gordaski
04.04.12, 14:05
Politechnika Czestochowska...?? Ciezko instytucje, ktorej glowna rola jest pomoc socjalna poprzez zatrudnianie czlonkow rodzin osob juz tam pracujacych nazywac w ogole uczelnia.
Ktos mi moze odpowiedziec, ile wykladowcow, asystentow tam pracujacych nie zostalo przyjetych po znajomosci, 10%, 20%?
Wystarczy przejrzec ich strone, albo przejsc sie korytarzem zeby zobaczyc powtarzajace sie nazwiska. To jest zerowy standard. To nie jest uczelnia. Czy osoba ktora jest rektorem, prorektorem, dziekanem jest dumna z takiej "firmy rodzinnej" ktora prowadzi?
Na prawdziwych uczelniach pracuje sie po to, aby byc intelektualista, elita intelektualna, tworzyc nowe rozwiazania, kreowac, byc kreatywnym.
Na Politechnice Czestochowskiej i Akademii Jana Dlugosza, wiekszosc panstwa na etatach jakby przyznawali swoim zachowaniem, ze sa tak nieudolni, ze traktuja to jako pomoc socjalna. Zarobki przecietne w porownaniu do prowadzenia wlasnej dzialalnosci, albo pracy w sektorze prywatnym dla kogos, wiec tym bardziej jezeli ktos tam idzie dla pieniedzy to jest kompletnym nieudacznikiem.
Znam wiele swietnie wyksztalconych, z doswiadczeniem przy waznych projektach osob, ktore nie zostaly zatrudnione, w zamian za to zatrudniono osoby o przecietnych kwalifikacjach.
Czy to jest uczelnia panstwowa, czy mafijna struktura sluzaca do zarabiania, jak juz wspomnialem malych w sumie pieniedzy?