tygryskowalady
06.06.11, 19:51
Siedzę sobie właśnie przy komputerze i odpoczywam po kolejnym dniu wychodzenia ząbków trzonowych mojej małej. Mam otwarte okno i słyszę wołanie dziecka "Mami, mami!", "Come, come!" To dziecko sąsiadki. Rok temu wyjechali z 2 letnią córeczką do Anglii i w sobotę wrócili. Kiedy wyjeżdżali dziecko nie potrafiło jeszcze jako tako mówić, porozumiewało się wskazując na daną rzecz. Jakieś tam słowa oczywiście wymawiała, typu mama, tata, ale teraz z tego co słyszę (a nie da się nie słyszeć, bo mieszkam na wsi i odległość między ogrodem moim a sąsiadów to jakieś 5m więc nawet mimochodem słyszę głośniejszą rozmowę) Dziecko mówi płynnie... Po angielsku... Ani jednego słowa po Polsku, z tego co słyszę...Wiem, wiem, to jest sprawa rodziców. Ale piszę tutaj bo zastanawiam się dlaczego?! Dlaczego podczas rocznego wyjazdu rodzice nie zadbali o to by dziecko mówiło w języku ojczystym...Tym bardziej, że to był ich ostatni wyjazd w celach zarobkowych. A teraz co? Będą tłumaczyć 3 letniemu dziecku ze trzeba mówic po polsku? Dla mnie to jest co najmniej chora próba nieudanego popisu... Albo może porażki wychowawczej... A co wy o tym sądzicie?