Gość: Filip
IP: *.look.ca
19.12.02, 06:19
Pamietam ze kiedys, jakies dwadziescia pare lat temu,
gdy siec internetu zaledwie rodzila sie, a w Polsce powstawaly nowe portale
po ktorych buszowaly sluzby bezpieki, wylapujac co ciekawsze listy skrzetnie
segregujac je jako material dowodowy na myslacych niepoprawnie, z duchem
czasu, kontra totalitarnej Europie ktos,( o ile mnie pamiec nie myli moze
bylo to forum gazety.pl w Czestochowie )zaproponowal temat; "Jak bedzie
wygladala Czestochowa za 20-cia lat". Przyznam sie ze wowczas nawet by mi do
glowy nie przyszlo jak bardzo i na przekor tamtym odczuciom moim, sprzed
wielu lat moze potoczyc sie los wspomnianego miasta i jego mieszkancow. W
wielkich swiatowych bazach danych pozostaly jeszcze kolorowe zdjecia wielu
polskich miast z tamtego okresu. Okresu swietnosci, gospodarczego rozkwitu,
tetniacego w nich zycia. Przez jakis czas jeszcze mozna bylo poprzez internet
miec do nich wglad, ale pozniej i taka mozliwosc zlikwidowano.
Ja pamietam to miasto z lat mojej mlodosci. Mialem tu rodzine ktora czesto z
rodzicami odwiedzalisny, glownie z okazji swiat Bozego Narodzenia.
Pamietam ze jechalo sie pociagiem dosc dlugo poprzez zasypane sniegiem pola
lasy. Pociag co chwila stawal na jakiejs malej stacyjce, podrozni wsiadali i
wysiadali rozmawiajac z soba wesolo wymieniali usmiechy lub obejmowali sie na
powitanie calujac sie wzajemnie w rozowe policzki. Po chwili ponownie buchaly
kleby pary i postykujac miarowo, kolyszac sie na boki pociag ruszal w dalsza
droge by ze zgrzytem hamulcow nareszcie zatrzymac sie na stacji z napisem
CZESTOCHOWA GLOWNY. Pozniej pamietam jeszcze jakies oszklone przejscie nad
torami, duzy dziedziniec, cierpliwie czekajace w kolejce taksowki i tramwaj
albo dwa tramwaje jadace w przeciwnych sobie kierunkach. Domu w ktorym
mieszkali kuzyni nigdy nie moglem zapamietac bo wszystkie byly bardzo do
siebie podobne i staly do siebie rownolegle.
Pozniej odwiedzalem Czestochowe jeszcze pare razy ale juz jako dorosly
czlowiek zwykle kierujac sie na Jasna Gore.
No coz. Dzis stoje tu ponownie jako juz starszy czlowiek na narozniku jak sie
domyslam alei NMP i chyba tej ulicy po ktorej jezdzily tramwaje. Tak
wnioskuje poniewaz po szynach przykrytych kurzem gruzem i szczatkami
zardzewialych metalowych rur instalacji wodno kanalizacyjnych pustych
plastikowych beczek z napisem w kolorze niebieskim NOWA ERA pozostaly
rownolegle do siebie koleiny. Ogarniam wzrokiem to co tu pozostalo a
pozostaly tylko mury gesto pokryte jakimis dziwacznymi hieroglifami. W
kierunku wzgorza z klasztorem na calej dlugosci aleji, po obu stronach gesto
jeden przy drugim wylegly chinskie na predce i koslawo klecone kramy
roznorakiego plastikowego bubla wikliny dziewarstwa, warzyw i owocow.
Mam wrazenie ze jestem tutaj jedyna biala osoba i glupio czuje sie w tym
otoczeniu. Wszyscy zwracaja na mnie uwage. Z tej glownej czesci miasta
zrobiono azjatyckie getto. Panuje tu potworna bieda. Meszczyzni pracuja w
amerykanskich fabrykach na wschodniej czesci miasta zwanej RAK. Dopuki
jeszcze trwa pacyfikacja Azji jeszcze ich jako sile robocza oszczedzaja ale
niebawem i ta czesc miasta wyrownaja z ziemia. Urwalem sie z bazy na kilka
dni wiec nigdzie mi sie nie spieszy. John Black - moj dawny przyjaciel z
czasow wojny w Zatoce Perskiej wystaral mi sie o zezwolenie na kilkudniowy
pobyt w czwartym; DYSTRICT PL. HAPPINES AND FREEDOM. A moze by tak ta sama
droga w kierunku Klasztoru Jasnogorskiego. Wlasnie mijam jakis antykwariat. W
witrynie okiennej gesto pokryte kurzem zasuszonymi zdechlymi muchami stare
ksiazki i gazety ale niestety wszystkie w chinskim jezyku. Nie chinskiego nie
znam ale przeciez sprzedawca moze zna angielski. Wchodze do srodka dosc
ponurego pomieszczenia. W atle swiatlo zarowki oswietlaja koslawe stelarze
uginajace sie pod ciezarem brudnych zakurzonych i pozolklych od starosci
ksiazek. Chinczyk usmiecha sie grzecznie i robi lekki sklon glowa. Pytam czy
moge poprzegladac jego zbiory. Yes of caurs. Odpowiada niezbyt wyraznym
angielskim. Czego tu nie ma; ksiazki gazety czesci radzieckiego umundurowani,
rozpoznaje po czerwonych gwiazdach, tekturowe pudla z medalami roznych armii
i w nieznanych juz mi jezykach. Ale cos tam pod oknem wcisniete pod polke
przypomina jakby polski tekst. Och jak ten papier juz kruchy zawilgly i
liternictwo niezbyt juz czytelne. Ach to Wyborcza. O, ta pamietam. Coz
takiego ona zawiera docieram do jej pierwszej strony z wineta.
O czym wowczas pisano ? Olbrzymi artykul ponizej Jego tytul brzmi; "Polska
dobrowolnie zrzeka sie suwerennosci na korzysc Unii Europejskiej.
Sa gratulacje. Sa wypowiedzi owczesnych politykow.
Oto co oni mowia;
"...Anachronizmem dzis wydaje sie posiadanie przez jakis narod wlasnego
panstwa na wlasnosc. Bardzo cieszymy sie z calkowitego przejecia tego landu
przez UE"
"Narod to nonsens. Jednostka nigdy dobrowolnie sie z nim nie identyfikowala.
Dzis Ma ona szanse dobrowolnie sie unicestwic bo przeciez kazdy kiedys
dokonyje wyboru i kazdy ma do niego prawo"
"Ten swiat musi byc wolny od konkurencji i gdy ostatecznie doprowadzimy do
jej zlikwidowania roznych jej zrodel, wowczas zwolnimy czlowieka z tak
wyczerpujacej go odpowiedzialnosci.
" Swiat Lema nauczyl mnie wiele. Ten swiat moze tez istniec bez czlowieka"