tusia-mama-jasia
12.05.11, 20:45
Niemal za każdym razem, gdy idę z Młodym na plac zabaw, widzę jakąś mamuśkę z papierochem, kurzącą na ławce. Wszędzie w regulaminach jak wół napisane, że na całym placu zabaw jest zakaz palenia, ale jak to często bywa zakaz zapisany rodakom nie wystarczy. Zawsze proszę o zgaszenie papierosa, bo przecież dzieci, u licha, na powietrze wyszły, a nie truciznę wdychać! Zwykle wystarczyło, dziś natknęłam się na model oporny, który kłócił się ze mną, że dym w inną stronę leci

Powiedziałam, że zadzwonię wobec tego po straż miejską, ale nie uwierzyła, że to zrobię. Zrobiłam. I dopiero wtedy wystraszyła się na tyle, że zgasiła cholernego papierosa.
Ludziska, czy macie jakieś sprawdzone sposoby na walkę z palaczami? Przyznam, że moja agresja w temacie wzrasta z miesiąca na miesiąc, skręca mnie gdy widzę palące ciężarne albo matki kurzące tym świństwem nad wózkiem z dzieckiem, ale wiem, że to nie moja sprawa i wtrącić się nie mogę. Nie pojmuję skrajnego egoizmu palaczy, którzy kurzą na ulicach, przystankach - wszędzie, wszędzie jest ich pełno i nawet do łba jednemu z drugim nie przyjdzie, że obok stoi dziecko, ciężarna, astmatyk albo ktoś, komu to zwyczajnie przeszkadza.
Ale już na placach zabaw to przegięcie, powinno podchodzić pod paragraf o stwarzaniu zagrożenia dla zdrowia, naprawdę! Gdzie można pisać, co robić, żeby sprawę rozwiązać systemowo? Żeby zakazy były wyraźnie opisane, żeby obowiązywały w jak największej ilości miejsc? Czy ktoś z Was próbował, komuś się coś takiego udało we własnym mieście, dzielnicy?
Wiem, że jest milion ważniejszych, trudniejszych spraw, których nikt jeszcze skutecznie nie ugryzł, ale coraz bardziej czuję, że nie można tak po prostu patrzeć z założonymi rękami, jak ludzie masowo się - i innych - trują...