Witam.
Już nie mam siły. Nie wiem czy to ja mam taką oporną rodzinkę, czy wszystkie
babcie i wszyscy dziadkowie za wszelką cenę chcą uszczęśliwić swoje wnuczęta
słodyczami. Co prawda ostatnio odniosłam mały sykces w tej kwestii - moja
mama przestała mojej córci proponować słodycze, dopiero kiedy mała sama się
upomina to coś od niej dostaje. Gorzej jest z teściami, ci są zupełnie
nierefolmowalni, wszelkie rozmowy o próchnicy, nadwadze nie odnoszą
najmniejszego rezultatu

Przykład z wczorajszego dnia: przyjechali zanim
skończyłam obiad i z progu moja córcia dostała paczkę ciastek - mówię, że
jeszcze nie jadła obiadu, a teść na to że jak zje jedno ciastko, to nic się
jej nie stanie. Tyle że jedno ciastko, to może zjeść on, a nie 20-to
miesięczny łakomczuszek który przepada za słodyczami i nie rozumie tego typu
ograniczeń. Efekt był taki że córcia wyła kiedy jej zabrałam te ciastka, a
teść się chyba obraził.
Dlaczego oni nigdy nie przyjeżdają z jabłkiem czy bananem?
Dodam tylko, że nie jestem jakąś zatwardziałą przeciwniczką słodyczy i sama
też je daję mojemu dziecku, ale staram się robić to z głową.
Czy Wy też macie takie problemy? A może się już z nimi uporaliście?
Doradźcie coś, proszę - bo mi się już skończyły pomysły.
m.