Prawie wojna...

14.01.11, 19:17
Otwieram watek w którym można napisać jak prawie mogła wybuchnąć wojna jeśli ktoś nie zatrzyma sie na czas:

"Operacja Rotem" 24.2.1960:

Egipcjanie po cichu weszli do Synaju z silą 2 dyw. pancernych i wywiad izraelski WCALE
nie zauważył taka koncentracje sił w pobliżu granicy...
Jak coś było za "spokojnie" wysłano 2 samoloty Votour zobaczyć co dzieje sie w okolicy kanału suezkiego. Po jakimś czasie Egipcjanie zauważyli patrol i wysłali 4 Mig-17.
Po zrobieniu zdjęć patrol wrócił do bazy i zaczęli oglądać co fotografowane.

Dziwno było widzieć obozy formacji pancernych, ale puste...nie było ani jednego czołgu!
Co znaczy gdzie znajdują sie bryg. pancerne? Szybko okazało sie ze cala potęga jest na granicach w Synaju i Izrael nie jest mobilizowany... (trochę przypomina 13 lat później)

Szef wojskowego wywiadu Herzog (późniejszy prezydent) powiedział ze nie ma nic na granicach (pamiętacie?)

Od razu zaczęła sie silna mobilizacja rezerwy i zbliżenie wojsk do granicy z Egiptem.
Naser zobaczył to poleciał do swoich kamradow w Moskwie mówiąc ze Żydzi idą na wojnę a on nie jest gotowy. Własnie to narobili Rosjanie mówiąc ze Izrael idzie zaatakować Syrię ( po prostu podobne scenerio 7 lat później)

Ameryka tez wtrąciła sie mówiąc ze to ćwiczenia izraelskie i radzą żeby wszystkie wojska wycofać. Tak po 4 dniu spadło odprężenie i potrzeba było czekać jeszcze 7 lat na 6 dniowa wojnę.

Jak widzicie nic sie nie zmienia, historia zawsze powtarza sie. Nikt nie nauczył się i myślę ze tez nie nauczy się...
Pełna wersja