmienne od "klasycznych" zadań lotnicwa
                                    rozpoznawczego. Dość powiedzieć, że piloci stosunkowo rzadko przekraczali linię
                                    frontu.

                                    pozdrawiam
                                  • michalgajzler Re: Samoloty-kanonierki 01.10.02, 19:07
                                    dreaded88 napisał:


                                    > Ale mimo wszystko jeszcze większym marnotrawstwem,
                                    szczególnie w polskiej
                                    > sytuacji, byłoby rozwijanie osobnego typu.

                                    Zgadzam się, tym bardziej że (o czym mowa niżej)
                                    samolotów czysto rozpoznawczych budowanych od podstaw za
                                    wiele nie powstało.

                                    Alternatywą mógłby być rozpoznawczy
                                    > Wilk albo Lampart, tyle że ich nie było... Zresztą
                                    podczas WW2 nie powstało za
                                    > wiele dedykowanych typów rozpoznawczych - Fw-189 i
                                    niewiele więcej. Ograniczano
                                    >
                                    > się do przeróbek.


                                    No i te przeróbki były chyba dość udane: Ju-86 (nie
                                    pamiętam dokładnego oznaczenia chyba P ale nie jestem
                                    pewien), Spitfire i Mosquito z serii PR, Lightning F-5
                                    itp. Wszystkie powstały jako przeróbki już istniejących
                                    samolotów bojowych. I co warto zauważyć usówano z nich
                                    przeważnie uzbrojenie (poświęcone na rzecz pułapu i
                                    zwiększenia zasięgu).
    • Gość: Michal Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.telia.com 28.09.02, 15:12
      Dreaded 88 kliknij siedze teraz Mihau@telia.com
      Pzdr,Michal
    • Gość: Being28 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 23.10.02, 18:46
      Dla chcacego nic trudnego.....
      Finlandia w czasie wojny z CCCP dostala troche gratow z calego swiata (chyba
      Gladiatory i cos jeszcze) i jakos dali sobie rade z potega radziecka. A
      polskie lotnictwo w 39 przez wiele dni nic nie robilo, niepotrzebnie bylo
      porozdzielane na rozne armie itp (podobnie i bron pancerna).

      A co do atakow pojedynczymi kluczami to Amerykanie tez tak atakowali japonskie
      lotniskowce i dopiero po wielu, wielu bitwach zmienili to.
      • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 24.10.02, 18:07
        Gość portalu: Being28 napisał(a):

        > Dla chcacego nic trudnego.....
        > Finlandia w czasie wojny z CCCP dostala troche gratow z calego swiata (chyba
        > Gladiatory i cos jeszcze) i jakos dali sobie rade z potega radziecka.

        Bardzo duże uproszczenie!
        Jakby nie patrzeć- ZSRR w wojnie zimowej miał zdecydowana przewagę w powietrzu.
        Fińskie "graty" dorównywały radzieckim samolotem starszej generacji - I-16, I-
        15bis i I-153
        Fińskie wojska odnosiły sukcesy w walkach lądowych nie tyle dzięki wsparciu
        własnego lotnictwa, a dzięki doskonałej taktyce, znajomości ternu i wysokim
        umiejetnościom i znakomitemu wyszkoleniu żołnierzy... A także dzięki uporowi
        radzieckiego dowódzctwa atakującego wzdłuż dróg.
        A i tak Finlandia wojnę przegrała (choć udało się jej zachować niepodległość).
        Porozumienie pokojowe uratowało fińskie wojska walczące w Karelii od klęski.

        > A
        > polskie lotnictwo w 39 przez wiele dni nic nie robilo,

        Nonsens! To co piszesz dotyczy tylko 2 pierwszych dni i Brygady Bombowej

        > niepotrzebnie bylo
        > porozdzielane na rozne armie itp (podobnie i bron pancerna).

        Założeniem było, że polskie lotnictwo myśliwskie daje osłonę wojskom
        lądowym. "Karasie" z samej koncepcji lotnictwa liniowego musiały współdziałać z
        armią lądową. Pomysł był dobry, ale wymagał znacznej ilości samolotów (około 10-
        20x więcej niż dysponowaliśmy :) )

        > A co do atakow pojedynczymi kluczami to Amerykanie tez tak atakowali
        japonskie
        > lotniskowce i dopiero po wielu, wielu bitwach zmienili to.

        Atak większymi siłami w warunkach morskich wymaga dobrego wyszkolenia pilotów i
        znakomitej koordynacji działań.
        Atak pojedynczym kluczem sprawdza się również dla samolotów szturmowych i
        bombowców nurkujących. W przypadku "Łosi" i "karasi" było to marnotrawstwo.

        pozdrawiam
    • Gość: being28 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 24.10.02, 16:57
      Glownym problemem polskiego lotnictwa bylo uparte rozwijanie konstrukcji
      Pulawskiego. W Rumuni przebudowano P24 na dolnoplat i takie samoloty zagrazaly
      nawet formacjom Liberatorow i Latajacych Fortec pod koniec wojny. Przy naszym
      potencjale lotniczym przed wojna podobna przerobka byla mozliwa i mielibysmy
      niezbyt dobry samolot ale chociaz szybszy od niemieckich bombowcow.
      • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 24.10.02, 18:10
        Gość portalu: being28 napisał(a):

        > Glownym problemem polskiego lotnictwa bylo uparte rozwijanie konstrukcji
        > Pulawskiego. W Rumuni przebudowano P24 na dolnoplat i takie samoloty
        zagrazaly
        > nawet formacjom Liberatorow i Latajacych Fortec pod koniec wojny. Przy naszym
        > potencjale lotniczym przed wojna podobna przerobka byla mozliwa i mielibysmy
        > niezbyt dobry samolot ale chociaz szybszy od niemieckich bombowcow.

        P.24 był zdecydowanie lepszym samolotem niż P.11. Warto pamiętać, że sprawdził
        się w walkach w Grecji w 1940r.
        Problemem polskiego lotnictwa było nie rozwijanie konstrukcji P.11 czy P.24,
        ale postawienie na "Wilka", do którego nie było nawet dopracowanego silnika.

        pozdrawiam
        • Gość: jasiol Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: 157.25.88.* 25.10.02, 12:11
          > P.24 był zdecydowanie lepszym samolotem niż P.11.
          Niespecjalnie. P24 to eksportowy P.11 wyposażony w parę raczej wątpliwych
          bajerów (owiewki kół, działka, osłona kabiny) oraz mocniejsze francuskie
          silniki. Następcą P.11 miał być znacznie nowocześniejszy Wilk, a później
          Jastrząb.
          > Warto pamiętać, że sprawdził się w walkach w Grecji w 1940r.
          Można prosić o źródło?
          > ale postawienie na "Wilka", do którego nie było nawet dopracowanego silnika.
          O.K.
          Pozdrawiam
          • dreaded88 Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 25.10.02, 16:44
            Jest artykuł ( chyba ) Glassa o P-24 w ś.p. Aero-Technice Lotniczej. Pisze się
            tam dość enigmatycznie o tym, że większość z 60 greckich zwycięstw powietrznych
            odniosły właśnie "24" ( było ich tam 36, 9 Blochów i chyba też garstka Avii ).
            Tyle że to specjalnie o niczym nie świadczy, Włosi w czasie II wojny nie
            wykazywali się za bardzo a FIATY CR.32/42 , G.50 i MC.202 były sporo gorsze od
            Me-109 E... Po prostu P-24 był średnią maszyną, klasy CR.42 czy późnyh wersji
            Gladiatora.
            P.S. Greckie miały uzbrojenie złożone z 4 k.m.
            • Gość: barnaba Re: Lotnictwo we wrześniu 1939 IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 25.10.02, 20:37
              dreaded88 napisał:

              > Jest artykuł ( chyba ) Glassa o P-24 w ś.p. Aero-Technice Lotniczej. Pisze
              się
              > tam dość enigmatycznie o tym, że większość z 60 greckich zwycięstw
              powietrznych
              >
              > odniosły właśnie "24" ( było ich tam 36, 9 Blochów i chyba też garstka
              Avii ).
              > Tyle że to specjalnie o niczym nie świadczy, Włosi w czasie II wojny nie
              > wykazywali się za bardzo a FIATY CR.32/42 , G.50 i MC.202 były sporo gorsze
              od
              > Me-109 E...

              Dlatego napisałem "w 1940" a nie "w 1941", kiedy to do walk włączyły się wojska
              niemieckie dysponujące zdecydowanie nowocześniejszym sprzętem...

              > Po prostu P-24 był średnią maszyną, klasy CR.42 czy późnyh wersji
              > Gladiatora.

              Pod koniec lat 30 - zgoda. Podtrzymuje jednak opinię, że był samolotem
              zdecydowanie lepszym (o zdecydowanie lepszych osiągach) niż P.11.

              pozdrawiam
      • dreaded88 I.A.R. 80/81 25.10.02, 16:57
        Antycypacja tegoż była rzeczywiście prawdopodobnie pewną droga dla PZL.
        Samolot z G-R 970 KM osiągał 510 km/h.
        Trudno wyrokować o jego wartości bojowej, bo relacje są niejednoznaczne, w
        latach 40. był już mocno przestarzały, Rumuni szukali dla niego zastosowania
        raczej jako lekkiego bombowca nurkującego. Wątpię w te Liberatory, po prostu do
        obrony Ploesti rzucano wszystko co było pod ręką.
        IAR miał na pewno jedną wadę - słabą widoczność z kabiny.
        Byłoby to niezłe doraźne rozwiązanie, np. jako prowizoryczne zabezpieczenie na
        wypadek niepowodzenia Wilka. Poza tym samolot wykorzystujący elementy P-24 czy
        P-11 był zupełnie nieperspektywiczny, to co udało się wykrzesać Rumunom było
        prawdopodobnie absolutnym maxem. Podobno myśleli o montażu silników BMW-801 (
        takie jak w FW-190 A ), na szczęście nie próbowali - dużo cięższy samolot może
        by podchodził z tymi ponad 1500 KM pod 600 km/h, ale wytrzymałość byłaby
        zupełnie niewystarczająca i mieliby latającą trumnę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka