joseph.007
20.02.03, 11:15
Artykuł z dzisiejszej GW:
Po Oceanie Indyjskim pływają trzy statki widma, na których może być iracka
broń masowego rażenia. Brytyjski i amerykański wywiad śledzi je, ale na razie
nie podjęto decyzji o kontroli ładunku - twierdzi dziennik "The Independent".
Statki są na morzu od trzech miesięcy. Nie reagują na sygnały radiowe, nie
utrzymują z nikim łączności, często rzucają kotwicę, wbrew prawu morskiemu
nie podają informacji o porcie przeznaczenia ani o ładunku. Wyczarterowane
przez egipską firmę prawdopodobnie wypłynęły z jednego z portów Zatoki
Perskiej kilka dni po przyjeździe do Iraku ONZ-owskich inspektorów
rozbrojeniowych. Jedna z hipotez zakłada, że nie znaleźli oni w Iraku broni
masowego rażenia, bo być może przewieziono ją drogą lądową przez Jordanię lub
Syrię, a potem ukryto na statkach. Służby wywiadowcze ustaliły, że statki
kilka razy cumowały, np. w Jemenie, ale poza tym pływają w kółko bez celu i
często robią sobie przerwy na pełnym morzu.
*
Ciekawe co jeszcze zostało do wymyślenia? Broń masowego rażenia miała już być
m.in. w zamaskowanych samochodach i w piwnicach pałacu Saddama. Za chwilę
okaże się, że jest ukrywana w specjalnych balonach dla niepoznaki
przemalowanych jak cirrostratusy, albo może w podwójnych dnach pudełek z
jogurtem. Przepraszam tych, którzy mogą być obrażeni, ale wizja agentów
irackich szmuglujących rakiety z głowicami chemicznymi (zapewne pod
kapotami?) do portów w Syrii i Jordanii, przy całkowitej niewiedzy wszystkich
zainteresowanych, i ładujących je na tajemnicze statki, których nie można
zidentyfikować, jest godna najwybitniejszych surrealistów.