Dodaj do ulubionych

Koszmarne spacerki

14.11.11, 12:11
Mój synek ma 1,7 roku. Od jakiegoś czasu nasze spacery przypominają ciągłą szarpaninęsad
Młody ucieka (zawsze na ulicę), ja go łapię i krzyk. Za rękę nie chodzi - woli sam.
Młody namiętnie wspina się na wszelkie po drodze mijane schody, z których nie bardzo potrafi zejść - oczywiście nie mogę go przytrzymać bo krzyk.
Siłą sadzam do wózka - krzyk, po kilku minutach w chuście czy nosidle wyrywa się i krzyk.
Nasz spacer to ciągły jego ryk a ja spocona niosę wijące się dziecko i pcham pusty wózek. Może macie jakieś pomysły na to jak nauczyć chodzić dziecko za rękę lub inne pomysły? Zaznaczę, że musimy wychodzić bo trzeba zaprowadzić starsze dziecko do szkoły.
Mogłabym też spróbować przetrwać krzyk, bo nie obchodzi mnie reakcja innych - ale przy jesiennej pogodzie boję się że dłuższe wydzieranie się spowoduje zapalenie gardła lub oskrzelisad(
Aha, rękawiczki też są be i ryczy gdy je ma na rękach - woli siedzieć z lodowatymi czerwonymi rączkami.
Trudny mi się trafił przypadek...
Za wszelkie porady będę wdzięcznasmile
Obserwuj wątek
    • aleksandra1357 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:19
      Cóż, chyba musisz przeczekać. Mam podobny egzemplarz.
      Moje niepedagogiczne patenty:
      - zatkać w wózku bułą itp.
      - dać kółko na patyku do prowadzania
      - wypuszczać tylko na placu zabaw
      - w wózku, jak muszę iść, przypinać i nie zważać na krzyk.
      Zauważyłam, że jak stanowczo powiem, że nie wyjmę z wózka, nie mogę itd., to jakoś to dociera i rozumie i się uspokaja. Szczególnie jak wytłumaczę, po co idziemy (po brata do przedszkola) - dzieci głupie nie są.
      Trzeba jednak dziecko nauczyć, że czasem siedzi w wózku i nie ma zmiłuj, musi te 5 minut jechać.
      A co do rękawiczek, to może mróz przekona nasze dzieci. Na razie wkładam kurtkę z dłuższymi rękawkami, a w wózku chowam przemarznięte, sine ręce pod śpiworek.
      • hanian2 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:27
        Dziękuję za rady.
        Niepedagogicznych też próbowałam, ale mój uparciuch kaczką na kijku już się znudził a paluszkami nudzą się w pięć minut. Zaczęłam już w domu mówić, że za chwilę wyjdziemy zaprowadzić Hanię do szkoły i będzie jechał w wózeczku i zrobimy papa itd. Wystarcza na drogę do szkoły - ze szkoły idzie już sam i się zaczyna... Ale cóż chyba rzeczywiście muszę przeczekać.
        • dor.tom Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:38
          moja, 22 miesiące, podobnie było jeszcze do niedawna, teraz ciut lepiej.
          pomogło:
          - łażenie bez celu, dokładnie tam, gdzie ona chce (po osiedlu, z dala od ulicy, lub na placu zabaw)- w przypadku, jeśli nie ma konkretnego celu ani wyznaczonej godziny powrotu-w twoim przypadku to chyba wracając ze szkoły
          - jeśli cel jest, to odpowiednio wcześniej wytłumaczyć, że trzeba będzie chwilę posiedzieć w wózku- ja wtedy ładuję do wózka jeszcze na klatce schodowej, żeby nie zdążyła się rozhulać na dworze
          - pomoglo pchanie wózka z lalką, jeśli idziemy znaną trasą np. do dziadków. dla chłopca może coś innego do prowadzenia, nie wiem co to jest ta kaczka, ale może jakaś kosiarka/wózer taki jak sklepowy bardziej by się sprawdził. No i podobno chłopcy też lubią pchanie wózków z dzidziusiami, misiami i nie należy im tego bronić smile może spróbuj
          - generalnie jak tylko nie muszę, to nie ograniczam, łazi tam gdzie chce (gorzej z powrotem, wtedy czasem przekupuję, że pójdziemy do domu na danio lub banana)- pokazuję jakieś kupy liści do szurania, barierki do trzymania, ostatnio te białe kulki na krzakach do rozdeptywania i nawet przy tym trochę się zatrzymuje
          No bo w sumie w samum łażeniu bez celu jaka przyjemność dla takiego malucha? smile
          • hanian2 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:47
            Wózek to jest to! Ostatnio u koleżanki bawił się taka leciutką spacerówką. Nawet gdy będę musiała nieść dziecko to łatwiej mi będzie nieść wózek dla lalek niż ciągnąć nasz wózek. Super pomysł! Dzięki!!
            • dagmara-k Re: Koszmarne spacerki 15.11.11, 19:15
              nasz kolega tez uwielbia wozek. my mamy niebieski a kolega ma rozowy i jest przeszczesliwywink

        • el_elefante Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:11
          Kaczka na kiju? Eeeee..... wink
          Na bazarach sprzedają takie coś w kształcie quada z kierowcą i na kiju właśnie. Straszna plastikowa tandeta. Jednocześnie najwspanialsza, najukochańsza spacerowa zabawka wszechświata. Można nią jeździć wszędzie, a najlepiej po kałużach. Latem po plaży i zimą po śniegu. Zimą wcześnie ciemno, więc można dokleić kawałkiem taśmy małą latarkę z przodu, co kapitalnie podnosi atrakcyjność zabawy. Jedna rada: kup od razu dwa, bo badziew straszny i się psuje.
          • hanian2 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:17
            Ale to dziecko siedzi w tym quadzie a ja tym kijem pcham? Coś jak rowerek? Bo kaczkę to dziecko prowadzi na kijku.
            • el_elefante Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 14:44
              Nie, to takie do prowadzenia, plastikowe, jak większe autko, na kiju (zamiast kaczki) smile
          • rulsanka Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 15:38
            Mój syn miał takiego quada i wtedy był w stanie pójść z nami na daleki spacer. Polecam.
            • agulle Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 20:01
              U nas sprawdziły się kosiarki smile
    • fasol-inka Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:33
      trudny przypadek? a nie normalny?
      ja już dawno odstawiłam wózek, po co jeszcze jego mam targać, mały w nim i tak nie chce siedzieć, chyba że zmęczony i pora drzemki się zbliża
      chce na schody - na zdrowie, niech wchodzi, idę za nim oczywiście i go asekuruję - szybciej się nauczy po nich schodzić (wchodzenie opanowane dawno)
      za rękę też nie ma mowy i zawsze, ale to zawsze musi iść w przeciwnym kierunku
      jeśli musisz jeszcze starszaka odprowadzać - może pomyśl o szelkach dla młodego?

      mój rękawiczek też nie akceptuje, wychodzę z założenia, że jak mu będzie naprawdę zimno to przestanie protestować - tak samo było z czapką, dopiero parę dni temu sam sobie zaczął zakładać
      • hanian2 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:43
        Dziękuję! Z szelkami chyba spróbuję, bo niekiedy bywa niebezpiecznie - zwłaszcza gdy blisko jest jezdnia.
      • dagmara-k Re: Koszmarne spacerki 15.11.11, 19:17
        no dla mnie tez normalny, zaden trudnysmile zwykle chetnie poznajace swiat dzieckosmile
    • mnb0 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 12:57
      A jaki jest cel tych spacerkow? Musisz koniecznie zaliczyc jakis obszar od punktu A do punktu B? Jesli to ma byc frajda dla dziecka, to niech sobie wchodzi po schodach, czemu nie? Moja corka w tym wieku miala dokladnie tak samo. Szlysmy wiec na spacer na pobliskie schody i ona sobie na nie wchodzila i schodzila. I tak przez pol godziny. OK, dla mnie to nudne, ale jej widocznie sie podobalo.
      Jaki jest sens "spaceru" jesli dziecko siedzi w wozku? Chyba ze to tylko dla Ciebie ma byc spacer, a dziecka po prostu nie masz gdzie zostawic.
    • el_elefante Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:03
      Może doskonale wiesz to, co napiszę, ale wydaje mi się, że zbyt często "podpinamy" spacer do wyjścia z domu w celu załatwienia jakiejś sprawy. Idziemy do sklepu albo zaprowadzić starsze do szkoły, a przy okazji młode się przewietrzy. Tyle, że z punktu widzenia młodego, to nie jest spacer. Trzeba rozdzielić te rzeczy od siebie: wyjścia w celu załatwienia sprawy i wyjścia dla młodego. W pierwszym przypadku nie ma to tamto, musimy dojść i załatwić i najlepiej im szybciej tym lepiej. W drugim jest czas dla młodego, gdy może iść gdzie mu się podoba i robić to co chce. Oczywiście można te dwie rzeczy załatwić jednym wyjściem z domu, ale trzeba je ROZDZIELIĆ. Opowiedzieć przed wyjściem, np. podczas ubierania, gdzie i po co idziemy. Np: idziemy odprowadzić starszego do szkoły, tam pojedziesz wózkiem, a jak będziemy wracać to pójdziemy na ten duży plac zabaw ze zjeżdżalnią i tam się pobawimy razem, będziesz mógł biegać i się wspinać i zbierać liście, a jak wrócimy do domu to poprzyklejamy te liście na kartce i powiesimy na lodówce. To jest jasny i zrozumiały PLAN. Młody musi mieć plan, musi wiedzieć co się będzie działo i dlaczego. Wtedy o wiele łatwiej będzie mu zaakceptować rzeczy mniej przyjemne, spodziewając się tych przyjemnych.

      Rada z zapchaniem bułką też jest skuteczna, zawsze można zaliczyć sklepik po drodze uzupełniając plan: najpierw pójdziemy kupić buławę dla ciebie, potem odprowadzimy...itd. Czy pedagogiczna - nie wiem tego, ale n pewno zdrowsza niż szarpanie swoich i dziecka nerwów smile

      >Od jakiegoś czasu nasze spacery przypominają ciągłą szarpaninęsad
      >Młody ucieka (zawsze na ulicę), ja go łapię i krzyk
      Nie będę pisał o bezpieczeństwie, granicach i zasadach, bo to wiadomo. Zapytałbym natomiast dlaczego tak uparcie ucieka właśnie na ulicę? Może fascynują go auta? Spróbuj zaspokoić jego ciekawość, postójcie na skrzyżowaniu, niech się napatrzy na auta, jak hamują, jak ruszają, jak zmieniają się światła, jak przechodzą ludzie, kiedy i którędy i DLACZEGO tak się dzieje, jakie auta maja kolory, że są duże i małe, ciężarówki i osobowe ect. To będzie punkt wyjścia do tłumaczenia dlaczego nie wolno wybiegać na ulicę - do ustanowienia zasady bezpieczeństwa w przyszłości. Rekord wnikliwej obserwacji skrzyżowania w wykonaniu mojego syna wynosi 1,5h. Jak się po kilku razach napatrzył, to mu przeszło... trochę smile

      A może jest jakiś inny powód, że zwiewa w stronę drogi akurat, a może po prostu w każdą stronę jest do drogi, a zwiewa z powodu zwykłego, wrodzonego ciśnienia na eksplorację wszechświata. To z tym nie da się walczyć i chyba nie warto. Jedynym wyjściem jest przestawienie młodego w miejsce gdzie to ciśnienie z niego bezpiecznie zejdzie (bez dróg), na dostatecznie długi czas i dostatecznie często. No innej rady nie widzę.
      • hanian2 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:15
        Rzeczywiście jest tak, że często próbuję upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Zaprowadzić młodą, kupić chleb i mleko w sklepiku po drodze i pójść na placyk lub do parku. Gdy było trochę cieplej było łatwiej - można było pozwolić sobie na cztery godziny na placyku rano i trzy po południu. Teraz ja jako straszny zmarzlak uciekam jak najszybciej do domu. Masz rację, od jutra ciepło się ubieram i będziemy eksplorować świat wink Może się poprawismile
    • wilhelminaslimak Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:20
      Też jeszcze 4 miesiace temu miałam podobnie koszmarne spacerki. Byłam wtedy w 8. miesiącu ciąży i stwierdziłam, że muszę coś z tym robić, bo za miesiąc spacerek będzie nie dość, że zawsze na nóżkach, to jeszcze z noworodkiem w wózku.
      I w tej chwili jest luz. Syn (20 miesięcy) chodzi tylko za rączkę, nie ruszy spod drzwi jak mnie nie złapie za rękę, wypuszczam go tylko tam gdzie uznam, że jest bezpiecznie, wtedy mu mówię, że teraz może iść sam i mnie puszcza.
      I kolejna zasada, spacerek jest dla syna. Czyli idę tam gdzie on mnie zaprowadzi (poza kwestią powrotu do domu), chce pogonić po schodach, to niech goni, chce gonić gołębie, to ja latam za nim z wózkiem. W związku z tym, że on wie, że jest czas na spacerek dla niego, nie robi problemu, jak mu mowię, że teraz idziemy do sklepu, albo wracamy do domu. Nie powiem, bo się zdarza, że sie zagapi i gdzieś poleci na mnie nie zwracając uwagi, ale to raczej jak biegnie za jakimś pieskiem albo dzieckiem (czyli sytuacja do przewidzenia).
      Osiągnęłam taki stan przez krzyki i płacze, wciskanie syna na siłę (z tym wielkim brzuchem) to wózka, jak nie chciał iść za rączkę. Tłumaczenie, tłumaczenie i tłumaczenie. Łapanie jak leciał na ulicę, podnoszenie z ziemi jak się ciskał. Tyle, że ja wyjścia nie miałam, więc moja motywacja była silna.
    • mantha Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:21
      Taki etap, jak bym zadala sobie trud to znalazlabym podobny watek jaki zakladalam jak corka miala cos okolo 2 lat, nie pamietam moze wczesniej.
      Nic na to sie nie da poradzic, szarpanina musi byc - zima pakowalam albo do wozka na stale, nie bylo negocjajcji celem wyjecia, albo bralam luzem (w zaleznosci od celu), bylo kurczowe trzymanie za reke (dziecko sie drze wnieboglosy - trudno), ale niestety nie mieszkamy w lesie czy na polu i musze uwazac, i miec oczy dookola glowy.
      Pociesze cie - pozniej za to przychodiz taki etap, ze dziecko samo wklada raczke do Twojej i sobie idziecie - i to jest CUDOWNE po tym roku szarpaniny.
      • hanian2 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:31
        Czyli meliska przed wyjściem i oby do wiosnywink
    • wanielka Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 13:33
      kup szelki, rozwiąże to większość waszych problemów wink
      • pocztarenata Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 15:03
        A taki rowerek pchany przez rodzica za rączkę z tyłu by się nie nadał?
    • namrata86 Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 15:17
      Tak to chyba jest w tym wieku. Znam kilka takich przypadków,mojemu już przeszło. Musisz być silna i cierpliwa smile Bierz wózek i nie przejmuj się jeśli płacze, w końcu przejdzie. Inaczej nie zrozumie. Wypuszczaj tylko na bezpiecznym terenie, gdzie nie ucieknie pod samochód. Możesz kupić szelki. Mi pomogły. A rękawiczki, no cóż. Mój tez nie chciał, ale w końcu wybrał sam w sklepie, fajne z samochodem i teraz nosi. Spróbuj. Powodzenia!
    • klubgogo Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 20:40
      Każde dziecko przechodzi etap chodzenia samodzielnie, bez ręki mamy, wkrótce się od tej ręki nie uwolnisz, więc nie ucz na siłę. Gorzej z uciekaniem. Masz trudny egzemplarz, bo mojej wytłumaczyłam raz i wystarczyło. Ale przekonuj, spokojną rozmową, tłumacz, powtarzaj, za przykład podawaj starszego brata.
    • gazeta_mi_placi Re: Koszmarne spacerki 14.11.11, 20:40
      A musisz z nim chodzić na spacery? Zakupy może zrobić mąż bądź można zamówić przez internet, na pocztę też nie musisz chodzić bo jak jesteś cały czas w domu to listonosz nie zostawi Ci aviza.
    • dagmara-k Re: Koszmarne spacerki 15.11.11, 19:14
      na rekawiczki nic nie poradze, bo mam to samo. jak dobrze zmarznie to zalozy.

      mi pomagaja "wazne zadania". np trzeba doniesc portfel do sklepu, albo ciastka ze sklepu do domu, zeby je zjesc. albo zobaczyc co jest za rogiem sklpeu, czy kotek sie tam jakis nie schowal. itp. no a czasem po prostu pod pache i niose ryczaca, bo o ile na spacerach mi to nie przeszkadza i traktuje jak cos chwilowego, pare tygodni/miesiecy i minie jak cala reszta faz trudnych, to juz jak sie spiesze na autobus nie ma mocy - trzeba isc. jak masz isc do szkoly to tez nie widze wyjsc innych niz sposobem lub sila. sila w sensie pod pache mlodego. bo niby dlaczego starsze mialoby wstawac wczesniej zeby isc pol godziny dluzej. mozna za to wracac dluzej. ulatwic zycie calej trojce.
      no i pomaga mi nie zabieranie wozka ze soba, przynajmnej nie pcham bez sensu i nie blokuje co chwile.
      staram sie wybierac trase bez ulic, mam wtedy tylko gonienie po trawnikach i ulubionych wszelakich gorkach.
    • atrapcia Re: Koszmarne spacerki 15.11.11, 22:32
      Ja kupiłam szelki "do nauki chodzenia", zapinane na klamrę na pleckach, z pluszową głową misia z przodu. Coś w ten deseń allegro.pl/tommee-tippee-szelki-wozek-sanki-puchatek-i1931157502.html smile

      Miałam pewność, że w odpowiednim momencie ją zatrzymam, nawet jeśli coś odwróci moją uwagę. A to było istotne, bo mieszkamy nad morzem i latem zdarzało nam się siedzieć na plaży - a tego łobuza wyjątkowo ciągnie do wody big_grin Po kilku tygodniach odechciało jej się uciekania i od tamtej pory chodzi za rączkę, ale miała wtedy ponad 1,5 roku. Wszystko w swoim czasie wink
    • myelegans Re: Koszmarne spacerki 15.11.11, 23:56
      Moje dziecko NIGDY nie chodzilo za reke, tez byl taki, ze chcial sprawdzac, wspinac sie, wybiegac i TO mu zapewnialam, wiec wsadzalam do wozka i wywozilam, albo na place zabaw, albo na boisko, gdzie mogl pobiegac z pilka, z samochodem, gdzie nie musialam za nim chodzic krok w krok. Jak nie masz boiska to idz na lake, gdzies gdzie nie ma ulicy.
      W drodze powrotnej wsadzalam wrzeszczacego do wozka, bo nigdy z wlasnej woli placu zabaw nie opuscil. Mialam dla niego cos do jedzenia, picia, przypinalam szelkami, wrzask ustepowal po 5 minutach.
      Na placu zabaw chodzilam krok w krok, bo np. wspinal sie na drabinki jako 1.5 roczniak i zdjezdzal na brzuchu glowa w dol ze zjezdzalni, wiec go lapalam.
      To przechodzi po jakims czasie, chociaz 7 latkowi zdarza sie wybiec na ulice bez rozgladania sie tu gdzie mieszkamy, chociaz ulica spokojna, a my mu wbijamy w mozg od zawsze jak sie przechodzi przez ulice.
      Od wrzasku najwyzej dostanie chrypki.
      • 3-mamuska Re: Koszmarne spacerki 16.11.11, 03:15
        myelegans napisała:

        > Moje dziecko NIGDY nie chodzilo za reke, tez byl taki, ze chcial sprawdzac, wsp
        > inac sie, wybiegac i TO mu zapewnialam, wiec wsadzalam do wozka i wywozilam, al
        > bo na place zabaw, albo na boisko, gdzie mogl pobiegac z pilka, z samochodem, g
        > dzie nie musialam za nim chodzic krok w krok. Jak nie masz boiska to idz na lak
        > e, gdzies gdzie nie ma ulicy.
        > W drodze powrotnej wsadzalam wrzeszczacego do wozka, bo nigdy z wlasnej woli pl
        > acu zabaw nie opuscil. Mialam dla niego cos do jedzenia, picia, przypinalam sze
        > lkami, wrzask ustepowal po 5 minutach.
        > Na placu zabaw chodzilam krok w krok, bo np. wspinal sie na drabinki jako 1.5 r
        > oczniak i zdjezdzal na brzuchu glowa w dol ze zjezdzalni, wiec go lapalam.
        >

        Robilam tak samo.
        Ale tez wlasnie cos okolo 18 miesiecy,bylo tak:szlam ze starszymi do szkoly, potem do sklepu po zakupy (mlodego wkladalam do wozka jeszcze w domu i siedzial przez caly czas) wracalam do domu zostawialm zakupy i wozek , i wtedy wychodzilam z mlodym bez wozka zeby sobie chodzil,wtedy chodzilismy tam gdzie on chcial nawet po 3 godziny.
        Gdy chodzilam na grupy dla dzieci/do parku to tez mlodego do wozka na miejscu wypuszczalam i biegal po 2 godzinach do wozka i po drodze starsze ze szkoly i do domu.
        Nigdy nie wypuszczaj dziecka z wozka jak gdzies idzeisz i musisz byc na czas,cos zalatwic kupic,rozgranicz te wyjscia w potrzebie, od wyjscia na spacer.

        Sorry nauczylas dziecko ze krzykiem zalatwia sobie to co chce,teraz musi sie nauczyc ze jest czas dla niego ale i czas na inne sprawy i nawet jak krzyczy to nie wypuszczaj z czasem sie nauczy.I tez mow gdzie idziesz i co bedzimy robic,ze szkola, zakupy, odstwiamy zakupy ,a potem idziemy na spacer dla ciebie.

        Zupelnie nie rozumiem jak kobiety ida do sklepu i wypuszczaja takiego malucha w supermarkecie i robia zkupy, dziecko ucieka one gonia, przy kasie zamiast placic to lataja za dziecikiem,zakupy trwaja o wiele dluzej ,no koszmar,albo przychadza dziecko z hulajnoga czy malym rowerku i biegaja jak wariatki po sklepie za dzeickiem zamiast robic zakupy.
        A juz najbardziej rozwala mnie gadanie, bo on/ona nie chce siedziec/dac reki.

        Moje tez uciekaly, ale jak trzeba bylo siedzialy darly sie ,ale nie ma zmiluj sie.
    • jul-kaa Re: Koszmarne spacerki 16.11.11, 00:15
      Zainwestuj w szelki ze smyczą. Dostaniesz gratis dziwne miny niektórych przechodniów oraz potępienie niektórych matek na forum, ale może trochę Ci ułatwią życie smile

      https://img.bazarek.pl/225966/14661/2279119/7146263114dc5a6048e9b0.jpg
      • 3-mamuska Re: Koszmarne spacerki 16.11.11, 03:18
        jul-kaa napisała:

        > Zainwestuj w szelki ze smyczą. Dostaniesz gratis dziwne miny niektórych przecho
        > dniów oraz potępienie niektórych matek na forum, ale może trochę Ci ułatwią życ
        > ie smile
        >
        > https://img.bazarek.pl/225966/14661/2279119/7146263114dc5a6048e9b0.jpg
        > ]
        Moj mlody jak wychodzil z domu bez wozka to zawsze szelki zakladalam,nawet ja wisialy luzno z tylu to zawsze moglam zlapac gdyby chcial wyskoczyc na ulice.
        Corka po jednym razie z szelkami zrobila sie grzeczna na ulicy,a jak tylko zaczynala uciekac wystarczylo wspomniec o szelkach i juz dziecko szlo spokojnie.
      • myelegans Re: Koszmarne spacerki 16.11.11, 04:20
        szelki, zalezy od dziecka. Ja raz pozyczylam i sprobowalam, wscieklizna byla taka, ze szybko zdjelam, polozyl sie na ziemi, jak wstal i poczul, ze cos go ogranicza, to wscieklizna wracala.
        IMO, szelki daja dziecku falszywe poczucie bezpieczenstwa i sa kula, kiedys nie bedzie szelek i popedzi na jezdnie, bo szelki zawsze byly i one go trzymaly, wiec nie musi myslec. Daje mixed messages.
        • hanalui Re: Koszmarne spacerki 17.11.11, 00:11
          myelegans napisała:

          > IMO, szelki daja dziecku falszywe poczucie bezpieczenstwa

          A co zas to u 1.5-2 latka? surprised?
          Przecie ten maluch pedzi na oslep bez zadnego poczucia bezpieczenstwa wiec jak moze miec falszywe poczucie bezpieczenstwa? Toz on ma bezpieczenstwo w 4 literach.
          Szelki sa tak naprawde dla rodzica a nie dla dziecka, glownie dla kregoslupa rodzica wink, a poza tym jaka to roznica czy bedzie trzymane za reke czy na szelkach, toz i tu kontrola i tu, i tu powstrzymywanie i tu.
          A w tym wieku to wlasnie rodzic ma kontrolowac i nie wazne w jaki sposob, byleby byl skuteczny

          > i sa kula, kiedys nie
          > bedzie szelek i popedzi na jezdnie, bo szelki zawsze byly i one go trzymaly, w
          > iec nie musi myslec. Daje mixed messages.

          Do tego czasu to juz bedzie na tyle kumate, ze po pierwsze bedzie mozna mu spokojnie wytlumaczyc i dziecie bedzie kumalo o co chodzi, po drugie bedzie mniej zainteresowane ulica bo juz ja bedzie widzialo mnostwo razy i mnostwo razy bylo powstrzymywane wiec sie po prostu zakoduje sie dzieciakowi, po trzecie...przyjdzie etap gdzie chodzenie z rodzicem za reke jest frajda a nie ograniczeniem jak w przypadku takiego malucha.
    • julka1967a Re: Koszmarne spacerki 16.11.11, 02:01
      Mój syn za kilka dni skończy 21 miesięcy i właśnie wychodzi z fazy wyrywania i uciekania. Gdybym mieszkała w mieście to dla bezpieczeństwa dziecka kupiła bym smycz.
    • walasia1 Re: Koszmarne spacerki 16.11.11, 23:01
      Szelki!
      Nacieszy się samodzielnością będzie chodzić za rękę i jeździć znów w wózku.
    • jerzozwierza Re: Koszmarne spacerki 17.11.11, 21:31
      JAkoś mnie rozrzewnił Twój post- u nas było to samo plus kładzenie się na schodach lub próby zeskoczenia ze schodów głową w dółsmile)) NIc nie działało na dłuższą metę, wszystko na krótką. Została wprowadzona zasada, że dziecko wszędzie jest transportowane wózkiem- ale miał codziennie 2 razy po 2 godziny na ogrodzonym placu zabaw i w parku na wolność. Szybko zaakceptował, że nie ma wyjścia, w drodze z punktu A do B siedzi w wózku I NIE MA INNEJ OPCJI. Dziś, ma dwa lata i miesiąc, wszędzie chodzimy bez wózka, sam mi podaje rękę (nie zawszesmile, różnica jest gigantyczna. Ale to były ciężkie czasy, ten wyrywający się wyjący do samostanowienia berbećwink Pozdrowionkasmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka