panizalewska
01.01.16, 20:10
Z cyklu Jak się ogarnąć na malutkim metrażu. Rzecz dotyczy mojej siostry, jej męża i dziecia lat nieco ponad 2. Walczą z rzeczywistością na ok 26 metrach kwadratowych. Siostra chodzi do pracy, szwagier opiekuje się młodym.
Zasadniczo siostra musi się wysypiać, to pierwsze primo, a młody jest bardzo trudny do uśpienia. W zasadzie od zawsze. Z jednej strony chciałoby się cokolwiek porobić w domu po pracy, jeszcze w przyzwoitych godzinach, z drugiej strony, chwila świętego spokoju też ratuje dobrostan psychiczny Matki Polki. A wieczorem WSZYSCY muszą mieć ciszę nocną, ciemność i cichość. Nie da się nijak odgrodzić np komputera, żeby ekran nie dawał po oczach w całym pokoju, śpiącemu cudem dziecku także.
Młody ostatnio strzela fochy gastronomiczne, jak to 2-latki. Problemy dodatkowe tworzą się, kiedy "ja muszę się wysypiać do pracy" zaczęło owocować karmieniem dziecka w nocy jogurtem z dżemem, byle by przestał wyć szybko i skutecznie. Młody za to nie je za dużo w dzień.
W ramach chwili świętego spokoju (nie znam realnego czasu i częstotliwości bajek, choć z opisu szwagra wynika, że częściej, niż rzadziej) młody jest sadzany przed kompem i hipnoza na 2 godziny przy bajce pełnometrażowej.
Od razu zaznaczam, poniekąd się usprawiedliwiając, że moje dziecię w tym wieku też oglądało bajki, przez 3-4 miesiące było ich sporo - z powodu narodzin młodszego i mojego nieogarnięcia się z dwójką dzieci. ALE zawsze mieliśmy osobną sypialnię, pół drugiego pokoju i tata pacyfikował dzieci długo, kiedy było trzeba, samemu wstając do pracy.
Więc teges. Nie do końca jestem świadoma, jak realnie żyje się i ogarnia rzeczywistość z małym dzieckiem na małym metrażu, w jednym pokoju. Czy możecie mi pomóc, pomóc siostrze? Czy można to wszystko jakoś uporządkować, żeby nie rozpuścić młodego jak dziadowski bicz, nie pozbawić go zębów (przez próchnicę), ale jednak, żeby sis się w miarę wysypiała nocami? Czy rady w stylu "trzeba zacisnąć zęby i przecierpieć kilka nocy z wyciem młodego" w ogóle mają w tym przypadku sens i nie są kopaniem leżącego?
Dodam, że szwagier, czyli tata młodego, widzi problemy i bardzo chciałby je jakoś sensownie rozwiązać, tylko kurcze nie ma pomysłu, jak. Zabiera młodego często do sali zabaw wieczorami, w lecie cały dzień siedzą na działce (mają o rzut beretem, ale domek nie jest całoroczny, teraz ciężko). Poddałam myśl, że może mały jest przestymulowany dzikimi harcami z dziećmi w hałasie do godziny 19, ale z kolei długie romantyczne spacery przy mrozie i po ciemku to średnia frajda.
Czy ktoś z Was ma podobnie i jak dajecie radę? Helpunku, potrzebuję lajfhacków