Hej wszystkim jestem mamą prawie dwuletniego urwisa...no właśnie to określenie idealnie opisuje ostatnie zachowanie synka

Wiem że każde dziecko musi się wyszaleć ma gorsze i lepsze dni ale od jakiegoś czasu mam wrażenie jakby mały celowo nam robił na złość... czy to wogóle możliwe? Robi wszystko żeby nas wyprowadzić z równowagi można prosić,kazać nic nie działa...próbowaliśmy już chyba wszystkiego i jeszcze doszły problemy ze spaniem w dzień a co za tym idzie w nocy... niby jest śpiący trze oczy potyka się o własne nogi kładzie się za chwilę wstaje marudzi za chwile się śmieje...nie daj Boże się obok niego położe(co jeszcze niedawno było naszym rytuałem) to zaczyna "świrowac" Nic do niego nie dociera...wczoraj szalał przez cały dzień myślałam że wieczorem padnie zmęczony a ten miał w nosie jeszcze bardziej się nakręcał...zasnął ok 22 po czym po godzinie zaczął okropnie płakać przez sen uspokoił się dopiero na rękach ale przez całą noc popłakiwał Może któraś z Was przechodziła coś podobnego? czy to ma coś wspólnego ze słynnym "buntem dwulatka"? Może macie jakieś sposoby na takie zachowanie dziecka bo ja już czuję się na skraju wytrzymałości i cierpliwości...