Syn niedługo bedzie miał dwa lata. Przeważnie chodzi sam na spacerach, czasem ma faze na jazde i siedzi w wózku. Jestem typem zapobiegliwym i taszczę ze sobą zawsze dużo rzeczy (nauczona doświadczenieniem, nie lubie zmieniać planów bo dziecko usmaruje sie kupą, puści pawia albo skoczy na klatę do kałuży). Ciuchy na zmiane, jakies zarcie gdybysmy nie wrócili do domu, sezonowe zabawki itd. Czyli zasadniczo wózek jest wózkiem nie dla dziecka tylko dla mnie

) Nie lubie z siatami latać, jak zakupy robie też jadą w wózku.
Doszło do tego, że nawet jak dziecko zostaje a ja musze po mega zakupy (ale blisko domu) to biore wózek bo mi wygodniej i moge kupić co tylko zechce (zgrzewka wody).....
Strasznie mi się trudno z nim rozstać ale widze jak patrzy na mnie rodzina i znajomi (jak na debila). Oczywiście mam to gdzieś..............................

Jak u Was? Tęsknicię za taką wygodą? Jedyne co mi przychodzi do głowy to zanabyc taki emerycki wózeczek do ciągnięcia za sobą .....