Czekając na Ladyfeście

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 12:11
Siostrzaną atomsferę bierze się z doskonale funkcjonującej i zoragnizowanej
imprezy? no, no, tęgi wywód dziennikarki, która potrafi mówić w każdym
języku. Jak widzę Gazeta znowu zatrudnia stażystki na pełnym etacie, które
biorą materiały z dyżuru i się na ich temat (mimo ewidentnej dyletancji)
wymądrzają. Kiedy się to wreszcie skończy?
Droga dziennikarko, tak się składa, że impreza Ladyfestu jest organizowana
(jak sama zauważyłaś) metodą oddolną i zupełnie dobrowolną. A przodują w jej
robieniu nie tylko feministki, ale przede wszystkim anarchistki i anarchiści.
Warto może odwołać się do ich specyficznego poczucia czasu, luzu i
spontaniczności. Przedziwny tekst, w którym autorka sama sobie przeczy - mówi
nam, że to nie jest festiwal chopinowski po czym sama psioczy, że jednak nie
jest tak jak on zorganizowany. Swoją drogą nie spodziewaj się, że podczas
marszu czy koncertu punkowego wyczujesz "siostrzaną" atmosferę. Jestem
przekonana, że czułabyś ją bez względu na opóźnienie czy cokolwiek na
zewnątrz, tak się bowiem składa, że albo ktoś jest feministką, albo się
(modnie i trendy) za taką podaje.
PS Na marginesie; feminizm to również wspieranie, popieranie działalności
innych kobiet. Pisząc takie wyrywkowo poznane rzeczy (dlaczego nie było Cię w
piątek podczas doskonale zrobionej konferencji? albo w niedzielę, kiedy
wszystko było na czas?)w tak ironicznym tonie nie tylko dajesz dowód na to,
że nie jesteś żadną feministką, ale tym bardziej rzeczowym, obiektywnym
dziennikarzem. Bo co to jest za przeproszeniem? Recenzja? Reportaż
uczestniczący? A może słabiutki jak dworcowa herbatka niby pamflet? Nie takim
tekstem przechodzi się zauważonym - to tak na marginesie zawodu, który
usiłujesz uprawiać.
W przyszłym roku Droga Gazeto wyślij kogoś wyedukowanego na Ladyfest (i w
grubych rajstopach, może nie zmarznie podczas "potwornego" oczekiwania).
Pełna wersja