Niedługo szlag mnie trafi, jak nic. Moja córka ma 2 lata i 4 miesiące i do tej
pory nie przespała chyba więcej niż 5 nocy. Jak była mała, wiadomo, budziła
się na cyca, potem było w nocy mleko z butelki, ewentualne podawanie smoczka,
potem picie wody, a następnie faza na płacz w nocy i wołanie mamy (to było jak
miała 2 lata; córka od kiedy skończyła 6 m-cy śpi w swoim pokoju).
Histeryzowała i uspokajała się jak tylko weszłam do jej pokoju, po czym
przebudzała się co chwila z płaczem i uspokajała dopiero jak się upewniła, że
jestem w pobliżu.
2 miesiące temu urodziła nam się kolejna dziewczynka i moja dwulatka wymyśliła
przychodzenie w nocy do sypialni, gdzie śpię z młodszą. I kursuje nieskończoną
ilość razy między swoim a moim pokojem. W sypialni kładzie się na łóżku i
podsypia. Ja na to nie pozwalam bo zazwyczaj kładzie się przy krawędzi i dużo
się wierci i już raz spadła, a łóżko jest dość wysokie. Więc odprowadzam ją do
jej pokoju. A ta bestia

odczekuje parę minut i dokładnie, kiedy zaczynam
głęboko zasypiać, słyszę przez sen, jak otwiera drzwi i staje w progu z
naręczem swoich zabawek do zasypiania i kocykiem... I tak w kółko! Dziś trwało
to jakieś 2,5 godziny. A ja jeszcze wstaję do karmienia mojego niemowlęcia.
Nie wspomnę o dwóch kotach, które dopełniają czary (jeden potrafi miauczeć o
5-6 nad ranem bo życzy sobie śniadanie - mimo, że ma chrupki ale wymyśla
sobie, że chce akurat dostać jedzenie z puszki; a kotka dobija się - dosłownie
dobija - do sypialni, do której nie bardzo chcę jej wpuszczać, bo śpię tam z
dwumiesięczniakiem). Jednym słowem - przechlapane.
O ile nocne wstawanie do niemowlęcia jest normalne, koty można ostatecznie
jakoś spacyfikować, to mogę się pogodzić, że najbardziej jestem niewyspana
przez 2,5 latkę. Córka z resztą od kilku miesięcy nie śpi w ogóle w dzień,
więc powinna chyba lepiej spać w nocy..
Wymyślałam już nagrody za noc, kiedy do mnie nie przychodzi i kary za to, że
przychodzi. Nic na dłuższą metę nie działa. A ja już długo tak nie pociągnę.
Czy to kiedyś minie??
Dodam, że nie wchodzi w grę aby córka spała ze mną w sypialni właśnie dlatego,
że może spaść z łóżka, po drugie, w moim łóżku śpi młodsza, którą starsza może
np. przygnieść, po trzecie, nie chcę jej przyzwyczajać, zwłaszcza, że jestem
na etapie prób odstawiania młodszej na noc do łóżeczka i sprowadzenia do
sypialnianego łóżka męża, który śpi w salonie...