Dodaj do ulubionych

My, dzieci tamtych rodziców.

27.10.10, 15:34
fajny tekstsmile
www.eioba.pl/a134371/my_dzieci_tamtych_rodzic_w
dodam, ze moja najbardziej hardkorowa zabawa byl berek zdechylm kotem. znalezlismy takiego zasuszonego na strychu i nalezalo trafic nim druga osobe.smile wszycy uciekali z obrzydzeniem..ale trafiony bral go do reki i ganial innych smile

rzucanie z dachu myszy z przywiazanym do ogona spadochronem z torby foliowej.

robienie mumii ze zdechlych psow

palenie czarownic... tez ze zdechlych psow..i lalek sasiadki smile

co jakis czas bylo smolowanie dachow..norma bylo maczanie patyka w beczce ze smola i ganianie sie tym... jezu..ile potem mycia bylo...

no hardkorowych zabaw byly niezliczone ilosci....smile
Obserwuj wątek
    • agnk31 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 15:39
      robienie mumii ze zdechłych psów ??? napisz dokładniej jak to się odbywało,zaciekawiło mnie to ogromnie,bo widzisz babcia moich dzieci takowe posiada o one już stare są i ogólnie mam ich dosyć,może jakbym je zmumifikowała to by się nie kapneła?
      • aneksis85 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 16:08
        Ja tam zawsze miałam szacunek do zwierząt, nawet tych martwych!
        Pamietam jak dziś, u babci na wsi wylęgly się kurczaczki, a za jakiś czas jeden z nich zdechł, więc ja i moja koleżanka postanowiliśmy wyprawić mu pogrzeb, oczywiście była trumna, kwiaty, modlitwa hehe... miałyśmy wtedy po 6 lat smile
        Innym razem chłopaki przywiązali psiakowi do ogona puszki..... wybiegłam wtedy szybko z domu (bo widziłam wszytsko z balkonu) aby jak najszybciej móc uwolnić biedaka uncertain Ale się wówczas opieprz dostać łobuzom ulala big_grin
        • tetlian I tacy degeneraci chodzą na wolności... 01.11.10, 10:50
          Ja pierniczę. Aż nie mogę uwierzyć, że tyle osób bawiło się w dzieciństwie tak okrutnie. Przecież właśnie z takich ludzi wyrastają mordercy. A to, że teraz nie mordujecie ludzie ludzi, to pewnie dlatego że boicie się konsekwencji prawnych. Jestem pewien, że gdybyście wiedzieli, że nikt nie pociągnie was do odpowiedzialności, to byście to robili.

          Powinno się was wszystkich pozamykać.
      • camel_3d Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 23:29
        agnk31 napisała:

        > robienie mumii ze zdechłych psów ??? napisz dokładniej jak to się odbywało,zaci
        > ekawiło

        dzwonilo sie do cioci do szpitala, ktora miala dostep do bandarzysmile zawijalo sie takiego zdechlego psa w bandarze..robilo mumie i gdzies chowalo smile i juz... nie bylo urn kanopskich i moczenia w solankach i ziolach big_grinDDD
    • figa33 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 16:06
      Rany, camel, gdzie Ty się wychowywałeś ? Twoje dzieciństwo rysuje sie dość makabrycznie -chcesz o tym porozmawiac ? wink
    • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 16:17
      Więc ja:
      - dmuchanie żab
      - gotowanie raków (nie w calach konsumpcyjnych)
      - rozdeptywanie ślimaków
      - 'hodowanie' wróbla na balkonie
      - hodowanie ślimakó w domu (tapety do wymiany)

      Sąsiad:
      - wyrzut szczeniaczka w 4-tego piętra na oczach swoich dzieci i dzieci sąsiadów

      Koledzy:
      - palenie kotków

      Co się człowiek napatrzył O_o

      BTW. Widziałam nawet jak mama ucina łęb kurze, wujek urywa gołębiom i jak dziadek, stryjek i reszta chłopów ganiają za świniakiem z poderżniętym gardłem big_grin Hardcore wink
      • jeza_bell Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:05
        > Sąsiad:
        > - wyrzut szczeniaczka w 4-tego piętra na oczach swoich dzieci i dzieci sąsiadów
        >
        > Koledzy:
        > - palenie kotków

        Podciągasz to pod "zabawy"?
        • hanna26 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:27
          Rozdeptywanie ślimaków, palenie kot, wyrzut szczeniaka, dmuchanie żab. To były wasze zabawy?
          W takim razie ja wychowałam się w trochę innym świecie.
          • jeza_bell Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:39
            > W takim razie ja wychowałam się w trochę innym świecie.

            Ja zdecydowanie też.
            • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 19:19
              Ja na szczęście również wychowywałam się w normalnych warunkach.
              • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 20:59
                Ja także wychowałam się w normalnych warunkach. Baa, nawet w luksusowych rzekłabym.
                A 3 incydenty na życie nie sprawiają, że warunki staja, się nienormalne big_grin
        • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 18:09
          > > Koledzy:
          > > - palenie kotków
          >
          > Podciągasz to pod "zabawy"?

          Kochana, oni mieli ok 10 lat. Dla nich to była zabawa. Ja lubiłam koty więc nie chodziłam patrzeć ale pół osiedla przychodziło..
          • hanna26 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 21:31

            leneczkaz napisała:

            > > > Koledzy:
            > > > - palenie kotków
            > >
            > > Podciągasz to pod "zabawy"?
            >
            > Kochana, oni mieli ok 10 lat. Dla nich to była zabawa.


            Co w związku z tym, że oni mieli ok. 10 lat, bo nie bardzo rozumiem?
          • jeza_bell Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 22:43
            Dla mnie to przejaw okrucieństwa, a wątek dotyczy innego tematu...
      • aneksis85 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:49
        > BTW. Widziałam nawet jak mama ucina łęb kurze, wujek urywa gołębiom i jak dziad
        > ek, stryjek i reszta chłopów ganiają za świniakiem z poderżniętym gardłem big_grin Ha
        > rdcore wink

        takich rzeczy to i ja się w dzieciństwie naogladałam ;/
      • joanka-r Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 21:27
        ''Więc ja:
        - dmuchanie żab
        - gotowanie raków (nie w calach konsumpcyjnych)
        - rozdeptywanie ślimaków
        - 'hodowanie' wróbla na balkonie
        - hodowanie ślimakó w domu (tapety do wymiany)

        Sąsiad:
        - wyrzut szczeniaczka w 4-tego piętra na oczach swoich dzieci i dzieci sąsiadów

        Koledzy:
        - palenie kotków

        Co się cz
        łowiek napatrzył O_o

        BTW. Widziałam nawet jak mama ucina łęb kurze, wujek urywa gołębiom i jak dziadek, stryjek i reszta chłopów ganiają za świniakiem z poderżniętym gardłem Hardcore ''


        nie wiem gdzie sie wychowywałaś ale ja robiłam widoczki ze szkiełka i kwiatków, plotłam wianki z kończyny a jedyny hardcorowy przejaw to łapanie chrabąszczy do słoikasmile
        • joanka-r Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 21:29
          aaa przepraszam, raz chciałam upiec ziemniaki w wanie, bo chwilowo ogniska nie było. Ale nikt na tym nie ucierpiał, poza wanną. Mama potem była wdzięczna, bo ojciec zrobił generalny remont łazienki , łącznie z wymianą kafli i wanny.
          • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 07:53
            Małe miasteczko na mazurach smile

            Ale tu miał być hardcore. Ja też plotłam wianki, nie dawałam zabić karpią 3 dni hodując go w wannie aż schudł połowę i mama mi chciała urwać łepek tongue_out .. Bawiłam się w dom i lalki, chodziłam po opuszczonych budowach..
            Ale raczej chłopczycą byłam i miałam 3 kuzynów i masę ich kolegów- więc stąd te masakryczne zabawy.
        • mineko1 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 11.11.10, 12:20
          "nie wiem gdzie sie wychowywałaś ale ja robiłam widoczki ze szkiełka i kwiatków, plotłam wianki z kończyny a jedyny hardcorowy przejaw to łapanie chrabąszczy do słoika "


          Wianki z kończyn to też trochę hardcore...a czyich kończyn używałaś? Muszych? Żabich?
      • camel_3d Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 23:31

        > - wyrzut szczeniaczka w 4-tego piętra na oczach swoich dzieci i dzieci sąsiadów
        >
        > Koledzy:
        > - palenie kotków


        ja bym tego zabawa nie nazwal....
      • ulik80 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 08:27
        > BTW. Widziałam nawet jak mama ucina łęb kurze, wujek urywa gołębiom i jak dziad
        > ek, stryjek i reszta chłopów ganiają za świniakiem z poderżniętym gardłem big_grin Ha
        > rdcore wink



        Nie ma to jak wakacje na wsi. Moim ulubionym zajęciem było przyglądanie się kiedy dziadek smalił i rozprawiał świniaka. A i widziałam kurę biegająca bez głowy.
        • ulik80 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 08:31
          Przypomniałam sobie jak z kuzynką znalazłyśmy jakieś stare jajka i dla zabawy rozbiłyśmy je. W srodku były fioletowe a jaki smród. Do tej pory go czuję. A i kiedyś zadusiłam dwa małe kurczaczki ,niechcący chciałam je tylko pogłaskać. Mój brat chciał dać pić małej gąsce i niestety utopiła się biedaczka.
      • mumi7 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 10:20
        Mój Boże...To miało być smieszne? Jakos od całkiem młodego wieku wiedziałam, co oznacza okrucieństwo wobec zwierząt i że zwierzeta gospodarskie sie zabija, ale szybko i w miarę bezbolesnie, żeby nie cierpiały. W głowie mi sie nie mieści cos takiego, jak piszesz...
    • deodyma Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 16:36
      rozne rzeczy robilam, ale nigdy nie dmuchalam zab, nie rozdeptywalam slimakow, itp...
      pamietam, jak znalezlismy na ulicy zdechlego golebia, wiec postanowilismy urzadzic mu pogrzeb.
      trzymalam go w wyciagnietych rekach przed soba i szlam pierwsza PROCESJI ulica, odmawiajac modly i spiewajac koscielne piesni a procesja za mna, zlozona z kolezanek i kolegow zawodzila, niczym placzki, modlila sie, wykrzykiwala co chwila ALLELUJA i wzywala PANA BOGAbig_grin
      sasiedzi byli oczywiscie tym faktem zgorszeni i zbulwersowani, otwierali okna, albo przystawali, gapili sie na nas i wrzeszczeli, zebysmy wyrzucili tego ptaka, bo sie rozchorujemy itd...
      ja zas zostalam ochrzczona GLUPKIEM i DEBILEM, poniewaz bylam wtedy ze wszystch najwyzsza, chociaz nie najstarszabig_grin
      golab zostal pochowany przez nas godnie i z wielka pompa!
    • magdafront Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:36
      My jakos specjanie zwierzetami sie nie zajmowalismy, z wyjatkiem zalewania mrowek papa. Ale mrowki byly uwazane za zlo bo gryzly i oblazily wink
      Z innych zabaw pamietam ze rozbijalismy namiot na podworku (w srodku miasta) i robilismy ognisko, rodzice dawali nam ziemniaki, sol i maslo zebysmy sobie te pieczone ziemniaki zjedli.
      W ogole wszystkie zabawy toczyly sie na podworku - z bardziej gardcorowych starsi chlopcy zakopywali np. zarowki i podlaczali prad o wiekszej mocy niz zarowka mogla zniesc. Zarowka wybuchala i ziemia tryskala wysoko do gory - aplauz calego podworka big_grin
      • ona30buntownik Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:59
        to z żarówką dobre big_grin
        ale już nie moje pokolenie tongue_out

        My: zabawa lalkami w dom (mmmm Barbi z Pewexu), kolekcjonowanie historyjek, indianie, policjanci i złodzieje, ganiany-drewniany, "zbijak", "krowo, krowo jakie dajesz mleko", "guma", skakanka, "państwa miasta", podchody, wygibasy na trzepaku, degustacje w sąsiadującym sadzie tongue_out , skakanie w dal z dachu garażu i z drzewa, domki na drzewie, zabawa w doktora.......yyyyyyyyyyyyy więcej rzeczy nie pamiętam tongue_out
        Ogólnie to bardzo grzeczna byłam. Bardzo.
        Acha, wszyscy mieli psy obszczekujące każdego przechodnia i nikomu to nie przeszkadzało. Każde dziecko miało brata lub przynajmniej siostrę. Ja bardzo prosiłam mamę i w końcu dostałam...........chomika. I cieszyłam się. Potem i ja miałam psa smile
        Ech, Fajnie było kiedyś.....za komuny........ Bo miałam wtedy kilka lat wink
        tongue_out
    • pagaa Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 17:58
      uncertain brzmi jak zabawy małych satanistów
      • celice73 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 19:30
        My bawiliśmy się na pobliskim wysypisku śmieci. Było tam mnóstwo "skarbów" oraz wiele śmieci z pobliskiego szpitala typu lekarstwa, zużyte strzykawki itp. Ganialiśmy się po dachu wieżowca(wejście na dach nie było wtedy zamykane). Pamiętam nawet, że ta budka z prądem na dworzu też była otwarta. Kiedyś znależliśmy w rzeczce głowę jakiegoś zdechłego zwierzęcia i też się nią bawilismy. Generalnie, gdyby teraz moje dziecko robiło takie rzeczy- to chyba bym osiwiała.
    • deela Re: My, dzieci tamtych rodziców. 27.10.10, 21:26
      większość się zgadzam, sama tak dorastałam, dorzucę jeszcze starą żwirownię na której wbrew surowemu zakazowi rodziców się bawiliśmy (ponoć kiedyś zasypało tam jakieś dziecko, taki urban legend nikt nie wiedział kiedy jakie dziecko i czy w ogóle)
      za to nie zgadzam się z tym radosnym wożeniem dzieci w bagażniku: dzisiaj mamy szybsze samochody i ich nieporównanie więcej, fotelik to obowiązek wynikający z prawa i zdrowego rozsądku
      sama wracałam ze szkoły (jakieś dwa km) i sama do niej szłam, po dwóch latach miałam pod opieka w jedną stronę brata, potem też wracał sam, bo każdy kończył o innej godzinie
      wiedziałam co to przedszkole - tak samo mój brat, który nawet co to żłobek wiedział, nie dla jakiegoś spektakularnego wsparcia rozwoju, tylko moi rodzice pracowali, takoż i babcia, w przedszkolu były takie kary, że lanie w domu to była bajka
      jako 7 latka sama wychodziłam do szkoły: miałam ustawiony budzik i czas na ubranie się i wyjście odkąd zadzwonił - moim obowiązkiem było do tej szkoły wyjść jak człowiek i zamknąć drzwi na klucz
      nikt nas ze szkoły nie odbierał jak już wspomniałam, świetlica była - nie korzystaliśmy -rodzice nie widzieli potrzeby
      sami w domu odgrzewaliśmy obiad, zrobiony dzień wcześniej, albo jedliśmy zostawione dla nas kanapki, chałupa stała - nikt jej nie spalił, nikt jej nie wysadził w powietrze, nikt jej nie zatopił, nikt jej nie okradł
      mój wniosek jest taki, że widocznie dzisiejsze dzieci mają głupszych rodziców i z tego same są głupsze - skoro są takie niesamodzielne - na innym forum czytałam kiedyś o mamuśce co to 11 latkę pierwszy raz samodzielnie tramwajem puściła, pod opieką telefonu kom oraz jej własną w postaci śledzenia dzieciny z drugiego wagonu - dziecko (dziecko? prawie nastolatka) miało bojowe zadanie samo przejechać dwa przystanki
      • 3-mamuska Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 15:54
        deela napisała: > większość się zgadzam, sama tak dorastałam, > jako 7 latka sama wychodziłam do szkoły: miałam ustawiony budzik i czas na ubr
        > anie się i wyjście odkąd zadzwonił - moim obowiązkiem było do tej szkoły wyjść
        > jak człowiek i zamknąć drzwi na klucz
        > nikt nas ze szkoły nie odbierał jak już wspomniałam, świetlica była - nie korzy
        > staliśmy -rodzice nie widzieli potrzeby
        > sami w domu odgrzewaliśmy obiad, zrobiony dzień wcześniej, albo jedliśmy zostaw
        > ione dla nas kanapki, chałupa stała - nikt jej nie spalił, nikt jej nie wysadzi
        > ł w powietrze, nikt jej nie zatopił, nikt jej nie okradł
        Tez tak dorastalam tylko pas nie byl uzywany.Nie bylam bitym dzieckiem,raz czy dwa dostalak klapsa.

        > jako 7 latka sama wychodziłam do szkoły: miałam ustawiony budzik i czas na ubr
        > anie się i wyjście odkąd zadzwonił - moim obowiązkiem było do tej szkoły wyjść
        > jak człowiek i zamknąć drzwi na klucz
        > nikt nas ze szkoły nie odbierał jak już wspomniałam, świetlica była - nie korzy
        > staliśmy -rodzice nie widzieli potrzeby
        > sami w domu odgrzewaliśmy obiad, zrobiony dzień wcześniej, albo jedliśmy zostaw
        > ione dla nas kanapki, chałupa stała - nikt jej nie spalił, nikt jej nie wysadzi
        > ł w powietrze, nikt jej nie zatopił, nikt jej nie okradł

        Dokladnie,teraz raban na forum bo kilkulatek 30 minut sam w domu, a mama po bulki do sklepu poleciala ,a biedne dziecko trauma do konca zycia.
        Trzesa sie mamuski nad dziecmi,z kazdym katarkiem kaszelkiem 2 tygodnie w domu.
        A potem pretensje ze babcia/nauczycielka/przedszkolanka ze,zle dopilnowala dziecka bo bez czapki wyszlo na dwor.
        • 3-mamuska Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 15:59
          A i jeszcze moja 12-letnia siostra zabrala mnie 3-latke na wycieczke do wroclawskiego zoo.Mieszkalsmy 35 kilometrow od Wroclawia dojechalysmy pociagiem, potem tranwaj czy autobus,wposcic nas nie chcieli bez doroslych,wiec poprosila jakiegos faceta co z wlasnymi dziecmi wchodzil,i weszlismy niby z nim.Mam nawet nie wiedziala,bo w pracy byla.
          • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:15
            Ciekawa jestem co by zrobiła, gdybyś jej wlazła na jakiś wybieg. To że wam się udało o niczym nie świadczy. Teraz też są dzieciaki, którym takie rzeczy przychodzą do głowy i którym jakoś się udaje.

            Powiedz mi jedno, gdyby Tobie dziecko wywinęło taki numer to byś się nie przejęła?
        • deela Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 17:09
          a tam pas
          pasa nie było
          ręką nas tata lał a rękę to miał ciężką oj ciężką
        • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 20:44
          3-mamuska napisała:

          > Dokladnie,teraz raban na forum bo kilkulatek 30 minut sam w domu,

          Wczoraj dwójka kilkulatków została sama w samochodzie na przysłowiowe kilka minut. Chyba wszyscy wiedzą co się stało a jeszcze nie wiadomo jak to sie skończy. To nie prawda, że dawniej nie działy się takie rzeczy. Najzwyczajniej w świecie nie mówiło sie o nich, bo mieliśmy jeden i pół programu w TV na usługach władz, zero internetu i mnóstwo innych problemów. Dlatego nikt nie mówił o urwanych niewypałami dłoniach o twarzach poparzonych karbidowymi granatami i innych tragicznych wypadkach, które psułyby obraz szczęśliwego i dostatniego PRLu.
          • 3-mamuska Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:35
            joshima napisałasuspicious 3-mamuska napisała:
            >
            > > Dokladnie,teraz raban na forum bo kilkulatek 30 minut sam w domu,
            >
            > Wczoraj dwójka kilkulatków została sama w samochodzie na przysłowiowe kilka min
            Tak a wiesz jak jest roznica miedzy 2 -latkiem a kilulatkiem? 7-8 lat
            • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 22:14
              3-mamuska napisała:

              > Tak a wiesz jak jest roznica miedzy 2 -latkiem a kilulatkiem? 7-8 lat
              Tak wiem. Dla przykładu siedmiolatek jest bardziej sprawny i bardziej sprytny i jest w stanie zrealizować bardziej szalone pomysły.

              Owszem można spotkać bardzo rozgarnięte i odpowiedzialne siedmiolatki, ale tak samo bywało kiedyś.
          • 3-mamuska Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:39
            joshima napisała:

            > 3-mamuska napisała:
            >
            > > Dokladnie,teraz raban na forum bo kilkulatek 30 minut sam w domu,
            >
            > Wczoraj dwójka kilkulatków została sama w samochodzie na przysłowiowe kilka min
            A wiesz jak jest roznica miedzy 2-latkiem,a kilkulatkiem 6-9 lat???
            • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 22:17
              Powtarzasz się. W dodatku nieściśle.
              • 3-mamuska Re: My, dzieci tamtych rodziców. 30.10.10, 18:21
                Wiem poprostu nie wiedzialm ze wyslalo,i wpisalam inny wiek.Ale wlasnie o to mniej wiecej chodzilo,o dzieci kilkuletnie a nie o 2 -latki.
                joshima napisała:

                > Powtarzasz się. W dodatku nieściśle.
                • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 30.10.10, 20:56
                  Jeśli nie zauważyłaś to z mojej strony EOT.
          • a_weasley Re: My, dzieci tamtych rodziców. 04.11.10, 09:27
            Joshima napisała:

            > Dlatego nikt nie mówił o urwanych
            > niewypałami dłoniach

            Akurat o niewypałach to mówiono na okrągło.
            • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 04.11.10, 22:49
              > Akurat o niewypałach to mówiono na okrągło.

              Nawet jeśli to nie zmienia to faktu, że w tym durnym artylule, zacytowanym wpierwszym poście, nie ma o tym wzmianki tongue_out
      • atena12345 hmm... 29.10.10, 09:22
        Miałam 9 lat jak rodzice wysłali mnie do rodziny w góry na wakacje: wsadzili w pks, powiedzieli w jaki autobus przesiąsć sie w Krakowie, potem znw przesiadka w Myslenicach. Plecak na plecach, kanapki i troche kasy i w drogę. Jakby co, to miałam jeszcze język w gebie wink
        Nie było telefonów komórkowych, nie mieliśmy nawet stacjonarnego.
        Tylko ja w wieku 9 lat byłam bardziej dorosła niż dzisiejsza 15-sto latka. Miałam 5 lat jak pojechałam do sanatorium na 6 tygodni. Rodziców ze mna nie było - dziś jeździ sie z rodzicami.
    • camel_3d oj..i jeszcze :)) 27.10.10, 23:37
      zabawa zdechlym ptakiem.

      ja mialem jakies 8 lat, kuzynka 7... znalezlismy na biwaku zdechlego ptaka i rzucalismy nim do siebie. potem postanowilismy go pochowac..ale nie bylo pomyslu, wrzuclismy go do rzeki..ale to nie byl dobry pomysl, wiec jakos go wyciagnelismy smile kuzynka malo sie nei utopila...
      zrobilismy mu kurchanik z kameini... 2 tygodnie pozniej znow bylismy pod namiotem..wiec poszlismy go odgrzebacsmile

      zreszta odgrezbywalismy rozne zwierzaki i patrzylismy co sie z nimi dzieje.

      mojego psa (takiego latrlerka) odgrzebalismy po roku..a kosci wrzucilismy do sloikasmile i zamknelismy w piecu w pokoju ..taki kaflowy dla ozdobysmile

      smile))) no dobra przyznam siesmile

      hardcorem bylo wejsci ena sam szczyt drzewa, z kolegami..i zalatwienie si ena dol (chodzi o duzy zestaw)... sztoka bylo potem zejsc..bo galezie byle ze tak to ujme..pokupane smile))


      • memphis90 Re: oj..i jeszcze :)) 05.11.10, 22:54
        > zabawa zdechlym ptakiem.
        >
        No, tak to się chyba każdy chłopiec w stosownym czasie zaczyna zabawiać wink Szczególnie, jak ptak "ożywa" big_grin
    • ila79 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 09:18
      Wszystko fajnie, ale znam osobę, która z powodu tak radosnego dzieciństwa była regularnie molestowana seksualnie przez sąsiada. On oczywiście tylko pomagał w wychowaniu. Każdy medal ma dwie strony. Nikt nie prowadzi statystyk, co się tak naprawdę wtedy działo z dziećmi. Mój tata osobiście twierdzi, że to bujda na resorach, że kiedyś było inaczej i dzieci były inne. Sam był świadkiem dość tragicznych wydarzeń z udziałem takich niepilnowanych dzieci. Nie mówię, żeby stac nad dzieckiem jak kat, jak te mamuśki, co to nawet w piaskownicy muszą siedzieć, żeby dziecinkę mieć na oku, ale do 7 roku życia nie puściłabym dziecka samopas, żeby ganiało gdzie popadnie.
      • camel_3d Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 09:32
        ja teza mysle, ze wypadki zdarzaly sie kazdego dnia, dzieci sie topily, bily bite, lamaly nogi, chorowaly itd...
        ale poniewaz tv nie naglasniala kazdego rpzypadku do granic mozliwosci nikt o tym nie rozmawial calymi dniami, nie byl bombardowany naglwokami itd.
        Kiedys bawilismy sie na "armacie" - taki pomnik. Jakis facet zaczas ciagnac mojego kolega ze reke i obiecawal mu lody..ktos z nas pobiegl po rodzicow...dorwali tego goscia i doymslacie sie...juz si enie pojawil w okolicach big_grin
        Mysle, ze zarowno dzeici, jak i rodzice w tymtych czasach mieli mniej obaw, a byli bardziej odpowiedzialni.
        No i faktyzcnie bylo duzo mniej aut...jezdzily wolniej...
        Na moim dawnym podworku gralismy w badmintona i pilke..teraz stoi na nim 8 samochodow...
        • ila79 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 10:00
          Moja mama z tego, co pamiętam popadała ze skrajności w skrajność. Bywało, że robiła awanture, bo odjechałam 500m od domu na rowerze w wieku 11 lat. Ale jak miałam 16 lat to puściła mnie samą nad morze dając pod opiekę 10-letnią siostrę. Z dojazdem nie było problemu, mieszkamy na południu, ale był podstawiony autokar. Natomiast na miejscu było parę sytuacji, które do tej pory przyprawiają mnie o dreszcze. Np. raz prawie obie utonełyśmy. Zawsze kąpałyśmy sie przy brzegu, ale zdarzyło się, że przy samej plaży było bardzo głębokie miejsce, oprócz tego duża fala. Siostra tam wpadła, chciała stanąć i ją nakryło, ruszyłam na ratunek - tez mnie zakryło. Dobrze że mała się nie bała wody, wynurzyła się jakos, złapałam ją za tyłek i wypchnęłam z tego dołka. No i dobrze, że ja sobie radzę w wodzie, bo mogło się skończyc tragicznie. Ratowników na plaży nie było, ludzi nie wiele, bo ośrodek mały w lesie. Chyba we wszystkim trzeba znaleźć jakis złoty środek.
    • mumi7 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 10:17
      Jezu, człowieku, gdzie Ty żyłeś, tyle zdechłych zwierząt??
    • twitti Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 15:03
      Myslalam ze tylko ja mialam takie drastyczne zabawy:
      1. Wraz z rodzenstwem znalezlismy na polance obok domu rodzicow martwego kota. Bylo nas czworo a kot mial cztery lapy. Kazdy zlapal kota za lape i przytachalismy do rodzicowsmile Trzeba bylo sie pochwalic jakiego kotka przynieslismysmile kot byl w glebokim stadium rozkladu..
      2. Zabawa w "Trupa Upa"smile cos jak berek,. tylko jedna osoba gania inne i jak dotknie, to osoba dotknieta jest sparalizowana. Trup up udaje ze zjada np. jego ucho...
      3. Zabawa w pogrzeb. Dziecko lezy pod kocem, a inne stawiaja na nim swieczki...

      Tych zabaw mielismy wiele. Wiele z nich bylo normlanychsmile Dodam ze wyroslismy na normalnych i wrazliwych ludzismile
      • dzoaann Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 15:43
        ok, kakies tam obrzydliwe zabawy, fascynacja zdechłymi zwierzetami.
        to jakas tam norma... ale jak to przechodzi w zadawanie bólu zwierzętom, to już nieciekawie. Z takich dzieci wyrastaja porabani dorosli. Maltretujący słabszych psychicznie i fizycznie w dorosłym zyciu...
    • my_valenciana Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 15:37
      Jako dziecko widziałam, jak starsi znęcali się nad zwierzętami, widziałam jak sąsiad zarzyna kaczkę, która się wykrwawia, widziałam jak sąsiadka topi małe kotki, widziałam kilku zboczeńców, którzy pokazywali dzieciom genitalia - wszystko to było dla mnie takim szokiem, ze do tej pory właściwie są to główne wspomnienia z dziecińśtwa.
      Pamiętam jak matka ślęczała nade mną, kiedy nadrabiałam lekcje po chorobie a ja już wyłam ze zmęczenia, po czym ona spytała czy podoba mi się to, co zrobiłam - na co ja nie wiedząc czego ode mnie oczekuje powiedziałam że nie - no i mamunia wywaliła mój zeszycik przez okno.
      Chodziłam do lekarzy bo chorowałam i większość dzieciństwa dostawałam zastrzyki w tyłek.
      Po szkole musiałam wracać do domu i sprzątać - strasznie bałam się być sama w domu.
      W szkole trzeba było zamknąć gębę i nie wyhylać się przed szereg. Byłam indywidualistką i zawsze dostawałam za to po głowie.
      Sąsiad ganiał nas z gumową rurą od pralki za hałasowanie na podwórku czy rysowanie kredą po ulicy.
      "Za moich czasów" dzieci były traktowane jak własność rodziców - nie miały prawa głosu i nikt ich nie słuchał.
      Swoje dzieciństwo wspominam bardzo źle, mimo, zę nikt mnie nie bił i nie brakowało nam pieniedzy. Teraz zrobię wszystko, żeby moje dziecko nie zakosztowało takiego "beztroskiego" dzieciństwa.
    • zebra12 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 16:44
      Mnie opowiadano, bo sama pamietam jak przez mgłę, że chciałam kiedyś podczas letnich wakacji na wsi, wykąpać szczeniaczki. Włozyłam je do wiadra i spuściłam do studni. Wyciagnęłam na powierzchnię, ale psiaki zdechły, bo woda była lodowata... Miałam wtedy około 4 lat.
      W zyciu nie zostawiłąbym mojej czterolatki samej przy studni!
      • robin2510 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 19:20
        Uśmiałam się po pachy wink. Ale w sumie prawda. Chodzenie na "pachty" czytaj kraść owoce po sadach sąsiadów w wakacje były na porządku dziennym.Jak rano się wyszło bawić z grupą dzieciaków w lato to wracało się wieczorem. Zabawy w podchody, w lesie były praktycznie codziennie, tak samo jak gra w "palanta" lub inne zbiorówki.
        Ach smile to były czasy. No i z dzieciństwa faktycznie nie pamiętam żeby ktoś miał coś takiego jak :alergia, ADHD, czy inne nowoczesne choroby wink.
        • cherryhills Re: My, dzieci tamtych rodziców. 28.10.10, 22:12
          Poryczałam się ze śmiechu z opowieści deodymy i twitti smile To pogrzebowe Alleluja big_grin
          Dzieciaki mają jakieś takie zamiłowanie do obrzydliwości - taka ciekawość naukowca jakby - żeby zbadać, zobaczyć co jest w środku itp. Te przykładowe rozkładające się koty nie są więc obrzydliwe, tylko pioruńsko fascynujące. A że trochę śmierdzi... zawsze można znienacka kogoś rzucić tymi zwłokami. Kupa śmiechu, dorośli tego nie zrozumieją smile
        • atena12345 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 09:42
          robin2510 napisała:

          > Ach smile to były czasy. No i z dzieciństwa faktycznie nie pamiętam żeby ktoś mi
          > ał coś takiego jak :alergia,

          No zawsze mnie wkurza taki tekst, bo oboje z bratem przechorowaliśmy dzieciństwo własnie z powodu alergi na wszystko

          ADHD, czy inne nowoczesne choroby wink.

          były, tylko tłukło sie dziecko, aż mu sie ADHD z głowy wybiło
          • zebra12 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 17:23
            Z tą alergia to też się nie zgodzę, bo całe dzieciństwo męczyłam się z silna alergią na pyłki. Wciąz łykałam ogłupiające leki. Gdy dzieci goniły po polach, ja siedziałam w domu z zapaleniem spojówek, któe ropą sklejało mi oczy tak, że nie mogłam ich otworzyć, a powieku puchy tak, ze nie byłam w stanie oczu otworzyć. Zasze kończyło się to na pogotowiu, gdzie podawano mi jakis steryd. Gdy tak mama jechała ze mną na to pogotowie autobusem, to słyszłam komentarze ludzi, bo wyglądałam jak zombie. Słyszłam, bo nic nie widziałam. Mama prowadziła mnie pod rękę jak niewidomą. Na wuefie nie mogłam ćwiczyć na powietrzu, bo zaraz następował atak alergii.
            Fakt, że wtedy aleria była rzadkością, ale była. Mam kartotekę w przychodzni alergologicznej założoną w 1978 roku...
          • twitti Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 17:57
            Ja akurat w podstawowce mialam w klasie chlopaka z ADHD. NIe wiem czy mial zdiagnozowane, ale nie potrafil usiedziec w miejscu. Nie zachowywal sie jak inne dzieci. Biegal po klasie, zwalaz z regalow ksiazki i robil rozne inne rzeczy.
        • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:45
          > Ach smile to były czasy. No i z dzieciństwa faktycznie nie pamiętam żeby ktoś mi
          > ał coś takiego jak :alergia, ADHD, czy inne nowoczesne choroby wink.

          A ja pamiętam. Pamiętam dzieciaki, które po kaszy mannej na mleku miały czerwone pliki i wrzeszczały dzień i noc.

          A dzieci z ADHD czy poważnymi dysfunkcjami to były po prostu "głąby" lekceważone przez kolegów i poniżane przez nauczycieli, bez szans na jakąś pomoc. Przepychane z klasy do klasy tylko po to, żeby nauczyciel się nie musiał męczyć albo odsyłane do szkół specjalnych. Niestety taka jest prawda.
          • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 30.10.10, 07:23
            Ja i kuzyn mieliśmy ADHD. Sklasyfikowano nas jako 'wybitnych' (indywidualny tok, rok wcześneij do szkoły...). Tyle, że jak ganialiśmy po klasie lub malowaliśmy/pisaliśmy w 100 różnych pozycjach na min. rbiąc przy tym 190283 niepotrzebnych zreczy, to już po prostu byliśmy 'nie grzeczni'.
    • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 19:09
      No cóż. Zalinkowany artykuł to stek bzdur. To znaczy może być prawdą pod warunkiem, że się przyjmie, że jednak była to patologiczna rodzina. W każdej normalnej rodzinie jakie znam takie numery nie przechodziły.
      • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:02
        Joshimo. Schowaj głowę do swojego arystokratycznego, NIEPATOLOGICZNEGO klozetu.
        • joshima Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 22:11
          Nie należę do arystokracji. Mój tata był chłoporobotnikiem, ale miał dość rozumu w głowie by wychowywać swoje dzieci a nie puszczać je samopas.

          Aha. Wkładanie głowy do klozetu to raczej w patologii a nie przeciwnie.

          I jeszcze. Trochę nie w temacie Twoja wypowiedź, ale raczej potwierdza postawioną przeze mnie tezę.
          • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 30.10.10, 07:18
            No patrz, bo moi rodzice wykształceni, zamożni. Mama nigdy nie pracowała i opiekowała się mną jedną. Ale miała na tyle rozumu, żeby nie przywiązywać mnie do kaloryfera. A co się działo obok nas w 6-tyś miasteczku to może i patologia na obecne czasy, ale też część mojej historii, więc proszę jej nie obrażać.
            BTW, pod opieką dziadków to dopiero była patologia- tych którzy siedzieli 2x w obozach i mieszkali na klepisku. Ci to dopiero pozwalali na wszytko big_grin
            • leneczkaz Re: My, dzieci tamtych rodziców. 30.10.10, 07:21
              A i jeszcze. Ty myślisz, że Ci rodzice to byli świadomi wyczynów swoich dzieci?
              Dzieci wychodziły 'na dwór' , a że na tym 'dworze' pełno było ruin, budów, żab i innych to już same organizowały sobie zabawy. Rodzice pewnie by nie raz zbledli gdyby widzieli co robiliśmy..
              • ciociacesia i o to wlasnie chodzi 30.10.10, 09:35
                ze ufali ze wam sie nic nie stanie nawet nie zastanawiajac sie co wy wyczyniacie
                • joshima Re: i o to wlasnie chodzi 30.10.10, 10:22
                  otóż to. A rodzice są po to, żeby jednak wiedzieć co robią dzieci. W tamtych czasach to było palenie klubowych na budowach obecnie to będzie zażywanie "przedmiotów kolekcjonerskich" gdzieś w parku. Ale co tam. Trzeba przecież dzieciom zapewnić beztroskie życie i "nie przywiązywać do kaloryfera".
    • mekkia Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:20
      robienie 'glajdy' z wody i piasku i zrzucanie jej z balkonu z 4 piętra na stojące pod blokiem samochody - nie pytajcie o sens, bo go nie znam smile

      u babci na wsi - rzucanie kolb kukurydzy pod koła jadących samochodów - dziś zastanawiam się kto z nas, ja czy moja przyjaciółka, wpadł na taki głupi pomysł

      włażenie na dach 11 piętrowego boku (na serio właz był łatwy do otwarcia!), leżenie na nim na brzuchu i plucie w dół


    • zuza-nka88 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 21:30
      ja z kuzynka zbieralam stonki malowalysmy je potem lakierem do paznokci kładlismy na wczesniej przegotowanej tratwie z patyczkow i stonki plywaly smile eehhh kiedys byly inne czasy nie bylo gadajacych zabawek itp
      • sonia-3 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 29.10.10, 22:22
        Ja z moją przyjaciółką( wtedy miałyśmy po kilka lat, teraz choć mamy po 40 nadal nimi jesteśmy) biegałyśmy po podwórku wielkiego blokowiska. Pod balkonami zbierałyśmy " baloniki" i nadmuchiwałyśmy je. I dziwiłyśmy się, że starszy brat Przyjaciółki nazywał nas -świntuchami, no i, że te baloniki, były jakieś takie mokre. No cóż.. skąd mogłyśmy wiedzieć, nikt nas jeszcze wtedy nie uświadomił....
        • my_valenciana Re: My, dzieci tamtych rodziców. 30.10.10, 17:22
          Jeezuuuu oszczędź - prawie zwymiotowałam!
          • sonia-3 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 31.10.10, 15:33
            No niestety, nie było kiedyś segregacji śmieci smile
            • szajma Re: My, dzieci tamtych rodziców. 31.10.10, 15:56
              my bawiliśmy się w berka rzucając się pokrzywami... głównie w twarz. i zamykaliśmy się w skrzyni ze zdechłym szczurem. ten, kto się nie dał zamknąć nie należał do bandy. kilka lat później "włamaliśmy" się do starek, opuszczonej szopy i tam mieliśmy bazę. tylko tam pełno komarów było, więc odpaliliśmy tam petardę. i było po baziewink
              • yvona73pol Re: My, dzieci tamtych rodziców. 01.11.10, 02:36
                jak ja sobie przypomne co my robilismy i gdzie nie chodzilismy, to mi wlosy deba staja big_grin
                rozsadek rozsadkiem, a przypadki chodza po ludziach. Cudem kilka razy uniknelysmy z kumpela gwaltu, ja niestety bylam molestowana przez szanowanego lekarza, no ale przeciez "takie rzeczy sie nie zdarzaly", a dorosli mieli zawsze racje i trzeba ich bylo sluchac i szanowac uncertain

                ale sporo fajnych wspomnien tez jest smile
      • memphis90 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 05.11.10, 22:59
        O, ja z kuzynkami też wyprawiałyśmy stonki na liściach na rejsy po stawie smile Tylko potem się wystraszyłyśmy, że się utopią i próbowałyśmy je wyłowić. Do głowy nam nie przyszło, że stonka sama może sobie odlecieć smile

        Z rzeczy niebezpiecznych- odkrywanie jak się fajnie folia przykleja do gorącego prodiża, wychodzenie za barierkę balkonu (próba odwagi), budowanie z desek i cegieł sąsiada piętrowego "domu".
    • listekklonu Re: My, dzieci tamtych rodziców. 01.11.10, 06:01
      Mnie na szczęście takie klimaty w dużej części ominęły. Ale jeździłam na wieś na wakacje i tam rzeczywiście dzieci były puszczane zupełnie samopas, zajmowały się sobą nawzajem, a dorośli zajmowali się swoimi sprawami. Efekt tych zabaw był taki, że moja dziesięcioletnia wtedy koleżanka (miała na imię Agnieszka) zginęła z klatką piersiową zmiażdżoną przez koło traktora. Inna koleżanka spadła z bardzo wysokiej czereśni i miała pęknięty kręgosłup (na szczęście przeżyła i nie została kaleką).
      • k2i myślałby kto 01.11.10, 09:24
        ja sam miałem raz rękę raz nogę złamaną i co najlepsze nikt nie był o mnie zatroskany tylko jeszcze opiernicz dostałem że "ślimok" jestembig_grin
        A za pierwszym razem to oprócz tego że sobie rękę złamałem to wpadłem w pokrzywy a nastawiał mi rękę znachor po czym pojechałem z matka na prześwietlenie i tam stwierdzili że ręka jest świetnie złożona. Mi się podobało takie dzieciństwo
    • japoneczki Re: My, dzieci tamtych rodziców. 01.11.10, 08:24
      Cieszę się, że miałam normalne dzieciństwo bez tych niektórych 'zabaw' ze zwierzętami. Niektórym z tych, którzy się wychowywali w takich warunkach to chyba do dzisiaj coś z nich zostało. Może lepiej już, że teraz dzieciaki przed tv siedzą zamiast ćwiczyć sadystyczne praktyki.
    • k2i fajny wątek 01.11.10, 09:19
      heh granie żabami w bejsbolsmile oczywiście żąby to piłkasmile
      - zbieranie chrabąszczy do półtora litrowych butelek po pierwszych plastikowych napojach i wrzucanie ich do ogniska
      - wieszanie jaszczurek na leszczynie i późniejsze biczowanie ich
      - stawianie całego osiedla domków w potrzaskanych dachówek, oczywiście cement to było błotkobig_grin
      - wyrywanie kapusty na polu pewnemu znienawidzonemu przez nas dziadkowi
      - zjeżdżanie na sankach i workach po nawozach sztucznych od świtu do zmroku (rodzice uznali że to najnormalniejsza rzecz jest)
      - kiszenie w butelkach plastikowych pewnego gatunku jakiejś dzikiej jarzyny ...odkryliśmy że świetnie musuje i zrzucaliśmy to z bardzo wysokiej skały (jura krakowsko-częstochowska) żeby zwiększyć siłę odrzutu i hukubig_grin
      - oczywiśćie wojny krzyżackie miecze zastępowały patyki naostrzonesmile
      I też na raczej cywilizowanego człowiek dorosłem a dzisiejsze wychowanie dziecka przypomina hodowanie pieska rasowego
    • stefanka35 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 01.11.10, 09:51
      wszystko cudownie, ale dlaczego tak wspaniale i na luzie wychowywani ludzie teraz zupełnie odwrotnie wychowują swoje dzieci?? jak widać jedno z drugim nie ma nic wspólnego. obecnym rodzicom często palma odbija na punkcie swoich dzieci, przesadzają we wszystkim, w czym tylko się da.
    • stefanka35 Re: My, dzieci tamtych rodziców. 01.11.10, 09:52
      acha, i dlaczego znęcanie się nad zwierzętami stało się nagle takie cool??!!
    • agpagp Re: My, dzieci tamtych rodziców. 01.11.10, 10:16
      takie czasy pamiętam z początku lat 80tych. i nikt się nie dziwił i nie krzyczał. Wszyscy biegali w samopas i babcia tylko pilnowała by obiad był zjedzony na czas.
      Po przeczytaniu tego artykułu powiedziałabym że to był jakiś mój mały sąsiad z wioski.
    • argider A mnie porazila jedna rzecz... 01.11.10, 11:17
      mimo, ze sam mam troche za uszami. Jednak zachowan polegajacych na ZNECANIU sie nad zwierzetami naprawde sie teraz jako dorosly wstydze. A z tego co widze na forum to wiekszosc piszacych podaje to jako skojarzenia z radosnym dziecinstwem...
      Troche strasznie...
      • ciociacesia ja pamietam ze sprawdzalam 01.11.10, 12:02
        czy koty spadaja na 4 łapy. do dzis nie pojmuje jak moglam byc tak głiupia zeby kota w tym celu z 1 pietra zrzucic. chcialam tez bardzo sprawdzic czy na pewno kury nie pływaja, na szczescie jakos mialam wiecej skrupułów (starsza juz troche bylam kiedy mnie ten dylemat zaczal dreczyc). no ale ja bylam przekonana ze ten kot naprawde spadnie na 4 i nic mu nie bedzie, chyba dlatego z kura nie probowalam
      • leneczkaz Re: A mnie porazila jedna rzecz... 01.11.10, 19:05
        To pewnie trochę do mnie. Dmuchnie żab czy uśmiercanie ślimaków to dla mnie nie dramat. Zaś palenie kotków i zrzucanie szczeniaczka z balkonu to dla mnie masakra, nawet nie patrzyłam (pieska było słychać sad). Ja w ogóle to z tych co to nie noszą futer i nie jedzą mięsa 3 m-ce po obejrzeniu każdego z filmów o zabijaniu koni czy hodowali kur.
        BTW napisałam też o hodowaniu małego ptaszka którego znalazłam samego gdzieś na łące- karmiłam go kulkami z chleba moczonego w mleku smile
        Więc była równowaga w przyrodzie wink
      • joshima Re: A mnie porazila jedna rzecz... 01.11.10, 21:43
        argider napisał:

        > mimo, ze sam mam troche za uszami. Jednak zachowan polegajacych na ZNECANIU sie
        > nad zwierzetami naprawde sie teraz jako dorosly wstydze. A z tego co widze na
        > forum to wiekszosc piszacych podaje to jako skojarzenia z radosnym dziecinstwem
        > ...
        > Troche strasznie...

        Niektórzy nadal uważają to za zabawne. Ciekawe ilu rodziców w ramach "zabawnego i beztroskiego dzieciństwa" będzie uczyło dzieci walić kijami w zaby i jaszczurki oraz podpalać koty.

        Z tego wątku wynika, że niektórzy nigdy nie dojrzewają i nie dorośleją.
        • deela Re: A mnie porazila jedna rzecz... 01.11.10, 22:21
          hmmm u nas żadnego znęcania się nad zwierzętami ani zabaw trupami nie było
          nauczono nas szacunku do zwierząt (no może prócz komarów, którym z lubością wyrywaliśmy ssawki) a jakbyśmy spróbowali nie daj boże taką zabawę uskuteczniać nie usiedlibyśmy na dupach przez tydzień
        • memphis90 Re: A mnie porazila jedna rzecz... 05.11.10, 23:05
          Jak widać- dla niektórych zwierzaczek to ewentualnie pies, bo skamle, jak się go krzywdzi. Ale żabę rozerwać już można, albo ślimaka zasypać solą...
      • memphis90 Re: A mnie porazila jedna rzecz... 05.11.10, 23:03
        Dla mnie też jest to przerażające, zero refleksji, zero szacunku dla życia jako takiego. Ja tylko raz przecięłam na pół dżdżownicę, żeby przekonać się czy rzeczywiście robią się wtedy dwie- nie zrobiły się. Ale nigdy nie robiłam krzywdy żadnemu zwierzęciu świadomie i celowo.
    • agulle nie pierwszy taki artykuł 01.11.10, 11:34
      Już kiedyś, gdzieś, coś podobnego czytałam.
      Moje dzieciństwo było całkiem normalne i fajne:
      Moi rodzice zawsze wiedzieli gdzie jestem, wracałam na umówioną godzinę, ubrania starczały aż wyrosłam, czyli nie zdzierałam w rekordowym tempie. Byłam dzieckiem z kluczem na szyi (jak większość w tamtych czasach) ale znałam zasady, przestrzegałam ich:
      nie mogłam włóczyć się po klatkach schodowych, zakamarkach, iść z nieznajomymi, otwierać nieznajomym drzwi, zwracać uwagę, czy ktoś obcy za mną nie wchodzi po klatce schodowej, etc
      Tak wtedy już słyszało się o zboczeńcach, złodziejach, mordercach itd
      We wczesnej podstawówce po Dobranocce mogłam oglądać tylko "997".

      Nie przypominam sobie czy we wczesnym dzieciństwie widywałam swoich rodziców pijanych, a pijących alkohol rzadko ale to jak już byłam starsza ok 13-15 lat.


      Długo chodziłam spać o 20, ale dzięki temu byłam zawsze wyspana i wypoczęta,
      zawsze miałam na sobie ubranie adekwatne do pogody, rzadko chorowałam, właściwie całą podstawówkę nie miałam nieobecności.

      Na wakacje jeździłam na wieś do rodziny lub na kolonie, zimowiska.
      Na wsi dzieciaki miały większą swobodę, ale też więcej pracy, obowiązków w gospodarstwie.
      Rzeczywiście można było biegać po wsi w samopas, ale wtedy jak drogą przejechało pięć aut w ciągu całego dnia to było dużo. Zresztą wszędzie byli dorośli, którzy znali te dzieci, więc w sumie dzieciaki były na oku, chociaż czuły się samodzielne.
      Dzieciaki te chodziły same do lasu na jagody, ale pod opieka jakiegoś starszego dziecka, któremu dorośli ufali, wiedzieli, że zna las i na czas wyprawy wszyscy musieli go słuchać. Do domu każdy miał wrócić z wypełnioną kanką jagód lub malin bo inaczej była bura.



      Bawiliśmy się w ganianego, podchody, chowanego, graliśmy w piłkę, karty, państwa miasta, poszukiwania skarbów, detektywów, rowery były naszymi rumakami, zakładaliśmy bandy i bawiliśmy się w "niewidzialną rękę".
      Nikt nie znęcał się nad zwierzętami, a nie, było rozcinanie dżdżownic, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście będą dwie. To chyba największy harkor.

      Moi rodzice organizowali nam czas:
      zabierali nas nad jezioro, na lodowisko, jak był ostry mróz nad zamarznięty staw na łyżwy, wycieczki rowerowe, wycieczki pociągiem, zimą moja mama zrobiła nam z reklamówki i poduszki worek do zjeżdżania z górki, chociaż miałam sanki i wiele, wiele innych.

      W moich czasach dzieciaku lubiły skarżyć: chłopaki w 5 kl SP palili papierosy - wydało się, kiedyś poszli na wagary i oglądali u jednego z nich pornole, a potem jednego wzięło sumienie, etc


      Za to pamiętam takie wypadki z dzieciństwa:
      - kuzyn podpalił plastykową butelkę i kręcił nią, gorący plastik oblepił mu szyję, do dzisiaj ma blizny,
      - kolega niefortunnie spadł ze swojego biurka i nie ma oka,
      - koleżanka pomagała rodzicom siekać trawę w sieczkarni i nie ma jednego kciuka,
      - sąsiedzi na ogródkach działkowych smołowali dach nowo postawionej altanki i wylali wiadro gorącej smoły na swoja córkę, nie przeżyła,
      - kolega na wsi skakał w stodole na sianie żeby je ubić i złamał nogę o krokiew,


      Może i miałam więcej luzu niż będą miały moje dzieci, ale świat poszedł do przodu, zmieniły się i przybyło nowych zagrożeń.

      Przeżycia opisane w zalinkowanym artykule i większość opisanych tu przez was uważam za patologię, nie chciałabym aby moje dzieci miały takie doświadczenia i spotkały takich kolegów.

      ps spytałam męża, czy robił takie rzeczy jakie wy tu opisujecie, (no bo może ja grzeczna dziewczynka byłam i chowana pod kloszem) ale on też takich rzeczy nie pamięta.
      Bawili się w wojnę, kapslami, piłka nożna etc


      • leneczkaz Re: nie pierwszy taki artykuł 01.11.10, 19:09
        > Nie przypominam sobie czy we wczesnym dzieciństwie widywałam swoich rodziców pi
        > janych, a pijących alkohol rzadko ale to jak już byłam starsza ok 13-15 lat.

        Nigdy w swym życiu nie widziałam żadnego rodzica pijanego. Pijącego jak najbardziej bo często- gęsto urządzaliśmy zjazdy rodzinne i wszyscy pili wódeczkę zakupioną przez dziadka- nikt nigdy się nie upił. Pewnie dziadek za mało wódki kupował wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka