Syn ma dwa i pół roku, waga i wzrost na 75 centylu (urodził się sporo niżej, szybko nadgonił do 90 centyla, a po pierwszych urodzinach powoli zaczął spadać do tego 75).
Je bardzo dużo, sporo więcej ode mnie (jestem w 5 miesiącu ciąży), praktycznie od razu po obudzeniu woła, że chce jeść, zjada jajo z całą bułką z masłem, idzie do żłoba na 9 i tam zjada 5 posiłków (śniadanie, owoce, drugie danie, zupa i podwieczorek) - nie wiem, ile dokładnie, ale widzę w kamerze internetowej, że je każdy i chętnie, w drodze powrotnej kupujemy i zjada bułkę z ziarnami, w domu jesteśmy o 17 i mówi, że jest głodny i je np. jogurt naturalny opakowanie 210 g (zdarzało się i 480 g), potem owoce (banan lub dwa czy kilka mandarynek), na kolację od dwóch do czterech kanapek (czasem chce piątą, ale już mówię, że dużo zjadł, bo normalnie mnie przeraża), w międzyczasie wydębi ciastko domowe lub kawałek czekolady. W domu w weekend jest podobnie, je praktycznie co godzinę max dwie, obiad dwudaniowy porcje obiadowe jak dla mnie (2-3 kotlety, 3 ziemniaki i surówka, talerz zupy z wkładką rozmiar dorosły). Do niedawna był na piersi, pił co najmniej 3 razy dziennie, do tego woda plus szklanka soku przecierowego, od odstawienia zamiast mojego mleka wypija 0,5 litra świeżego z kartonu. Je i pije sam, nie jest karmiony czy namawiany. Taki apetyt potrafi mieć także w trakcie choroby (tylko dwa razy chorował tak, że nie chciał za wiele jeść). Do jedzenie potrafi zniechęcić go tylko babcia biegająca za nim z łyżką

Nieraz w sklepie słyszę, jak pochłania tę bułkę albo kawał kiełbasy - ale dziecko ma piękny apetyt.
Ruch ma w żłobku, w domu też lubi biegać czy tańczyć, na spacery z nami chodzi, ale nie jakieś super długie.
I teraz powiedzcie mi, czy to jest normalne (po prostu dobra przemiana materii)? Czy może być objawem jakiegoś zaburzenia? Aha, ja i mąż w dzieciństwie byliśmy niejadkami, ale znając ówczesne metody i obserwując zachowania dziadków - nie mieliśmy za bardzo wyboru