mamtegojuzdosc
02.12.09, 20:17
Moja corka ma 2 lata i 5 miesiecy. Jest zywym dzieckiem. Niestety, dochodze do
wniosku ze albo wyjatkowo hardcorowo przechodzi okres buntu 2 latka, albo ja
sie po prostu nie znam na dzieciach i tylko mi sie wydaje, ze ona daje mi w
kosc bardziej niz wszystkie inne znane mi dzieci.
Pomijam kweste tego, ze wszystko jest na nie. Ubieranie, kapiel, mycie zebow,
spanie. Nie ma opcji by zasnela sama, nie ma opcji by zjadla spokojnie,
ubranie wyglada tak, ze ja ja probuje ubrac a ona mi ucieka, skacze, rzuca sie
po dywanie, kanapie itd. Jedzenie to koszmar – nadal bawi sie jedzeniem,
ulubiona zabawa to packanie sie jedzeniem, rozlewanie, przelewanie z talerza
na drugi lub na stol. Na porzadku dziennym jest dobieranie sie do naszych
talerzy i kubkow, odmowa oznacza wycie i bunt i nie ma szans by zjadla juz
potem cokolwiek ze swojego talerza. No i wybieranie sobie, zawsze przed
obiadem czy sniadaniem chce ciastko czy cos slodkiego, potrafi urzadzic taka
scene, ze glowa mala. Oczywiscie konsekwentnie jej odmawiam, ale ona i tak
zawsze urzadza wrzaski, wycie i bunt w postaci niejedzenia potem obiadu czy
sniadania.
Najgorzej jest w miejscach publicznych. Nie moge po prostu w zaden sposob
wytlumaczyc jej, ze przez ulice przechodzi sie za reke, bo jak tylko sie
zblizamy do pasow, ona mi sie jak na zlosc wyrywa i biegnie prosto na ulice.
Jak ja sila prowadze za reke to sie rzuca, wije, poklada i w sumie ja wloke.
Nie pomagaja tlumaczenia, ani na spokojnie, ani na niespokojnie. Wszystkie
lagodne opowiesci o tym dlaczego nie mozna biec na ulice sa w naszym przypadku
niewypalem.
Jeszcze gorzej jest w sklepie, na poczcie itd. Nie moge zrobic zakupow, bo
corka wszystko sciaga z polek, wszystko chce wrzucac do koszyka. Oczywiscie
probowalam jej pozwalac cos wrzucac, ze np. pomozesz mamusi kupic herbatke,
czy zeby wrzucila do koszyka pokazana cytryne czy jogurt – nie wystarczy.
Zabranianie- ze nie wolno po prostu nic ruszac, tez jest bezskuteczne. Widze,
ze inne dzieci w jej wieku jakos potrafia isc SPOKOJNIE obok matki czy ojca za
reke czy trzymajac sie wozka z mlodszym dzieckiem, moja nie. Inne dzieci
potrafia sie nie rzucac na kazda rzecz w sklepie-moje dziecko rzuca sie jak
oszlale od polki do polki. Nie potrafi isc spokojnie, ona biega, skacze,
przewraca sie mi prostu pod nogi, wiesza sie na koszu, lapie co jej sie podoba
z polek, lapie za stojace gdzies na promocji butelki z alkoholem. Tlumacze jej
za kazdym razem ze nie wolno. Tlumacze dlaczego. Zabraniam. Mowie, ze jesli
bedzie tak robic to dostanie kare – ze jej cos zabiore, czy czegos nie
pozwole, i oczywsicie kara jest. Ale to i tak nic nie daje, nastepnym razem
jest tak samo. Dodam, ze zabieranie corki wszedzie w wozku nie jest
rozwiazaniem, bo wyje i wije sie przy wkladaniu do wozka i potem cala droge. I
tak biore wozek zawsze ze soba, bo czasami ze wzgledow jej bezpieczenstwa
(autobus, ruchliwa ulica) musze ja unieruchomic. I to jest jakis koszmar, jak
ona mi sie wyrywa i wydziera wtedy.
Problemem jest tez telewizja. Ciagle chce ogladac bajki. Oczywiscie wylaczam,
zabraniam, tlumacze, odlaczam tv od kontaktu. Zabieram ja do innych zabaw,
zachecam by towarzyszyla mi w kuchni. Ale ona tylko patrzy by znowu wlaczyc
sobie TV i ogladac cos. Jak byla mniejsza to uwielbiala ksiazeczki. Teraz
interesuje ja jedynie mazanie po nich flamastrami. Probowalam jaj czytac, ale
ja to widac nudzi, zaraz wyrywa mi ksiazke i po prostu przewala strony, rzuca
nia, probuje wyrywac kartki albo uprze sie na jaksi obrazek jeden i kaze go
sobie opowiadac po kilka razy( i to tez rzadko). Tak, jakby czytanie bylo dla
niej za nudne, za spokojne, opowidanie bajek i obrazkow tez potrwa 30 sekund i
juz leci do innej zabawy. Jedynie klockami potrafi sie pobawic pare minut, no
i malowanie, rysowanie – juz nie chce mowic jak wygladaja moje dywany i sciany
od codziennego mycia... (oczywiscie ma kartki, bloki, nawet duza tablice do
rysowania). Najlepsza zabawa dla moje corki to polewanie piciem i woda
wszystkiego... bierze sobie lyzke czy slomke i sokiem lub herbata myje
zabawki, sciany, klocki, meble. Wystarczy chwila i juz wszystko jest mokre.
Jestem na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Dos juz mam kazdego
dnia zaczynanego od wrzasku przy pierwszej probie pokierowania nia w jakis
sposob, dosc juz mam sprzatania zdemolowanego domu, porozsypywanego jedzenia,
pozalewanych coczkami i herbatkami i woda podlog. Dosc juz mam mycia sie,
malowanai na chybcika, bo moje dziecko musi mi we wszystkim towarzyszyc i
wyrywac wszystko z rak.
Nie wiem jak dotrzec do swojego dziecka, jak sprawic by choc troche zaczela
mnie sluchac. Jest dzieckiem kochanym, ma wydaje mi sie wystarczajaco duzo
bodzcow, spedzam z nia duzo czasu, miewa kontakt z innymi dziecmi, jest
codziennie na swiezym powietrzu, ma madre zabawki. A jednak cos jest chyba nie
tak, skoro nie potrafie od niej wyegzekwowac tego, by choc czasem sie mnie
posluchala.
Z mezem jest podobnie, choc jego sie CZASEM slucha.
Gdybym miala ocenic jej zachowanie w kategoriach doroslych to bym powiedziala
ze jest przede wszytskim przekorna, zmienna, uparta i zlosliwa po prostu. I
nie respekuje slowa NIE. Tylko pytanie, czy tak male dziecko potrafi byc
przekorne i zlosliwe?