ankaszklanka1900
02.05.15, 11:23
obie maja po 4-4,5 lat, lubia sie, ladnie sie bawia. no powinno niby byc ok, ale... sek w tym, ze owa kolezanka corci przychodzi do nas prawie codziennie, na nawet kilka godz (ostatnio 5,5!)-tak srednio 3,-3,5 godz. ja wszystko rozumiem, ale czuje sie wykorzystana przez rodzicow tej kolezanki. maja poprostu darmowa opiekunke. mama tej dziewczynki pracuje w domu, wiec jej jest na reke jak dziecko poza domem. mojej corci nie zapraszaja, bo... mama musi miec spokoj do pracy. a po pracy potrzebuja odpoczynku.
jak kolezanka jest u nas to ja caly czas mam je na oku, bo sie boje, ze wspolnie wymysla cos nieprzewidywalnego. nie moge zajac sie niczym czym bym chciala, bo odpowiedzialnosc za czyjes dziecko. czuje sie jak niania na pelnym etacie.
podpowiedzcie jak wytlumaczyc mojemu dziecku, ze nie bedziemy pozwalali tak czesto przychodzic lulci do nas? nie chce mowic corci wprost, ze mama kolezanki przegina.
a moze poprostu wypalic mamie tej dziewczynki co o tym mysle? kiedys jej zasugerowalam delikatnie i nie tak wprost (raczej miedzy wierszami), ze mnie to meczy i mam dosc. ale ona to skomentowala tak, ze przeciez moja corcia sama zaprasza jej corcie. po czesci ma racje: jak ja widzi to zawsze wola-lulcia chodz do mnie pobawimy sie. a wtedy ta mama mowi, ze "to idz jak cie wola".
ostatnio meza dopadla pod blokiem i mial problem, bo musial dwie rozbrykane dziewczyny pilnowac na placu zabaw przez prawie 2 godz. potem sie wkurzyl, wzial te druga za reke i poprostu zaprowadzil do domu, a z nasza jeszcze zostal.
ja bym nie miala tak do konca jej tego za zle, gdyby czasami mi sie zrewanzowala i wziela moje dziecko do siebie.
jak to rozegrac? podpowiedzcie.