greenblack
11.08.03, 09:01
www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,1615222.html
Patria, czyli rzeczywistość wirtualna
Włodzimierz Kalicki, Paweł Smoleński 11-08-2003, ostatnia aktualizacja 11-08-
2003 00:11
Nie spełnia wymagań przetargu i polskich norm, nie mieści się w samolocie
transportowym, tonie i płonie. A poza tym nie istnieje. Taki transporter
opancerzony wybrał MON dla polskiej armii
Wokół przetargu na dostawę kołowego transportera opancerzonego (KTO) dla
polskiej armii narosła masa niejasności i tajemniczych zaniedbań. Wiele
wątpliwości podnosiła już prasa wojskowa i techniczna, publikując niepokojące
informacje o przebiegu przetargu i wybranym transporterze Patria. Niepokoje
te podzielają nasi rozmówcy z kręgów wojskowych i przemysłu zbrojeniowego.
Największy program nowoczesnej Europy
Polski program KTO jest dziś największym tego typu w Europie. Wojsko chce
kupić 690 pojazdów. Do podobnego programu przymierza się dopiero Belgia, 450
transporterów chcą kupić Czesi, 300 Grecy. W opinii wiceministra obrony
Janusza Zemke (zanotowanej przez fachowy miesięcznik "Raport") program KTO ma
wielkie znaczenie dla polskiego przemysłu obronnego. Jest niczym koło
ratunkowe dla zakładów zagrożonych likwidacją lub szukających szansy w
eksporcie. To druga, po kontrakcie na samolot wielozadaniowy, tak wielka
umowa na dostawę sprzętu dla naszej armii.
Kołowe transportery to przyszłość lekkich, mobilnych brygad piechoty, m.in.
sił szybkiego reagowania, które według nowoczesnych doktryn wojskowych
powinny mieć możliwość znalezienia się w każdym zakątku świata w ciągu 48
godzin. O zakupie nowoczesnych KTO myśli armia indyjska, około stu
transporterów chce kupić Malezja. Armia USA jest obecnie przezbrajana w KTO.
Ośmiokołowe transportery opancerzone walczyły w Iraku.
Wygrywa outsider
W finałowym etapie ogłoszonego przez MON przetargu stanęły trzy konsorcja:
szwajcarski Mowag (dziś część amerykańskiego General Dynamics) i polska Huta
Stalowa Wola oferujące transporter Piranha III; austriacki Steyer z gliwickim
Obrumem, ZM Bumar Łabędy i PHZ Bumar - wóz Pandur II; fińska Patria z WZM
Siemianowice Śląskie - transporter AMV Patria (patrz ramka).
12 listopada ubiegłego roku otworzono koperty z ofertami, a 20 grudnia
rozstrzygnięto przetarg.
Najdroższą ofertę złożyli Austriacy. O ponad jedną trzecią tańsza była
propozycja Szwajcarów. Najtańsza była oferta Finów - Patria niższa od ceny
szwajcarskiej Piranhy o blisko 10 proc.
Wybrano ofertę Finów i WZM Siemianowice Śląskie za niecałe 5 mld zł. Płk
Paweł Nowak, odpowiedzialny w MON za przetargi, mówił publicznie, że o
wygranej Patrii zaważyły nie warunki techniczne, lecz cena.
Nasi rozmówcy z kręgów wojskowych podkreślają, że przed rozstrzygnięciem
przetargu Patria postrzegana była jako outsider, który jedynie ubarwi walkę
między prawdziwymi rywalami - Pandurem i Piranhą.
Niektórzy z naszych rozmówców twierdzą, że sami Finowie traktowali udział w
przetargu raczej jako okazję do oficjalnego pokazania na rynku, że konstruują
nowy pojazd. Po rozstrzygnięciu przetargu - według informatorów "Gazety" -
zwycięzcy nie ukrywali zaskoczenia.
Tonie i płonie
Trudno się Finom dziwić. W chwili rozstrzygnięcia proponowany przez nich
transporter w rzeczywistości nie istniał.
Producent dysponował dwoma prototypami. Prototyp zaprezentowany komisji
przetargowej MON nie spełniał zasadniczych warunków zawartych w tzw.
Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia. Ważył o 3 tony więcej i był
wyższy o 20 centymetrów, niż opiewało zamówienie.
Co więcej, jego szerokość o 30 cm przewyższała dopuszczoną w warunkach
przetargu. Miało to poważne konsekwencje - zaprezentowany KTO nie mieścił się
do samolotu Hercules C-130, transportowca powszechnie stosowanego w armiach
NATO. MON znalazł wyjście z sytuacji. Już w czasie przetargu zrezygnował ze
wskazania w warunkach konkretnego typu samolotu, wprowadzając ogólnikowy
zapis o transporcie lotniczym.
Patria wraz z włoską firmą OTO Melara (wybraną przez Finów na dostawcę wieży
bojowej) zobowiązały się wprowadzić w przyszłości modyfikacje w ich wozie, by
mógł wjechać na pokład Herculesa. Ale jeśli nawet kiedyś wjedzie, mogą być
kłopoty z jego zamocowaniem. Patria nie może bowiem wykorzystać mocowań
standardowych. Według pisma "Raport" fińska firma twierdzi, że opracowała
inne skuteczne systemy mocowań.
Zamówienie polskiego MON opiewa na wersje sześcio- i ośmiokołową. Fińska
firma musi dopiero opracować wersję 6 x 6 Patrii, a jej produkcja - według
zapewnień Finów - zacznie się w 2006 r. Konkurenci mają już opracowane wersje
sześciokołowe.
Patria nie spełnia też jednego z najważniejszych warunków przetargu -
parametrów pływalności. Fiński transporter (przy prądzie wody od 0,5 m/s do
0,6 m/s) powinien osiągnąć maksymalną prędkość pływania do przodu 10
km/godz., zaś do tyłu - 6 km/godz. Nasz wojskowy rozmówca podkreślił, że
spełnienie tych warunków jest niezwykle ważne z powodu polskich warunków
geograficznych (wymuszają częste przekraczanie rzek).
Nasz informator mówi, że podczas badań poligonowych w Wędrzynie prototyp
Patrii w ogóle nie miał napędu wodnego. Po zmianach konstrukcyjnych Patria
pływa. Ale co najmniej o jedną czwartą wolniej, niż wymagają warunki
przetargu. I tylko do czasu aż nie zacznie tonąć. Podczas testów w Czechach
transporter nabierał wody i szedł na dno.
Nasi rozmówcy podkreślają, że Finowie startowali w podobnym do polskiego
przetargu dla armii portugalskiej. W pływaniach testowych na rzece Tag wzięli
udział obaj konkurenci Patrii z polskiego przetargu. - Finowie odmówili
wzięcia udziału w próbie - mówi nasz rozmówca.
A jakby tego było mało, w czasie jazdy po czeskiej autostradzie w
transporterze Patria wybuchł pożar. Czesi odrzucili fińską ofertę.
Groźna rama
Najpoważniejszym zarzutem w stosunku do fińskiej konstrukcji jest jej
niezgodność z polską normą PN-V-80000. Stanowi ona, że "Kadłub [KTO] powinien
być konstrukcją samonośną, wykonaną ze stali specjalnej, spawany,
zapewniający szczelność". Fiński transporter jest konstrukcją ramową. I tego
poprawić się już nie da. Chyba że skonstruuje się całkiem nowy. Piranha i
Pandur to pojazdy samonośne.
W opinii naszych rozmówców z kręgów wojskowych zastosowanie konstrukcji
ramowej powoduje istotne ograniczenie jego użyteczności na polu walki i
zwiększa ryzyko śmierci załogi.
- Konstrukcja ramowa jest sztywna. Samonośna jest giętka, może odkształcić
się np. w wyniku wybuchu miny - mówi nasz rozmówca. - Szwajcarzy i Amerykanie
wydają miliony dolarów na badania mające zabezpieczyć żołnierzy w
transportach przed minami. I nie są to testy wirtualne. Piranha sprawdza się
w warunkach bojowych, na Bałkanach i w Iraku. Wybranie konstrukcji ramowej to
lekceważenie życia żołnierzy - wyjaśnia informator "Gazety".
Tę różnicę konstrukcyjną porównuje on do strefy zgniotu w samochodach. Gdy
auto uderza w drzewo, giętka strefa zgniotu amortyzuje siłę zderzenia, daje
szansę na przeżycie kierowcy i pasażerom. W samochodzie na sztywnej ramie
siła uderzenia przenosi się na jadących.
Inny wojskowy rozmówca podkreśla, że transporter o konstrukcji ramowej w
razie najechania na minę znacznie łatwiej traci możliwość poruszania się.
Nie może więc dziwić, że - jak poinformowali nas rozmówcy z kół wojskowych -
przeciwko wyborowi Patrii są również wysocy oficerowie polskich wojsk
lądowych.