Dodaj do ulubionych

- Zatrzymać exodus -

18.04.06, 14:23
Zatrzymać exodus

Z prof. Romualdem Jończym, ekonomistą, badaczem migracji zarobkowych,
rozmawia Joanna Jakubowska.
Romuald Jończy jest wykładowcą Uniwersytetu Opolskiego i Wyższej Szkoły im.
Bogdana Jańskiego w Opolu. W 2004 opublikował książkę pt. "Migracje zarobkowe
ludności autochtonicznej z województwa opolskiego”. Studium ekonomicznych
determinant i konsekwencji. Za kilka dni na rynku ukaże się nowa jego praca
pt. "Wpływ migracji zagranicznych na dysharmonię rozwoju województwa
opolskiego ze szczególnym uwzględnieniem rynku pracy”.

- Takiego nasilenia wyjazdów zarobkowych za granicę, jakie notuje się wśród
młodych Opolan, nie ma nigdzie w Europie, a prawdopodobnie i na świecie -
pisze Pan w swojej najnowszej książce. Jak ten proces wpływa na jakość
naszego życia?
- Tytułowa dysharmonia to jedno z dwóch zagrożeń dla rozwoju regionu,
spowodowanych migracjami, zwłaszcza zaś najbardziej dotkniętej wyjazdami
centralnej i wschodniej części. Nie ulega wątpliwości, że region nie
wykorzystuje ogromnej szansy związanej z ogromnym transferem dochodów i że
długo-okresowo może to przyhamować rozwój gospodarczy. Upraszczając: przez
migracje jest mniej ludzi, którzy mogą produkować, co osłabia produkcję, z
drugiej strony znacznie więcej się kupuje, bo dzięki migracjom mamy więcej
pieniędzy. Widoczne to jest zwłaszcza w sferze usług: mimo że wydaje się u
nas w przeliczeniu na mieszkańca najwięcej w Polsce, to produkcja usług jest
jedną z najniższych w kraju. Powinno być na odwrót.

- Czym to grozi?
- To, że kupujemy dużo, ale sami tego nie wytwarzamy, powoduje, że ten
niedobór zaspokajają firmy spoza województwa. Widać to w drobnej
przedsiębiorczości (pojedźmy np. na targowisko do Strzelec Opolskich), ale
także w sferze dużych zamówień i wielkopowierzchniowego handlu. Pomijam już,
kto i skąd musiał nam budować autostradę, ale spójrzmy, jakie firmy i skąd
wykonują u nas większość wielkich zleceń budowlanych. Kontynuacja tego trendu
grozi dalszym zwalnianiem tempa rozwoju gospodarczego i dalszym zajmowaniem
rynku regionalnego przez firmy z zewnątrz. Wyobraźmy sobie: gdyby te 2,5-3
miliardy złotych, które zostały zarobione za granicą, wydać na produkowane
przez Opolan towary i usługi, to ktoś mógłby je wyprodukować i zarobiłby je
drugi raz. Gdyby ten też je wydał u nas, to ktoś inny mógłby zwiększyć
produkcję i zarobiłby je trzeci raz, i tak dalej. W rezultacie raz
przywiezione pieniądze mogłoby zarobić wielu Opolan. Jeśli jednak ktoś
przywiózł pieniądze i wydał je w Realu, Castoramie czy na urlop za granicą,
ludzie tu mieszkający nie będą z tego mieli prawie żadnego pożytku, a region
się nie rozwinie. A z tym drugim wariantem mamy do czynienia.

- W odniesieniu do migracji Ślązaków zaczął Pan używać pojęcia exodus.
Wyjeżdża zatem coraz więcej osób?
- Tak, migracja zarobkowa za granicę się nasila i może się jeszcze nasilać
przez kilka lat. Będzie się również przekształcała w emigrację stałą. I to
właśnie drugie poważne zagrożenie. Wśród ludności z podwójnym obywatelstwem
pracuje za granicą o około 20 procent więcej osób niż trzy lata temu. Wzrost
wynika przede wszystkim z tego, że śląska młodzież, która weszła przez te
trzy lata na rynek, w ogromnej większości zdecydowała się na migrację. Pracę
za granicą podjęło w tych trzech latach więcej osób, niż ich się w tym czasie
urodziło. Słowo exodus dobrze więc odzwierciedla to, co dzieje się z
młodzieżą z niemieckimi paszportami. Na czterech pracujących wyłącznie za
granicą przypada zaledwie jeden pracujący stale w Polsce. W pięciu z 21
badanych wsi żadna z osób w wieku 18-25 lat nie pracowała wyłącznie i stale w
Polsce. Takiego nasilenia migracji zarobkowej za granicę, jak w tej grupie
wieku nie ma nigdzie w Europie, a prawdopodobnie i na świecie.

- Od dwóch lat pracę w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji mogą podejmować
także Opolanie bez obywatelstwa niemieckiego. Czy skala i skutki tych
wyjazdów są porównywalne z wyjazdami dwupaszportowców?
- Skala i charakter migracji mieszkańców Opolszczyzny nieposiadających
podwójnego obywatelstwa nie jest znana tak dokładnie jak w przypadku
rodzimych Ślązaków. Szacuję ją wstępnie na około 16-25 tys. osób, może być
jednak większa i stale rośnie. Jeszcze trudniej ustalić charakter tych
wyjazdów - na ile mają one charakter pracy okresowej, a na ile już są lub
staną się wyjazdem stałym.
Jeśli chodzi o skutki, to sądzić należy, że bilans tych wyjazdów będzie dla
naszego regionu bardziej niekorzystny niż migracja dwupaszportowców. Do
Wielkiej Brytanii i Irlandii wyjeżdżają przede wszys-tkim młodzi, wysoko
wykształceni ludzie. Pracują tam znacznie częściej niż Ślązacy w Niemczech w
zawodach zgodnych z ich kwalifikacjami i mają znacznie większe szanse na
awans zawodowy i spo-łeczny. Najczęściej znają również angielski lepiej niż
młodzi Ślązacy niemiecki. Są osobami, które w momencie wyjazdu nie założyły
jeszcze własnych rodzin. Mogą więc w pełni zaangażować się za granicą w
pracę, przebywać tylko tam.

- Dla nich same plusy.....
- Dla nich tak, ale nie dla naszego regionu. Te ich cechy, zwłaszcza młodość,
brak zobowiązań w Polsce i dyspozycyjność, są jednocześnie czynnikami, które
będą ich tam zatrzymywać na stałe. Osoby pracujące w Anglii czy Irlandii mają
mniej powodów zarówno żeby do Polski wracać, jak i żeby przywozić tu
pieniądze. W przypadku Ślązaków z podwójnym paszportem ta sytuacja dotyczy
tylko niespełna połowy. Reszta posiada u nas dorobek życia, dzieci,
małżonków. Ci dalej będą przyjeżdżać i z nich region ma najwięcej pożytku. O
młodzieży tego powiedzieć nie można.

- Mówi się, że wróciliby, gdyba praca była na miejscu.
- Wróciliby, ale nie dla tej pracy i nie za te wynagrodzenia, które u nas są
dostępne. Ciągle jeszcze znaczna większość pracujących za granicą, bo około
80 procent, migruje nie dlatego, że nie może znaleźć żadnej pracy tutaj, ale
dlatego, że nie może znaleźć pracy, jakiej szuka, tzn. za satysfakcjo-nujjące
wynagrodzenie i w swoim zawodzie. Te oczekiwania i wymagania płacowe są,
zwłaszcza w niektórych zawodach, znacznie wyższe niż to, co można w Polsce
zarobić. Średni poziom wynagro-dzenia, za które osoby obecnie pracujące za
granicą byłyby skłonne podjąć pracę u nas, waha się między 2000 a 2300 zł
netto w zależności od ich płci, wieku i zawodu. Najniższe oczekiwania
odnośnie pracy w Polsce mają pracujące na stałe za granicą kobiety, które
generalnie wróciłyby do kraju, gdyby zarobiły tutaj 1500-1800 zł netto. One,
zwłaszcza posiadające w Polsce rodziny, najgo-rzej znoszą rozłąkę. W grupach
wykształcenia najwyższe wymagania płacowe mają osoby po zawo-dówkach,
zwłaszcza z zawodami dekarza, murarza i innymi związanymi z branżą budowlaną.
Osoby po studiach byłyby skłonne wrócić za znacznie niższe wynagrodzenia.

- Czyli stwarzanie miejsc pracy niewiele zmieni?
- Jeśli będą to miejsca pracy za powszechnie oferowane stawki poniżej tysiąca
złotych, z niejasnymi perspektywami awansu, to nie ma to w stosunku do już
pracujących za granicą większego sensu. Młodzież na dorobku, zarabiająca za
granicą kilkakrotnie więcej, takiej pracy raczej nie podejmie. Ci ludzie chcą
kupować mieszkania, urządzać je, wychowywać dzieci, rozwijać się. Za te
wynagrodzenia, które są w miarę dostępne, nie są w stanie normalnie - w ich,
a w naszym chyba również pojęciu - funkcjonować. Jednocześnie widać, że
znaczna część wyjeżdżających chce wrócić. Świadczy o tym również to, że
wynagrodzenie, za które są obecnie skłonni wrócić, jest średnio o około 400
zł niższe niż to, którego wymagali trzy lata wcześniej. Wynika to z tego, że
ci z migrujących, którzy mają do czego i do kogo wracać, zmęczyli się już tym
trybem życia, a w międzyczasie dorobili się domów, samochodów i innych
rzeczy, które wymagały wyższych zarobków. Teraz wielu z nich wystarczą
zarobki, któr
Obserwuj wątek
    • jawor10 Re: - Zatrzymać exodus - 18.04.06, 19:29
      cd tekstu
      - Czyli stwarzanie miejsc pracy niewiele zmieni?
      - Jeśli będą to miejsca pracy za powszechnie oferowane stawki poniżej tysiąca
      złotych, z niejasnymi perspektywami awansu, to nie ma to w stosunku do już
      pracujących za granicą większego sensu. Młodzież na dorobku, zarabiająca za
      granicą kilkakrotnie więcej, takiej pracy raczej nie podejmie. Ci ludzie chcą
      kupować mieszkania, urządzać je, wychowywać dzieci, rozwijać się. Za te
      wynagrodzenia, które są w miarę dostępne, nie są w stanie normalnie - w ich, a
      w naszym chyba również pojęciu - funkcjonować. Jednocześnie widać, że znaczna
      część wyjeżdżających chce wrócić. Świadczy o tym również to, że wynagrodzenie,
      za które są obecnie skłonni wrócić, jest średnio o około 400 zł niższe niż to,
      którego wymagali trzy lata wcześniej. Wynika to z tego, że ci z migrujących,
      którzy mają do czego i do kogo wracać, zmęczyli się już tym trybem życia, a w
      międzyczasie dorobili się domów, samochodów i innych rzeczy, które wymagały
      wyższych zarobków. Teraz wielu z nich wystarczą zarobki, które pokryją bieżące
      potrzeby.

      - Wydaje się więc, że dla osób pracujących za granicą, a chcących wrócić i
      zachować wysoki materialny poziom życia, wyjściem byłoby nie poszukiwanie pracy
      na miejscu, lecz stworzenie sobie tego miejsca samemu.
      - Tak. W niektórych branżach, zwłaszcza usługach remontowych, dekarskich czy
      instalacyjnych i hydraulicznych, niedobór jest tak duży, że warunki do
      prowadzenia działalności gospodarczej są lep-sze niż gdziekolwiek w Polsce.
      Jeśli kogoś nie przekonuje to, co mówię, niech popatrzy, jak funkcjo-nują małe
      firmy, zwłaszcza usługowe, które już istnieją. Osoby je prowadzące naprawdę
      nieźle zara-biają, a są wśród nich tacy, którzy mają naprawdę małe pojęcie o
      działalności gospodarczej i w nor- malnych, a nie tych "migracyjnych”
      warunkach, nie mogliby zaistnieć na rynku. Mieli jednak odwagę zacząć i to się
      opłaciło. W normalnych warunkach problemem dla przedsiębiorcy jest znalezienie
      klienta. U nas jest często na odwrót - trzeba zabiegać o wykonawcę. Sytuacja
      sprzyja więc powsta-waniu firm, ale nie będzie trwać wiecznie, bo ta luka na
      rynku jest powoli zapełniana często przez firmy spoza regionu. A one się nie
      wyniosą tylko z tego powodu, że ktoś za kilka lat wróci z zagranicy. Warto
      zaznaczyć, że brakuje nie tylko usług budowlanych. Na rynku, zwłaszcza na
      terenach wiejskich, jest jeszcze dużo miejsca dla małych sklepów i
      także "pozabudowlanych” usług: biur rachunkowych, agencji ubezpieczeniowych,
      salonów kosmetycznych i innych. Większość drobnych firm, które już istnieją,
      pozostanie rentowna nawet wtedy, kiedy ktoś podbierze im część klientów.
      Joanna Jakubowska

    • Gość: expertum credere p nic dodac nic ująć IP: *.localdomain / 83.141.95.* 18.04.06, 20:32
      z jednym może wyjątkiem, osoby z niższym wykształceniem łatwiej się asymilują,
      łatwiej przejmują obce wzorce społeczno kulturowe. Mając wyższe zarobki tu, nie
      będą mieli za bardzo jak wrócić tam skąd wyjechali. I nie
      będzie to kwestia pieniędzy.

      z pozdrowieniami
      ajs
      • opolak Re: nic dodac nic ująć 18.04.06, 21:30
        Tak ludzie po szkole zawodowej, technikum mają najwieksze pole do popisu za
        granicami Polski. Oczywiście Ci, którzy mają fach w swoich rękach. Pokaż co
        potrafisz zrobić, wykonać a ja Ciebie zatrudnię i dam dobrze zarobić. To jest
        drenaż fachowej siły roboczej. Umysłowych mają sami za duzo i to dobrze
        przygotowanych.
        Czas wrócić do odbudowy szkół przyzakładowych, preferencje dla rzemieślników
        szkoloących młodych. Inaczej zginiemy.
        • Gość: xx Re: nic dodac nic ująć IP: *.icis.pcz.pl 18.04.06, 21:36
          To jednak ludzie z wyzszym wyksztalceniem ciagna ten swiat do przodu, chociaz
          oczywiscie wszyscy sa wazni.
          • Gość: expertum credere p wo ist der Hund gegraben ? IP: *.localdomain / 83.141.95.* 19.04.06, 01:12
            iks iksie ;)) nie chodzi tutaj o wykształcenie tylko o to co ludzie uczeni w
            naukach humanistycznych/społecznych itp kiedyś tam odkryli. Mianowicie o to że
            tak jak w biologii osmoza przebiega dokładnie tylko w jednym kierunku miedzy
            różnymi stężeniami roztworu, tak w procesach społeczno-kulturowych proces
            identyfikacji z daną kulturą też jest wektorem o określonym zwrocie.

            Z tego co poglądowo tłumaczył nam prof. J. Wolny na wykładach, to polonizowali
            się bojarzy i podobnie później wynaradawiali się Polacy. Z tym że o wiele
            łatwiej się germanizowali niż rusyfikowali. Mając do popełnienia prackę
            semestralną nt. polityki emigracyjnej jakiegoś tam rządu w latach 1860 - 1914
            zauważyłem ze zdziwieniem że regułę tę stosuje się w praktyce na poziomie
            inżynierii społecznej. Otóź do Ameryki importowano Niemców o tyle o ile mieli
            fach w ręku, natomiast importowano chętnie każdą ilość obywateli CK Galicji i
            Lodomerii, wiedząc że każda przyszłość w Nowym Kraju będzie dla nich lepsza
            niźli w ojczyźnie celowo zaniedbanej gospodarczo i społecznie przez rząd
            wiedeński. Oczywiście do dzisiaj w Minesocie mówią po niemiecku, a ukraińskiego
            nie uświadczysz no chyba że na uniwersytecie w ramach fakultetów.

            tak więc ludzie o niższym poziomie wykształcenia i o gorszym starcie szybciej
            się asymilują i podlegają skuteczniejszej inkulturacji i identyfikacji z nową
            grupą niźli ci, którzy osiągnęli już w miarę wysoki status społeczny.

            psychologicznie trzeba miec odpowiednio niska samoocenę żeby się zacząć kogoś
            słuchać. Ci po studiach i z dobrze uposażonych rodzin wystarczająco niskiej
            samooceny nie mają i dlatego wielu z nich być może wróci.
            • Gość: xx Re: wo ist der Hund gegraben ? IP: *.icis.pcz.pl 19.04.06, 09:29
              Moj post nie dotyczyl Twojej wypowiedzi gdyz sie z nia zgadzam. Dotyczyl
              wypowiedzi Opolanina.

              Pozdrawiam,
              • Gość: expertum credere p chapeaux bass ! IP: *.localdomain / 83.141.95.* 19.04.06, 10:39
                Iksie chciałbym być kiedyś Twoim studentem.
                mam nadzieję że do tego czasu otworzą w Częstochowie choćby Uniwersytet
                Trzeciego Wieku.

                Póki co od x lat emeryci jak ja muszą melanżować z nauką w wydaniu
                anglojęzycznym. A szkoda, bo Uniwerek w Krakowie pierwej powstał niż Oxford i
                Cambridge.

                pozdr.

                a.j.s.
                • Gość: asd Re: chapeaux bass ! IP: *.ids.czest.pl 19.04.06, 14:07
                  W Częstochowie jest już Uniwerek III wieku... (i to bodajże nawet 2) i z tego
                  co wiem, rozwijają się niezwykle prężnie. A jak trudno się załapać?
                  • Gość: storima "Zamiast biadolić..." IP: *.dsl.club-internet.fr 05.08.06, 23:30
                    "Zamiast biadolić "młodzi wykształceni emigrują!" lepiej przyjrzyjmy się
                    pozytywnym stronom migracji

                    Kilka rzeczy jest jednak bezspornych - przede wszystkim to, że wyjazdy są w
                    decydującym stopniu związane z obecną strategią na rynku pracy.
                    (...)

                    Sposobów wydatnego poprawienia sytuacji na naszym rynku pracy nie widać. Polska
                    nie jest w stanie zapewnić zatrudnienia wchodzącego na rynek pokolenia wyżu, a
                    obietnice polityków to gruszki na wierzbie. Tego trendu nie zmieni patriotyczne
                    wychowanie proponowane przez ministra Giertycha, gloryfikowanie polskich
                    zwycięstw pod Grunwaldem, Wiedniem, dzielności w walce z nawałą bolszewicką w
                    1920 r. i zasług w demontażu komunizmu pod koniec XX w. ani też "igrzyska
                    polityczne", które chcą nam zafundować budowniczowie IV RP.
                    (...)

                    Wybitny socjolog Stefan Czarnowski w pracy z 1935 r. "Ludzie zbędni w służbie
                    przemocy", analizując przyczyny sukcesów faszyzmu i ruchów autorytarnych w
                    międzywojennej Europie, posłużył się określeniem "ludzie zbędni". Jego zdaniem
                    okresy wielkich przemian sprzyjają pojawieniu się dużych zbiorowości, które nie
                    znajdują dla siebie miejsca w nowym porządku społeczno-ekonomicznym. Tracą
                    środki utrzymania i ulegają degradacji. Ludzie ci stanowią wedle Czarnowskiego
                    naturalną bazę rekrutacyjną dla ruchów faszystowskich i autorytarnych.
                    (...)

                    Wyjazdy młodych ludzi spełniają więc funkcję "klapy bezpieczeństwa"
                    (...)
                    Młodymi Polakami kieruje też ciekawość świata, chęć kształcenia się i
                    doskonalenia swoich umiejętności zawodowych. Niektóre z wyjazdów nazwałbym więc
                    ekonomiczno-edukacyjno-turystycznymi.

                    Wydaje się, że pewną rolę zaczynają odgrywać też względy polityczne. Młodzi
                    obawiają się klerykalizmu, powrotu autorytarnych rządów, śmiesznych i zarazem
                    przerażających postaw czołowych polityków wobec seksu czy życia religijnego. Z
                    coraz większym niesmakiem patrzą na obniżenie poziomu debaty publicznej,
                    pełnienie wysokich funkcji państwowych przez przestępców skazanych prawomocnymi
                    wyrokami lub pomysły ministra edukacji.
                    (...)

                    Młodzi mogą też stać się forpocztą integracji europejskiej. Poznają ludzi z
                    innych krajów, pobierają lekcję demokracji, uczą się tolerancji i życia w
                    wielokulturowym świecie. 100 lat temu Polacy jeździli do Niemiec nie tylko na
                    tzw. saksy. Uczyli się też fachu od niemieckich specjalistów i wracali do kraju
                    z wiedzą i umiejętnościami. Teraz może być podobnie. Nie należy zapominać, jak
                    wielki cywilizacyjny dystans dzieli nas od wielu państw Zachodniej Europy. Tylko
                    wyjeżdżając i podpatrując lepszych, możemy go zniwelować.
                    (...)

                    Wielką korzyścią z wyjazdów może być przygotowanie się naszego kraju na falę
                    imigrantów z innych krajów.
                    (...)

                    Przecież dzięki osiedleńcom z Niemiec uczyliśmy się w średniowieczu reguł
                    samorządności miejskiej, a wielki rzeźbiarz późnego gotyku Wit Stwosz był
                    Niemcem. Dziś pamiętamy o polskim Ołtarzu Mariackim, a nację autora pomijamy.
                    Nie zapominajmy również o innych imigrantach. Kazimierz Wielki sprowadził do
                    Polski pierwszych profesjonalnych bankierów - Żydów. Osiedlali się oni masowo w
                    Polsce, uciekając przed falą prześladowań w Niemczech w poł. XIV w. Polacy
                    przyjęli ich, licząc na pobudzenie handlu i rzemiosła. I nauczyli się od nich
                    niemało."

                    *Mirosław Chałubiński, socjolog dr hab. prof. na Uniwersytecie Zielonogórskim i
                    WSH im. A. Gieysztora w Pułtusku

                    Piotr Chałubiński, politolog, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego

                    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3517001.html

                    _____________________________________________________________

                    Jeszcze jedna korzyscia wyjazdu mlodych ludzi nie wspomniana w tym artykule,
                    jest zwiazany z migracja spadek liczby przestepstw. Najciekawsze jest
                    ze w Polsce, ci bezrobotni mlodzi ludzie dopuszczali sie drobnych przestepstw;
                    pracujac w Europie Zachodniej przechodza transformacje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka