antyk-acap
05.10.14, 20:07
WACŁAW RADZIWINOWICZ: Wiele lat temu ostrzegał pan, że wchodzący dopiero na scenę polityczną Władimir Putin potrafi pracować tylko tak, jak nauczyli go w KGB, czyli albo werbując partnerów, albo prowadząc przeciw nim operacje specjalne.
GRIGORIJ JAWLIŃSKI*: To był czas wyborów prezydenckich w 2000 roku, w których startowałem. Putin i jego ludzie innych metod działania w polityce nie znali ani wtedy, ani teraz.
Nie uważa pan, że niska jakość elit rządzących sprawia, że Rosja brnie w ślepy zaułek?
- Elita rosyjska, a mówiąc wprost: nomenklatura, nie myśli o tym, by poprawiać mechanizmy kierowania państwem. Głównym jej celem jest okazywanie lojalności prezydentowi, a celem oligarchów pozostawanie blisko władzy i powiększanie osobistego bogactwa. Ci ludzie nie są głupi, ale nie realizują interesów społecznych, tylko grup, do których należą. To, że u władzy nie ma niezależnych, profesjonalnych i uczciwych ludzi, jest jednym z ważnych powodów naszych problemów. Najbliższe otoczenie Putina odpowiedzi na wyzwania, jakie stawia przed nami świat, szuka nie we współczesności, tylko w historii.
Na przykład?
- Jasne jest, że za 30-40 lat nie będzie krajów rozwijających się. Będą państwa nowoczesne, a pozostałe utkwią w zacofaniu bez szans na dołączenie do pierwszej ligi. Bo pokonać dystans między tymi dwoma światami, jest coraz trudniej i trudniej. Dwie trzecie ludzkości będzie więc egzystować w świecie pogrążonym w beznadziei, z kiepską oświatą, ochroną zdrowia, niską jakością życia. Tu będzie średnia życia 60 lat, tam - 90 lat. Nie jestem pewny, czy na Kremlu to rozumieją, a przecież trzeba się spieszyć, by nie być wśród tych, którzy zostają z tyłu.
Jak sobie z tym poradzić? Tworząc w Rosji europejski system współczesnego życia, który stale dowodzi, że jest efektywny. Ale oni chcą wynaleźć coś innego, jakiś eurazjatyzm podobny do stalinizmu połączonego z porządkiem, jaki był w Rosji ich marzeń sto lat temu. Taka jest ich niebezpieczna filozofia.
Sekret rosyjskiej duszy: Dlaczego Rosjanie tak bardzo kochają Breżniewa?
Sto lat temu wielka Rosja rozpadła się jak domek z kart. A potem, już w innym systemie, ale podobnym, bo scentralizowanym i imperialnym, rozsypała się znów. Dwie katastrofy w jednym wieku. Nie widzą tego?
- Nie chcą o tym myśleć. Na Kremlu są przekonani, że Rosja rozsypała się tylko dlatego, że car nie rozstrzelał rewolucji z lutego 1917 roku. A ZSRR się rozpadł, bo Michaił Gorbaczow nie aresztował tych, którzy podpisali porozumienie w Puszczy Białowieskiej. I uważają się za sprytniejszych od poprzedników. Myślą więc - za wszelką cenę, wszelkimi dostępnymi metodami nie dopuścimy do tego i w ten sposób uratujemy państwo.
Ci, którzy przeszli za Putinem ze służb specjalnych, uważają się za sól ziemi rosyjskiej, za najlepszych, najmądrzejszych, najbardziej oddanych krajowi ludzi Rosji.
- W służbach byli różni ludzie, ale gdyby rzeczywiście pracowali doskonale, Związek Radziecki by się nie rozwalił. Przecież ich głównym obowiązkiem w tamtej robocie była ochrona państwa. Nie poradzili sobie z tym zadaniem, więc nie bardzo mają powody do wiary we własne zdolności. Pracując w KGB, bardzo wiele wiedzieli. Podsłuchiwali nasze rozmowy. Ale to nie wystarczy. Trzeba jeszcze rozumieć, o czym mowa, a oni tego nie rozumieli. Myślę, że teraz też nie rozumieją.
Dlaczego?
- To konserwatyzm wyniesiony ze szkoły, którą przeszli. Oni się boją nowego. Uważają, że wszelkie zmiany i reformy doprowadzą do końca ich władzy. To po pierwsze. Po drugie, są przekonani, że wy w Polsce, w Europie żyjecie tak samo jak my. Ale jesteście dwulicowi. Wasze opowieści o prawach człowieka, niezależnych sądach, demokracji to bajki. A w rzeczywistości, jak są przekonani na Kremlu, w USA i Europie myślą tak samo jak u nas: tylko chcecie nas oszukać, przechwalacie się tym, czego nie macie. U nas mówi się, że szczur w zasadzie nie różni się od chomika, tylko ten drugi ma lepszy PR i dlatego jest lubiany, a ten pierwszy - nie. Rządzący Rosją wierzą też w to, że cała ta obłudna maskarada jest tylko po to, by wszystko nam zabrać.
Przyjaciół Moskali portret własny: Jestem przeciętnym Rosjaninem
Mit o wrogach oblegających twierdzę rosyjską?
- To nie jest tylko mit, bo używając takich argumentów, ludzie Kremla bronią swojej władzy. Dowodzą, że bez nich wszystko się rozwali, Rosja przepadnie. Ich służba krajowi to misja. Uważają, że państwo to oni.
Putin kreuje się na coś więcej. Chciałby stanąć na czele światowych sił tradycjonalistycznych, czegoś w rodzaju konserwatywnej międzynarodówki?
- Nasze współczesne, jak to nazywamy, biuro polityczne próbuje sobie sklecić taki system wartości, który może obsługiwać ich interesy, umacniać ich władzę. Gorączkowo szukają więc pasującej im ideologii.
Tak w marszu, z potrzeby chwili?
- W marszu. Chwytają to, co może się przydać. A przydatne wydają się im: imperatyw obrony istniejącego porządku, idee konserwatywne, antyreformatorskie.
Antymajdanowe?
- Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zmiany władzy przy użyciu siły - w Rosji doprowadziłoby to do sytuacji gorszej niż dziś. Ale korupcja, złodziejstwo, pozbawienie ludzi praw, kłamliwa propaganda prowadzą do tego, że ludzie najpierw będą myśleć o tym, że taką władzę trzeba obalić, a potem zechcą to zrobić. Władze to rozumieją. I dlatego bardzo się boją precedensów, szczególnie pojawiających się tak blisko jak na Ukrainie. Według trzymających władzę w Moskwie w żadnym wypadku nie jest dopuszczalne, by naród obalił istniejący, nawet skorumpowany i do szpiku kości złodziejski reżim. To w oczach Kremla jest bezprawnym zamachem stanu. Ze zwycięstwem Majdanu pogodzić się nie wolno. Tym bardziej że Majdan pokonał władzę już drugi raz. W 2004 roku na Kremlu nie byli jeszcze gotowi, by na to po swojemu zareagować. Dziś reagują.