pati.pat
30.09.07, 00:13
Wiadomo, że są lekarze lepsi i gorsi. Niektórzy mało kompetentni, inni
obojętni na los pacjentów, jeszcze inni są po prostu dobrymi specjalistami.
Wsród tych, którzy się zwonili są też i wybitni specjaliści, których przyjmie
się z otwartymi rękami za granica. Tyle, że decyzja o wyjeździe jest trudna,
zwłaszcza, kiedy ma się kilka krzyżyków na karku, zdrowie już nie to samo co
za młodu, a w domu dzieci uczeszczające do szkoly lub na studia. Jest więc to
dramatyczna sytuacja dla lekarzy właśnie. Przynajmniej dopóki nie znajdą
nowego miejsca zatrudnienia. A znajdą. Tyle, że małe prywatne kliniki rzadko
posiadają wyposażenie warte tych pieniędzy, jakie my podatnicy włożyliśmy w
szpital na Parkitce. Często sprzęt szpitalny trafiał na Parkitkę dzięki
licznym ofiarodawcom, Częstochowianino,m, którzy chcieli być leczeni przez
naszych specjalistów, a mogąc coś zasponsorować bez odrywania sobie jedzenia
od ust, po prostu to robili. I ten sprzęt zdobyty ich trudem teraz stanie się
zapewne własnością innego szpitala. No cóz, ale decyzja z pewnością należy do
władz wojewódzkich. Z pewnością ;) będzie obiektywna i mądra. I pewnie trafi
na Śląsk. Kilkadziesiąt kilimetrów dalej. Czy to daleko w dobie
ogólnodostępnych samochodów i karetek ?
Proszę sobie wyobrazić sytuację, że Pana/Pani ojciec/ matka - wiekowy już co
prawda - łapiąc się za serce pada na ziemię. Czy jest różnica, że OJOM z
Parkitki ( a ściślej mówiąc jego sprzęt)zostanie wchłonięty przez
Katowice/Będzin/Sosnowiec? Przecież to zaledwie jakieś 50 km dalej. Tylko.
Albo Pana/Pani czy Twoje dziecko, o którym jeszcze nie myślisz - przecież masz
dopiero 18 czy 20 lat - ale któregoś dnia pewnie przyjdzie na świat i
zrozumiesz czym jest ta miłość, która sprawia, że pochylasz się nad jego
łóżeczkiem żeby sprawdzić czy na pewno oddycha (beznadzieja, prawda ? ... ale
tak właśnie robią matki stając się nimi zwłaszcza pierwszy raz) nagle traci
oddech, sinieje i co dalej ?... ! telefon, karetka. Gdzie ? Najbliżej, byle
szybko. A więc Sosnowiec, przecież to niedaleko...
A neurochirurgia ? No cóż weżmy taki przykład. Rak w obecnych czasach jest
dość pospolitą chorobą, chyba nikt w to nie wątpi. Często jest to rak płuc.
Palisz ? Nie ? To dobrze. Ale może wbrew wszelkiemu rozsądkowi robi to twoja
żona ? mąż ? matka/ojciec? Sprawa jest trudna. Długie leczenie, konsultacje w
odległych klinikach, chemia, ale co to ? Jest szansa, jak światełko w mroku.
Jest lepiej. Część płuca ma być wycięta, pozbędziemy się tego paskudztwa. Uff?
Czy to jednak nie za późno ? Ręka drętwieje, nic nie szkodzi, to przejdzie.
Nie przechodzi ? Tomografia. Przerzut. Rak trafił do mózgu. Teraz tam siedzi i
pożera kolejne komórki. Z ręką już nie będzie dobrze. No, ale to też można
wyciąć, tylko mały skrawek. Decyzja podjęta. Nagle ni stąd ni zowąd mąż/ żona/
matka/ojciec ... dziecko zaczyna drżec, drży coraz mocniej, całe się trzęsie,
sztywnieje, jego ciało pporuszane jest w gwałtownych konwulsjach... Boże
ratuj. 999. Byle szybko. Na neurochirurgię. Gdzie ? Na Parkitce zamknięto.
Decyzja dyrektora...wojewody... Ale Twój ojciec/matka/ mąż cały jest w
drgawkach, to padaczka, trudno się przyglądać, tak bardzo go/ją kochasz,
chcesz mu ulżyć. Niestety najbliższy oddział w
Katowicach/Sosnowcu,/Zabrzu/Bytomiu. Tylko klikadziesiąt minut drogi dalej.
Takich scenariuszy może być i będzie więcej. Życie je napisze. Spotka to wielu
z nas. Może nie dziś, nie jutro, ale kiedyś (za rok, za lat dziesięć) pewnie tak.
Czy nie powinniśmi czegoś zrobić ? Dla nas, dla naszych rodziców, małżonków,
dzieci ? Dla tych, którzy kiedyś potrzebować będą pomocy ?
Mniejsza o lekarzy. Tych dobrych i tych złych. W nagłych przypadkach i ten zły
jest lepszy niż nic. Pomoże lepiej niż my kiedykolwiek bylibyśmy w stanie.
Chcą podwyżek ? Dać, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Nie należy im się po
tylu latach nauki ? Kilkunastu ściślej mówiąc. Czy Pan /Pani- nic Panu/i nie
ujmując tyle samo przesiedziała nad książkami, wkuwając grube książki na
pamięć, ucząc się o tysiącu różnych chorób, milonach leków, a później
dokształacał/a się na niezliczonych szkoleniach/ sympozjach byle być wciąż na
bieżąco, znać najnowsze sposoby walki z różnymi przypadłościami. Nie.
Wystarczyło skończyć szkołę zawodową ( a co- zła ? ... Nie, ale chyba
krótsza), podjąć zawód i próbować sobie życie ułożyć, w życiu poradzić. Jedni
lepiej, drudzy gorzej.
No, ale rozejrzyjmy się dookoła. Wśród nas. Ilu mamy tu, w okolicach
specjalistów od fryzjerstwa, gastronomii, elektryki, sprzątania (hmm...to, to
i ja potrafię, ale nie ma się czym chwalić, bo to raczej szeroko spotykana
umiejętność, choć też potrzebna i chwalebna). Wielu, prawda... I co, czy nie
chcą Państwo zarabiać na życie godnie swoją pracą ? Tak. Ale Państwa zarobki
są nieporównywalnie - przepraszam, po prostu dużo/ trochę niższe (czasem
wyższe, dzięki Bogu !) niż lekarzy w placówkach szpitalnych. A pwykonując tę
pracę prywatnie... Czy hydraulik nie żąda od nas sumy, która prawdę mówiąc
czasem mija się z naszym wyobrażeniem za wykonaną pracę ?
Dajmy zarobić lekarzom/nauczycielom/policjantom. Oni zarabiają grubo więcej za
granicą. Bez wątpienia. A jednak wielu tu pozostaje. Bo mają tu rodziny /
przyjaciół/dom. Są związani z naszym miastem. To ich wybór. Czy słuszny ?
Bojkot wyborów nic nie da. Ale czy akcja na szeroką skalę w ramach protestu
przeciwko zamkięciu potrzebych NAM - CZęSTOCHOWIANOM oddziałów odbiłaby się
echem ? Może spróbujmy coś z tym zrobić. Niech nie decyduje za nas jakiś
urzędas, który ma to gdzieś, bo on i tak się wyleczy. Tu czy tam.