O matko. Córka (5l) ostatnio, czyli od może pół roku, ma straszliwą fazę na obrażanie się.
Z byle (w moim oczywiście odczuciu

) okazji: bo się zawstydzi, bo jej się coś nie podoba, bo zapowiedziałam koniec bajek lub powrót z placu zabaw, bo pojedziemy autem, bo koleżanka krzywo popatrzyła, bo kolega łobuzował, bo pani sobie zażartowała.
Dąsy i fochy ~20 razy dziennie. Najgorsze przy wychodzeniu do przedszkola i każdy poranek to jest męka (nie chce iść, bo to "nudne" przedszkole, mimo że generalnie wydaje się być z niego zadowolona jeśli zapytać PO przedszkolu), a potem obrażalstwo w mniejszym lub większym stopniu się utrzymuje.
Co robić? Jestem już tym zmęczona. Pytamy o co chodzi, pomagamy wyrażać myśli. Córka z tych wrażliwych więc rozmawiamy o uczuciach, czytamy książeczki, tłumaczymy i słuchamy. Nic to nie daje. Dąs goni dąs. Czy wasze 5-latki miały taki okres, czy traktować to jako cechę osobniczą?
Jakieś rady? Bo padnę z tą małą gradową chmurką.