Dodaj do ulubionych

węgierskie zwierciadło

27.05.03, 10:55
Czytam o walkach węgierskiej 2. Armii na froncie wschodnim i czuję, jakbym
czytał o armii polskiej w sytuacji, gdybyśmy przyjęli niemieckie żądania z
1939 roku.

Niemcy wycisnęli by z nas wszystko; pewnie musielibyśmy posłać do ZSRR z
milion żołnierzy, a być może i jeszcze więcej. Wojsko to zapewne nie walczyło
by pod jedną komendą, ale Wehrmacht porozrzucałby polskie armie po różnych
Grupach Armii. Żołnierze byliby kompletnie nieprzygotowani do walk w Rosji –
bez odpowiedniego ekwipunku, ubrań i sprzętu. Większość byłaby kompletnie bez
zrozumienia sensu i celu walki 2 tysiące kilometrów od rodzinnego Kalisza czy
Jasła. Oficerowie dowodzili by tak, jak ich uczono – z szacunkiem dla życia
własnego żołnierza i z przekonaniem, że żadna ofensywa nie jest warta 50%
strat w ludziach – gdy tymczasem wojna Rosji zamieniła się już dawno w
bezwzględną i okrutną rzeź. Morale byłoby coraz niższe, a dezercje wśród
żołnierzy i dymisje wśród oficerów coraz częstsze. Jednostki byłyby uzbrojone
niewiele lepiej niż we wrześniu 1939; ze słabą artylerią, prawie bez broni
pancernej, bez nowoczesnych oddziałów dywizyjnych, z kiepską łącznością –
Niemcy na początku obiecali by dozbrojenie do swoich standartów, a potem by
tego nie dotrzymali. Trakcja byłaby w zdecydowanej większości konna. Polskie
jednostki i polscy dowódcy byliby traktowani z nieufnością jeżeli nie z
pogardą przez Wehrmacht; w kolejce do uzupełnień kwatermistrzowskich i
dozbrojenia Polacy byliby zawsze ostatni. Polskie jednostki nie miałyby czasu
na szkolenie i byłaby rzucane od razu na linę frontu, obarczane zadaniami z
którymi o wiele wartościowsze dywizje niemieckie mogłyby sobie poradzić tylko
z najwyższym wysiłkiem. Polskie jednostki nie odnosiły by sukcesów w walkach
ofensywanych, a podczas zmasowanych ataków radzieckich byłyby nie tyle
pokonywane, ile wręcz miażdżone i dziesiątkowane.

A gdy front dotoczyłby się wreszcie do okrojonej o Pomorze i Górny Śląsk
Polski, nie byłoby już prawie komu jej bronić. A jeżeli ktoś narzeka, jak
Armia Czerwona zachowywała się na ziemiach polskich w drodze na Berlin, to
dopiero miałby okazję zobaczyć co znaczy gniew zwycięzcy. Tym bardziej że
Polki są, jak wiadomo, ładniejsze od Niemek.
Obserwuj wątek
    • Gość: rzut Re: węgierskie zwierciadło IP: *.mitre.org 27.05.03, 12:55
      windows3.1 napisała:
      Tym bardziej że Polki są, jak wiadomo, ładniejsze od Niemek.

      He ??
      Komu wiadomo i na podstawie jakich badan spolecznych operasz Twoj wniosek ?
      • Gość: komar Re: węgierskie zwierciadło IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.05.03, 13:18
        Ten wniosek akurat mozna oprzec na podstawie obserwacji i jak by nie patrzec to
        Polki sa ladniejsze od Niemek!!!
        • Gość: rzut Re: węgierskie zwierciadło IP: *.mitre.org 27.05.03, 13:30
          Gość portalu: komar napisał(a):

          > Ten wniosek akurat mozna oprzec na podstawie obserwacji i jak by nie patrzec
          to
          >
          > Polki sa ladniejsze od Niemek!!!
          niestety mylisz sie!!!
          Twoja obserwacja nie jest objektywna, poniewaz masz Twoja osobista ,subjektywna
          socjalizacje, ktora jest uwarunkowana przez Twoje otoczenie w najszerszym tego
          slowa znaczeniu(genetycznym,historycznym, etnicznym i.t.d) . Z tego wzgledu
          mozesz powiedziec ze Polki sie tobie bardziej podobaja. juz Rzymianie uchwycili
          to porzez pprzyslowie: De gustibus non est dispuntandum
          • Gość: komar Re: węgierskie zwierciadło IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.05.03, 14:00
            Racja o gustach sie nie dyskutuje.
          • windows3.1 jakieś inne uwagi? 27.05.03, 14:12
            Polki są ładniejsze od Niemek w oczach braci Słowian, oczywiście. Wszyscy
            dzielimy ten sam genotyp. Każdy czerwonoarmista (z wyjątkiem Niemców
            nadwołżańskich, naturalnie) bez wahania wybrałby naszą Halinę zamiast jakiejś
            Brunhildy. Potwierdza to nieopublikowana i dostępna tylko we fragmentach praca
            doktorska T. Z. Kruczkina "Taktyka gwałcenia. Rys historyczny", Zeszyty Naukowe
            MIWiOU nr XXIXII, Moskwa 1951. Zresztą jak wiadomo, w Niemczech Armia Czerwona
            gwałciła z obrzydzeniem; najnowasza książka Beevora "Berlin 1945" wspomina,
            jakoby radzieckie dowództwo obawiało się używania przez Niemców swoich kobiet
            jako "bomb wenerycznych".

            No dobrze, myslę że już przegięliśmy. Poza tym aspektem, jakieś inne komentarze?
            • Gość: Flieger Re: jakieś inne uwagi? IP: *.ewetel.net 27.05.03, 15:24
              windows3.1 napisała:

              > Zresztą jak wiadomo, w Niemczech Armia
              > Czerwona gwałciła z obrzydzeniem;

              Jesli to mial byc dowcip, to nie byl smieszny.

              Pozdr.

              F.
              • windows3.1 Re: jakieś inne uwagi? 27.05.03, 15:36
                tak, to racja, nie powinienem był tego wszystkiego zaczynać.

                O niektórych rzeczach nie da się pisć i mówić, bo nie ma słów do ich opisania.
                Dlatego uciekłem w konwencję, w której potem sam utknąłem. Niestety, na tym
                forum nie da się odwołać swoich postów.
      • serwal Re: węgierskie zwierciadło 30.05.03, 15:51
        Na podstawie własnych spostrzeżeń i obserwacji można tego dokonać, kto choć raz
        widział przeciętną Niemkę i przeciętną Polkę.
    • being28 Re: węgierskie zwierciadło 27.05.03, 13:24
      Jakby Hitler nie mordowal Polakow, to pewnie Rosjan, Ukraincow tez by nie
      mordowal i wojna szybko by sie skonczyla, a Misza mialby za idola Hitlera...
    • dreaded88 Mały komentarz 27.05.03, 16:45
      A jaką czytasz książkę? Autorstwa Petera Szabo chyba, "Łuk Donu", wydaną przez
      Bellonę (jeśli tak, też czytałem, niezła książka) czy coś innego?
      Ad meritum - najprawdopodobniej masz rację, z paroma poniższymi uwagami.
      1. Przyjęcie żądań z 1939. spowodowałoby najpewniej rychłą degradację Polski do
      czegoś w rodzaju Protektoratu Czech i Moraw, od którego jako żywo Niemcy nie
      domagali się wsparcia w wojnie (z wyjątkiem prób wykorzystania w 1944 jego
      wojska jako przeciwpartyzanckiego w Italii), armia jego była śmiechu warta,
      uzbrojona jednynie w Mausery, nie posiadała nawet lekkiej broni maszynowej;
      Polska najpewniej też zostałaby do szczętu rozbrojona i posiadałaby siły o
      charakterze paradowo-policyjnym.
      2. Gdyby Polska sformalizowała - np. przystępując do Paktu
      Antykominternowskiego - faktyczny alians z Niemcami, trwający gdzieś od 1935,
      ukoronowany wspólną akcją w Czechosłowacji w 1938 - byłoby to, o czym napisałeś.
      3. W tej sytuacji armia polska zostałaby zapewne rzucona już w ramach
      Barbarossy na Wschód. Można sobie podeliberować, czy udział jakichś 30 polskich
      dywizji nie przeważyłby szali, czy może zrównoważyłaby go konieczność
      przełamywania Linii Stalina.
      4. Armia polska walcząca na wschodzie powinna była by mieć morale sporo wyższe
      niż węgierska, biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką sympatię ogółu do Rosjan;
      wykorzystanie takich symboli jak Katarzyna II, rzeź Pragi, powstania zsyłki na
      Syberię, zupełnie świeża inwazja roku 1920. byłoby, przynajmniej do pewnego
      momentu nośne propagandowo.
      5. Wyposażenie armii - Polska miała w 1939 w rozbudowie COP, w rozruchu nowe
      wytwórnie płatowców i silników lotniczych, w stadium finalizacji lub
      opracowanie kilka interesujących konstrukcji (np. armata ppanc. 47mm, czołg 14
      TP, czołg średni, ciężka armata 155mm, samoloty, do których brakowało tylko
      silników, ciężarówki PzInż 703 i 621). Gdyby Niemcy nie przeszkadzali i
      udzielili paru licencji (np. na silniki Daimler-Benz DB 601 lub gwiazdowe BMW),
      możliwości produkcyjne i przez to też wyposażenie oddziałów w latach 1941-42
      mogłoby wyglądać dużo ciekawiej niż w wypadku Węgier, przy zdecydowanie
      mniejszej zależności od skąpych Szwabów.
      Ale i tak pewnie skończyłoby się to wszystko niezbyt przyjemnie...
      • Gość: rzut Re: Mały komentarz IP: *.mitre.org 27.05.03, 17:50
        dreaded88 napisał:
        armia jego była śmiechu warta, uzbrojona jednynie w Mausery, nie posiadała
        nawet lekkiej broni maszynowej;

        Co to znaczy jedynie Mauzery; karabin 98k byl wyposazeniem standartowym
        wehrmachtu az do ostatnich dni wojny
        wyprodukowano przeszlo 9 milionow sztuk tej broni, pistoletow maszynowych ok
        900 tys.,


        ponizej liczebnosc i uzbrojenie typowej dywizji wehrmachtu z 39/40 r:

        Dywizja Dywizja
        1. Fali(uderzeniowa) 4.fali (uzupelniajaca)
        Liczebnosc:
        Oficerow 534 491
        Urzednikow 102 99
        Podoficerow 2701 2165
        Zolnierzy 14397 12264
        Suma:17734 15019

        Pojazdy:
        Konie:4843 4077
        Zaprzegi:919 926
        Samochody :394 359
        Ciezarowki:615 619
        Pojazdy opancerzone:3 0
        Motocyckle:527 329

        Uzbrojenie:

        Pistolety ok.3700
        Karabiny ok. 13000
        Pist.maszyn 312
        Rusznice ppanc 90 90
        Lkm 435 343
        Ckm 110 114
        Pplot 2cm 12
        Granatnik 5cm 84
        Granatnik 8,1cm 54
        Dzialo ppanc 3,7cm 75 75
        Armata 7,5 cm 20 26
        Armata 15 cm 6
        Haubica 10,5 cm 36 36
        Haubica 15 cm 12 12
        Miotacz ognia 9 9
        Opanc .pojazd rozpoz 3 0

        dla znajacych niemiecki:
        www.lexikon-der-wehrmacht.de/Gliederungen/Infanterie.htm
        • dreaded88 Nie o to chodzi 28.05.03, 16:08
          Nic nie ma do Mausera, ale armia, w której jest on najcięższą bronią (nie ma w
          ogóle lkm, ckm, moździerzy, nie mówiąc o wyższych katergoriach) jest śmiechu
          warta.
      • windows3.1 zapomniałem o wyszkoleniu 28.05.03, 08:53
        Tak, faktycznie chodzi o Szabo, i zgadzam się że to jedna z lepiej napisanych
        książek, jakie ostatnio przeczytałem (skończyłem wczoraj wieczorem). Bardzo
        dobrze udokumentowana, i świetnie podbudowana danymi statystycznymi. Mam jednak
        kilka zarzutów: 1. mało mapek a te które są mogłyby być bardziej przykrojone
        pod tekst (kilka kluczowych wielekroć wymienianych w tekście miejscowości nie
        ma na żadnej mapie, musiałem wygrzebać stary atlas drogowy ZSRR żeby śledzić
        przebieg walk); 2. część kluczowa (walki w styczniu 1943) powinna być
        podzielona na bardziej drobne podrozdziały, najlepiej zorganizowane
        chronologicznie, ew. w podziale na korpusy; 3. zaskakująco krótka część
        końcowa, m.in. raczej pobieżne podsumowanie.

        Jeżeli chodzi o Twoje uwagi: starałem się pominąć spekulacje polityczne i
        skoncentrować na militarnych. Chodził tu niedawno wątek „co by było gdybyśmy
        przyjeli niemieckie żadania”, ale koncentrował się na kwestiach politycznych,
        więc nie podpiąłem tam swojego postu. Dlatego nie chciałem spekulować czy
        spadlibyśmy do roli czeskiego protektoratu, słowackiego niby-protektoratu,
        węgierskiego państwa satelickiego czy fińskiej niezależności, po prostu
        przyjąłem że mamy armię na wschodzie i już.

        Co do morale: tak, pewnie byłoby wyższe niż u Węgrów. Ale chyba niewiele. W
        śniegach nad Donem nie jest takie oczywiste, że bronisz opłotków rodzinnej wsi.
        Zresztą w wątku który założyłem i który był poświęcony postawie WP wobec
        Sowietów we wrześniu 1939 pisałem, że jak na karmioną antybolszewizmem i
        rusofobią armię nasze wojsko wykazało zaskakujący brak woli walki – tym razem
        broniąc swojego kraju. O ile pamiętam, nikt tego nie zakwestionował.

        Co do uzbrojenia: znowu chyba masz rację, gdyby COP stał się tym czy miał się
        stać, polskie jednostki nie przypominały by tych z września. Ale COP miał na to
        szansę (i tak był zaplanowany) w 2 połowie lat 40-tych... No i chyba nie
        nadążyłby z produkcją, która uzupełniała by coraz szybciej rosnące straty
        (Węgrzy w trakcie radzieckich ofensyw zostawiali za sobą niemal wszystko).
        Wreszcie, Węgrzy przecież też mieli swój przemysł zbrojeniowy, Szabo często
        wspomina o czołgach i działach własnej produkcji.

        Jest natomiast jedna rzecz, która chyba bardzo by różniła Polaków i Węgrów, a o
        której nie napisałem: wyszkolenie. Armia węgierska, poddana ograniczeniom z
        Trianon, była i tak skalibrowana do wojny z Rumunią czy Jugosławią, a nie ZSRR.
        Oficerów było mało, zawowodych żołnierzy też, szkoleniu poddawano niewielką
        część populacji – w rezultacie w 1942 roku 2. Armia była źle wyszkolona i źle
        dowodzona, każda strata oficera była praktycznie nie do zastąpienia i
        awansowano podoficerów. Tymczasem II RP miała duży korpus oficerski, dużą armię
        zawodową, szkolenie wojskowe było powszechne, a całe WP było przygotowywane do
        wojny z Niemcami albo Rosją. Dlatego być może nie dochodziło by do tak aż
        dramatycznych wydarzeń jak u Węgrów i polski dowódca nie pisałby potem w
        rozkazie dziennym, że jego armia „straciła honor”.
        • dreaded88 Re: zapomniałem o wyszkoleniu 28.05.03, 16:32
          1.Z zarzutami wobec książki zgadzam się w pełni, o ile część wstępna dotycząca
          formowania armii, organizacji i uzbrojenia jest bardzo dobra, tak samo jak opis
          przegrupowania jej w rejon działania - później wkrada się pewien chaos, który
          trudno czytelnikowi opanować.
          2.Mimo wszystko kwestia podbudowy politycznej owej polskiej armii na wschodzie
          jest na tyle istotna, że determinuje dalsze spekulacje.
          3.Rzeczywiście, wydarzenia po 17.9. były nieciekawe, ale (nie wdając się w
          głębsze rozważania) trzeba zauważyć, że wynikały one oczywiście z tego, że
          sytuacja zupełnie przerosła kierownictwo państwa i armii. Sytuacja, w której
          byłaby sprecyzowana strategia, kierownictwo itp. jest jakościowo zupełnie
          różna. Pod Tobrukiem czy na Monte Cassino Polacy też nie bronili własnych
          wiosek :-)
          4. Nie mam ścisłych danych statystycznych dot. Madziarów, ale wydaje mi się, że
          przemysł Węgier był sporo słabszy niż polski. Działa rzeczywiście produkowano
          (licencyjne Boforsy, 40 mm wersję PAK35/36, polowe), czołgi Toldi (licencja
          szwedzka) oraz Turan (konstrukcja w zasadzie czeska, rozwój LT-35, uzbrojenie
          armata 40 mm lub 75 mm o krótkiej lufie - wóz z grubsza na poziomie Pz III H
          lub N) oraz działa pancerne Zrinyi. Polski asortyment był sporo szerszy,
          ilościowo również powinniśmy stać dużo lepiej, nie mówiąc nawet o samolotach, w
          której to dziedzinie Węgrzy byli tragicznie słabi.
          Gdyby armia poszła w I fali - pewnie nabrałaby masę zdobyczy (Finowie na tym
          koniku z niezłym powodzeniem jechali całą wojnę).
          Zresztą - porównanie stanu uzbrojenia polskiej DP z września 39. z dywizją
          lekką 2. Armii wypada całkiem korzystnie dla polskiej jednostki.
          COP oczywiście nie dałby pełni produkcji w 1941, ale z drugiej strony wiadomo,
          co czyni totalna mobilizacja. Gdyby ktoś powiedział Niemcom w 1939 ile i jak
          świetnych czołgów będą produkować w 1944., chyba by się zdziwili.
          5.Wyszkolenie i jakość kadry oficerskiej - oczywiście. Choć, z drugiej strony,
          polskie dowodzenie na szczeblu wyższym niż dywizja nie stało najlepiej.
          • windows3.1 morale i przemysł 29.05.03, 09:48
            1.
            Ad. kwestii politycznych: no niby tak, teoretycznie kwestia morale wojska na
            froncie jest zależna od tego, czy walczy w armii marionetkowego państewka czy
            suwerennego kraju. Ale w tym konkretnym przypadku, śmiem wątpić. Czy okopany
            pod Woroneżem chłop spod Sieradza, którego najdalsze horyzonty sięgały
            zawiłości kazań księdza proboszcza i dyskusji przy wódce o roli żydów w
            copiątkowym targu w miasteczku, machałby saperką w zależności od tego jak na
            skali od protektoratu do słabszego partnera lokalizuje zakres suwerenności II
            RP? Eee, chyba nie....

            Argument o Monte Cassino i Tobruku śmiałbym poddać w wątpliwość. Ludzi, którzy
            tam walczyli, wróg przegnał z własnego łóżka; ten sam wróg stał właśnie
            naprzeciw nich w Afryce czy we Włoszech; ci ludzie przez Tobruk i Monte Cassino
            wracali do domu. Dla kogoś, kogo pobór wyrwał z domu i posłał w głąb Rosji, ten
            związek nie byłby już taki oczywisty; bolszewików znałby najwyżej z opowieści
            swoich ojców czy starszych braci, a to różnica. No i jeszcze jedno: dla tych
            ludzi droga do domu prowadziła nie przez nieprzyjacielskie okopy, ale poprzez
            dezercje...

            2.
            Przemysł. Oczywiście, przemysł węgierski był nieporownywalny z polskim. Ale
            zwróć uwage, że przemysł węgierski miał obsłużyć armię dwustutysięczną, a
            polski musiałby zaopatrzyć armię 5 razy większą – przypuszczam że
            proporcjonalnie wyszłoby mniej więcej na to samo. W szczegółach mówię pas, w
            technice zawsze byłem słaby a jak otwieram maskę żeby uzupełnić płyn do
            spryskiwaczy, muszę dla kurażu łyknąć sobie parę razy.
            • dreaded88 Re: morale i przemysł 29.05.03, 18:46
              1.To morale zależy chyba całkiem praktycznie. Kandydat na bohatera, żeganany
              przez specjalne komitety, przy dźwiękach orkiestr, po odbyciu parady, będzie
              walczył inaczej niż ciury wyganiane na front po cichu, jako jakieś wojsko
              pomocnicze. Do pewnego momentu przynajmniej.
              Wydaje mi się, że morale wojska polskiego byłoby porównywalne z regularnymi
              oddziałami Wehrmachtu czy fińskimi, które też składały się w końcu w dużej
              mierze z cichych kmiotków. Byłoby też zapewne (w sytuacji nizależoności ) sporo
              ochotników do odbycia krucjaty przeciw bolszewizmowi, może % niedużo, ale nie
              bez znaczenia. Gajcy czy Trzebiński zostawiliby kości gdzieś na Kaukazie czy
              pod Leningradem :-(
              Wiele oczywiście zależałoby od długotrwałości wojny, od aprowizacji, jakości
              gaci i butów.
              2.Szczegółów mogę, w miarę skromnych możliwości, trochę zapodać :-) Może i by
              wyszło na jedno w przeliczeniu na łebka, ale przecież armia niemiecka to nie
              były tylko dywizje pancerne; w 1940/41 zresztą można było zapewne liczyć na
              przychylność sojusznika objawiającą się dostawami większą niż doświadczyli
              Węgrzy rok później.
              3.Czynnik kolejny - Polacy na pewno dużo łatwiej niż Niemcy czy marginalni
              Madziarowie, gadający do tego nieludzkim językiem, znajdowaliby modus vivendi z
              tubylcami podbijanych terenów, to mogłoby trochę zaważyć na wyniku (rozszerzam
              nieco temat).
              • windows3.1 jeszcze o naszych nad Wołgą 30.05.03, 12:44
                1.
                Ee, no chyba wziąłeś przykład pierwszy z brzegu (z tymi orkiestrami). Według
                moich skromnych obserwacji, im słabsze, biedniejsze i mniej samodzielne
                państwo, z tym większą pompą celebruje samo siebie. Więc komitetów, kropideł,
                kwiatów, pięknych pań, orkiestr, przemów i szampana by nie zabrakło... Jak
                łotewscy legioniści waląc butami w bruk ryskiej starówki maszerowali pod Nowe
                Sokolniki, to pod katedrą grzmiały trąby, leciały kwiaty, ciągnęły się przemowy
                i powiewały bordowo-białe flagi (skądinąd we wszystkich innych przypadkach
                bardzo niemile widziane przez pana Reichskommissara). A Łotwa nie miała wtedy
                nawet statusu czeskiego protektoratu...

                2.
                Gajcy i Trzebiński: tak, racja, komitet redakcyjny Sztuki i Narodu miałby chyba
                większą siłę bojową niż dywizja Waffen-SS „Hitlerjugend”... Ale oprócz nich na
                krajobraz polityczny II RP składali się też anarchiści, trockiści, komuniści,
                socjaldemokraci, socjaliści radykalni, socjaliści umiarkowani, ludowcy lewi,
                ludowcy piastowi, naprawiacze (no, to doszliśmy mniej więcej do połowy
                spektrum)... Nie mówiąc o mniejszościach narodowych, naturalnie.

                3.
                Co do stosunku wojsk Osi wobec bratnich narodów ZSRR: ach, to jest temat... Nie
                tylko na osobny wątek, chyba na osobne forum... Zawężając rzecz do stosunków
                słowiańsko-słowiańskich to empirii na ten temat mało, jedna słowacka dywizja,
                nie wiem czy jacyś Chorwaci dali się wysłać na Moskwę... Chociaż z drugiej
                strony, zanim sformowano ROA, jednostek różnych mniej czy bardziej
                zmilitaryzowanych HiWisów były chyba tysiące... Czy wojowało im się lepiej?
                Nadczłowiek kiedy zajmował wieś, to po prostu wyrzucał rodzinę z zajętej chaty
                do chlewu (jeżeli nie bezpośrednio do dołu z wapnem). Polak zacząłby pewnie od
                negocjowania z gospodarzem kto dziś w nocy śpi na piecu a kto biega wokół chaty
                przy minus trzydziestu i co jakiś czas sika sobie po rękach... Do czasu
                oczywiście, niezależnie od języka ojczystego po kilku miesiącach kampanii w
                Rosji oznaki przynależności do gatunku homo sapiens zdradzała tylko postawa
                wyprostowana. Zresztą być może z tytułu naszego słowiańskiego rodowodu polskie
                jednostki byłyby w znacznej części odesłane do zwalczania partyzantki; wtedy
                zapewne interrogacja mężczyzn w pacyfikowanej wsi nie sprowadzała by się
                do „du, partisan?” – "ja? niet, nein, nein" – „Gut, nachste”

                4.
                Co do techniki polskiej i węgierskiej: owszem, jakieś konkretne porównania (nie
                za spomplikowane) mile widziane.
                • Gość: DSD Re: jeszcze o naszych nad Wołgą IP: 212.33.88.* 30.05.03, 13:24
                  > Nadczłowiek kiedy zajmował wieś, to po prostu wyrzucał rodzinę z zajętej chaty
                  > do chlewu (jeżeli nie bezpośrednio do dołu z wapnem). Polak zacząłby pewnie od
                  > negocjowania z gospodarzem kto dziś w nocy śpi na piecu a kto biega wokół chaty
                  > przy minus trzydziestu i co jakiś czas sika sobie po rękach... Do czasu
                  > oczywiście, niezależnie od języka ojczystego po kilku miesiącach kampanii w
                  > Rosji oznaki przynależności do gatunku homo sapiens zdradzała tylko postawa
                  > wyprostowana.

                  Mam kapitalne 'Pamiętniki' Pawła Jasienicy, który jako chłopiec był świadkiem rewolucji i walk lat 1919-1920 na
                  Ukrainie. Z jednej strony wspomina on zajęcie miasteczka, w którym przebywał, przez Armię Polską w 1920 bardzo
                  pozytywnie - nareszcie wojsko, które jest przewidywalne, nie czerwoni komisarze - biali antysemici - ukraińscy
                  rezuni - anarchiści etc. Z drugiej strony pisze o pogardliwym podejściu wielu Polaków do tubylczych 'mużyków',
                  traktowanych jak sienkiewiczowska czerń.

                  Bóg jeden wie, co wzięłoby górę w 1941. Myślę, że jednak armia polska miałaby niższe morale niż żołnierze spod
                  Cassino. Wojna byłaby ewidentną agresją a grupka poetów przejęta walką z bolszewią nie zastąpi setek tysięcy
                  rekrutów. Poza tym ton walce nadawaliby Niemcy i ich stosunek do podbijanych terenów. Czy Hitler nie wysłałby
                  Einsatzgruppen, gdybyśmy go o to poprosili? Polacy po kilku miesiącach traktowani byliby jak najeźdźcy ('Pamiętajcie
                  Kuźmę Minina i Kniazia Pożarskiego!'). No, chyba żebyśmy pomogli wygrać wojnę właśnie w te kilka miesięcy.

                  Co do czołgów, o których pisał wcześniej dreaded - boję się, że w 1941 nasza armia miałaby głównie 7TP + wciąż
                  liczne tankietki. Marnie jak na T-34 i KV-1. Czołg 14-tonowy z 47 mm nie byłby pewnie do końca gotów (i też
                  żadna rewelacja wobec takich przeciwników), nie mówiąc o planowanych czołgach średnich.

                  Acha, i jeszcze rzut oka na mapę. Finlandia leży gdzieś na uboczu, Węgry mimo wszystko też, Polska byłaby
                  GŁÓWNYM punktem wyjścia do ataku. Niemcy nie pozwoliliby na zbyt dużą samodzielność, grymaszenie polityków,
                  własne strategiczne pomysły etc. na terenie, gdzie koncentruje się własne główne siły. Polska miałą liczną mniejszość
                  żydowską, szczególnie na wschodzie, czyli w miejscu koncentracji. Sanacja przed 1939 zachowywała się wobec
                  Żydów poprawnie, co by się stało w wypadku nieuniknionych incydentów wiosną 1941?
                  • windows3.1 pytanko nie na temat 30.05.03, 13:46
                    jak to robisz, że wychodzą Ci takie fajne długie linijki? Zmieniasz jakoś fonty
                    w formatce, czy inny trick?
                    • Gość: DSD Nie wiem :-))) IP: 212.33.88.* 30.05.03, 14:08
                      Używam Netscape Sylaba Komunikator 4.7 i po prostu piszę... :-))) Niestety, na różnych forach wychodzą mi różne
                      długości linijek, potrafią się zmieniać nawet w trakcie pisania jednego listu. Wot, duch w maszynie.
                  • dreaded88 Re: jeszcze o naszych nad Wołgą 30.05.03, 16:30
                    Gość portalu: DSD napisał(a):

                    >
                    > Bóg jeden wie, co wzięłoby górę w 1941. Myślę, że jednak armia polska miałaby
                    n
                    > iższe morale niż żołnierze spod
                    > Cassino. Wojna byłaby ewidentną agresją a grupka poetów przejęta walką z
                    bolsze
                    > wią nie zastąpi setek tysięcy
                    > rekrutów. Poza tym ton walce nadawaliby Niemcy i ich stosunek do podbijanych
                    te
                    > renów. Czy Hitler nie wysłałby
                    > Einsatzgruppen, gdybyśmy go o to poprosili? Polacy po kilku miesiącach
                    traktowa
                    > ni byliby jak najeźdźcy ('Pamiętajcie
                    > Kuźmę Minina i Kniazia Pożarskiego!'). No, chyba żebyśmy pomogli wygrać wojnę
                    w
                    > łaśnie w te kilka miesięcy.

                    Ale na przykład Węgrzy na Wołyniu w 1943-44... Nie mieli za mocnej pozycji, ale
                    porządki, które wprowadzali w zajmowanych strefach były wg. relacji
                    zdecydowanie propolskie i różne od tego, co reprezentował Wehrmacht. Obrona
                    wiosek przed UPA, karanie rizunów, przekazywanie broni polskim samoobronom.
                    Może nie tylko grupka poetów, myślę, że przynajmniej jedną-dwie dywizje
                    ochotnicze udałoby się sformować (m.in. z kręgów dość podobnych do tych, które
                    wydały później NSZ). Wiele by zależało od sprawności machiny propagandowej...

                    >
                    > Co do czołgów, o których pisał wcześniej dreaded - boję się, że w 1941 nasza
                    ar
                    > mia miałaby głównie 7TP + wciąż
                    > liczne tankietki. Marnie jak na T-34 i KV-1. Czołg 14-tonowy z 47 mm nie
                    byłby
                    > pewnie do końca gotów (i też
                    > żadna rewelacja wobec takich przeciwników), nie mówiąc o planowanych czołgach
                    ś
                    > rednich.

                    Ten czołg nie byłby 14-tonowy, ale pewnie z 16-17 (7TP=9.4t, 10TP=12.8t), ale
                    mniejsza z tym. Był on w zasadzie dopancerzoną ewolucją właśnie 10TP, bez
                    durnowatego napędu kołowo-gąsienicowego. Zaprojektowano go już w 1938, próby
                    miały ruszyć w marcu 1939, ale - i teraz najśmieszniejsze - nie ruszyły, bo
                    jako napęd zaprojektowano niemiecki silnik Maybach 300KM, chyba taki sam jak w
                    Pz III lub IV. Pewne pogorszenie się stosunków RP-IIIR utrudniło realizacje
                    dostawy, ale i tak czekano na nią prawie do września. Produkcja działa 47mm
                    miała wystartować w 1940., i chyba w tym roku kombinacja byłaby w pełni gotowa,
                    ergo byłoby nieco tego sprzętu w jednostkach w 1941. Armatka 47mm L/55 byłaby
                    całkiem niezła na T-34, pancerz czołgu do 50mm też.
                    Średni miał być zunifikowany w dużej mierze z 14TP, mieć ten sam silnik, więc
                    przy dobrych układach powinien się pokazać w okolicach 1941/42.
                    Możliwe, że pozyskanoby nieco Pz III, IV, zdobycznych pojazdów francuskich i
                    brytyjskich.

                    Polska jako główne miejsce koncentracji - prawda, że odbiera to swobodę, ale
                    sytuacja działa chyba w dwie strony, pozycja też poniekąd się wzmacnia - Hitler
                    musi raczej unikać zadrażnień, żeby nie wytworzyć potężnego chaosu na tyłach
                    przygotowywanej do wyprowadzenia ofensywy.

                    Kwestia żydowska - czy Żydom węgierskim albo rumuńskim jakoś bardzo zaszkodziło
                    wykorzystanie terytoriów tych krajów przez Wehrmacht do ataku na Jugosławię w
                    1941, a w przypadku Węgier też bezpośredni udział kraju? Chałaciarska większość
                    siedziałaby zapewne raczej w spokoju, ewentualnych probolszewickich dywersantów
                    należałoby stawiać pod ścianą, nie patrząc na wyznanie.
                    • Gość: DSD Re: jeszcze o naszych nad Wołgą IP: 212.33.88.* 30.05.03, 17:43
                      > Ale na przykład Węgrzy na Wołyniu w 1943-44... Nie mieli za mocnej pozycji, ale
                      > porządki, które wprowadzali w zajmowanych strefach były wg. relacji
                      > zdecydowanie propolskie i różne od tego, co reprezentował Wehrmacht. Obrona
                      > wiosek przed UPA, karanie rizunów, przekazywanie broni polskim samoobronom.

                      Przekazywanie broni Samoobronom... Brrr... :-)))
                      Tak na serio, to może i nasi zachowaliby się podobnie wobec tubylców. Polskie kontyngenty UN mają dobrą opinię.
                      Wkrótce przekonamy się naocznie, jak nam pójdzie w Iraku. Potem ekstrapolujemy doświadczenia na sytuację AD
                      1941 :-)))

                      > Może nie tylko grupka poetów, myślę, że przynajmniej jedną-dwie dywizje
                      > ochotnicze udałoby się sformować (m.in. z kręgów dość podobnych do tych, które
                      > wydały później NSZ).

                      Ale dwie dywizje nie przeważyłyby szali wojny. Skończyłoby się jak z Zaolziem - zysk wątpliwy, a
                      spaprana reputacja. Kilkadziesiąt dywizji - to coś innego.

                      > Polska jako główne miejsce koncentracji - prawda, że odbiera to swobodę, ale
                      > sytuacja działa chyba w dwie strony, pozycja też poniekąd się wzmacnia - Hitler
                      > musi raczej unikać zadrażnień, żeby nie wytworzyć potężnego chaosu na tyłach
                      > przygotowywanej do wyprowadzenia ofensywy.

                      Ba, zaraz po 1941 rozpoczął rizanie ludności na podbitych terenach, za tyłach ciągle prowadzonej ofensywy. Trudno
                      zresztą przewidzieć, co temu panu strzeliłoby do głowy.

                      Tak naprawdę zabawa zaczęłaby się wtedy, gdybyśmy nie przeważyli szali na korzyść III Rzeszy, zaczęła się walka
                      na wyniszczenie, powolne cofanie się, coraz bliżej Polski...
                • dreaded88 Re: jeszcze o naszych nad Wołgą 30.05.03, 15:48
                  ad.1
                  Ale dla Łotyszy przyjście Niemców było przecież zamianą okupanta gorszego na
                  lepszego, toteż łatwiej im było o entuzjazm nawet w podłej pozycji politycznej,
                  skoro przynajmniej na Sybir nie byli wywożeni. Trudno o takowy wobec współpracy
                  z potencją, która pozbawiła terytoriów i niepodległości (zakładam, że takie
                  fakty nie nastapiłyby wobec Polski w PAk, Arbitraż Wiedeński to była jednak
                  inna historia), akcji nie dałoby się w ogóle sprzedać propagandowo, władze nie
                  miałyby żadnego autorytetu, z niewolnika nie ma pracownika itp.
                  ad.2
                  :-) Troszkę ochotników jednak by było, kręgi ONRów i części SN oraz OZONu
                  zapewne (dziwna kombinacja mi wyszła). Anarchiści, socjaliści itp. itd. byli
                  również w III Rzeszy, wielu oficerów nie bardzo kochało Hitlera...
                  ad.3
                  Kroaci byli na froncie wschodnim, wprawdzie nie pod Moskwą :-) 369 pułk
                  piechoty działał w ramach 100.Jaeger-Division (zanotowano ciekawe fakty -
                  Rosjanie i Ukraińcy poddawali się im zdecydowanie chętniej niż Szwabiskom,
                  licząc na lepsze traktowanie). Co do wyrzucania, współżycia - tu muszę sie
                  przyznać, że jestem pod wpływem wizji J.Mackiewicza zaprezentowanej
                  w "Kontrze" - spontanicznego ruchu antybolszewickiego ujawniającego się na
                  zajmowanych terenach, którego Hitler nie chciał wykorzystać i który
                  represjonował (mimo oddziałów pomocniczych, ROA, RONA itp. - to było mocno
                  wbrew woli H., albo zdecydowanie za późno; w końcu 1944. rekrutowano do
                  Wehrmachtu nawet Polaków). Tu znów wracamy do początku - Polacy jako
                  reprezentanci państwa-członka Osi mieliby większą możliwość wpływu na sytuację
                  niż jako przeciwpartyzanckie ciury z protektoratu.
                  ad.4
                  Coś postaram się wysmażyć, ale chyba nie dziś.
                  • windows3.1 po niedzieli od nowa 02.06.03, 10:47
                    1.
                    muszę powiedzieć że po niedzieli (którą spędziłem militarnie! byłem na festynie
                    rycerskim w Liwie) jeszcze nie wszedłem na obroty i mam trudności z nadążaniem
                    za Twoją logiką. Argumenty które podałeś, wydają mi się raczej świadczyć za
                    moją tezą (o marnym morale). Nie jestem też pewien czy rozumiem o co chodzi z
                    PAK (chyba nie masz na myśli tego działa) ani Arbitrażem (tu raczej przychodzi
                    mi do głowy pytanie, w jaki sposób Niemcy wymusili by na nas oddanie Pomorza,
                    Górnego Śląska i być może części Wielkopolski – czyli znowu argument za morale
                    pod zdechłym psem)

                    2.
                    masz rację, troszkę ochotników... a co do zróżnicowania politycznego: w
                    polskiej armii nie byłoby chyba tej germańskiej wiary w jedność... Na wschodzie
                    w obliczu kryzysu pewnie zaczęłoby to przekładać się na spiski, przewroty
                    pałacowe, dymisje (vide wojna podjazdowa w II Korpusie, tak w Afryce jak we
                    Włoszech)

                    3.
                    Oczywiście, „Kontra” to klasyka, również wiele epizodów w „Nie trzeba głośno
                    mówić” też się tu kwalifikuje (te o tajemniczym Hansie z Abwehry, o leśniczym
                    Pożełasie, o metropolicie Sergiuszu i tym synu kościelnego z Mińska,
                    zapomniałem nazwiska). Tak naprawdę temat polski w spekulacjach ad powodzenia
                    kampanii rosyjskiej jest niczym w porównaniu z pytaniem o potencjalną rolę
                    samych bratnich narodów ZSRR... W sumie może rzeczywiście założę osobny wątek
                    na ten temat. Ale czy Polacy mieliby jakąś możliwość kształtowania niemieckiej
                    polityki? Odpowiedź chyba jest oczywista. Jako najbardziej militarny
                    wartościowo sojusznik na pewno mielibyśmy więcej do powiedzenia niż Finowie,
                    Włosi, Węgrzy czy Rumuni – czyli nie jak oni nic, ale prawie nic.
                    • dreaded88 Re: po niedzieli od nowa 02.06.03, 16:34
                      1.PAk = po mojemu Pakt Antykominternowski. W kwestii wymuszania - tu
                      teoretycznie nie
                      powinno nastąpić nic więcej niż budowa owego eksterytorialnego korytarza (de
                      facto był to przecież pomysł polski z lat 20.), nazwanego zapewne Drogą
                      Wiekuistej Przyjaźni albo jakoś w tym guście i rozwiązanie sprawy Gdańska po
                      myśli niemieckiej - może nawet w zamian za jakieś koncesje (Kłajpeda? rozbiór
                      Litwy na wzór Czechosłowacji?), co przy zawarciu formalnego aliansu,
                      ograniczającego do minumum ruchy, nie zmieniałoby już specjalnie sytuacji
                      Polski. Logika Adolfa wszakże była jeszcze bardziej pokrętna niż moja, ale
                      chyba aż takim idiotą, żeby dokonywać bez potrzeby gwałtu na sojuszniku nie był
                      (w przypadku Rumunii taka potrzeba była).
                      2.I tu właśnie wchodzi problem zarysowany najwyraźniej przez DSD - czy udział
                      Polski mógłby się jakimś przypadkiem okazać istotnym dla przebiegu wojny? Bo
                      oczywiście, gdyby wszystko potoczyło się drogą, którą znamy z realu,
                      dekompozycja armii musiałaby nastąpić i wzrastać w funkcji czasu.
                      3.Rzeczywiście chyba się prosi o wątek, ale przy obecnym składzie personalnym
                      forum nie wróżę wielkiego powodzenia :-( Jeżeli zaś chodzi o wpływ Polski na
                      politykę Osi i Niemiec - być może byłby on spory. Jeżeli bawimy się w
                      scenariusz political fiction jak go widzę tak - wewnątrz Osi zawiązuje się mała
                      oś wewnętrzna, Rzym-Warszawa, wokół której gromadzą się bracia mniejsi, którzy
                      w końcu bali się Niemców - Węgrzy, Rumuni i reszta. Taki układ w pewnym sensie
                      mógłby rzucać wyzwanie niemieckiej dominacji w bloku. Benito dość niechętnie
                      poddał się przewadze Niemców, ale nie miał żadnego partnera, z którym mógłby
                      grać. W efekcie może odtworzyłby się w pewnym sensie wariant z I wojny - do
                      pewnego momentu dwugłowy, wtedy niemiecko-habsburski.
                      • windows3.1 Herr Deus ex machina 09.06.03, 14:32
                        Ad 1 (ew. polskie straty terytorialne na rzecz niemieckiego brata) i 3
                        (stabilność Osi po akcesie Polski): jak parokrotnie wspomniałem wcześniej,
                        chwilowo wolałbym uchylić się od spekulacji politycznych, naturalnie
                        uświadomiony historią m.in. niniejszego wątku, że tego zrobić się nie da. Choć
                        faktycznie trudno oprzeć się fantazjowaniu nt. roli III Rzeszy w Osi gdyby na
                        wschodzie proporcja sił między Niemcami a sojusznikami byłaby 3:2, a nie jak
                        faktycznie, 4:1 (w porywach).

                        Ad 3 (czy Polska mogła istotnie zmienić przebieg wojny z ZSRR). No, muszę
                        powiedzieć że nic nie jest w stanie wydrzeć mi z serca wiary w niezwyciężoną
                        potęgę Armii Czerwonej. Ewentualne znaczenie Polski dla całokształtu wojny na
                        wschodzie mierzyłbym w kategoriach kilku miesięcy, kilkuset kilometrów, kilku
                        armii, kilkuset tysięcy trupów – czyli w skali dość umiarkowanej zważywaszy te
                        kilka lat walk, kilka tysięcy kilometrów przestrzeni, kilkaset armii i kilka
                        milionów zwłok.

                        Dla takiego Carrella wojna została przegrana bo pod Moskwą zabrakło kilku
                        korpusów, pod Stalingradem kilku kilometrów a pod Kurskiem kilku dni. Germanie
                        też muszą mieć swoją mitologię. Ale nawet gdyby w tym jedynym, najbardziej
                        kluczowym momencie Herr Gott skorzystał ze swoich uprawnień i z rękawa wypuścił
                        te 40 polskich dywizji na pętli tramwajowej w Chimkach, pod bramą fabryki
                        Krasnyj Oktiabr albo w trzcinach nad górnym Psiołem, to i tak jestem pewien że
                        towarzysz Stalin dałby sobie radę.

                        Swoją drogą ciekawe który to jest ten jedyny, kluczowy moment. Zapytam.
                        • dreaded88 Re: Herr Deus ex machina 09.06.03, 19:13
                          Zapytałeś, zobaczymy.
                          Ja wiszę sprawozdanie dot. węgierskiej wytwórczości, ale po prawdzie wiele
                          więcej materiału niż rzeczy dotyczące produkcji pancernej (Turany i Zrinyi)
                          oraz lotniczej (Heja, Bf-109G-6) nie wyszperałem.
    • Gość: asimo2 Re: węgierskie zwierciadło IP: *.hipernet.ras.pl 05.06.03, 22:03
      temat co by było gdyby polska przyłączyła się do paktu antykominternowskiego i
      co adolf musiałby zrobić żeby wygrać II wś to były ulubione tematy w czasie
      imprez na studiach. wnioski:
      gdyby polska dogadała się z adolfem to przede wszystkim sowiety nie zajęły by
      1/3 polski, co oznacza że zdecydowanie krótsza byłaby droga na moskwę,
      30 polskich dywizji to wbrew pozorom duża siła przypominam że na początku
      barbarossy straty niemieckie były stosunkowo nieduże
      jeśli chodzi o sprzęt to jak już wspomniano na pewno zdobyto by dużo
      niezniszczonego sprzętu sopwieckiego ( jak finowie)
      te 30 dywizji mogłoby rozwiązać nierozwiązywalny dylemat zamykać kocioł
      kijowski czy iść na moskwę 9 prognozuję że polacy zamykali by kocioł a niemcy
      szli na moskwę )
      niemcy mięli by znacznie krórtszą drogę do leningradu ( sowieci nie zajęliby
      chyba litwy estoni i łotwy )
      co prawda niemcy niechętnie dzielili się uzbrojeniem ale jakiś sprzęt w ramach
      licencji pewnie by sprzedali ( węgry i inni sojusznicy mięli z tym duży
      problem ) ale może w związku z tym włosi..( przynajmniej jeśli choodzi o
      lotnictwo bo czołgi np. to w afryce obkładali workami z piaskiem - widziałem
      zdjęcia ) tak więc wojna mogłaby wyglądać trochę inaczej - choć nie widzę
      naszych lotników walczących na p-11c w bitwie o anglię...
      inny wątek to co by było gdyby adolf zdobył norwegię i olał zachód (v
      frabncję ) i odrazu zaatakował sowietów - co myślicie na ten temat - ruszyłaby
      francja z anglią czy nie?
      • dreaded88 Re: węgierskie zwierciadło 06.06.03, 17:13
        Gość portalu: asimo2 napisał(a):

        > co prawda niemcy niechętnie dzielili się uzbrojeniem ale jakiś sprzęt w
        ramach
        > licencji pewnie by sprzedali ( węgry i inni sojusznicy mięli z tym duży
        > problem ) ale może w związku z tym włosi..( przynajmniej jeśli choodzi o
        > lotnictwo bo czołgi np. to w afryce obkładali workami z piaskiem - widziałem
        > zdjęcia ) tak więc wojna mogłaby wyglądać trochę inaczej - choć nie widzę
        > naszych lotników walczących na p-11c w bitwie o anglię...

        Doprecyzujmy - potrzebowaliśmy licencji/dostaw jedynie silników lotniczych, bo
        nasze Bristole były już lekko archaiczne. Jeżeli chodzi o płatowce - butnie
        stwierdzę, że Niemcy i Włosi mogliby się wypchać. Stawiam, na to, że przy w
        miarę równoprawnym aliansie przeszlibyśmy na silniki rzędowe DB, względnie
        gwiazdowe BMW i w 1941. latałyby całkiem sprawne polskie samolociki myśliwskie
        o jakości dorównującej współczesnym Me czy Spitfire'om, względnie Focke-Wulfom,
        o bombowce można było być spokojnym (Łoś+ewolucje). Czołgi też byłyby własne,
        starałem się o tym napisać powyżej.

        > inny wątek to co by było gdyby adolf zdobył norwegię i olał zachód (v
        > frabncję ) i odrazu zaatakował sowietów - co myślicie na ten temat -
        ruszyłaby
        > francja z anglią czy nie?

        Niemożliwe, Hitler był antyfrancuski do białości i przepuszczenie żabojadom nie
        wchodziło w rachubę. Po prostu on im się musiał odegrać za I wojnę, miał idee
        fixe (widać w okolicznościach zawarcia rozejmu).
      • windows3.1 nie 09.06.03, 15:54
        żeby przedłużyć studenckie czasy założyłem odpowiedni wątek.

        Co do ewenualności francusko-angielskiej ofensywy w przypadku Barbarossy z roku
        1940: mocno wątpię. A właściwie nie wątpię - jestem pewien że nie. W każdym
        razie nie po stronie radzieckiej (coś mi się obiło o uszy że nasi niezawodni
        brytyjscy sojusznicy rozważali karpatczyków do Finlandii wiosną 1940).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka