Dodaj do ulubionych

Unia Euroazjatycka

14.04.14, 14:37
Wszyscy się zastanawiają czym kieruje się Putin. Do czego dąży. Jak go powstrzymać. Na pewno nie ekonomią. Dąży do Unii Euroazjatyckiej po trupach Ukrainy i krajów Bałtyckich. Ale po co mu Unia która będzie drugą RPA? Z punktu widzenia ekonomicznego to bez sensu. Pozostaje polityka.
Obserwuj wątek
    • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 14:50
      No! Faktycznie - Rosja, ChRL,Indie, Wietnam,Iran - to "druga RPA"!:)
      • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 14:57
        Już tak było. Reagan tak przydusił ZSRR że w końcu padło.
        • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 15:28
          No to czekamy jak prezydent bankrutującego kraju - Obama "przydusi" Unię Euroazjatycką" ,żeby padła!:)
          • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 15:31
            Na pewno nie pójdzie na to że Putin bierze co chce. A już na pewno tego nie zrobi republikański prezydent USA.
            • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 15:49
              Nie wiem czy pójdzie czy nie pójdzie ale jak jeszcze nie Zauważyłeś Putin ma to w du..e!
              • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 16:09
                No właśnie zauważyłem. Trzeba więc nacisnąć Putina tak żeby zrozumiał. Ja stawiam na Syrię.
                • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 16:14
                  No próbują,próbują a Asad nadal wygrywa!:)
                  • jopekpl Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 16:44
                    marek_boa napisał:

                    > No próbują,próbują a Asad nadal wygrywa!:)
                    Czy wygrywa , wątpię.Na razie to jest tam chwiejna równowaga , faktem jest jednak że z idei uwolnienia państwa od dyktatora(zresztą jak to często bywa idee umierają w spotkaniu z ludzkimi ambicjami) zrobił się taki syf że teraz to nie wiadomo komu kibicować .Myślę że tam zwycięzców nie będzie będą tylko ofiary.
        • j-k bzdury... 14.04.14, 17:04
          ZSRR padl sam, gdyz Gorbaczow uznal bezsens jego dalszego istnienia.
          - idea komunizmu sie wypalila.

          ekonomicznie biorac ZSRR bez problemu moglby trwac do roku 2000...

          Dr. J.K.
          ekonomista.
          w 1981 dzialacz "Solidarnosci" w warszawie.
          • antyk-acap Re: bzdury... 14.04.14, 17:07
            Nie. Ekonomicznie padło około 85'. Potem to był ciemny dół.
      • przyjacielameryki Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:01
        marek_boa napisał:

        > No! Faktycznie - Rosja, ChRL,Indie, Wietnam,Iran - to "druga RPA"!:)

        Człowieku opanuj się. Jakie Indie jakie Chiny, . . . . . ? A czym ma być ta Unia Euroazjatycka, na czym ma polegać ustrój tej organizacji, jakie maja być struktury, jakie kompetencje i na jakim poziomie integracja?
        Zastanów się po co Chinom czy Indiom taka organizacja? Współpraca gospodarcza i handlowa już ma miejsce więc jakie znaczenie mogłoby mieć dla Chin uczestniczenie w czymś takim?
        Chiny prowadza swoją politykę i to one będą Rosji dyktować warunki i zasady i nie jest im potrzebna jakaś wyimaginowana, absurdalna rosyjska Unia Euroazjatycka.

        Ta Unia to taka kolejna kremlowska propaganda dla ubogich i nic więcej.

        Daj znać jak już będzie działać. Hi!, hi!
        • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:08
          Unia ma jeden cel - opanowanie surowców Azji środkowej przez Moskwę. Pekin to zasadniczo konkurent. Dlaczego Pekin miałby się godzić na to że o cenach surowców decyzje zapadają w Moskwie?
          • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:26
            Bo to Moskwa ma te surowce a nie Pekin??!
            • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:37
              Moskwa? Myślałem że Kazachstan nadal jest niepodległym państwem.
              • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 19:00
                To Kazachstan ma najwięcej surowców naturalnych na świecie?! Nie wiedziałem - Napisz coś o tym!
        • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:25
          Dorośnij! Unia Euroazjatycka zaczyna powoli działać i ani Twój głośny płacz ,ani tupanie nóżkami nie pomogą! Nie muszą NICZEGO nie licząc gospodarek integrować! Sojusz militarny praktycznie już istnieje! Chiny Gdybyś nie Zauważył prowadzą politykę mocno zbliżoną do polityki Rosyjskiej i od kilkunastu lat popierają Rosję na forum międzynarodowym! Chiny prowadzą też politykę Anty Amerykańską!
          • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:41
            worzona Unia Euroazjatycka to narzędzie rosyjskiego protekcjonizmu i kij na niepokorne kraje - ocenia Anders Aslund, szwedzki ekonomista i znawca Rosji. Uważa, że Władimir Putin jest jednak słabym strategiem i jego polityka odpycha od Rosji kraje z dawnego bloku komunistycznego. Ma natomiast talent do wyprowadzania państwowego kapitału na zagraniczne konta.
            Obserwator Finansowy: Dlaczego Rosja stworzyła unię celną z Białorusią i Kazachstanem i teraz przekształca ją w Unię Euroazjatycką?

            Anders Aslund, Peterson Institute for International Economics: Proces reintegracji na terenie postsowieckim wymierzony jest przede wszystkim w Unię Europejską i Zachód. Rosjanie uważają, że to ich terytorium i w taki sposób chcą odrodzić imperium. Do tego dochodzi populizm używany w polityce wewnętrznej. Jest to przedłużenie kampanii wyborczej Władimira Putina, który czuje, że nie do końca wygrał ostatnie wybory.

            Ułatwienia w handlu między Rosją i Białorusią oraz Kazachstanem mają przecież jednak jakiś sens?

            Gdyby Putin na serio myślał o korzyściach gospodarczych, to zająłby się tworzeniem strefy wolnego handlu na terenie b. ZSRR. Jednak Rosja woli stworzyć unię celną złożoną z trzech państw, a nie porozumienia obejmującego więcej krajów. W październiku 2011 r. wszystkie 8 krajów WNP podpisało umowę o wolnym handlu i ratyfikowała go Rosja, Białoruś i Ukraina – umowa weszła w życie. Jednak Rosja zmieniła priorytety i skupiła się na porozumieniu z Kazachstanem i Białorusią.

            Co złego jest w unii celnej? Jest to również jakaś forma strefy wolnego handlu, choć ograniczona do trzech krajów.

            To właśnie powoduje, że Rosja staje się hegemonem i może pozostałych zmusić do importu jej wyrobów. Na przykład import rosyjskich samochodów do dwóch krajów unii celnej wzrósł z 5 do 15 proc. a ceny wzrosły średnio o 10 proc. Co to za umowa o wolnym handlu, która powoduje, że towary drożeją? Tylko szeroka strefa wolnego handlu sprawia, że kraje nie muszą automatycznie podwyższać swoich taryf celnych i promuje dywersyfikację importu.
            • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:42
              Czyli jest to forma obrony rosyjskich producentów?

              Ostatnio Putin powiedział wprost, że unia celna potwierdziła swoją efektywność, bo 10 proc. rosyjskiego eksportu do krajów unii celnej to maszyny, podczas gdy sprzedaż tych samych maszyn do innych krajów to tylko 2 proc. rosyjskiego eksportu. Oznacza to, że Białoruś i Kazachstan po prostu są zmuszone do kupowania, raczej byle jakich, rosyjskich maszyn zamiast lepszych zagranicznych.

              Białoruś wstąpiła do unii celnej otrzymując w zamian tanie surowce energetyczne – jednak dlaczego Kazachstan, gdzie ropy i gazu jest w bród, również do niej dołączył?

              Białoruś dostała nie tylko surowce. W listopadzie 2011 r. zawarto umowę, w której Rosja w kredytach i subsydiach przekazała Białorusi 20 mld dol. czyli 40 proc. jej PKB. Rosja zapłaciła za zgodę Białorusi wysoką cenę – była to w rzeczywistości ogromna dotacja, tzw. bail-out (ratowanie przed upadłością) kraju. Kazachstan to inny przypadek. Prezydent Nursułtan Nazarbajew jest bardzo zręcznym dyplomatą, zdającym sobie sprawę z konieczności dogadywania się z Rosją. Jego kraj ze względów geograficznych nie może obyć się bez niej – gdyż przez rosyjskie terytorium biegną rurociągi i linie kolejowe. Naczelną zasadą Nazarbajewa jest – nigdy nie zostawać sam na sam z Rosją i dlatego przystąpił do unii celnej razem z Białorusią. Stara się w kontaktach z Kremlem zachować jak najdalej idący multilateralizm. Nazarbajew deklaruje przyjaźń z Rosją, jednocześnie jednak unika rosyjskich inwestycji bezpośrednich. W kazachski sektor naftowy inwestują głównie firmy zachodnie i chińskie. Z drugiej strony Kazachstan postrzega Rosję jako mniejsze zagrożenie niż Chiny, dlatego głębiej angażuje się we wzajemne relacje.

              Unia celna jednak może być poszerzona?

              Rosja wcale nie jest tym jednak wcale zainteresowana. Rozmowy o przystąpieniu Kirgistanu i Tadżykistanu się ślimaczą. Kreml widzi, że to kosztuje.

              Ale Ukrainę Rosja chce wciągnąć do unii celnej?

              Tak i nie – gdyby nie musiałaby za to płacić i jednocześnie upokorzyć Ukrainę, to proszę bardzo. Jednak na samej Ukrainie wcale nie ma tak dużo sojuszników. Rinat Achmetow - najbogatszy Ukrainiec i druga najważniejsza osoba w państwie, po prezydencie Wiktorze Janukowyczu, jest wielkim zwolennikiem przyłączenia kraju do strefy wolnego handlu z UE – gdyż tam eksportuje swoją stal. Ocenia się, że na podpisaniu umowy z UE zarobiłby 200 mln dol.

              To jakie są rosyjskie plany wobec Ukrainy jeśli nie unia celna?

              Myślę, że nie ma takich planów. Putin jest tylko taktykiem – mimo, że ukraińsko-europejskie stosunki się pogarszają on nie potrafi niczym zachęcić Ukrainy i prowadzi politykę upokarzania jej. Bardziej mu było zresztą po drodze z Julią Tymoszenko niż z Janukowyczem – podobno miał wielokrotnie interweniować w jej sprawie. Obecnego prezydenta nie znosi i uważa za osobę niewiarygodną.

              Co z relacjami gospodarczymi między Rosją a Gruzją?

              Po dojściu do władzy premiera Bidzina Iwaniszwilego sytuacja się poprawia i mówi się o odnowieniu stosunków handlowych, które zostały zerwane w 2006 r. Jednak bywam w Moskwie i od trzech miesięcy nie widzę, żeby na sklepowe półki wróciło gruzińskie wino i woda mineralna. Podobnie jest z kwestią odbudowy trasy kolejowej przez Abchazję. Prawdopodobnie Rosja będzie starała się przekonać nowego premiera do przystąpienia do WNP oraz do strefy wolnego handlu – jednak z drugiej strony Gruzja cały czas ma europejskie ambicje i negocjuje z UE podpisanie umowy o wolnym handlu.

              Za jedno z narzędzi polityki zagranicznej rosyjskich władz uważa się Gazprom. Tymczasem pan publicznie twierdzi, że Putin i jego ludzie usiłują mu zaszkodzić…

              Gazprom, by funkcjonować powinien utrzymać inwestycje na racjonalnym poziomie 10 mld dol. rocznie. Problem w tym, że inwestuje znacznie więcej – w 2011 r., gdy do dyspozycji miał dużo gotówki, zainwestował 52 mld dol. Można podejrzewać, że 42 mld dol. zostały w jakiś sposób ukradzione. Budowane są gazociągi, w których 70 proc. kosztów to łapówka – wracająca do tych, którzy wydali zgodę na inwestycję (ros. „otkat” – red.).

              Rurociągi są budowane, przez dwóch kolegów Putina – Giennadija Timczenkę i Arkadego Rotenberga. Dawno temu byli oni razem z Putinem członkami spółdzielni domków jednorodzinnych „Oziero” pod Petersburgiem (kuźni kadr w administracji Putina red.). i jest jasne, że rosyjski prezydent jest cichym partnerem w tych transakcjach. Jest to więc wielkie złodziejstwo. Gazprom chociaż miał w 2011 r. największy dochód netto na świecie w wysokości 44,5 mld dol. ma jednocześnie bardzo małą płynność finansową, bo pieniądze gdzieś się rozpływają. W ub.r. wydatki wyniosły bowiem 43 mld dol., z czego większość została ukradziona. To pokazuje, że Gazprom nie funkcjonuje jak normalne przedsiębiorstwo, a przypomina przestępczy syndykat.

              Chyba nie po raz pierwszy, pod koniec lat 90. podobny proceder wykrył William Browder, szef Hermitage Capital…

              Dokładnie – ten proces staje się jeszcze łatwiejszy w sytuacji, w której mamy do czynienia z renacjonalizacją i z poważnym ograniczeniem ładu korporacyjnego.
              • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 18:42
                Gdy Gazprom upadnie, kto wtedy będzie zakręcał kurki?

                Ostatnie lata pokazują nieskuteczność Gazpromu jako narzędzia polityki zagranicznej. Jego zachowanie jest chaotyczne i kapryśne i powoduje jedynie zaostrzenie stosunków na wszystkich frontach. Np. w 1997 r. Gazprom odciął tranzyt gazu z Turkmenistanu na 1,5 roku tak, że kraj ten nie mógł eksportować gazu dopóki nie wybudował rurociągu do Iranu. Wtedy rosyjska firma miała problemy z nadmiarem gazu. I w 2009 r. miał miejsce tajemniczy wybuch, który znowu odciął Turkmenistan od rosyjskich rurociągów – po tym kraj ten postanowił zupełnie ominąć Rosję w eksporcie gazu i zamiast tego wysłać go do Iranu i Chin.

                Gazprom zdyskredytował się już we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej, bo zachowuje się jak monopolista, którym nie jest. Jest niezwykle arogancki, a ceny narzucane są w arbitralny sposób. Różne dla różnych krajów, w zależności od kaprysu. Polska np. płaci o wiele niższą cenę niż Węgry, Litwa płaci o wiele więcej niż Łotwa i Estonia itp.

                Kto ustala te ceny – czy centrum decyzyjne jest faktycznie na Kremlu?

                Putin zarządza Gazpromem jak swoją firmą prywatną – jednak nie ma zbyt wiele czasu, by zajmować się każdym szczegółem. Na czele firmy postawił absolutnie niekompetentnego Aleksieja Millera, którego jedyną zaletą jest to, że nie podejmie żadnej decyzji przeciw swojemu promotorowi. Mówi się, że jest alkoholikiem, ma problemy ze zdrowiem i nie może efektywnie pracować. Gazprom jest całkowicie dysfunkcjonalny – w zarządzie istnieją przynajmniej trzy frakcje: Pierwsza – ekonomistów z Petersburga bliskich Millerowi, druga – starych i konserwatywnych pracowników Gazpromu, trzecia – związana z KGB. Walczą ze sobą przez cały czas, co powoduje, że firma działa źle. Do tego przed Gazpromem stoją trzy ogromne wyzwania, na które zupełnie nie reaguje: pojawienie się rynku gazu skroplonego LNG, gaz łupkowy i rynek chiński.

                Kto miałby zyskać na upadku Gazpromu?

                Aktywa ukradzione z Gazpromu trafią w pierwszym rzędzie do Novateku – niezależnej firmy gazowej kontrolowanej przez Giennadija Timczenkę, następnie do państwowego Rosnieftu – kierowanego przez starego kagiebistę Igora Sieczina, swoją dolę otrzyma również bank Rossija, którego właścicielem jest Jurij Kowalczuk – bliski kolega Putina z czasów petersburskich, jednak wywodzący się spoza KGB, i wspominany Arkady Rotenberg.

                Oczywiście we wszystkich tych firmach udziały ma Putin – wiemy to od jednego ze jego współpracowników Siergieja Kolesnikowa, który w 2011 r. uciekł z Rosji do USA. Rok temu czasopismo „Nowoje Wremia” opublikowało z nim duży wywiad, w którym opisuje, że w jego kompetencjach leżało zajmowanie się ponad 30 firmami off-shore, w których Putin osobiście miał udziały.

                Nasze wyobrażenie o państwie rosyjskim jako o efektywnym graczu, skutecznie broniącym stanu swojego posiadania, nie jest prawdziwe?

                To zależy jak zdefiniujemy rolę państwa – jeśli celem jest kradzież, to rosyjskie państwo jest bardzo efektywne – bo rządzący stają się coraz bogatsi.

                Anders Aslund to wybitny szwedzki ekonomista, zajmuje się gospodarkami krajów b. ZSRR. Pracownik naukowy w Peterson Institute for International Economics, wykładowca Georgetown University. Wcześniej był szefem programu Rosji i Eurazji w Carnegie Endowment for International Peace, a także doradzał rządom Rosji, Ukrainy i Kirgistanu. Pracował jako dyplomata m.in. w Moskwie, Warszawie, Kuwejcie i Genewie.
            • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 14.04.14, 19:01
              Wklej jeszcze coś śmiesznego!:)
              • antyk-acap OK 14.04.14, 19:05
                Prywatyzacja, która stała się prichwatizacją

                To właśnie Anatolij Czubajs był architektem prywatyzacji, często określanej w Rosji przez zwykłych obywateli mianem bandyckiej prichwatizacji (ros. prichwatit` - przechwycić, ukraść, zabrać ze sobą). Czubajs był wielokrotnie oskarżany o czerpanie monstrualnych zysków ze sprzedaży majątku narodowego. Po Moskwie krążyła plotka, że żaden z członków rządu - od listopada 1994 roku do stycznia 1996 roku był wicepremierem i ministrem finansów - nie miał tak głębokich kieszeni jak on. Czubajs stracił stanowisko po klęsce proprezydenckiej partii Nasz Dom-Ojczyzna w wyborach do Dumy. To, że partia zdobyła 10 proc. - to Czubajs! Jeśli by nie Czubajs, byłoby 20 proc.! - mówił Jelcyn. W popularnym programie satyrycznym Kukły Wiktor Szenderowicz sparafrazował te słowa: Wszystkiemu winien jest Czubajs!. Stało się to popularnym powiedzonkiem, ilustrującym niepopularność ministra. Mimo to Jelcyn wziął go do swojej administracji. Putin kazał mu się zajmować energetyką, a Miedwiediew powierzył nanotechnologię. Czubajs, który w 2005 roku przeżył zamach na swoje życie, wciąż wydaje się niezatapialny.

                Początkowo Czubajs wprowadzał tzw. prywatyzację voucherową. Każdy obywatel otrzymał świadectwo udziałowe. Do historii przeszła jego obietnica z 1992 roku, że po kilku latach taki czek będzie warty tyle, co dwie wołgi. Rzeczywistość była jednak inna.

                Prywatyzację przeprowadzono zbyt szybko, jeszcze przed ustabilizowaniem gospodarki, zdławieniem inflacji, utworzeniem bazy instytucji gospodarczych. Na rynek wprowadzono zbyt wiele rosyjskich dóbr przemysłowych i dóbr naturalnych, co sprawiało, że ich ceny spadały. Niska była też wartość nominalna voucherów, które zwyczajni ludzie po prostu za kilka dolarów odsprzedawali na ulicy. Ci z kolei, którzy zaufali funduszom inwestycyjnym, srogo się zawiedli, bo te po zebraniu świadectw zakończyły działalność, odsyłając klientów z kwitkiem. Vouchery uzyskały obiecaną wartość dopiero, gdy trafiały do biznesmenów, którzy zostali dopuszczeni do prywatyzacji przedsiębiorstw. Tryb realizacji prywatyzacji rozplenił korupcję.

                W Rosji zaczęła się wojna o własność. Tworzono piramidy finansowe, które szybko upadały. Przejmowaniu wielu przedsiębiorstw nierzadko towarzyszyła masa trupów. Sam Czubajs po latach przyznawał, że ten etap prywatyzacji został natychmiast wzdrożony, aby złamać potęgę czerwonych dyrektorów, potężnego lobby szefów przestarzałych radzieckich fabryk. - Trzeba było się ich pozbyć - mówił szczerze.

                W rezultacie, ostateczna wartość tych przedsiębiorstw skurczyła się do prawie bezsensownych kwot. Większość społeczeństwa rosyjskiego nie skorzystała w ogóle z bonowej prywatyzacji. Ludzie, którzy skorzystali - wtajemniczeni w sprawę i zarządcy finansów, którzy nabyli wszystkie akcje - w końcu kupili kontrolę głównych przedsiębiorstw za ułamek ich wartości rynkowej - pisał ekonomista Paul Chlebnikow, naczelny rosyjskiej edycji czasopisma Forbes.

                Przykładowo kwota, za którą sprywatyzowano Gazprom w roku 1994 metodą kuponową wyniosła 250 mln dolarów USA. Było to 160 razy mniej niż cena określona przez giełdę po wejściu na nią trzy lata później.

                Dalszy etap prywatyzacji polegał już w dużej mierze na dzieleniu przez oligarchów zbliżonych do władzy przedsiębiorstw państwowych, w tym tych najbardziej intratnych związanych z surowcami. Oczywiście wkrótce również między nimi zaczęło dochodzić do konfliktów. Skutecznie korumpowali członków rządu, deputowanych, mieli swoje telewizje (jak Bieriezowski czy Gusiński).

                W Rosji wykrystalizował się układ oligarchiczny, w którym - obok wpływowych magnatów - na styku państwo-biznes funkcjonowały różne grupy kapitałowe wywodzące się z nomenklatury partyjnej, silne lobby wojskowe i milicyjne, nierzadko działające w sposób mafijny. W tych warunkach kraj w 1998 roku, w czasie wielkiego kryzysu finansowego, osunął się na skraj bankructwa.

                Triumf tumiwisizmu

                W latach 90. Rosja pogrążyła się również - jak pisał świetny amerykański znawca rosyjskiej kultury James Billington - w kryzysie duchowym. Jeśli ostrzelanie parlamentu przez Jelcyna podważyło w oczach wielu Rosjan cały projekt demokratyzacji kraju, tym bardziej że nową konstytucję Jelcyn kazał ewidentnie napisać pod siebie, to reformy gospodarcze, na których nielegalnie zbudowali swoje fortuny nieliczni, powodowały, że przytłaczająca część społeczeństwa, porzuciwszy komunistyczny mit o Wielkiej Rewolucji Październikowej, czuła się ofiarami Wielkiej Rewolucji Kryminalnej kapitalistów. W 1996 roku współpracownik Jelcyna Gieorgij Satarow przeprowadził badania, które miały określić, jakie poglądy mają Rosjanie. Okazało się, że największą grupę stanową nihiliści (22,8 proc.), niewiele mniej było rozczarowanych apolitycznych (17,1 proc.) (tyle samo mniej więcej było komunistów i demokratów). Ogólnie jednak w społeczeństwie zapanowała apatia i niechęć wobec skorumpowanej polityki. Ludzie wycofywali się do sfery prywatnej, nowi Ruscy zamykali się w zamkniętych osiedlach, zatrudniali ochroniarzy, pieniądze wyprowadzali zagranicę, tam też posyłali do szkół swoje dzieci. Wśród młodzieży szerzyła się postawa, którą opisują dwa slangowe słowa, popularne w latach 90. - stjob i pofigizm. Pierwsze oznaczało stosunek do życia, gdy nikogo i niczego nie bierze się na poważnie. Drugie, które tłumaczono jako tumiwisizm albo naichuzim, było - jak wyjaśniał pisarz Wiktor Jerofiejew - swoistym połączeniem zachodniego sceptycyzmu i słowiańskiego lenistwa.

                Kraj znalazł się w stanie katastrofalnego kryzysu, znaczonego niebywałym wzrostem społecznych nierówności, gwałtowną kryminalizacją gospodarki i niewydolnością państwa oraz powszechną demoralizacją. W latach 1992-2001 realne dochody ludności, skorelowane z inflacją, zmniejszyły się o 47 proc. Gwałtownie spadła średnia długość życia. Rosyjscy mężczyźni, wyniszczeni przez alkoholizm i inne plagi społeczne, konkurowali pod tym względem z obywatelami takich upadłych państw jak Lesotho czy Botswana. Zresztą pod koniec lat 90. analitycy z amerykańskiej Rand Corporation rozpatrywali Rosję właśnie jako państwo upadłe, stawiając je obok takich zanarchizowanych i rozbitych krajów, jak Afganistan, Etiopia czy Mali. Co ciekawe, prawie 30 proc. Rosjan uznało, że sami są winni zaistniałej sytuacji. Tym razem nie można było niczego zrzucić na tatarsko-mongolskie jarzmo albo komunistyczną dyktaturę. Większość jednak, rozczarowana do demokracji, zaczęła mówić o diermokracji (ros. diermo - gó...).

                Nieprzejednany wróg komunizmu Aleksander Sołżenicyn konstatował, że reformy lat 90. uderzyły w rosyjski charakter narodowy. - Kto zachowywał wcześniejsze dobre cechy okazywał się być najmniej przygotowanym do nowego stylu życia, bezradnym, nieprzydatnym nieudacznikiem, niezdolnym zarobić na chleb - pisał.
                • marek_boa Re: OK 14.04.14, 19:21
                  A to czego miło by dowodzić?! Że Jelcyn próbował zniszczyć Rosję w czym Zachód bardzo mu pomagał?! No ale nie udało się!
          • przyjacielameryki Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 10:59
            marek_boa napisał:

            > Dorośnij! Unia Euroazjatycka zaczyna powoli działać i ani Twój głośny płacz ,an
            > i tupanie nóżkami nie pomogą! Nie muszą NICZEGO nie licząc gospodarek integrowa
            > ć! Sojusz militarny praktycznie już istnieje! Chiny Gdybyś nie Zauważył prowadz
            > ą politykę mocno zbliżoną do polityki Rosyjskiej i od kilkunastu lat popierają
            > Rosję na forum międzynarodowym! Chiny prowadzą też politykę Anty Amerykańską!

            Człowieku, zostaw te Chiny w spokoju. Jak bardzo Chiny współpracują z Rosją widać było po ostatnich głosowaniach w ONZ w/s Ukrainy. Chiny zawsze będą prowadzić swoją całkowicie niezależną politykę. Rosję tylko wykorzystają do tej polityki w kontekście rywalizacji z USA, ale jednocześnie współpracują i z USA i z UE. Będą lawirować, raz z jednymi raz drugimi zgodnie z ich interesami ale nigdy w życiu nie będą takim prawdziwym partnerem i sojusznikiem Rosji jakim są np. USA dla UE. Nigdy nie będzie pełnego zaufania pomiędzy Rosją a Chinami co jest podstawą wszelkich unii i paktów.
            Chiny są niezwykle ściśle powiązane gospodarczo z USA i nic nie wskazuje żeby miały zajść tu jakieś dramatyczne zmiany.
            Rosja mimo woli i poprzez tępotę i głupotę KGB-istów rządzących tym krajem widzących w NATO i USA głównego wroga, staje się przedmiotem i instrumentem w polityce China a nie poważnym partnerem i sojusznikiem.
            • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 11:47
              No to jeszcze raz - DOROŚNIJ! Bo Pleciesz farmazony! Gdybyś COKOLWIEK Poczytał w tym temacie to byłby jakiś punkt zaczepienia do dyskusji! Do tej pory niestety Twoje "Chciejstwo" nie ma nic wspólnego z rzeczywistością!
              pl.wikipedia.org/wiki/Szanghajska_Organizacja_Wsp%C3%B3%C5%82pracy
              www.nettg.pl/news/109058/surowcowy-sojusz-rosja-chiny
              polish.ruvr.ru/2013_07_11/Rosja-i-Chiny-pokazaly-kly-Japonii/
              nczas.com/publicystyka/sojusz-chin-i-rosji-w-sprawie-syrii-kleska-dyplomacji-usa/
              P.S. Rozumiem ,że to tylko pomiędzy "tak bliskimi partnerami" jak USA i UE dochodzi do takich sytuacji ,że jedno każe podsłuchiwać i szpiegować drugie a w oficjalnych rozmowach pomiędzy wpływowymi politykami padają słowa "Piepr...ć UE"???!
              • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 11:55
                A masz pewność że Pekin nie podsłuchuje Putina? To raz. Dwa - Europa zachodnia nie toczyła wojny z USA od bodajże XIX wieku. Chiny i Rosja walczyły dość niedawno.
                • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:11
                  Znaczy się dość nie dawno to kwestia umowna! Konflikt Chińsko-Radziecki nie przeszkadzał we wspólnym pomaganiu Wietnamowi w walce z USA! Powiedziałbym nawet ,że wojna Chińsko-Wietnamska ,którą ZSRR wspomógł na rzec Wietnamu jak i konflikt Chińsko-Indyjski gdzie ZSRR wspomagał Indie dały Chińczykom dużo do myślenia! Głównym przeciwnikiem ChRL nie jest Rosja ale USA i Japonia!
                  • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:24
                    Co ty masz z tymi Chinami? Rozumiem że Ty i Putin macie jedno marzenie - powrót do sytuacji sprzed 89'. Ale to se newrati. Chiny Rosji uciekły. Nie jeden chiński kanton ma większą gospodarkę od całej Rosji. Dlaczego zatem Chiny miałyby budować imperialne marzenia Rosjan?
                    • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:30
                      Piotr Gruszka: Chiny, druga gospodarka świata, w niezwykle szybkim tempie się rozwija. Jak na to wszystko patrzy jej sąsiad Rosja? Czuje zazdrość, podziw czy być może strach?

                      Michał Lubina: Podziw pomieszany ze strachem z elementem niewiary. Większość Rosjan wciąż nie może uwierzyć, że owi Kitajcy których znają z targów i drobnego handlu w swoim kraju, osiągnęli tak wielkie sukcesy. Wielu Rosjan uważa, że ten chiński sen skończy się tak nagle, tak jak rozpadł się ZSRR, który przecież też miał niemało osiągnięć (przynajmniej z rosyjskiej perspektywy). Analitycy rosyjscy często podkreślają przeszkody, problemy i wyzwania przed jakimi wciąż stoją Chiny i sugerują, że ich dalszy rozwój wciąż nie jest przesądzony.

                      Podstawowy problem Rosji w relacjach z Chinami polega na tym, że Rosjanie przywykli, iż są krajem silniejszy, narzucającym swoją wolę - tak było od XIX wieku. Nie pamiętają - inaczej niż Chińczycy - że nie zawsze tak było, i że w XVII i XVIII wieku to Chiny dominowały we wzajemnych relacjach. Teraz muszą na nowo określić swoje miejsce w stosunku do Pekinu i nie idzie im to zbyt dobrze (to w ogóle jest dość typowa cecha państwa rosyjskiego - nieumiejętność ułożenia sobie relacji z państwami od niego silniejszymi). Silne Chiny budzą w Rosji strach przed utratą dalekowschodnich prowincji, a nic tak nie trwoży Rosjan jak utrata ziem, nawet - a może przede wszystkim - jeśli sami je kiedyś zabrali.

                      Tą niewiarę i strach łagodzi jednak podziw biorący się z faktu, że wzrost Chin oznacza zmianę konfiguracji międzynarodowej i zakwestionowanie hegemonizmu Stanów Zjednoczonych. Chiny nie budzą w Rosji tak negatywnych uczuć jak USA - to nie z nimi ZSRR przegrał zimną wojnę i nie przez nie się rozpadł (choć pośrednio tak, to jednak nie jest to wiedza powszechna) - a poza tym Chiny nie pouczają Rosji publicznie, nie krytykują ich braku demokracji czy łamania praw człowieka (byłoby to swoją drogą dość kuriozalne). Wzrost znaczenia Chin jest dla wielu nad Wołgą dobrą nowiną. ChRL jako światowy hegemon jest dla Rosjan alternatywą lepszą od Stanów Zjednoczonych, przynajmniej psychologicznie - oznacza bowiem porażkę Stanów Zjednoczonych, a klęski Amerykanów Rosjan każdorazowo cieszą.

                      A teraz popatrzmy z perspektywy Chin. Rosja od wieków traktowała Państwo Środka jako słabszego i biedniejszego sąsiada. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. Pekin z wyższością spogląda na Moskwę?

                      Ta, ale umiejętnie to ukrywa - Chiny są znakomite w skrywaniu swoich prawdziwych zamiarów, zgodnie ze starożytną chińską maksymą ukrywaj swoje możliwości. To zresztą ich cecha narodowa. Jest takie chińskie przysłowie: jeśli ktoś ci zrobił krzywdę, to siądź nad brzegiem, a pewnego dnia woda wyrzuci na brzeg ciało twojego wroga. Chińczycy politycznie właśnie siedzą nad rzeką.

                      Publicznie więc oddają Rosjanom wszystkie możliwe hołdy, wiedząc, że tym tego potrzeba. To stąd biorą się gesty takie jak pierwsza zagraniczna nowego prezydenta ChRL Xi Jinpinga w Moskwie. Kiedy rosyjscy decydenci przyjeżdżają do Państwa Środka, czekają na nich armaty, parady i podniosłe słowa o odrodzonej, wielkiej Rosji.

                      Ale tak naprawdę Chińczycy nie szanują Rosji. Jest dla nich przede wszystkim upadłym imperium, które dało się pokonać Zachodowi, i to w dużej mierze na własne życzenie. ZSRR miał w tym ujęciu rozpaść się sam z siebie - przegrał na płaszczyźnie ideologicznej, przyjmując zachodnie pomysły, takie jak głasnost’ - wolność słowa. Co prawda później, za Putina, Rosja zmądrzała i odrzuciła te szkodliwe idee, ale to niewiele zmienia - Chiny wiedzą, że Rosja nie jest już potęgą (choć chciałaby być, co też umiejętnie wykorzystują), i w realnej polityce jej tak nie traktują - jest ona dla nich państwem drugorzędnym. Tak na poziomie Brazylii czy RPA - dla nich liczą się przede wszystkim Stany Zjednoczone, w dalszym stopniu Japonia oraz Afryka.

                      Wreszcie, Chińczycy pamiętają Rosjanom dawne krzywdy. Państwo Środka nie zapomina tych, którzy kiedyś podnieśli na niego rękę, ale jest cierpliwe - no i ma ważniejsze sprawy na głowie. Chińczycy siedzą więc wciąż nad rzeką, wiedząc, że mają czas. Inne chińskie przysłowie mówi, że człowiekowi na poziomie czekanie nawet wielu dekad na zemstę ujmy nie przynosi. Przekładając to na politykę, chińską politykę, można mówić o stuleciach, tym bardziej, że najpierw trzeba oddać Japonii.

                      Co można opowiedzieć o bilateralnych relacjach gospodarczych między Rosją a Chinami? Co mają sobie nawzajem do zaoferowania? I czy można stwierdzić, że ChRL sprowadziły Rosję do roli zaplecza surowcowego?

                      W dużej mierze tak. Chiny traktują Rosję przede wszystkim jako kolonię surowcową, którą należy wyeksploatować do cna - zabrać ropę, gaz, wodę i drewno. W zamian trzeba ją czasem połechtać, żeby znowu poczuła się silna i potężna.

                      Podstawową kwestią jest wyraźna asymetria: Chiny są drugim partnerem Rosji, zaś Rosja sytuuje się na początku drugiej dziesiątki partnerów chińskich. W zasadzie Rosja jest istotna dla Chin gospodarczo tylko i wyłącznie w kontekście surowców (o tym niżej) oraz północnych regionów kraju (dawnej Mandżurii), które nie należą do najważniejszych w Państwie Środka.

                      Poza tym Chiny traktują Rosję - jak to ujął australijski badacz chińskiego pochodzenia Bobo Lo (zresztą świetny specjalista od Rosji) - jako niewiele więcej niż dojną krowę dla chińskiego wzrostu. Właśnie Lo nazwał gospodarcze relacje chińsko-rosyjskie neokolonializmem: modernizujące się Chiny wykorzystujące zacofaną Rosję dla jej energii i lasów i traktują ją jako rynek zbytu dla produktów niskiej jakości niesprzedawalnych gdzie indziej.

                      Komercyjnie Chiny traktują Rosję mniej więcej na równi z takimi krajami jak Arabia Saudyjska, Angola czy Sudan, z tą różnicą, że Rosja jest bardziej od tamtych krajów nieprzewidywalna politycznie. Rosja nie jest szczególnie ważnym celem chińskiego eksportu. Stanowią go głównie tanie produkty konsumenckie (konkurencyjnie mimo słabego przychodu Regionu Dalekowschodniego głównie ze względu na bliskość geograficzną). Z drugiej strony - Chiny są ważnym importerem surowców i materiałów nieprzetworzonych (energia, drewno) i półproduktów przemysłowych: chemikalia i metale (z tym, że w tej drugiej dziedzinie - podobnie jak pierwszej - Chiny mają wybór, co powoduje Rosja nie jest więc szczególnie ważna).

                      Moskwa inwestuje głównie w następujące chińskie sektory: chemikalia, maszyny rolnicze, samochody, budownictwo i energia atomowa, jak również materiały budowlane, transport rzeczny, jak i sektor pierwotny (rolnictwo, leśnictwo i rybołówstwo. Rosyjski eksport jest zdominowany przez jednak surowce naturalne i produkty nieprzetworzone (razem 80%), zaś udział przemysłu maszynowego sięga jedynie 5%

                      Najważniejsza, i wciąż rosnąca jest za to współpraca energetyczna, gdyż potrzeby i interesy obu państw w kwestii energii zazębiają się. Rosja jest największym eksporterem surowców, Chiny - drugim największym importerem. Do tej pory współpracę hamowała kwestia cen za surowce - Chińczycy chcieli przyjacielskich (to znaczy niższych niż wewnątrz-rosyjskie), Rosjanie - rynkowych. Ostatnio się to zmienia, podpisano nowe kontrakty, ale wciąż brak szczegółów handlowych i raczej wątpliwe, by Chińczycy nagle zechcieli zacząć płacić Rosji tyle, ile Unia Europejska.
                      • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:32
                        Jakie sprawy łączą oba państwa? Na jakich polach mają wspólne interesy?

                        Łączy ich realizm polityczny i geopolityka. Oba te państwa prowadzą politykę w ściśle realistycznym duchu zwiększania swoich możliwości i wpływu. Wiedzą, że koniec końców w polityce liczą się tylko siła i interesy. Tych ostatnich nie mieszają z aksjologią (tak, jak niektóre państwa) - mówienie o wartościach w polityce jest dla nich w najlepszym wypadku cynizmem skrywającym prawdziwe cele (i tak postrzegają politykę amerykańską), zaś w najgorszym razie - naiwnością i politycznym infantylizmem.

                        Rosja i Chiny współpracują, bo im się to opłaca - Lo nazwał to osią wygody. Lecz nic więcej. Rosyjski politolog Trenin napisał, że atmosfera spotkań rosyjsko-chińskich jest bardzo biznesowa. Tam nie ma rozmów bez krawatu, wspólnego chodzenia na piwo czy do łaźni. Po prostu należy ubić interes. Uściski i poklepywania są tylko przed kamerami. Ja bym dodał, że to spotkanie dwóch cywilizacji, które mają ze sobą bardzo mało wspólnego i nie specjalnie się lubią, ale mają interes w tym, by się dogadać.

                        A interesy mają wspólne w kilku płaszczyznach: od lat 90-tych jest to geopolitycznej ograniczanie amerykańskiej hegemonii na świecie (np. wetowanie różnych sankcji przeciwko złym - z perspektywy USA - krajom). Oba państwa stosują chińską maksymę, masz coś nieprzyjemnego do zrobienia, znajdź sobie kompana - czyli w dwójkę raźniej odbijać krytycyzm Zachodu w kwestiach aksjologicznych czy nie dopuszczać do zmian niekorzystnych z ich punktu widzenia, a propagowanych przez Zachód (demokratyzacja w krajach ościennych i nie tylko). Moskwa i Pekin mają też wspólne interesy w Azji Środkowej - gdzie antyamerykanizm ustępuje miejsca (na skutek słabości USA) potrzebie regionalnej stabilizacji i zachowania korzystnego status quo. Ponadto łączą ich interesy ekonomiczne (na korzyść Pekinu, ale również z zyskiem Rosji).

                        Najważniejsze jest jednak co innego: dla Chin przyjazna Rosja oznacza spokój od północy. Chiny zawsze obawiały się najazdu z północy - to stamtąd przychodzili stepowi nomadzi, pustosząc Państwo Środka przez wieki. Chińczycy pierwszy raz od kilku tysięcy lat czują się bezpiecznie od północy - czego najlepszym dowodem jest fakt, że w ogóle nie trzymają tam wojsk. Wszystkie siły skierowano na południowy-wschód, na Tajwan i Morze Południowochińskie.

                        Dla Rosji z kolei Chiny podbijają stawkę: dzięki temu może się ona czuć potężna i negocjować z innej pozycji z Zachodem. Stąd też niedwuznaczny szantaż wobec Europy: płaćcie tyle, ile chcemy i zachowujcie się pokornie, bo jak nie, to ropa i gaz popłyną na wschód. Rosja więc zrobi wiele, by utrzymać korzystne relacje z Chinami, bo jej jest to potrzebne dla najważniejszego wektora jej polityki: zachodniego. Pekin to wie, i świetnie wykorzystuje, dobijając swoich celów, ale zawsze coś tam rzuci Moskwie, no i publicznie zbuduje jej twarz - podkreśli wielkość, zachwyci się odbudową potęgi itp. Ponadto Rosja ma świadomość, że mało znaczy w Azji i niewiele może tam ugrać, więc pragmatycznie wybiera współpracę z Chinami (na chińskich warunkach) wedle zasady lepszy rydz niż nic.

                        A co dzieli oba kraje? Czy jest jakakolwiek sprawa, która mogłaby poróżnić oba mocarstwa?

                        Gdy tak nagle Rosja uznała, że bardziej opłaca się jej współpracować z Zachodem, to Chiny miałyby wielki problem. Powróciłoby wtedy charakterystyczne dla nich myślenie w kategoriach oblężenia oraz wzmocniło przekonanie, że świat chce wywrócić ich rozwój. Rosja w sojuszu z Zachodem oznacza koniec spokoju od północy - Chiny zrobią wiele, by do tego nie dopuścić.

                        Lecz jest to mało prawdopodobne, gdyż Rosja nie potrafi się porozumieć z Zachodem (czyli przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi) głównie z przyczyn psychologicznych. Raz, że nigdy nie umiała rozmawiać z partnerami silniejszymi, dwa, że nie może darować klęski w zimnej wojnie. Rosyjski analityk Leonid Radzichowski pisał kiedyś, że Rosja musi czuć się szanowana, a najlepszym sposobem na uzyskanie szacunku jest wrąbanie komuś - jak się będą bać, to będą szanować. Stąd też Rosja może mieć świetnie relacje z Niemcami, bo ich pokonała, ale nie ze Stanami, bo z nimi przegrała, czuje się więc nieszanowana. A Chińczycy komplementują Rosję, mówią, że jest taka wielka i wspaniała, co Rosjanie biorą za dowód szacunku (wciąż się nas boją!), podczas gdy jest to po prostu element chińskiej kultury - zawsze należy przesadnie komplementować innych - ale robić swoje.

                        Drugim elementem, który mógłby bardzo zmartwić Pekin jest ewentualne unormowanie relacji z Rosji z Japonią. Chińczycy nie znoszą Japończyków za krzywdy wojenne i traktują Japonię jak strategicznego wroga, a na dodatek coś w rodzaju bezczelnego pyszałka, który ośmielił się wykorzystać chwilę słabości Państwa Środka. Za krzywdy wojenne Tokio należy się porządna lekcja, którą Japonia zapamięta na najbliższe tysiąc lat.

                        Zbratanie się z Japonią wyprowadziłoby Moskwę na geopolityczną szachownicę w Azji (ma takie ambicje), tym bardziej, że Japonia jest dla Rosji znakomitym przykładem transformacji: jak zmodernizować się i przyjąć zachodnią technologię, a jednocześnie pozostać sobą (to stąd biorą się fascynacje Putina judo, powszechność sushi w Rosji, czy zachwyt nad książkami Murakamiego). Jednakże na przeszkodzie w tym wciąż stoją Kuryle - i raczej pozostaną.

                        Wreszcie, Pekin dostałby szału, gdyby Rosjanie zapałali nagle miłością do Tajwanu - np. gdyby zaczęli sprzedawać tam broń albo doszli do wniosku, że wyspa ma prawo do niepodległości. Takie coś miało już prawie miejsce dwadzieścia lat temu. Na początku lat dziewięćdziesiątych znajomy Borysa Jelcyna, niejaki Oleg Łobow upił prezydenta i otrzymał od niego pełnomocnictwa do prowadzenia polityki wobec Tajwanu. O mały włos nie doprowadził zresztą do uznania wyspy. Rozwścieczeni Chińczycy interweniowali u Andrieja Kozyriewa, a ten prędko udał się do Jelcyna, który wszystko odkręcił - w momencie, kiedy Łobow będąc w Tajpej sporządzał już odpowiednie dokumenty. Typowy chaos epoki jelcynowskiej.

                        W rezultacie, przez kolejną dekadę we wszystkich wspólnych oświadczeniach Rosja deklarowała, że popiera integralność terytorialną Chińskiej Republiki Ludowej. Tajwan jest szalenie ważny w chińskiej polityce zagranicznej - to zbuntowana wyspa, która musi powrócić do macierzy i wara obcym od tego. Bez Tajwanu Chiny nie są wciąż pełnym supermocarstwem, dlatego ta kwestia jest dla nich tak ważna - nic nie jest w stanie w stanie wyprowadzić ich tak skutecznie z równowagi jak mieszanie w kwestii Tajwanu. Jednakże Moskwa jest na to by zrobić taki błąd (już) zbyt rozsądna i zbyt pragmatyczna.
                        • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:33
                          posób prowadzenia polityki przez oba kraje jest odmiennie inny. Chiny, mniej konfrontacyjne, skutecznie potrafią walczyć o swoje interesy. Tymczasem Rosja, ciągle prężąc muskuły, naraża się na krytykę na arenie międzynarodowej. Która z tych metod jest bardziej skuteczna?

                          Wystarczy popatrzeć na rezultaty - koniec końców tylko one mają znaczenie w polityce: gdzie są obecnie Chiny i gdzie jest Rosja. Realnie, nie medialne. Chiny są drugim najważniejszym państwem globu, supermocarstwem, podczas gdy Rosja jest silnym graczem regionalnym, istotnym w kilku ważnych obszarach, ale globalnie drugorzędnym.

                          Chiny nie są konfrontacyjne, nie zależy im, żeby wciąż prężyć muskuły, bo to się nie opłaca. Chińczycy nie są przeciwko komuś. Im przede wszystkim zależy na współpracy - tak żeby jak najwięcej zarobić. Z kolei Rosja potrzebuje swej demonstracji siły z powodów mentalnościowych - dla samej siebie, by czuć, że znów jest ważna i potężna.

                          Chociaż oba państwa są pragmatyczne, to Rosji w tym pragmatyzmie przeszkadza nierzadko wielkomocarstwowość i potrzeba poczucia siły, która psuje możliwość dogadania się. To sprawia, że Rosję łatwiej skrytykować - sama się wystawia. A poza tym jest słabsza, a Chiny to (już) bankier świata. Nie krzyczysz na swojego bankiera, który trzyma twoje pieniądze, nawet jeśli maltretuje własną rodzinę (która swoją drogą - by ciągnąć te porównanie - wcale nie narzeka, a jeśli już to tylko niektórzy dalecy krewni). Chińczycy zawsze i wszędzie chcą zarobić, jeśli mają w tym interes, będą rozmawiać z samym diabłem - tym bardziej, że w niego nie wierzą.

                          Punktem zapalnym między mocarstwami jest Arktyka. Pekin nie ukrywa swojego zainteresowania tym regionem świata. Moskwa z kolei, co nie może dziwić, przekonuje, że prawo do wydobywania surowców zgromadzonych na biegunie powinno należeć tylko do Rosji, USA, Kanady, Danii oraz Norwegii. Czy jest szansa na jakiekolwiek porozumienie tych dwóch państw w tej sprawie? I kto ma mocniejsze karty przetargowe?

                          Nie przeceniałbym Arktyki jako punktu zapalnego. To jednak wciąż drugorzędna sprawa z perspektywy obu tych państwa. Jeśli miałoby dojść do konfrontacji, to Pekin odpuści - ma ważniejsze interesy z Rosją gdzie indziej. W tym aspekcie akurat Rosja ma mocniejsze karty, ale Chińczycy mają je gdzie indziej, więc kto wie, czy jednak w ramach przyjaźni rosyjsko-chińskiej nie okaże się, że Pekin mimo wszystko zostanie dopuszczony do Arktyki.

                          W mediach pojawia się sporo informacji o kolonizacji Syberii przez Chińczyków oraz że Moskwa może nawet stracić kontrolę nad rosyjskim Dalekim Wschodem. Czy ten problem w ogóle występuje?

                          Chińczyków na Rosyjskim Dalekim Wschodzie jest za mało, a nie za dużo. Zaś problem kolonizacji jest świetny przykład rzeczywistości medialnej, a nie realnej. Wiąże się bezpośrednio z rosyjską mentalnością: Rosjanie wierzą w determinizm terytorialny - jeśli nas jest mało, a ich dużo, to oni na pewno tu prędzej czy później przyjdą (można dodać - bo sami Rosjanie z pewności by w takiej sytuacji przyszli).

                          Cała historia z chińską kolonizacją zaczęła się od walk gubernatorów kraju chabarowskiego Wiktora Iszajewa i kraju primorskiego Jewgienija Nazdratenki w połowie lat dziewięćdziesiątych. Oboje nie chcieli podporządkować się Jelcynowi, starali się wzmocnić swoją władzę i pokazać, że bez nich region nie da sobie rady. Wymyślili więc problem chińskiej migracji, uderzając w nacjonalistyczne struny. Pisali horrendalne bzdury o nadciągających milionach Chińczyków, wówczas, kiedy było ich tam co najwyżej 50 tysięcy.

                          Do tego doszły różne legendy, jak te o trujących chińskich zabawkach dla dzieci. Sprawa zaczęła żyć własnym życiem. Od mediów kontrolowanych przez gubernatorów, informacje podchwyciły goniące za sensacją media centralne. Kiedy w Moskwie zaczęto głośno mówić o chińskim zagrożeniu, odezwali się intelektualiści jak Siergiej Michałkow i Aleksander Sołżenicyn, a po nich opozycja. Dotychczasowym rekordzistą długo był Grigorij Jawliński, który doliczył się 5 milionów kolonizatorów - długo nikomu nie udało się go przebić, aż wreszcie uczynił to (o zgrozo!) badacz, dr hab. nauk ekonomicznych Jewgienij Giłbro, który oszacował liczbę Chińczyków w Rosji na 8 milionów (sic!). Chciałbym zobaczyć, z jakiej metodologii badań korzystał i skąd wziął te dane.

                          W rzeczywistości tam Chińczyków aż tylu nie ma. Faktem jest, że Rosjanie nie potrafią dokładnie policzyć Chińczyków (według spisu powszechnego jest ich… 35 tysięcy), ale w całej Rosji najodważniejsze naukowe szacunki mówią o 750 tysiącach, ale sami badacze przyznają, że jest to liczba przesadzona. Aleksander Łarin, jeden z najważniejszych rosyjskich badaczy zajmujący się kwestią Chińczyków w Rosji, za najbardziej wiarygodną liczbę Chińczyków w Rosji uznaje 200-400 tysięcy, maksimum 500 tysięcy, zaś na rosyjskim Dalekim Wschodzie - około 200 tysięcy.

                          Inny badacz, Anatolij Wiszniewski w swoich pracach twierdzi, iż Chińczyków w Rosji jest między 400 a 600 tysięcy. Z kolei Wilia Gelbras w swoich badaniach dowiódł, że Chińczycy widzą rosyjski Daleki Wschód jako miejsce, w którym można się szybko wzbogacić, ale nie jako obszar, gdzie chcieliby żyć.

                          Największym problemem jest milicja - teraz już policja (jak mówi popularne powiedzenie: Chińczycy mają trzy źródła strachu: milicja, celnicy i skinheadzi) - Gelbras pisał, że w Rosji nie znalazłby się ani jeden Chińczyk, który nie został poszkodowany przez milicję (zdanie to prawdopodobnie można rozciągnąć na większość obywateli FR).

                          Problemem nie jest liczba Chińczyków, lecz szkody jakie przynoszą oni gospodarce Rosji. Znów nie jest to jednak ich wina: Chińczycy po prostu dostosowują się do miejscowych warunków, wykorzystując szeroko rozpowszechnione korupcyjne standardy i luki w prawie. Łarin twierdzi, że rosyjskie gospodarcze i administracyjne mechanizmy często nie tylko pozwalają, ale prowokują i zmuszają imigranta do działań niezgodnych z prawem. A chiński kupiec zachowuje się dokładnie tak, jak rosyjski: chętnie przyjmuje zasady gry, jeśli są one dlań wygodne, w pozostałych przypadkach robi to wbrew swojej woli. Chińczycy doskonale znają zasadę, kto jest wśród wron, musi krakać tak, jak one.

                          Innym zagrożeniem dla Rosji jest utrata kontroli gospodarczej nad Dalekim Wschodem. Stoją oni przed dylematem streszczającym się w słowach - jak nie Chińczycy, to kto? Nikt tam nie chce inwestować, a Moskwa nie zamierza ładować gigantycznych pieniędzy w rozwój tego regionu - kasa jest potrzebna na inne cele. W tym momencie zostają tylko Chiny, ale one wciąż nie wchodzą w stopniu, który mógłbym sprawić, że Moskwa utraci kontrolę (do rozwoju tego regionu potrzeba gigantycznego wysiłku i wielkich inwestycji, Chińczycy mają większe problemy u siebie - np. biedny zachód kraju).

                          Nawet jednak dominacja ekonomiczna nie oznacza (na razie) odpadnięcia tego regionu od Rosji. Chińczycy nie kwapią się do zajmowania tych terenów. Mają, owszem, świadomość że Daleki Wschód został im zabrany. Nie wydaje się jednak, żeby zależało im na prędkiej rekonkwiście - mogą to zrobić i za pięćset lat. Szczególnie, że tam nie ma nic na czym by im szczególnie zależało - najlepiej to wykarczować, wypompować wodę z jezior i wszystko sprzedać.

                          Chińczycy mają ważniejsze sprawy na głowie. Dopóki istnieje problem Tajwanu, nie podejmą takich ruchów. Natomiast co się stanie w przypływie nacjonalistycznej euforii, jeśli odzyskają niepokorną wyspę - nie wiadomo. W każdym razie świadomość, że Rosjanie mają broń atomową powinna ostudzić ich zapał. Mają poza tym lepsze miejsca do skolonizowania - chociażby graniczącą z rosyjskim Dalekim Wschodem Mandżurię, zamieszkaną przez zaledwie sto piętnaście milionów ludzi. W chińskich warunkach to tyle, co nic.
                          • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:33
                            Czy możemy przewidzieć scenariusze dotyczące przyszłości stosunków rosyjsko-chińskich? Czy będą one ukierunkowane bardziej na kooperacje, czy na konfrontacje?

                            Stawiam tezę, że rosnąca asymetria - jak nazywam w swojej pracy doktorskiej stosunki między Moskwą a Pekinem - nie tylko utrzyma się, ale i pogłębi na rzecz Chin.

                            Rosja ma świadomość, że w długoterminowej perspektywie to właśnie Chiny są jej największym wyzwaniem (w kontekście dalekowschodnich prowincji Federacji Rosyjskiej), ale mimo tej świadomości nie ma pomysłu na rozwiązanie tego problemu. W rezultacie następuje pogłębienie się asymetrii, słabnięcie Rosji i wzmacnianie Chin. Wiąże się to bezpośrednio z rosyjską sytuacją wewnętrzną. Rosyjscy decydenci są bardziej zainteresowani demonstracją siły i robieniem (własnych) interesów niż odpowiadaniem na prawdziwe wyzwania polityczne.

                            Kremlowscy włodarze zdają się nie dostrzegać, że równoważenie wektora zachodniego chińskim jest nierealne, a pojmowanie Chin jako kontrapunktu i alternatywy dla Zachodu jest przykładem myślenia życzeniowego i prowadzi wprost do kolonialnej wręcz zależności. Chiny znakomicie nauczyły się bowiem grać na wielkości Rosji, a jednocześnie robić swoje - bezwzględnie wykorzystywać przewagę w celu maksymalizacji własnych interesów. To wszystko powoduje, iż rosnąca asymetria Rosji na rzecz Chin się pogłębia i wszystko wskazuje na to, iż stan ten się utrzyma w przyszłości.

                            ***

                            Michał Lubina jest absolwentem rosjoznawstwa i studiów dalekowschodnich UJ, doktorantem Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ i analitykiem w Centrum Studiów Polska-Azja. Właśnie ukończył doktorat o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich (planowana obrona w październiku).
                            • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:56
                              No pośmiałem się!:) A Masz coś na poważnie?!
                              • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:03
                                A czy masz jakieś kontrargumenty?
                                • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:12
                                  Kontrargumenty do tego jak ktoś piszący bloga wyobraża sobie to o czym pisze?! Cały internet Ci wkleić??! Z tej przyczyny zazwyczaj proszę o poważne źródła - te artykuły ,które Wklejasz w większości piszą ludzie po wyższych szkołach gotowania na gazie!
                                  • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:14
                                    No to tym łatwiej powinieneś zbić je kontrargumentami.
                                    • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:52
                                      Jeśli rzeczowa dyskusja ma polegać na tym ,że Ty Będziesz Wklejał co popadnie a ja tracił czas na uzasadnienie ,że "Prawo Lema" jest coraz bardziej rozpowszechnione to na co mnie to???!
                                      • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 14:00
                                        To zupełnie jak twoje wklejki...
                    • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 12:54
                      Bo to JEDYNA alternatywa aby pokonać gospodarczą przewagę USA??!
                      • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:01
                        A to jakiś wyścig? Chiny chcą być silne gospodarczo. Nie osiągną tego walcząc z USA. Osiągną to współpracując z USA. Zresztą - patrz na Japonię. Dzięki współpracy z USA i Europą przeszła w XIX wieku ze średniowiecza prosto do XX wieku.
                        • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:16
                          E tam! Przecież w gospodarkach światowych nigdy nie było żadnego wyścigu co nie?! Chiny chcą być silne gospodarczo ale nie po to aby USA było silniejsze tylko po to aby ChRL było silniejsze! Oczywiście ,że w końcu to osiągną - i to właśnie poprzez walkę z USA i Japonią! Zapominasz o bardzo charakterystycznym Chińskim aspekcie - CIERPLIWOŚCI!
                          • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:18
                            Wyścigu? A co było pierwszą nagrodą? Takie widzenie świata obowiązywało do XIX wieku. Teraz gospodarki są wzajemnie powiązane. Nie ma żadnego wyścigu.
                            • marek_boa Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 13:54
                              No,no! Napisz kiedy to ludzie przestali chcieć zarabiać więcej???! Rozumiem ,że można być naiwnym ale żeby aż tak???!
                              • antyk-acap Re: Unia Euroazjatycka 15.04.14, 14:02
                                Ale to nie jest wyścig a system naczyń połączonych. Nie jest tak że jeśli amerykanie zarobią trylion to Niemcy nie mogą zarobić tryliona.
    • j-k Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 17:01
      i Putin juz tego raczej nie zatrzyma...

      Chce oderwac wschodnia Ukraine z wiekszoscia rosyjska (7 mln Rosjan) i przylaczyc ja do Rosji.
      • antyk-acap Re: Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 17:11
        Nie wyobrażam sobie że Ukraina wraca do poprzedniego stanu. Co Putin zrobi z 40 milionami Ukraińców? Nie zamorduje ich. Dziś już taki numer nie przejdzie. Nie przeciągnie na swoją stronę. Bo czym? Tanim gazem? Nie wyobrażam sobie że będzie utrzymywać fikcyjne państwo którego większość obywateli tego nie chce. Okupacja całej Ukrainy raczej nie wchodzi w grę. A Unia Euroazjatycka nie przejdzie bo jako taka żyje eksportem surowców. Nie będzie eksportu - nie będzie Unii. Więc może będzie utopia zwana Unią. Tylko czy Rosjanie to przełkną?
        • marek_boa Re: Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 18:27
          To Chińczycy żyją z "eksportu surowców"??! Twój dealer Cię oszukuje! Albo Bierz połowę albo go zmień!
        • antyk-acap Re: Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 18:32
          Kłopoty z czytanie ze zrozumieniem? Chińczycy importują surowce. Dlaczego więc mieliby oddać ich źródła Moskwie?
          • marek_boa Re: Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 19:04
            A to Chińczycy mają Moskwie oddawać źródła surowców ,które Moskwa posiada???! Jednak Zmień dealera!
            • antyk-acap Re: Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 19:06
              Jakie posiada Moskwa? Powtarzam pytanie: czy stolicą Kazachstanu jest Moskwa?
              • marek_boa Re: Ukraina chce do NATO... 14.04.14, 19:22
                Jeszcze raz zapytam w takim razie - czy to Kazachstan jest krajem ,który ma najwięcej na świecie surowców naturalnych czy Rosja???!
                • panzerviii Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość USA:) 15.04.14, 12:05

                  Marek opanuj się. Unia Euroazjatycka to unia celna Rosji Białorusi i Kazachstanu. Tam nie ma ani Chin, ani Indii, ani nawet Wietnamu czy Mongolii. Te państwa prowadzą własną politykę gospodarczą. i nie można ich zaliczać do obozu Cara Wowy.

                  Nie wiem jaki jest potencjał Kazachstanu i Białorusi gospodarczy, ale nie sądzę, aby cała ta unia celna miała PKB większy niż tzw. nowe kraje UE z Europy Wschodniej razem wzięte. no dla poprawy samopoczucia dorzuć do tego Szwecję. Może to nie mało, ale chwalić też się nie ma czym.

                  KAzachstan ma pewno mniej surowców niż Rosja, ale to nie znaczy, że nic nie znaczy. Dowiedz się ile za ropę i gaz płacą Rosjanom Chińczycy, a ile Europejczycy, zwłaszcza Ci ze wschodu. Za gaz Chinczycy płacą 1/3 tego co Eurpejczycy ze wschodu Europy. Za ropę tez płacą mniej choć już aż tak drastycznych różnic nie ma. Dlaczego.
                  jeśli chodzi o gaz przycyzna jest jedna. Chińczycy pobudowali gazociągi z Kazachstanu i innych krajów Azji Centralnej i od nich kupują tani gaz. Ruscy mogli zgrzytać zebami. i zgrzytali. Pekin to nie Bruksela, gdzie trzeba wszyzstko wymamleć.
                  jeśli chodzi o ropę dwie.
                  jedna ta sama. rurociągi wybudowane przez Chińczycków ze środkowej Azji.
                  druga. no budowa imperium jest kosztowna. trzeba igrzyska zorganizować, gazociagi po dnie Bałtyku. 4 % pkb na armię wydawać, płacić porucznikowi po szkole 6 rosyjskich średnich krajowych. To kosztuje, a tu wredne Jankesy jakimiś łupakmi cenę gazu zbijają. a zaczynają to samo z ropą robić. Chiny udzieliły olbrzymiej pożyczki Rosji, i za tą pozyczkę Lukoil i Rosnieft dostarczają w rozliczeniu ropę. taniej. niż na rynku.

                  amen.

                  • marek_boa Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 12:33
                    Panzer Unia Euroazjatycka to NIE JEST Unia Celna! To dwa oddzielne byty! Unia Euroazjatycka to przekształcanie gospodarcze Szanghajskiej Organizacji Współpracy!
                    Co z tego ,że Rosja dostarcza do ChRL taniej ropę i gaz?! Uważasz ,że Rosja robi to ze stratą??! To ,że Chińczycy są lepsi w negocjacjach (szczególnie ,że występują w roli jednego dużego odbiorcy) to wcale nie dziwi - chcą więcej to mają taniej!
                    -Pozdrawiam!
                    • antyk-acap Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 12:35
                      Pełna zgoda. Czyli stolica Rosji będzie w Szanghaju teraz?
                      • marek_boa Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 12:58
                        Jak tylko przeniosą stolicę USA do Hawany!
                        • antyk-acap Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 13:01
                          Tyle że Chiny mogą mieć odmienne zdanie.
                          • marek_boa Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 13:17
                            Sorry ale jakoś nie widać tego odmiennego zdania!
                    • panzerviii Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 12:39
                      no to skutecznie negocjują Ci Chińczycy. pozazdrościć. takie rabaty.

                      Szanghajska Organizacja Współpracy to na razie tylko klub dyskusyjny. Nie powiem, że to nic nie warte jest. ale do spoistości UE to mu daleko. mówimy o Unie Euroazjatyckiej. Do której nikt się nie garnie, kto nie musi.
                      • marek_boa Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 12:58
                        Ale ja nie twierdzę ,że Unia Euroazjatycka JUŻ ISTNIEJE! Od początku piszę ,że jest na etapie tworzenia się!
                        -Pozdrawiam!
                        • przyjacielameryki Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 13:08
                          marek_boa napisał:

                          > Ale ja nie twierdzę ,że Unia Euroazjatycka JUŻ ISTNIEJE! Od początku piszę ,że
                          > jest na etapie tworzenia się!
                          > -Pozdrawiam!

                          To daj znać jak już utworzy się. A teraz nie zawracaj doopy jakimiś żałosnymi, absurdalnymi pomysłami KGB-wskich pajaców.
                          • marek_boa Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 13:18
                            Dokształć się i DOROŚNIJ! Wtedy Wróć do dyskusji!
                            • antyk-acap Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 13:20
                              A kim ty jesteś by wyrokować kto ma prawo do dyskusji a kto nie? Przychodzisz, robisz wklejki z materiałów FSB a gdy ktoś się z tym nie zgadza to obrażasz.
                              • marek_boa Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 13:56
                                Niczego nie Wyrokuję a na temat obrażania to się lepiej nie Wypowiadaj bo z daleka cuchnie hipokryzją! Nie z materiałów FSB ale bezpośrednio od Putina! Już się na mnie nie gniewa i wczoraj wieczorem dzwonił!
                                • antyk-acap Re: Cały Świat buduje Rosjanom imperium na złość 15.04.14, 14:03
                                  A był w tej bajce smok?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka