Dodaj do ulubionych

Życie codzienne bez wózka...

05.09.11, 13:25
Syn niedługo bedzie miał dwa lata. Przeważnie chodzi sam na spacerach, czasem ma faze na jazde i siedzi w wózku. Jestem typem zapobiegliwym i taszczę ze sobą zawsze dużo rzeczy (nauczona doświadczenieniem, nie lubie zmieniać planów bo dziecko usmaruje sie kupą, puści pawia albo skoczy na klatę do kałuży). Ciuchy na zmiane, jakies zarcie gdybysmy nie wrócili do domu, sezonowe zabawki itd. Czyli zasadniczo wózek jest wózkiem nie dla dziecka tylko dla mniesmile) Nie lubie z siatami latać, jak zakupy robie też jadą w wózku.
Doszło do tego, że nawet jak dziecko zostaje a ja musze po mega zakupy (ale blisko domu) to biore wózek bo mi wygodniej i moge kupić co tylko zechce (zgrzewka wody).....
Strasznie mi się trudno z nim rozstać ale widze jak patrzy na mnie rodzina i znajomi (jak na debila). Oczywiście mam to gdzieś..............................smile
Jak u Was? Tęsknicię za taką wygodą? Jedyne co mi przychodzi do głowy to zanabyc taki emerycki wózeczek do ciągnięcia za sobą .....
Obserwuj wątek
    • jagienkas70 Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 13:36
      Popieram w całej rozciągłości. Wózek jest nieprawdopodobnie wygodny własnie dla matki. Ja też zawsze mogę zrobic większe zakupy z wózkiem. Co prawda moje dziecko lubi siedzieć w środku, i czasem juz mi ciężko (waży 13,5 kg), ale i tak jest wygoniej - mogę wziąć picie,m jakies przekąski, dodatkowy sweter itp a nie tachac w rękach.
      • ancymon123 Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 14:14
        Ja się juz dawno uszczęśliwiłam "babcinym wózkiem," taką torbą na kółkach (jeszcze zanim dzidzia sie pojawiła) i tym przywoże zakupy.
        Syn rezygnował z wózka stopniowo, nie przywiązywałam do tego wagi, od jakiegos czasu wózek stoi nieużywany i czeka na jakieś inne dziecko. Spacerówką nigdy nie woziłam dużych zakupów, ale gondola była do tego ok smile
    • 1_fikcyjna Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 13:41
      głupia...
    • matka_karmiaca Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 13:54
      Moja ma 15 miesięcy, a ja już się martwię, co to będzie bez wózka sad Chyba będę musiała następne dziecko sobie skombinować smile

      Jakośodlegle pamiętam, że dopóki nie miałam córki, to metodą na wszystko był plecak, ale gdzie ja do plecaka włożę hulajnogę i wózek dla lalki?
      • fasol-inka Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 14:02
        Twoja 15miesięczna córka jeździ na hulajnodze? rispekt wink mój tylko zabiera innym dzieciom...

        ja się nauczyłam bez - bo moje dziecię w wózku nie usiedzi; plecak dobry na wszystko smile
        • matka_karmiaca Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 14:39
          Nie no, tak żeby jeździć, to nie jeździ, pożyczyliśmy od dwulatki na próbę na parę dni, ale młoda chciała na hulajnodze tylko stać i być wożona, ewentualnie wynajdowała rozmaite sposoby zrobienia sobie hulajnogą krzywdy (na szczęście za każdym razem udawało mi się ją w porę złapać).
          • fasol-inka Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 15:00
            ufff znaczy z moim wszystko w porządku wink
    • joshima Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 13:59
      tempera_tura napisała:

      > Jak u Was? Tęsknicię za taką wygodą? Jedyne co mi przychodzi do głowy to zanaby
      > c taki emerycki wózeczek do ciągnięcia za sobą .....
      Też mi to chodzi po głowie, bo jak się wybieram na zakupy to dziecko mam najczęściej na plecach. Tylko dlaczego to ma być emerycki? Czy młody człowiek nie ma prawa dbać o swój kręgosłup?
      • gupia_rzona Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 14:46
        prawda??
        teraz masz zatrzęsienie tych wózków na zakupy! w fantastyczne czasem wzory, nie tylko emerycka krateczka i kolor bury smile ja planuję kupić sobie i mojej mamie po takim samym. Moja młoda nadal jeździ w wózku, ale niedługo pewnie laba się skończy big_grin
    • mantha Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 14:10
      Im dziecko strasze tym mniej gadzetow, ciuchow na zmiane itp, zatem ja sie przerzucilam z wozka na plecak.Moja ma juz ponad 3 lata a mi brakuje wozka! czasem z checia wsadzilabym ja, przywiazala i poszla szybciej niz razem z nia. No i zakupy - sporo zaoszczedzam, bo kupuje tylko mega niezbedne rzeczy, zeby nie latac z torebka pracowa, czesto laptopem, siatkami i jeszcze dzieckiem, ktore nie patrzy gdzie leci i przy ulicach musza ja kurczowo trzymac przy sobie.
      Jeszcze sie calkiem wozka nie pozbylam, moze przyda sie jesienia i zima?
    • agni71 Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 14:49
      Jak pozbyłam sie ostatniego wózka, to tez dotkliwie odczułam jego brak. Troche pomogła inna organizacja dnia - zakupy na rowerze (koszyki z przodu i z tyłu smile w czasie, kiedy dzieci sa w szkole/przedszkolu, zeby pózniej z nimi juz nie dżwigać.
      • margo_kozak Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 15:16
        moi juz wprawdzie bezwózkowi, ale namietnie uzywam takiego ikeowskiego wózeczka
        www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/90193650
        a jaka frajda dla 4,5 latka jak to ciągnie.
        emerytka nie jestem, ale raczej dbam o kregoslup. zreszta po co wyciagac rece do chodnika jak mozna bezwysilkowo ciągnac zakupy.
        a ile mlodych ludzi korzysta z takich wozeczkow!
    • blue_romka Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 15:28
      Nigdy nie przyszło mi do głowy tęsknić za wózkiem, wręcz przeciwnie- cieszę się, że go już nie mam. Przerzuciłam się na plecak i jest git. Ale ja 1. nie jestem aż tak zapobiegliwa i prawdopodobnie nie noszę większości tego co Ty (ale też nie zdarzyły mi się awarie, które wymuszałyby zmianę planów, z czego wnioskuję, że to niepotrzebne), 2. duże zakupy robi mój mąż.
    • tempera_tura Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 15:33
      Może faktycznie taki wózek jest ok.
      Szczerze mówiac nie widuje młodych ludzi z takimi sprzetami a mieszkam w centrum stolicy koło hipermarketu i c.h...
      Jakie macie?
      • ancymon123 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 13:51
        Ja mam zwykły wózeczek na dwóch kółkach, granat ze "szkocką" kratką, typowo babciny smile
        • ancymon123 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 13:53
          Acha, wózeczek, zwłaszcza do sklepu, ciągnie mój syn, potem POMAGA, czyli trzyma się rączki, więc mam od razu z głowy problem z pilnowaniem.
    • deela Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 15:48
      > Jak u Was? Tęsknicię za taką wygodą?
      nie? taszczenie wózka to żadna wygoda :o
    • jul-kaa Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 16:43
      Mój mąż ma fajny wózek na zakupy, który wozi w bagażniku, zdarza mu się chodzić z nim do pobliskiego supermarketu po ciężary i korona mu z głowy nie spada smile Syn uwielbia go ciągnąć, lub sam z nim jechać wink

      O coś takiego:
      https://www.redonion.pl/inc_redonion/static/images/produkty/midi/3453.jpg
    • budzik11 Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 16:45
      Ja nawet jak miałam dziecko pieluchowe, to nosiłam tylko klucze, komórkę, jedną pieluszkę i malutką paczuszkę chusteczek. A co dopiero jak dzieci odpieluchowane - noszę na spacery tylko smycz z telefonem i kluczami, nie noszę nawet torebki, co dopiero mówić o wózku - nie jestem typem nomada, który targa ze sobą pół domu. I jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wracać bo "coś".
      • truscaveczka Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 10:28
        To właśnie miałam pisać - muszę być skrajnie nieodpowiedzialna i bezmyslna, skoro na spacer wystarcza mi mała paczka mokrych chusteczek suspicious No, wczoraj miałam ubrania na zmianę, bo planowaliśmy odwiedzenie fontanny mokry chodnik wink - ale jechaliśmy autem.

        Jak 6 lat jestem matką, tak nigdy nie potrzebowałam wiecej - wodę z dzióbkiem kupowałam na spacerze, banana jak dziecko głodne też. I żadne mi się nie sfajdało ani nie spawiowało. Coś z nami nie tak wink
        • budzik11 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 11:19
          To jestem jeszcze bardziej nieodpowiedzialna i wyrodna, bo jak mi dziecko na spacerze mówi, że jest głodne, to nie kupuję bułek czy bananów, tylko odpowiadam "To dobrze, to znaczy, że żyjesz i jesteś zdrowa/y i z większym apetytem zjesz obiad" wink
          • ciociacesia taa 06.09.11, 14:07
            dwulatklowi tez tak mowisz?
            • budzik11 Re: taa 06.09.11, 20:09
              ciociacesia napisała:

              > dwulatklowi tez tak mowisz?

              Oczywiście, że tak. Nie wychodziłam z dziećmi na spacery dłuższe niż 3 godziny, a nie znam 2-latka, który by umarł z głodu w ciągu 3 godzin. Nawet niemowlakom zaleca się karmienie nie częściej niż 3 godziny, żeby "żołądek miał czas odpocząć" a co dopiero 2-latek. To nie koń, który (podobno) cały dzień coś je. Ja nie karmię i nie karmiłam, po okresie karmienia piersią na żądanie, dzieci między posiłkami. Wychodzimy po II śniadaniu, wracamy na obiad.
              • ciociacesia a widzisz 07.09.11, 09:29
                ja jak wychodze przed dom to tez sobie wracam na obiad. jak wychodze 'na miasto' to najmarniej na 3 godziny. i karmie miedzy posilkami bo sama od zawsze jem miedzy posilkami. sama jestem glodna i co zjem kanapke a dziecku nie dam, chociaz prosi?
                jasne ze z gliodu nie umrze przez 3 godziny. w ogole dziecko ciezko zabic, ale zasadniczo moim celem jest nie tylko utrzymanie go przy zyciu. mam mentalnosc nomada
                • camel_3d Re: a widzisz 07.09.11, 11:44
                  i stad sie bierze otylosc... bo ludzie 2 godzin bez zarcia nie potrafia wytrzymac..ciagle cos musia podjadac..z nudow, z ochoty, itd...

                  ja tez nie biore na spacery jedzenia... jedynie picie.
                  • ciociacesia ty patrz 07.09.11, 11:49
                    moja corka od urodzenia na 15-20 centylu
                    a ja od 10 lat waze 50kg
                  • 3-mamuska Re: a widzisz 07.09.11, 23:10
                    camel_3d napisał:

                    > i stad sie bierze otylosc... bo ludzie 2 godzin bez zarcia nie potrafia wytrzym
                    > ac..ciagle cos musia podjadac..z nudow, z ochoty, itd...
                    >
                    > ja tez nie biore na spacery jedzenia... jedynie picie.

                    I tu sie grubo mylisz camelku spytaj dietetyka ile posilkow trzeba jesc w ciagu dnia.
                    A od czego sie jest grubym,od tego ze ludzie nie jedza sniadan ,2 sniadania tez nie, a potem po powrocie z pracy jedza jeden duzy posilek i ida spac,nie spalajac tego.
                    Do tego jedzac 1-2 razy dziennie zwalniamy metabolizm i mniej trawimy,jedzac czesciej a po troche jest o wiele lepiej.
                    • futro.1 Re: a widzisz 11.09.11, 21:45
                      oj, czuję tu jakąś bzdurę; przy wzroście 175 ważę tyle co worek cementu. a jadam 2-3xdziennie duże porcje. jadając częściej a mniej w ciągu m-ca przytyłam 4kg zaznaczę że przy takim samym trybie życia i nie będąc w ciąży.
                      niech ci dietetyk powie, od czego zależy jaki rodzaj diety zapisuje się delikwentowi
                • budzik11 Re: a widzisz 08.09.11, 08:03
                  ciociacesia napisała:

                  > ja jak wychodze przed dom to tez sobie wracam na obiad. jak wychodze 'na miasto
                  > ' to najmarniej na 3 godziny. i karmie miedzy posilkami bo sama od zawsze jem m
                  > iedzy posilkami. sama jestem glodna i co zjem kanapke a dziecku nie dam, chocia
                  > z prosi?

                  wychodząc na 3 godziny na miasto bierzesz ze sobą kanapki?? O rany.
                  • ciociacesia budzik 08.09.11, 09:34
                    mieszkam na wsi, samochodem rozbijam sie od niedawna i tylko jesli mam 'szofera'
                    wyjscie 'na miasto' wiąże sie z zaczekaniem na autobus ktory jezdzi jak mu sie chce - czasem przyjedzie 10 minut wczesniej, czasem spozni sie tak z 15 minut, a w piatek ten z warszawy to i pol godziny
                    wsiadlam juz do tego autobusu teraz 10-20 minut i jestem na dworcu, miasto niby nie duze, ale z dzieckiem piechota popylajacym ide do przedszkola 45-60min. a przedszkole wcale na samym koncu miasta nie jest
                    kanapek na ogol jednak nie chce mi sie robic, biore jhablko/banana, cos do picia i kupuje kilka ciastek polfrancuskich w piekarni
                    nie chodzi o to ze moje biedne malenstwo bedzie glodne (chociaz jak wskazuja moje obserwacje glodne=zmeczone/marudne i upierdliwe) tylko ze ja bede glodna i znow bede na miescie jesc, co ani tanie, ani zdrowe ani wygodne biorac pod uwage fakt ze cala ta wyprawa po to zeby dziecko po placu zabaw poszalalo, a nie czekalo w garkuchni az matka sie pozywi
                    • agni71 Re: ciociacesia 08.09.11, 09:44
                      To ja tez z tych zdziwionych będę. Piszesz:

                      > nie chodzi o to ze moje biedne malenstwo bedzie glodne (chociaz jak wskazuja mo
                      > je obserwacje glodne=zmeczone/marudne i upierdliwe) tylko ze ja bede glodna i z
                      > now bede na miescie jesc, co ani tanie, ani zdrowe ani wygodne biorac pod uwage
                      > fakt ze cala ta wyprawa po to zeby dziecko po placu zabaw poszalalo, a nie cze
                      > kalo w garkuchni az matka sie pozywi

                      Nie możesz po prostu zjeść przed wyjściem z domu?
                      Mnie, owszem zdarza sie brac jedzenie, ale raczej dla dzieci. Dla siebie tylko, jesli w perspektywie mam np. wycieczkę górską, kiedy wychodzę po sniadaniu i wiem, ze obiad będe jeść póznym popołudniem, np. ok. 17.00.
                      • ciociacesia moge 08.09.11, 09:59
                        i robie to na ogol
                        ale mam mala pojemnosc zoladka a jak sie napcham na zapas to nie dotocze sie do przystanku (ktory tez wcale nie pod domem mam) a i tak bede po 2 godzinach glodna a po 3 slaba. lubie jesc czesciej a mniej, lepiej wtedy funkcjonuje
                        • budzik11 Re: moge 08.09.11, 10:04
                          ciociacesia napisała:

                          > lubie jesc czesciej a mniej, lepiej wtedy funkcjonuje

                          A, i to jest dla mnie logiczne wyjaśnienie, bo opowieści o mieszkaniu na wsi, autobusach itp. do mnie nie trafiły (ja też mieszkam na wsi i chodzę wszędzie pieszo, chociaż nie wiem, jak to się ma do częstotliwości jedzenia). Zdziwiło mnie po prostu, że dorosła osoba nie jest w stanie wytrzymać 3 godzin bez jedzenia, ale teraz to prosto wyjaśniłaś smile
                          • ciociacesia 3 godziny minimum 08.09.11, 10:11
                            napisalam przeca
                            a wies wsni nierowna
                            ja nie dotrze nigdzie na piechote (no moze do szkoly), ale do sklepu juz nie
                            musze wyjsc 15 minut wczesniej na autobus i przy niesprzyjajacych okolicznosciach zaczekac kolejne 15 minut na jego przyjazd. to pol godziny. 15 minut i jestem na dworcu. jakies zakupy z trzylatka za raczke to godzina na bide. a potem plac zabaw obiecany. no i powrot do domu - ale uwaga - nie wtedy kiedy mam ochote tylko wtedy kiedy mam autobus (na szczescie z dworca chociaz zgodnie z rozkladem odchodzą)
                            20-25 minut i jestem z powrotem w domu. a tam czeka na mnie obiad ugotowany przez krasnoludki? nie musze go zrobic, wiec tez nie zjem od razu. jak o tym mysle to juz mi sie szaro przed oczyma robi
          • truscaveczka Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 14:10
            E, kwestia długości spaceru wink U nas zwykle 3-4 godziny - a wtedy to ja sama też już jestem głodna smile
            • ciociacesia jestem nomadem 06.09.11, 14:16
              zabieram szal i bluze bo moze bedzie mi zimno, zabieram dla siebie, wiec i dla dziecka, zabieram czesto gesto ksiazke bo zawsze licze ze bede mogla poczytac jak toto bedzie w piachu sie bawic, zabieram dwa komplety ciuchow na zmiane, bo to to czasem sie poleje, a teraz jeszcze moze sie czasem pisikac
              zabieram szczoteczke i paste, bo toto zabieram na lody a po lodach mus zeby umyc, zabieram czasem cos do jedzenia, bo jak jestem glodna to zla
              • leneczkaz Re: jestem nomadem 06.09.11, 14:18
                > zabieram szczoteczke i paste, bo toto zabieram na lody a po lodach mus zeby umy
                > c,

                O_O żartujesz sobie?

                > c, zabieram czasem cos do jedzenia, bo jak jestem glodna to zla

                Sklepów/barów nie ma?
                • ciociacesia moj maz psze pani 06.09.11, 14:52
                  nie jest z zawodu dyrektorem a bezrobotnym (zawodowo) i owszem zdarza mi sie jesc na mieście, ale unikam. poza tym wole zjeść kanapkę czy jabłko wzięte z domu niz sajgonki. zwlaszcza ze na sajgonki trzeba czekac, a werz tu czekaj z bachorkiem co chce jesc juz i teraz i dzis akurat nie lubi ryzu
    • leneczkaz Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 17:01
      Na zakupy itd. jest samochód.
      A z synem chodzę na rowerek, laufrad, jeździk albo hulajnogę. Sama mam przestronną torbę do której pakuję potrzebne rzeczy. Nie chodzę dalej niż 5 km. od domu (teraz to może tak 3km.), więc jak wskoczy w kałużę (a zdarzało się) to wracamy i tyle...
      Wózek odstawiłam już dawno dawno i używaliśmy tylko ze 3x na wczasach.
    • piekielna-diablica Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 17:15
      Mój syn ma dwa i pół roku - pieruńsko ciężki (około 18 kg) i pieruńsko niedobry - bunt dwulatka - nie wyobrażam sobie nieść go rozhisteryzowanego razem z zabawkami, piciem, pieluchami i całym oprzyrządowaniem.
      Szkoda mi kręgosłupa
    • tusia-mama-jasia Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 17:18
      Bambetli z wiekiem dziecka zdecydowanie ubywa, spacery bez wózka okazują się znacznie wygodniejsze niż z nim. Na duże zakupy plecak jest git, wszelkie walizeczki, koszyczki i siateczki na wózeczkach wcale nie są dla kręgosłupa takim zbawieniem, bo ciągnie się toto przecież jedną ręką i wygina przy tym w jedną stronę. Dlatego, btw, przeraża mnie kiedy widzę dzieci ciągnące do szkoły tornister na kółkach... Ale to dygresja.
      Plecak bywa ciężki, ale to przynajmniej równomierne obciążenie i jeśli sensowny /turystyczny, z normalnym systemem nośnym/ to całkiem sporo można w nim unieść bez obrażeń wink
    • klubgogo Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 18:14
      Ja praktycznie nie używam wózka, odkąd córka skończyła 18 m-cy. Później sporadycznie targałam go na duże zakupy typu zgrzewka wody. Ale skoro zwykłe zakupy robię na osiedlu, bazarkowe wrzucałam do koszyczka w rowerku, to mi wystarczyło. Teraz spacery odbywają się pieszo- do parku nawet bez torby, jeśli na dłużej i dalej moja zwykła torba pomieści butelkę wody, jakiś prowiant i ubranie na zmianę, nie noszę zbędnych rzeczy. Z Twoim podejściem pchałabyś wózek do czasu podstawówki chyba tongue_out
    • dzoaann Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 19:28
      ja na zakupy biore auto lub meza posylam, a na codzien pomykam z plecakiem, do ktorego wrzucam potrzebne rzeczy (ktorych jest coraz mniej, gdy dziecko rosnie) i ewentualne drobne zakupy. Mloda zasuwa na rowerze lub na hulajnodzesmile
      • dodo207 Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 20:31
        mój syn 2 lata 4 m-ce chętnie jeździ jeszcze wózkiem,i korzystam z tego też głównie przy zakupach, do niedawna jeździliśmy duużą spacerówką gdzie kosz był bardzo pomiestny więc spokojnie zrobiłam spore zakupy, nie trzeba było jechać autem=zaoszczędziliśmy paliwasmile teraz śmigamy małą parasolką więc zakupy też mniejsze ale mamy 2w1 bo i spacer i zrobione zakupy. Nie zamierzam narazie z tego rezygnować, widuje 3 i 4 latki w wózkach więc dwulatek narazie głupio chyba nie wygląda,z resztą nawet gdyby to mam to gdzieś. Poza zakupami biore syna zawsze na rower.
    • camel_3d Re: Życie codzienne bez wózka... 05.09.11, 23:41
      no coz..kiedys trzeba..i moze zamiast mega zakupow rob po prostu male zakupy... o ile pamietam to si enazywa organizacja smile)))

      ja kupuje niezbedne rzeczy wracajac z mlodym z przedszkola..te mamy lidla pod blokiem. Mega zakupow chyba nigdy nei robilem jeszcze smile))
      • lafiorka2 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 10:02
        To się tylko tak wydaje,że to "koniec świata"wink
        Ja pozbyłam się pierwszego wózka jak starszy miał jakieś 2latka.Chodziłam na zakupy z plecakiem.
        Potem całą ciążę z drugim dzieckiem też tylko plecak.Obecnie jestem na etapie wózka spacerowego z młodszym,ale powiem ci,że ja chodzę daleko z dzieciakami i zabieram tylko picie i chusteczki,ewentualnie jakieś ciastka/paluszki.Po drodze powrotnej robię małe codzienne zakupy i tyle.
      • 3-mamuska Re: Życie codzienne bez wózka... 07.09.11, 23:20
        camel_3d napisał:

        > no coz..kiedys trzeba..i moze zamiast mega zakupow rob po prostu male zakupy...
        > o ile pamietam to si enazywa organizacja smile)))
        >
        > ja kupuje niezbedne rzeczy wracajac z mlodym z przedszkola..te mamy lidla pod b
        > lokiem. Mega zakupow chyba nigdy nei robilem jeszcze smile))

        Sorry ze znow pod toba sie podpinam,ale nie kazdy ma 2 osoby w rodzinie ,u mnie jest 5 ,do tego nastolatek ,ktory zjada sporo i 4 koty trzeba wykarmic.
        2-3 butelki wody dziennie ida nam w domu, a owoce 3 razy w tygodniu kupuje,staram sie zamawiac przez internet,ale czasem czegos nie ma,lub nie wszystko kupie w tym danym sklepie wiec dokupuje gdzie indziej.
        Wiec nie mierz wszystkich swoja miara.

        Ja uzywam wozka,syn w grudniu skonczy 4 latka,i mysle ze spokojnie pojezdzimy az do wiosny.
        Mam wszedzie daleko,do tego te cholerne deszcze nie mam ochoty byc mokra.

        Bus przyjezdza po niego pod sam dom i pod dom odwozi,jezdzmy wozkiem wlasciwie wszedzie,i uzywamy 80-90% czasu poza domem.
        Musze brac kurtki na deszcz,pieluchy, chustki picie.
        Jak wracam ze szkoly z corka to caly jej majdan pakuje do wozka,wygoda i tyle.

        Naprawde uwazacie ze 2 latek i trzeba zrezygnowac z wozka?
    • obasic Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 10:38
      A ja nigdy wózka nie używałam ( po za wyjątkiem spania dziecka w nim na świezym powietrzu) i nie wiedziałam, że można się z nim tak zaprzyjaźnić '-)) na zakupy zawsze samochód, trochę epizodu chustowania i dzieci raczej na własnych nóżkach.
      A o co kuma? jak idzie rodzic na spacer z dzieckiem, kiedy ono w wózku siedzi, a spaceruje tylko rodzic uncertain
      • roneczka Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 12:09
        Ja niezmotoryzowana i też zdarza się, że z wózkiem biegnę po zakupy - nie wielkie- ale to zawsze kilka siat, czy po ogórki na działkę, też kilka siat i skrzynka.
        tak to bym musiała męża prosić, a wózek daje mi niezależność smile
        Poprzedni wózek też zajeździłam zakupami, ale był stary i dla innego dziecia by się nie nadał więc nie żal mi było smile
        Mnie nie razi matka tachająca dwulatka w wózku.
      • lafiorka2 Re: Życie codzienne bez wózka... 07.09.11, 10:55
        A o co kuma? jak idzie rodzic na spacer z dzieckiem, kiedy ono w wózku siedzi,
        > a spaceruje tylko rodzic uncertain


        No wiesz? Nie koniecznie.Bo ja żeby dojśc do parku,dużego placu zabaw muszę jednak dojśc z wózkiem.I tam młody biega do upadłego.
    • 18_lipcowa1 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 13:37
      ale widze jak patrzy na mnie rodzina i znajomi (jak na debila)




      że what??????????????????????????
    • kotkowa Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 13:42
      To ja mam odwrotny problem. Wozek u mnie to czasem dodatkowe obciazenie, bo maly (1,5 roku) niezbyt lubi jezdzic w wozku, tzn jedzie do czasu, a potem sie wyrywa i chce chodzic. I tu zonk, bo jak chodzi - w swoja strone - musze za nim latac i wozek jest tylko przeszkoda. Z drugiej strony bez wozka sie nie obejdzie, nie zajdzie tak daleko i nie w tym kierunku, w ktorym planuje isc.
      • angela10086 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 14:19
        ja nioslam ostnio trzy reklamowki zakupow i myslałam ze sie obsram po drodze, wozek naprawde ulawtwia zycie....
        • ancymon123 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 15:10
          No ale dzieciecy? To nie jest przeciez wózek na zakupy. Jakby tak było to każdy, dzieciaty czy nie, jeździłby spacerówką po zakupy. A przed urodzeniem malucha jak przytaszczałaś te zakupy?
          Ja nie tęsknie za wókiem dzieciecym, na pewno nie w tym celu. Lubie prowadzić, tak ogólnie, fajna taka mała zawartość (póki nie ryczy) smile)
          • tempera_tura Re: Życie codzienne bez wózka... 07.09.11, 12:51
            Nie taszczyłam nic, nie jadłam a jak jadłam to na mieście. W domu przebywałam tylko śpiąc.
    • lucyna_1980 Fajny wózek na zakupy 06.09.11, 14:37
      naprawdę solidny - i nie babciowaty...
      wozeknazakupy.pl/
      Rączka piankowa, dosyć duże koła, które łatwo pokonują krawężniki i nierównosci. I nie jest w kratke tylko w modnych kolorach big_grin
      • ancymon123 Re: Fajny wózek na zakupy 06.09.11, 15:12
        Jak dla mnie stanowczo za drogi. Ten z Ikei zaś jest bardzo fajny i tez ma nowoczesny design. Chyba nabędę smile
      • tempera_tura Re: Fajny wózek na zakupy 07.09.11, 12:53
        Fakt, spoko jest.
    • zebra12 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 15:17
      Też lubiłam wózek. Zmęczone dziecko mi nie kwękało, mogło zasnąć, zakupy ładowałam pod spód, klamoty na wózek... Odstawiłam wózek, gdy dziecię miało 3 lata i 10 miesięcy. Do dziś czasem by się przydał.
      • zuzuua Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 22:37
        wózek to fajna sprawa smile zakupy można włoży.
        my na spacer bierzemy: zestaw zabawek dla 4-mies. pieluchę i ubranie na zmianę, mokre chusteczki, pieluchy tetrowe bo mocno ulewa, kocyk do przykrycia.
        starsze lat 5: picie, coś do zjedzenia (banan, kanapka, batonik musli, albo kabanosy) coś do częstowania (biszkopty lub chrupki kukurydziane. bez tego nie ma spaceru. jak zamknę drzwi od domu to się pyta "a masz coś do jedzenia"? starsze nosi swoje w swoim małym plecaku
    • aniasa1 Re: Życie codzienne bez wózka... 06.09.11, 23:44
      wozek to najlepszy wynalazek. Nie wyobrazam sobie wyjsc z dzieckiem z domu trzymajac tylko klucze w garsci. Zazwyczaj startuje rano wracam po kilku godzinach jak maly pada, i zachodze do sklepu chocby po podstawowe produkty. Cenie swoj kregoslup i rece.
      Nienawidze za to jak bedac na placyku widze mamusie przychodzace z dziecmi bez ani jednej zabawki. Zaraz sie zaczyna: pse pani moge teras ja pojezdzic????? i fruuuuu na drugi koniec placyku z nasza zabawka! Ja musze pilnowac i ciagle ale to ciagle tlumaczyc swojemu dziecku ktore ma swoje ulubione autka: "nie placz chlopczyk Ci zaraz odda" ...... no żesz w morde tak trudno zabrac zabawki dla swojego dziecka? i ewentualnie bawic sie na zmiane nimi?
      To nie moje zakupy sa najwazniejsze ale wszystko co potrezbuje zabrac dla malucha: picie ktore nawet jak kupie na spacerze to tez mam gdzie odlozyc, bo na raz dziecko nie wypije, chusteczki mokre, odkazacz do rak, bluzke cieplejsza, sobie tez biore, zabawki, cos na komary itp.... w zaleznoosci gdzie i kiedy ide
    • deodyma Re: Życie codzienne bez wózka... 07.09.11, 12:20
      Strasznie mi się trudno z nim rozstać ale widze jak patrzy na mnie rodzina i zn
      > ajomi (jak na debila). Oczywiście mam to gdzieś..............................smile


      przeciez dziecko nie ma jeszcze 2 lat a nie kazde w tym wieku chce jeszcze chodzic na wlasnych nogach, no chyba ze znajomi nonn stop swoje 2 latki na rekach nosza, kiedy dziecko zmeczy sie po przejsciu 200-300 metrow.
      osobiscie korzystalam z wozka do 3 roku zycia a pozniej przestalam, ale tez syn coraz chetniej chodzil na wlasnych nogach i dzis, nie maja 4 lat, pojdzie ze mna wszedzie.
      na dzien dzisiejszy z kolei woze w wozku mlodsze 7 msc dziecko i tez mam zamiar korzystac z wozka wiecej, niz 2 lata, moze nawet do 3 roku zycia i nic nikomu do tego.
      na mnie np patrza inni, jak na kosmitke i ile razy znajomi widza mnie gdzies na miescie z dwojka dzieci, pytaja " a ty tak z nimi wszedzie na piechote???" albo " i starszy tak wszedzie ci chodzi sam???" itd...
      pamietam, jak moj maz opowiadal, jak to jakis facet, z ktorym pracowal, zwrocil mu uwage, ze ja z niespelna 2 letnim wtedy synem, wracalam z zakupow ze sklepu in wizlam dziecko w wozku i dlaczego syn jeszcze wozkiem jezdzi.
      maz zwrocil facetowi uwage, powiedzial mu pare slow do sluchu i facet sie zamknal.
      szkoda, ze osobiscie mi tego nie powiedzial.


      • tempera_tura Re: Życie codzienne bez wózka... 07.09.11, 12:57
        Jak na debila bo dziecko głownie lata na nogach. Gdyby mnie widywali z dzieckiem w środku to luz, znaczy że potrzebny a on ciągle zawalony innymi pierdamitongue_out
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka