Nie wiem, ale trace cierpliwosc momentami

Ja rozumiem, ze dziecko poznaje swiat, zadaje pytania i chce satysfakcjonujacych odpowiedzi.
Jednak to, co mam od paru mesiecy to jakis koszmar..
Moje dziecko zamecza mnie nieustatnnie szeregiem pytan. Odpowiadam za kazdym razem konkretnie, tlumacze itp.
Jednak syn z kazdym dniem zadaje co raz wiecej ich, sa na maksa zlozone.... Momentami wukurzam sie i nie wytrzymuje. Tak jest kazdego dnia, srednio co pol godziny.
Przyklad: idziemy droga, maly widzi zepsuty np.auto z,,uderzonym bokem, lub zarysowanymi drzwiami". I pyta:,, Dlaczego to autko ma porysowane drzwi".
Odpowiadam:,, Bo pewnie wlasciciel mial jakas stluczke"
Syn:,, A dlaczego mial stluczke"?
Ja:,, Bo w cos udzerzyl, widocznie nie jechal ostroznie, albo ktos w niego uderzyl"
Syn:,, A dlaczego ten pan nie jechal otrzoznie i uderzul w cos/"
Ja:,, bo nie przestrzegal prawidlowej jazdy, byl ne ostrozny"
Syn:,, Dlaczego szalal na drodze?"
Ja:,, Bo byl nie grzeczny( zwykle na tym etapie juz nie wytrzymuje


)
Syn:,, A moze pan,ktory go uderzyl byl niegrzeczny, dlaczego taki byl?"
itp.... No ciagnie sie to kilkadziesiat minut, to byl tylko przyklad.
Moj syn jest tak upierdliwy, ze naprawde po kilku takich ,,pytaniach" w ciagu dni dostaje fiola

Nie wiem, moze pownnnam jakos inaczej odpowiadac?
Wiem, ze doskonale rozumie moje odpowiedzi, bo potem wyciaga sam wnioski dosc sensowen.
Macie podobne klimaty?