dziub_dziubasek
06.06.10, 16:14
Na placu zabaw, z dwójką dzieci, młodsza jeszcze z fioletowymi plamkami bo
ospę miała (a gencjanę zmyć to trochę schodzi). No i wsiadła na mnie jakaś
mamusia, ze to nieodpowiedzialne przyprowadzać dziecko z ospą na plac zabaw,
ze mała na pewno zaraża, bo ma krostki (ma kilka strupków jeszcze, większość
już odpadła, no ale widac pani wie lepiej). jak ją zapytałam czy pokazać jej
zaświadczenie od pesiatry z wczoraj, ze dziecko jest już zdrowe to fuknęła, ze
ci lekarze teraz to tez robią tak jak im rodzice każą. Po kilku zdaniach pani
cała w pretensjach wybyła ze swoim dziecięciem z placu zabaw.
No i teraz strach z małą wychodzić, gencjana jeszcze nieprędko się zmyje (z
siebie zmyłam spirytusem, ale przeciez nie będę spirytusem dwulatki szorować).
Pogoda u nas piękna- ciepło, słonecznie, w końcu bez deszczu, młoda do tej
pory siedziała w domu. dzisiaj minął 11 dzień od wysypu krost, wszystkie już
dawno przyschnięte, większość odpanięta- widoczne takie różowe blizny),
wczoraj lekarz dal nam zielone światło na wychodzenie na dwór i na żłobek od
poniedziałku- z tym żłobkiem to poczekam jeszcze parę dni, bo przecież mnie te
matki zagryzą normalnie.
Dodam, ze jak starszak wrócił po ospie do przedszkola tez z fioletowymi
śladami na twarzy i głowie to jakoś nikt mi problemu nie robil- było
zaświadczenie od lekarza czy znaczy, ze ok.
No to się wypisałam...