Witam wszystkich

Nie mam dzięki Bogu żadnego problemu z Dzieckiem i nie z tego powodu piszę.
Chciałabym tylko powiedzieć słów parę o rzeczy dziwnej, która mnie spotkała
dwa lata temu i trwa do dzisiaj.
Mam 18 lat. Dwa lata temu odkryłam, że moja matka rodzona jest w ciąży. Nie
powiem, żebym była zachwycona.
Potem się przyzwyczaiłam, aż w końcu - o zgrozo! - zaczęłam się cieszyć.
No i w końcu Dziecko się urodziło.
54 cm, 2,950kg.
Był śliczny.
Na pierwszy rzut oka mi się nie spodobał, ale jak się przyjrzałam to go
pokochałam.
Rzecz dziwna - nie kochałam go zanim się urodził ani nawet jak go tylko
zobaczyłam. Musiałam mu się przyjrzeć. Wystarczyło mi 10 minut.
No i od tamtej pory minęło półtorej roku. Dziecko niesamowicie dało nam
wszystkim popalić. Teraz dopiero pokazuje, kto tu rządzi

Ale ja jestem z niego niesamowicie dumna. To jest niesamowite, jaki on jest
mądry. Potrafi naśladować zwiarzątka,
mówić "mama", "tata", "baba", "papa", "bam". Rozumie dużo więcej niż nam się
wydaje i wyciąga logiczne wnioski.
Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Może i jestem nieoryginalna, typowa i konwencjonalna w tym względzie, ale nic
na to nie poradzę. Nie jestem po prostu w stanie sobie wyobrazić co by było,
gdyby jego nie było.
No i to by było na tyle. Ja się chciałam tylko pochwalić
Pozdrawiam