jusiadyk
27.03.06, 22:35
"Ja się nie skarżę na swój los" (pamieta ktoś jak Geppertowa to pięknie
śpiewała?) ale teraz się trochę poskarżę i prosze mnie podnieść na duchu.
Jędrek zawsze był energiczny ale teraz energia go tak rozpiera że jest
demolujący. On nie idzie tylko biegnie, rzuca czymś, rękoma macha, rozbija,
rozsypuje a ja sobie z tym nie radzę. Dzisiaj najpierw wyeliminował babcię (i
tak dała radę od 8 do 16), potem ciocię (wysiadła po 1,5 godz), potem mnie
(byłam dzielna, ok 20 kiedy kuchnia była mokra po wspólnym myciu garów
wysłałam go do łóżka chociaż wiedziałam, że nie zaśnie tak prędko bo jest
niezniszczalny, double duracelle do potęgi) a potem tatę, który się zarzekał,
że da radę. Wiem, że pisze to w smiesznym tonie ale czasem nie jest mi do
śmiechu. W dodatku mam wrażenie, że na najwięcej sobie Jędrek pozwala kiedy
jest ze mną. Nie pozwalam mu na wszystko, nie rozczula mnie kiedy właśnie coś
rozbił i rozsypał ale wręcz fizycznie nie daję rady go opanować. Oczywiście
czasem jest w miare spokojny i grzeczny ale to rzadko. To nie jest u niego
bunt i robienie na złość ( a może czasem jest?) tylko raczej nadmiar energii
i niemożność opanowania się kiedy można coś zniszczyć. Czy to mija? Czy Wasze
2-latki tez tak mają? Wiem, że na badania w kierunku ADHD jest sporo za
wcześnie ale pocieszcie mnie, że dam radę.