Dodaj do ulubionych

nazistowskie archiwum x

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 21:56
Późną jesienią 1945 roku do jednego z miast na terenie Ziem Odzyskanych –
Sławy Śląskiej udała się delegacja pracowników uniwersytetów krakowskiego i
poznańskiego, celem przejęcia – jak ich poinformowano – olbrzymiego zespołu
poniemieckich akt i księgozbioru, które zostały odnalezione przez pierwszych
przybywających do miasta polskich osadników...

Polowania na czarownice
Terminem tym określa się falę procesów przeciwko kobietom oskarżanym o
uprawianie magii i kontakty z diabłem. W trakcie postępowania sądowego
używano tortur, a po uzyskaniu przyznania się do winy – skazane palono na
stosie. Przyjmuje się, że procesy rozpoczęły się od czasu ogłoszenia w 1484
roku przez papieża Innocentego VII bulli potępiającej zajmowanie się
praktykami magicznymi. Polowania na czarownice trwały do XVIII wieku, z
największym natężeniem w wieku XVII.


Naukowców na miejscu powitał komitet złożony z kilku oficerów UB.
Zaprowadzono ich do budynku, w którym ukryte były archiwa. Po wstępnej
weryfikacji olbrzymi zbiór składający się z księgozbiorów, maszynopisów,
druków, rękopisów, akt podzielono na trzy części. Pierwszą (ok. 80 tys.
druków) oddano do Biblioteki Poznańskiej[1], drugą zarekwirowało UB, a
ostatnią przekazano do dyspozycji archiwum poznańskiego, określając
mianem „Kartoteka Procesów o Czary”…

Siedem lat wcześniej, 13 czerwca 1938 roku, kiedy III Rzesza przygotowywała
się dopiero do odegrania swojej straszliwej roli w historii XX wieku, na
biurku sekretarza generalnego naukowego towarzystwa Ahnenerbe znalazło się
pismo z nadrukiem osobistego sztabu szefa SS Heinricha Himmlera, podpisane
przez jego adiutanta, Haubtsturmführera SS Rudolfa Brandta. W piśmie
kategorycznym tonem stwierdzono: „Żąda się aby wszelkie badania nad procesami
o czary zostawić wyłącznie w gestii SD (Służby Bezpieczeństwa SS – przyp.
red), oraz, że Reichsführer SS „życzy sobie aby Gauleiter Steinecke oddał mu
do dyspozycji na pewien czas wszystkie akta czarownic znajdujące się w
archiwum w Lemgo (...)” niżej widniała nazwa jednostki do jakiej należało od
tej pory gromadzenie danych na temat nowożytnych polowań na czarownice – H-
Sonderkommando… Dlaczego Reichsführer był tak żywotnie zainteresowany
procesami czarownic? Czym było Ahnenerbe? Na czym polegała działalność H-
Sonderkommando nazywanej w dokumentach wymiennie specjalną misją Himmlera?

Heinrich Himmler – druga osoba w totalitarnym imperium III Rzeszy
Niemieckiej. Człowiek, który w swoich rękach zgromadził niewyobrażalną wprost
władzę. Gdy na początku lat 20. Hitler opuścił więzienie rozpoczynając swój
marsz do przejęcia absolutnej władzy w państwie, pragnął stworzyć wokół
siebie formację, której największą zaletą będzie wierność tylko jednej
osobie – Adolfowi Hitlerowi. Nie mógł już polegać tylko na hordzie brunatnych
koszul, czyli oddziałach szturmowych S.A. Były zbyt niezależne i
niezdyscyplinowane, Hitler potrzebował wiernych pretorian zdolnych do
wykonania nawet najbardziej absurdalnego czy zbrodniczego rozkazu. W 1925
roku w jednej z monachijskich knajp kilkunastu członków jego ochrony
osobistej założyło formację zwaną Schutzstaffeln (czyli SS)[2].

Początkowo ograniczona do niewielkiej liczby, włączona w struktury S.A.,
służąca głównie do bezpośredniego zabezpieczania zlotów i zebrań partyjnych
zmieniła swoje oblicze po mianowaniu na jej dowódcę niepozornego młodego
sekretarza partii z Bawarii – Heinricha Himmlera. Pod jego kierownictwem
rozrosła się do olbrzymiego tworu, stanowiącego państwo w państwie, z własną
armią, policją, wywiadem oraz dziwnymi, tajnymi i zdawałoby się
niedorzecznymi projektami inspirowanymi przez jej szefa. Reichsführer SS był
nie tylko organizatorem największych zbrodnii XX wieku – Holocaustu, obozów
koncentracyjnych i masowego mordowania ludzi. Posłuszny wykonawca woli
swojego Führera miał od młodzieńczych lat głowę nabitą różnego rodzaju
pomysłami i ideami, związanymi z mistyką, okultyzmem i siłami
nadprzyrodzonymi.

Kiedy uzyskał władzę o jakiej inni tylko marzyli, olbrzymią część swojej
energii poświęcił na urzeczywistnienie różnorodnych teorii związanych z
pokrętnie przez niego pojmowaną ideologią i religią germańską oraz
niestworzonymi koncepcjami na jakie składała się wyznawana przez niego
pseudonauka. Ilość czasu i pieniędzy jakie zostały przez niego zadysponowane
w niezwykle kosztowne projekty archeologiczno-historyczno-antropologiczne,
badania nad religią i kultami, dziwnymi obrządkami i teoriami pseudonaukowymi
rodzi pytanie – po co to wszystko?

O pomysłach Reichsführera wiedzieli wszyscy członkowie hitlerowskiego aparatu
władzy, w większości nie podzielając tych fascynacji (oczywiście żaden z nich
nigdy nie powiedział tego wprost do Himmlera). Szef wywiadu SS Walter
Schellenberg wspominał po wojnie. „Przy kolacji rozmawialiśmy o różnych
kwestiach naukowych. Himmler opowiedział mi o jakiejś ekspedycji do Tybetu.
Następnie mówił o Indiach i filozofii hinduskiej. To z kolei doprowadziło go
do tematu, który był jego hobby. W ożywiony sposób opisywać zaczął rezultaty
badań nad procesami czarownic w Niemczech. Oświadczył, że było rzeczą
potworną skazanie tysięcy czarownic na śmierć w płonących stosach w wiekach
średnich. Tyle niemieckiej krwi przelano niepotrzebnie. Następnie zaczął
atakować kościół katolicki, a także Kalwina. Zanim zdążyłem się w tym
wszystkim połapać, Himmler omawiał już hiszpańską inkwizycję i charakter
prymitywnego chrześcijaństwa (...)”.




Obserwuj wątek
    • Gość: starymason Re: nazistowskie archiwum x IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 22:01

      Ahnenerbe

      Narzędziem, które posłużyło do urzeczywistnienia himmlerowskich fantazji, stało
      się Niemieckie Dziedzictwo Przodków – Stowarzyszenie badań nad pradziejami
      spuścizny duchowej – nazywane w skrócie Ahnenerbe (Studiengesellschaft für
      Geistesurgeschichte). Organizacja została zatwierdzona przez Himmlera w 1935
      roku jako instytucja mająca badać historię i mitologię. Według statutu była
      właściwie tylko zwykłym towarzystwem naukowym, w którym wykształceni archiwiści
      mogli prowadzić badania nad początkiem ludów i kultury germańskiej,
      popularyzując później swoje dokonania wśród społeczeństwa.

      Po skromnych początkach poświęconych na studiowanie języka runicznego,
      starogermańskich sag i różnych teorii światopoglądowych i
      filozoficznych, „Dziedzictwo Przodków” dosyć szybko rozrosło się do potężnej
      instytucji badawczej dzielącej się na 46 działów naukowych i 15 komisji
      badawczych. W jego pracach w szczytowym okresie uczestniczyło ponad 30
      profesorów i kierowników katedr uniwersyteckich. Na budżet łożyło państwo w
      postaci Rady Badań Naukowych Rzeszy, oraz członkowie opłacający wysokie
      składki. W 1938 r. największe wpływy w organizacji przejął sekretarz generalny
      Wolfram Sievers. Pod jego zarządem Ahnenerbe zaczęło wysyłać dziwne ekspedycje
      archeologiczne w różne rejony świata od Tybetu po Australię. O drodze, która
      zaprowadziła niewinne z pozoru towarzystwo archeologiczno-historyczne do
      odpowiedzialnej za tysiące okrutnych badań medycznych zbrodniczej organizacji,
      opowiemy w jednym z kolejnych artykułów. Ważne, że była ona kontrolowana przez
      Himmlera, a zakres jej działania obejmował najdziwniejsze otoczone tajemnicą i
      mitem projekty (w części kompletnie niedorzeczne np. poszukiwanie św. Graala!).
      Dlatego może dziwić fakt, że akurat w jednej sprawie uczyniono wyjątek.

      Urząd VII

      Kiedy jeden z pracowników Ahnenerbe rozpoczął badania nad procesami czarownic z
      Lemgo, ze sztabu osobistego Himmlera natychmiast przesłano pismo informujące,
      że wszelkie badania nad kwestią procesów są zabronione, a materiały należy
      natychmiast przesłać do Służby Bezpieczeństwa (SD). W tym czasie w skład
      Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA – Reichssicherheitshauptamt), czyli
      organu zarządzającego całym rozrośniętym imperium SS, a pośrednio i całym
      krajem wchodziło siedem urzędów (wg stanu z 1940 roku), m.in. wywiadu
      zagranicznego (VI), kontrwywiadu (III), tajnej policji, czyli gestapo (IV).
      Jednym z nich był wydział VII – Badania i Oceny Światopoglądu. W jego skład
      wchodził tak zwany Archivamt, wg. Organisationsbuch der NSDAP z 1937 roku,
      zajmujący się zbieraniem dokumentów, sprawozdań, trofeów i ilustracji do
      dziejów SS. Do wydziału należało również zajmowanie się szeroko zakrojonymi
      badaniami historyczno-archiwalnymi z różnych dziedzin na potrzeby SS, a także
      gromadzenie informacji na temat ideologicznych przeciwników nazizmu. Po
      przedstawionym w październiku 1943 roku tajnym referacie[3], okazało się, że
      wydział pełnił bardziej aktywną niż czysto archiwalną rolę, zajmując się
      wrogami narodu niemieckiego, a właściwie ich wpływem na kulturę germańską.
      Referat dzielił przeciwników na trzy klasy:

      wrogów rasy np. Żydów i innych „podludzi”
      narodu np. Polaków, Czechów
      polityczno-światopoglądowych – organizacje kościelne, liberalno-demokratyczne
      oraz międzynarodowe wolnomularstwo.
      Wydział VII podejmował działania w celu odzyskania kultury starogermańskiej i
      usunięcia wszelkich obcych wpływów jakie zaznaczyły się w obyczajach i psychice
      niemieckiej. Badania historyczne miały służyć odtworzeniu starogermańskiego
      raju. „Siódemka” pod zarządem Standartenführera prof. dr Franza Sixa
      zgromadziła pokaźną liczbę informacji na temat każdego ze światopoglądowych
      wrogów. Przynosiło to całkiem wymierne korzyści, od możliwości stwarzania
      nacisku na środowiska masońskie, jak i eliminowania krnąbrnych działaczy
      katolickich niezbyt przychylnie nastawionych do nowej władzy. 11 września 1935
      roku Himmler polecił utworzyć w ramach VII wydziału osobną komórkę, której
      działalność bardziej pasowałaby do historycznego instytutu niż Głównego Urzędu
      Bezpieczeństwa SS.


    • Gość: stary mason Re: nazistowskie archiwum x IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 22:02

      Łowcy czarownic

      Jednostka H-Sonderkommando – nazwana tak w skrócie od słowa Hexe – czarownica,
      miała zdobyć i zanalizować wszystkie dostępne wiadomości na temat procesów o
      czary. Początkowo obszar operacyjny ograniczał się głównie do samych Niemiec,
      ale wkrótce prace specjalnej misji Himmlera wykroczyły daleko poza terytorium
      III Rzeszy. Szefem elitarnej ośmioosobowej komórki został Sturmbannführer dr
      Rudolf Levin, a siedzibę umieszczono w Berlinie przy ulicy Wilhelmstrasse 102,
      w budynku RSHA, tam też zaczęto gromadzić archiwum[4].

      Levin zorganizował doskonale funkcjonującą maszynę. Ludzi H-Sonderkommando
      wysyłano do każdego zakątka świata, wszędzie gdzie mogli się spodziewać uzyskać
      jakiekolwiek informacje o czarownicach i mężczyznach skazanych za uprawianie
      magii. Co ciekawe, wyjeżdżono i badano akta procesowe, które nie są powiązane z
      polowaniami na czarownice odbywającymi się w większości w Europie w państwach
      katolickich i protestanckich. Tymczasem członkowie komanda oprócz Belgii,
      Czech, Danii, Niemczech, Anglii, Estonii, Francji, Holandii, Irlandii,
      Islandii, Włoch, Jugosławii, Litwy, Łotwy, Norwegii, Polski, Portugalii,
      Szkocji, Szwecji, Szwajcarii, Rumuni, Słowacji, Hiszpanii, Węgier zgromadzili
      informacje na temat procesów z Rosji, Siedmiogrodu, Stanów Zjednoczonych,
      Grecji, Meksyku a nawet krajów niekatolickich Turcji i Indii! Ponadto badania
      dotyczyły spraw o czary z lat grubo wychodzących poza ramy czasowe przyjmowane
      przez dzisiejszych historyków.

      Procesy czarownic trwały od XV do XVIII wieku, z największym natężeniem w wieku
      XVII. Tymczasem SS rozpoczęło swoją kartotekę od wieku IX, a skończyło ją na
      niewyjaśnionych wydarzeniach z Indii w roku 1936! Dokumenty i wyciągi z akt
      procesowych poddawano obróbce, wszystkie dane wprowadzono do specjalnych
      kartotek, przypominających policyjne archiwa. Każda podejrzana o czary osoba
      posiadała własną kartę. Zgromadzono ich 30 000! Wypełniano je w różnym stopniu,
      zależnie od zdobytych informacji. H- Sonderkommando uznało, że w rubrykach
      druków powinny znaleźć się takie wiadomości dotyczące przesłuchiwanych jak:
      dane personalne, informacje o sytuacji rodzinnej, cenzusie majątkowym i
      społecznym, przebiegu procesu, wyroku, stosowanych torturach, zeznaniach,
      rodzaju egzekucji, nazwiska kata, panującego władcy, oskarżyciela, sędziego,
      donosicieli, obrońców, stanowisko miejscowego biskupa oraz wskazówki
      bibliograficzne i miejsce przechowywania akt.

      Oprócz tego zdarzało się, że na odwrotach kart jeden z oficerów, bądź
      pracowników misji specjalnej umieszczał własne komentarze i uwagi dotyczące
      zasadności oskarżeń, czy przebiegu procesu np. „(...) Ponieważ podsądna
      odwołała zeznania, powinno się zarządzić przeszukanie jej mieszkania, później
      skierowano ją na tortury drugiego stopnia: wiązanie, zaciskanie kciuków,
      rozciąganie na ławie, hiszpańskie buty (…)”. Zbiory zgromadzone przez SS były
      bogate ale i różnorodne. Oprócz oryginalnych akt, fotokopii zeznań, ikonografii
      przedstawiających czarownice, tortury i egzekucje, do archiwum dołączano
      fragmenty publikacji prasowych z lat 1935-1944 zawierających jakiekolwiek
      wzmianki dotyczące magii, czarownic czy tajemnych związków. Akta w trakcie
      działań wojennych uzupełniano o zagarnięte przez Armię Niemiecką archiwa z
      całej Europy. Zdarzało się również, że część mniej ważnych zbiorów została
      powtórnie zapisana, np. na fotokopiach wycinków prasowych z lat 30. umieszczono
      spis miejscowości w Niemczech, w których dokonywano sądów na czarownicach, co
      ciekawe przy nazwach widnieją dziwne odręcznie pisane znaczki (#,^/, ﮑ) o
      trudnej do rozpoznania funkcji.

      Centrala H - Sonderkommando działała w Berlinie do 19 stycznia 1944 roku, kiedy
      w obawie przed nalotami cały zasób ewakuowano. Dlaczego kosztem ogromnego
      nakładu sił i środków zgromadzono największe archiwum dotyczące oskarżonych o
      zajmowanie się magią? Szef SS znany był z wielu nietypowych projektów,
      niezależnych bądź związanych z prowadzoną przez siebie zbrodniczą i ludobójczą
      działalnością. Czy kartoteka procesów o czary odegrała inną niż zwykłe archiwum
      rolę?

      11 lipca 1938 roku Haubtsturmführer Rudolf Brandt pisał do Himmlera: „badania H-
      Sonderkommando (...) zorientowane są na problemy takie jak: badanie
      demograficznych i rasowych skutków procesów o czary, ich ekonomiczno-
      historycznych następstw oraz oceny kobiety w procesach i ostatecznie przegląd
      dotychczasowego piśmiennictwa dotyczącego procesów o czary (...)”. Pewne
      wypowiedzi Himmlera sugerują, że kobiety oskarżone o uprawianie magii traktował
      jako ofiary katolicko-żydowskiej propagandy, członkinie tajemnych stowarzyszeń
      przekazujące sobie rytuały i obrządki starogermańskie.


    • Gość: stary mason Re: nazistowskie archiwum x IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 22:04
      Łowcy czarownic

      Jednostka H-Sonderkommando – nazwana tak w skrócie od słowa Hexe – czarownica,
      miała zdobyć i zanalizować wszystkie dostępne wiadomości na temat procesów o
      czary. Początkowo obszar operacyjny ograniczał się głównie do samych Niemiec,
      ale wkrótce prace specjalnej misji Himmlera wykroczyły daleko poza terytorium
      III Rzeszy. Szefem elitarnej ośmioosobowej komórki został Sturmbannführer dr
      Rudolf Levin, a siedzibę umieszczono w Berlinie przy ulicy Wilhelmstrasse 102,
      w budynku RSHA, tam też zaczęto gromadzić archiwum[4].

      Levin zorganizował doskonale funkcjonującą maszynę. Ludzi H-Sonderkommando
      wysyłano do każdego zakątka świata, wszędzie gdzie mogli się spodziewać uzyskać
      jakiekolwiek informacje o czarownicach i mężczyznach skazanych za uprawianie
      magii. Co ciekawe, wyjeżdżono i badano akta procesowe, które nie są powiązane z
      polowaniami na czarownice odbywającymi się w większości w Europie w państwach
      katolickich i protestanckich. Tymczasem członkowie komanda oprócz Belgii,
      Czech, Danii, Niemczech, Anglii, Estonii, Francji, Holandii, Irlandii,
      Islandii, Włoch, Jugosławii, Litwy, Łotwy, Norwegii, Polski, Portugalii,
      Szkocji, Szwecji, Szwajcarii, Rumuni, Słowacji, Hiszpanii, Węgier zgromadzili
      informacje na temat procesów z Rosji, Siedmiogrodu, Stanów Zjednoczonych,
      Grecji, Meksyku a nawet krajów niekatolickich Turcji i Indii! Ponadto badania
      dotyczyły spraw o czary z lat grubo wychodzących poza ramy czasowe przyjmowane
      przez dzisiejszych historyków.

      Procesy czarownic trwały od XV do XVIII wieku, z największym natężeniem w wieku
      XVII. Tymczasem SS rozpoczęło swoją kartotekę od wieku IX, a skończyło ją na
      niewyjaśnionych wydarzeniach z Indii w roku 1936! Dokumenty i wyciągi z akt
      procesowych poddawano obróbce, wszystkie dane wprowadzono do specjalnych
      kartotek, przypominających policyjne archiwa. Każda podejrzana o czary osoba
      posiadała własną kartę. Zgromadzono ich 30 000! Wypełniano je w różnym stopniu,
      zależnie od zdobytych informacji. H- Sonderkommando uznało, że w rubrykach
      druków powinny znaleźć się takie wiadomości dotyczące przesłuchiwanych jak:
      dane personalne, informacje o sytuacji rodzinnej, cenzusie majątkowym i
      społecznym, przebiegu procesu, wyroku, stosowanych torturach, zeznaniach,
      rodzaju egzekucji, nazwiska kata, panującego władcy, oskarżyciela, sędziego,
      donosicieli, obrońców, stanowisko miejscowego biskupa oraz wskazówki
      bibliograficzne i miejsce przechowywania akt.

      Oprócz tego zdarzało się, że na odwrotach kart jeden z oficerów, bądź
      pracowników misji specjalnej umieszczał własne komentarze i uwagi dotyczące
      zasadności oskarżeń, czy przebiegu procesu np. „(...) Ponieważ podsądna
      odwołała zeznania, powinno się zarządzić przeszukanie jej mieszkania, później
      skierowano ją na tortury drugiego stopnia: wiązanie, zaciskanie kciuków,
      rozciąganie na ławie, hiszpańskie buty (…)”. Zbiory zgromadzone przez SS były
      bogate ale i różnorodne. Oprócz oryginalnych akt, fotokopii zeznań, ikonografii
      przedstawiających czarownice, tortury i egzekucje, do archiwum dołączano
      fragmenty publikacji prasowych z lat 1935-1944 zawierających jakiekolwiek
      wzmianki dotyczące magii, czarownic czy tajemnych związków. Akta w trakcie
      działań wojennych uzupełniano o zagarnięte przez Armię Niemiecką archiwa z
      całej Europy. Zdarzało się również, że część mniej ważnych zbiorów została
      powtórnie zapisana, np. na fotokopiach wycinków prasowych z lat 30. umieszczono
      spis miejscowości w Niemczech, w których dokonywano sądów na czarownicach, co
      ciekawe przy nazwach widnieją dziwne odręcznie pisane znaczki (#,^/, ﮑ) o
      trudnej do rozpoznania funkcji.

      Centrala H - Sonderkommando działała w Berlinie do 19 stycznia 1944 roku, kiedy
      w obawie przed nalotami cały zasób ewakuowano. Dlaczego kosztem ogromnego
      nakładu sił i środków zgromadzono największe archiwum dotyczące oskarżonych o
      zajmowanie się magią? Szef SS znany był z wielu nietypowych projektów,
      niezależnych bądź związanych z prowadzoną przez siebie zbrodniczą i ludobójczą
      działalnością. Czy kartoteka procesów o czary odegrała inną niż zwykłe archiwum
      rolę?

      11 lipca 1938 roku Haubtsturmführer Rudolf Brandt pisał do Himmlera: „badania H-
      Sonderkommando (...) zorientowane są na problemy takie jak: badanie
      demograficznych i rasowych skutków procesów o czary, ich ekonomiczno-
      historycznych następstw oraz oceny kobiety w procesach i ostatecznie przegląd
      dotychczasowego piśmiennictwa dotyczącego procesów o czary (...)”. Pewne
      wypowiedzi Himmlera sugerują, że kobiety oskarżone o uprawianie magii traktował
      jako ofiary katolicko-żydowskiej propagandy, członkinie tajemnych stowarzyszeń
      przekazujące sobie rytuały i obrządki starogermańskie.


    • Gość: stary mason Re: nazistowskie archiwum x IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.05, 22:05
      W ustach jednego z największych zbrodniarzy w historii, słowa o egzekucjach
      niewinnych kobiet brzmią niczym szyderstwo: „Kobiety niemieckie dostarczyły
      najwięcej ofiar w procesach czarownic i kacerzy (...) kler wie dlaczego spalił
      pięć-sześć tysięcy kobiet. Właśnie dlatego, że uczuciowo i instynktownie
      trzymały się pierwotnej nauki i doktryny”. Himmler był przeciwnikiem kościoła
      katolickiego, uznając czarownice jako jego ofiary, mógł kolekcjonować dowody na
      wypaczenie chrześcijańskich idei. Sam przyznawał się do tego w 1937
      roku: „Żyjemy w epoce definitywnej rozprawy z chrześcijaństwem. Misja SS polega
      na dostarczeniu niemieckiemu narodowi w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat
      właściwych tej rasie niechrześcijańskich podstaw światopoglądowych dla
      prawidłowego stylu życia i jego kształtowania”. Tak więc za kolekcjonowaniem
      wiedzy o procesach mogło kryć się zbieranie materiałów pomocnych przy
      zaplanowanej ofensywie przeciwko kościołowi katolickiemu, ofensywie, której
      przeszkodziła wojna.

      Himmler w zachowanych aktach procesowych doszukiwał się również śladów
      prastarej kultury i wierzeń germańskich. Jednak zafascynowanie mniej lub
      bardziej wiarygodnymi starogermańskimi obrządkami nie tłumaczy, dlaczego
      członkowie jego misji specjalnej wyruszali poza granice Niemiec. Czyżby tam też
      szukali nawiązań do kultów germańskich i celtyckich?

      Członkowie H-Sonderkommando zwracali szczególną uwagę na tortury stosowane w
      procesach, skrzętnie odnotowywano ich efekty i jakość uzyskanych tą drogą
      zeznań. Masowo gromadzono obrazy i opisy narzędzi oraz skutków wykonywania
      wyroków na czarownicach. Wiadomości tego typu mogły stanowić materiał wstępny
      pozwalający uzyskać informacje o reakcji na poszczególne rodzaje tortur.
      Oczywiście cel takiego wykorzystywania badań nad procesami miał sens jedynie
      przed wybuchem II wojny światowej. Po 1939 roku SS nie musiała już szukać w
      przeszłości danych dotyczących ludzkich reakcji na ból, Tajna Policja – Gestapo
      doskonale mogła je poznać, dzięki własnej zbrodniczej działalności. A może
      Himmler, szef potężnej SS poszukiwał po prostu wiedzy magicznej? Jego wiara w
      świat nadprzyrodzonych mocy była bardzo silna, może w zeznaniach czarownic
      szukał opisów magicznych obrządków, artefaktów i tajemnej wiedzy? „Przypadkowo
      stałem się świadkiem jednego z okultystycznych urojeń Himmlera, w które
      angażuje oficerów SS – wspominał Schellenberg. Podczas rozprawy przeciw von
      Fritschowi umieścił on w pomieszczeniu przyległym do sali przesłuchań około 12
      najbardziej zaufanych funkcjonariuszy SS i polecił im, aby skoncentrowali swoją
      wolę i w ten sposób, siłą sugestii, wywarli wpływ na oskarżonego generała[5].
      Himmler był przekonany, że dzięki temu przesłuchiwany zacznie zeznawać prawdę”.

      Czy H-Sonderkommando było narzędziem do urzeczywistnienia głębszego zamysłu
      wpisującego się w inne projekty szefa SS? Na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć
      po przedstawieniu w kolejnych numerach działalności innych specjalnych komórek
      odpowiedzialnych za „mistyczne” plany Heinricha Himmlera, związane tym razem z
      Towarzystwem Ahnenerbe.

      Jakie były losy innych zbiorów VII Oddziału RSHA, odpowiedzialnego za
      gromadzenie danych o przeciwnikach światopoglądowych III Rzeszy? Archiwa
      ewakuowano z Berlina wraz z „Kartoteką Procesów o Czary” do Sławy Śląskiej
      (przed wojną Schlesiersee). Część została odnaleziona przez miejscową ludność
      zanim dotarli do niej naukowcy z Poznania i Krakowa. Jeszcze w latach 90.
      odkrywano fragmenty archiwów „siódemki” porzucone na strychach starych domów, a
      część książek można do tej pory znaleźć w prywatnych księgozbiorach. W 1945
      roku powiadomiona o archiwach miejscowa UB szybko sprawdziła, że jedno z nich
      dotyczy żyjących członków loży masońskich. Archiwa zostały przejęte i
      zatrzymane do dyspozycji władz, w latach 60. przekazano je STASI (Służbie
      Bezpieczeństwa DDR). Nie wiadomo czy korzystano w sposób „operacyjny” ze
      zgromadzonej przez nazistów wiedzy. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec zdeponowano
      je w ogólnodostępnym Tajnym Archiwum Pruskich Dóbr Kultury. A „Kartoteka
      Procesów o Czary”? Mimo istniejących podstaw prawnych, (archiwa powinny być
      przechowywane w miejscu gdzie powstały niezależnie od zmiany granic) władze
      niemieckie nigdy się o nią nie upomniały…

    • Gość: cyrkiel Re: nazistowskie archiwum x IP: *.gim1bem.pcs.com.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.05, 04:16
      forum.wprost.pl/ar/?O=420560&NZ=28
      kiosk.onet.pl/1200743,1,5,1292,druk.html
      AV

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka