Dodaj do ulubionych

O Edmundzie Łągiewce

IP: 217.96.57.* 13.04.05, 10:11
Właśnie dowiedziałem się o śmierci mojego dawnego wykładowcy – Pana
Edmunda Łągiewki. Dziwne i zasmucające było to, iż myśl sprzed kilku dni
okazała się złym snem na jawie. Pomyślałem wówczas o osobach, które w życiu
cenię i które mnie zmieniły. Okazało się, że każda z tych osób jest dużo ode
mnie starsza, a w dziedzinie nauki, kultury i sztuki (a więc znacznej części
mojego życia) na myśl przychodził mi właśnie on. Pomyślałem wówczas wtedy –
nie pierwszy raz zresztą – jak źle byłoby go stracić na zawsze, bo kontakt z
nim utraciłem już dawno – po skończeniu studiów i wyjeździe do pracy w innym
mieście. I stało się. Dzień po pogrzebie dostałem wiadomość...
Poczułem się samotny. Tutaj, nikt – poza jedną byłą studentką, spotkaną
przez przypadek w pracy – nie znał tego człowieka. Jakże potrzebna wydaje się
w takich chwilach czasem możliwość podzielenia się żalem z innymi! Jest to
potrzeba wysłuchania i posłuchania. Potrzeba wspomnień. Jak gdyby pamięć o
tym wielkim naukowcu i niemal poecie dziedzin naukowych przeciekała mi przez
palce. A przecież to nie możliwe! Bo choć zdarza się nam zapominać twarze
bliskich po ich śmierci, to ich osobowości żyją w nas – nie tylko we
wspomnieniach, ale w naukach i inspiracjach, jakie nam zaszczepili.
Nigdy nie zapomnę tego przenikliwego wzroku, patrzącego w dal, poza oknem
sali – gdzieś na Świteź, którą tak pięknie malował w naszej wyobraźni. Siłę
swojej imaginacji przelewał na nas w zwykłej sali uczelnianej tak, że wokół -
miast krzeseł - ścieliły się stepy akermańskie. A wszystko to z pamięci
deklamował, książkę jedynie jako żartobliwy rekwizyt trzymając w ręku –
półotwartą. Zawsze promieniujący wiedzą i mądrością, która była jeszcze poza
naszym zasięgiem. Emanujący chęcią przekazania tego, co wie i podzielenia się
pięknem, które odkrył... Zawsze gotów rozbudzić salę na początku zajęć
dobrym, kulturalnym żartem i charyzmatycznym podejściem do tematu i do nas.
Wiele by można powiedzieć o Panu Edmundzie, a zapewne jeszcze więcej w
spokoju napisać – gdy emocje nieco opadną (jeśli to możliwe), ale ja znałem
go krótko, więc jedyne co ciśnie mi się na usta, to... bezgłośny żal.
Kamień zimny i martwy zapaliłby do poezji wieszczów romantyzmu,
opowiedział nam też pięknie o innych czasach w literaturze... dlatego nazywam
Edmunda Łągiewkę poetą nauki. Byłem tam i nie zmarnowałem okazji, by go
wysłuchać. Jednak zaszczyt przyćmiony jest teraz przez smutek.

Nie żegnam się z nim, bo we mnie pozostanie, o nim opowiadam uczniom i
znajomym.
Obserwuj wątek
    • Gość: storima Re: O Edmundzie Łągiewce IP: *.d4.club-internet.fr 13.04.05, 13:40
      Drogi Malone, dziekuje Tobie za Twoje wspomnienie o Profesorze.
      Pisalismy o Nim na ponizszym watku:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=55&w=22564527&a=22564527
      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka