Słuchajcie, piszę nie dlatego, żeby obsmarować obcą mi zupełnie matkę- ale
trochę się dziś wystraszyłam i chcę poznać Wasze doświadczenia. Do rzeczy:
widziałam dziś kobietę z dzieckiem w foteliku rowerowym. Na oko 2-3 lata,
przypięte, w kasku. Tyle tylko, że ten dzieciak zasnął (albo wpadł w śpiączkę
lub kobita wiozła zwłoki

) i wychylił się połową ciała poza fotelik. Głowa
zwisała mu na wysokości opony i podskakiwała bezwładnie na wszystkich
wybojach- pierwsza myśl była taka (choć wiem, że technicznie to niemożliwe) "o
rany, zaraz mu odpadnie". Kobieta niczego nie zauważyła, a ja byłam za daleko,
żeby za nią wrzeszczeć. No i trochę się zestresowałam, bo chcieliśmy kupić
fotelik rowerowy dla Lili- ale jeśli wożenie śpiącego dziecka ma
tak
wyglądać- to się boję... Nie wyglądało to ani na wygodne, ani tym bardziej
bezpieczne. Co myślicie- pojedynczy przypadek, beznadziejny fotelik czy śpiące
dzieciaki zawsze tak wylatują i zwisają smętnie koło opony...?