Słuchajcie jestem przeszczęśliwa. Synek w sobotę skończył 25 miesiąc. W sobotę przed kąpielą, jak już stał golutki to powiedział: ja siku lobiem! I się zaśmiał, ja powiedziałam żeby nie sikał na podłogę tylko do nocnika, i podałam szybko nocnik i nasikał do niego

Pierwszy raz w życiu

Posadzić się nigdy nie chciał. Ucieka z nocnika. Ale stanął w rozkroku, i nalał (ja łapałam).
Razem zrobiliśmy papa siku i wylaliśmy do WC.
To samo powtórzyło się w niedzielę. Przed kąpielą, golutki, nagle mówi: ja lobiem siku! Jakby chciał mnie ostrzec. Podałam szybko nocnik - zrobił do nocnika.
Tak na co dzień leje w pampy, bez opamiętania, czasem zgłasza, że ma kupę ale zwykle kłamie, że nie ma mimo że ma

No i dziś rano, po obudzeniu wzięłam go do łazienki i zapytałam, czy chce znów zrobić siusiu do nocnika

Powiedział, że tak, rozebrałam go z piżamki, przytrzymałam nocnik, powiedziałam siiii i zrobił, i to sporo
Wiem, brzmie jak nieszkodliwa wariatka, ale tak się cieszę.
Staram się nie robic przy nim z tego wielkiej hecy, ale w środku cała śpiewam. Jak myślicie, jest to początek tego sławetnego treningu? Czy raczej chwilowa fascynacja, nic nieznacząca?