córka chodzi do przedszkola od początku września. płacz był od pierwszego dnia. przez ten czas bez płaczu poszła trzy razy. teraz jest gorzej niż na początku. nie choruje, nie ma długich przerw więc to nie to. jednej pani nie lubi (nie ona jedna), ale bez względu na to, która jest rano i tak płacze.
staram się skrócić pożegnanie, ale trzeba ją na siłę odrywać ode mnie.
już nie wiem co robić. każdy poranek w przedszkolu to stres dla mnie i dla niej. później ponoć jest ok. je, bawi się, bierze udział w zajęciach. raz tylko płakała do 12 (z małymi przerwami, nikt po mnie nie zadzwonił).
ostatnio było pasowanie na przedszkolaka. na 27-ro dzieci tylko moja ola miała wszystko w duszy. inne dzieci spiewały, tańczyły, mówiły wierszyki, a ona calutkie przedstawionko stała z nabzdyczoną minką i wyraźnie była niezadowolona, że bierze w tym udział. zna wszystkie piosenki, wierszyki, wtedy widać było, że teraz nie ma na to ochoty i nie bierze w tym udziału